daily menu » rate the banner | guess the city | one on oneforums map | privacy policy | DMCA | news magazine | posting guidelines

Go Back   SkyscraperCity > European Forums > Forum Polskich Wieżowców > Fotografia > Miasta polskie



Global Announcement

As a general reminder, please respect others and respect copyrights. Go here to familiarize yourself with our posting policy.


Reply

 
Thread Tools
Old August 22nd, 2007, 07:01 AM   #1
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

[Wrocław] Małe sky.

Wątek dedykowany Justynie z Wrocławia


"Dla Ciebie - Szacunek"

Podziwiam Cię za walkę o siebie,
za trud w nią włożony, za wielką wolę.
Za walkę z życiem o swoje własne.
Za to że się nie poddałaś,
za to że się przed losem nie ugięłaś.
Za to że nie dałaś za wygraną i walczysz o siebie.
oraz za to, że masz w sercu nadzieję,
wiarę i oczywiście miłość
Wielki dla Ciebie szacunek.

Słowa uznania za to, że jesteś samodzielna,
duża buźka za Twoją pomoc,
za Twoje oparcie, za ramię...
Za Twój miły szczęśliwy głos,
ładny uśmiech i powiew włosów...

Wielki skok - podróż w przestworzach,
ponad chmurami jest w zasięgu ręki.
To osiągalne marzenie,
Które będzie tu na Ciebie czekać.

08.08.2004
Duży dla niej szacunek
N.Y



Przedmowa.

Mój wątek jest wirtualnym miastem, który będzie się rozwijało, zmieniało, modyfikowało, w zależności od potrzeb, oczekiwań, celów jakie otrzyma w miarę jego rozrastania. Początkowo myślałem, że będzie on zwykłym albumem zdjęć. Może nie takim typowym jak większość tu przedstawianych bo dodatkiem do niego jest mój dziennik z podróży zawierający opis sześciodniowego pobytu we Wrocławiu.

Oprócz opisów obecnych w dzienniku z podróży zawarłem moje przemyślenia na temat Wrocławia, jako żywego organizmu, jego piękno, urokliwość i wyjątkowość, starałem się ocenić też jego funkcjonalność, poziom życia oraz inne aspekty dotyczące życia w tym mieście, jego pozytywne i negatywne strony. Oceniłem je subiektywnie, moim zdaniem na podstawie tego, co zobaczyły moje oczy.

W miarę dodawania coraz większej ilości zdjęć, przestało mi to wystarczać, ponieważ sama praca przy dodawaniu obrazków nie jest zbyt ciekawym zajęciem i robi się ją zbyt mechanicznie. Dlatego oczekiwałem na chociaż większy odzew ze strony wrocławskich forumowiczów, którzy swoje miasto znają najlepiej, z przynajmniej powinni. Moje prośby o włączenie się do rozmowy i polemiki na temat moich przemyśleń nie zostały wysłuchane, może powodem tego było niesprecyzowanie o co mi chodzi i niezrozumienie moich intencji.

Dlatego też zdecydowałem się zmienić nazwę wątku, który brzmiał wcześniej „anyway po prostu mój Wrocław”, który jak sama nazwa wskazywała był moim tematem, moim subiektywnym zdaniem moimi zdjęciami oraz ich opisem, mymi przemyśleniami i porównaniami. Odświeżony wątek otrzymał nazwę „[Wrocław]Masz swoje zdanie”, niestety nic lepszego nie przychodziło mi do głowy, ale według mnie i tak pomysł był trafiony ponieważ sama nazwa i jej przekaz nie były jednoznaczne i każdy w niej mogł odnaleźć inny sens i znaczenie.

Moje prośby o polemikę w sensie opisów miejsc, budynków, innych spraw dotyczących Wrocławia, swoich własnych odczuć zostały wyszczególnione w jednym z późniejszych postów oraz skierowane do konkretnych osób, ponieważ właśnie ich krótkie komentarze pojawiały się czasami pod moimi zdjęciami. Poprosiłem ich o odpowiedzi na moje pytania i dałem im pole do popisu, miejsce gdzie mogliby się wykazać swoją wiedzą o Wrocławiu, którą to wiedzę najlepiej posiadają właśnie oni, a przynajmniej tą obiektywną jako wrocławianie, czyli fakty, daty, inne.

Chciałem aby stali się oni współautorami wątku, żeby dbali o niego tak jak ja starałem się o niego dbać, chciałem by owy wątek póki nie zostanie zamknięty, a na początku miałem to w planach stał się fajnym miejscem gdzie można obejrzeć Miasto Spotkań takim jakim jest, jego piękno, wyjątkowość, urok i powab, chciałbym też przedstawić zwykłą stronę Wrocławia, może nie negatywne strony choć może niezbyt reprezentatywne, które posiada każde miasto. Żadne miasto nie jest idealne, każde posiada tak samo wady i zalety, gdzie może nawet dojść do paradoksów bo czasami zaleta może może okazać się wadą, a wada zaletą. Chciałem pokazać jego ludzką twarz, na której widać uśmiech, łzy radość i smutek czasami siłę, magię, młodość a także zmęczenie czy zmarszczki.

Miejscem gdzie forumowicze, ci spoza Wrocławia mogliby zobaczyć to miasto w trochę niecodziennym świetle, moim okiem, w mojej opowieści oraz przy pomocy moich zdjęć, żeby mogli także przeczytać Wasze wrocławskie opisy i opinie, ponieważ ja nie przedstawię i nie przekażę im tego czego sam o Wrocławiu nie wiem. Po co otwierać nowy wątek i tam zaczynać polemikę i podejmować zadania takie jakie sobie i Wam wyznaczyłem. Chciałem poprzez swój wątek dać sobie szansę na lepsze poznanie Wrocławia, by wiedzieć więcej i zobaczyć go nie swoimi oczami, proszę o więc o wskazówki, które mogą mi w tym pomóc, także Wam dałem szansę na właśnie ludzkie pokazanie Wrocławia, Waszymi oczami lub chociaż oczami obiektywnego obserwatora, który zna fakty, daty, historię swojego miasta, bo właśnie Wy widzicie jak on się z dnia na dzień zmienia. Z drugiej strony mogliście także pokazać także jak jesteście z niego dumni i jak kochacie to miasto, wyrażając każde subiektywne zdanie i opinię. Także by inni forumowicze spoza Wrocławia, ci co go nie znają jeszcze, a chcieli go zobaczyć i poznać, przynajmniej na forum mogliby to zrobić trochę inaczej, w inny nowatorski sposób, właśnie dzięki nam. Gdzie do dyspozycji dostaną ciekawą lekturę, zmuszającą do myślenia i poruszającą ich wyobraźnię, zdjęcia, przemyślenia odczucia, opisy, wrażenia, porównania, opinie oraz fakty i mity.

Nie wiem jak długo ten wątek będzie trwał, a zależy to ode mnie, ale także od Was, od Waszego zainteresowania nim, a z Waszym zdaniem chciałem i musiałem się liczyć, w każdym razie miałem nadzieję, że będzie się rozwijał, szedł do przodu, a nie cofał się wstecz, mam nadzieję, że także Wam wrocławianom też zacznie na nim zależeć ponieważ nie miałem w swoim zamiarze obrażać nikogo i miałem w zamyśle dobro tego miasta, a nie dyskredytowanie go czy inne tego typu negatywne związki.

Przypominałem, że w razie potrzeby będzie się on zmieniał i ja sam tak naprawdę nie wiedziałem co się jeszcze w nim zmieni i co Wy sami mogliście w nim zmienić na lepsze, bo do Was także należał wybór jaką ścieżką on będzie podążał.

Chciałem by owy wątek on należał także do Was, bo Wy będąc tam na miejscu obserwujecie Wrocław, tam żyjecie tam mieszkacie, tam właśnie zapuściliście korzenie, to Wy znacie je najlepiej jak nikt inny i właśnie Wy tworzycie jego historię nawet tu na forum FPW.

Gorąco pozdrawiam, zachęcam do pracy, do przemyśleń, do wyrażania własnych odczuć, opinii, na temat Waszego miasta

błahu

Niestety pomimo moich próśb i późniejszego wyszczególnienia konkretnych pytań i zadań:

1. Jak oceniacie niemiecką historię przedwojennego Wrocławia – Breslau.
2. Historia i narodziny polskiego Wrocławia.
3. Pokaż i opisz historię wrocławskich pomników.
4. Czym są brukowane ulice we Wrocławiu.
5. Historia rynku i ratusza katedry i kamienic wokół.
6. Czym jest dla Wrocławia Odra. Funkcje, historia, inne.
7. Mosty Wrocławskie.
8. Jaki naprawdę jest Ostrów Tumski.
9. Świątynie Wrocławia.
10. Stare Miasto.
11. Wrocławskie Śródmieście.
12. Aglomeracja wrocławska
13. Panorama Racławicka.
14. Muzeum Narodowe. Budynek i historia.
15. Urząd Wojewódzki. Historia budynku.
16. Dzielnica Fabryczna.
17. Fabryki we Wrocławiu.
18. Inwestycje we Wrocławiu.
19. Hala Stulecia. Ogród Japoński. Historia, budynek.
20. Biurowce we Wrocławiu w przebudowanych kamienicach. (Funkcje historia daty powstawania przykłady firm.)
21. Architektura Wrocławia – ogólnie.
22. Hotele wrocławskie.
23. Wieżowce Wrocławia.
24. Poltegor
25. Park Południowy.
26. Krzyki.
27. Psie Pole.
28. Kozanów.
29. Muchobór Mały
30. Ulica Powstańców Śląskich.
31. Powódź we Wrocławiu w 1997 roku.
32. Media Wrocławskie.
33. Komunikacja, historia tramwajów.
34. Brukowane ulice.
35. Trójkąt bermudzki.
36. Centra Handlowe.
37. Osiedle akademickie. Wieżowce.
38. Ołówek i kredka.
39. Koncerty imprezy we Wrocławiu.
40. Sylwester we Wrocławiu.
41. Wrocław – Miasto Spotkań.
42. Wasze ulubione miejsca we Wrocławiu.
43. Gdzie jest centrum miasta?
44. Krzyż nad Odrą na Śluzie Różance.
45. Euro 2012 we Wrocławiu.
46. Wrocławskie marki firmy kojarzone z miastem.
47. Poświętne.
48. Dworzec Główny, kolejowy.
49. Dworzec Główny PKP.
50. Park Szczytnicki.
51. Każde Wasze skojarzenia i porównanie Wrocławia i Łodzi

nie zostało one spełnione tylko trzy może chyba 4 osoby zdecydowały się na inicjatywę i wkleiło kilka informacji o Wrocławiu.

Jednym z powodów dlaczego wkleiłem tutaj swój mały opis siebie, który mogliście odnaleźć w dalszych postach, (teraz już nie ponieważ go usunąłem) było to, że mój dziennik, mój temat z podróży nie jest podobny do innych obecnych tu na FPW, innym powodem było to, że umieściłem w nim kilka moich zdjęć, ale najważniejszym powodem było to, że chciałem wrocławian w końcu przekonać do siebie i było to dla mnie ostatnia deska ratunku dla tego wątku w takiej formie - wspólnej pracy jaką sobie założyłem. Funkcji albumu zdjęć + moich przemyśleń oraz wrocławskich faktów, dat, rzeczy o których o Wrocławiu nie wiem, także ich przemyśleń o ile by się na nie zdobyli. Chciałem stać się równorzędnym partnerem do rozmowy i polemiki, by mnie zaczęto traktować poważnie za moją pracę, za to co robię w tym wątku, żeby wreszcie choć trochę mnie zrozumiano jako osobę...



Niestety czasami na tym forum trudno zmusić kogoś na odrobinę wysiłku i myślenia i poruszyć wyobraźnię, a nie uważam się w żadnym stopniu za kogoś lepszego od Was innych forumowiczów, po prostu chciałem i sobie i Wam i innym osobom spoza Wrocławia dać szansę. Sobie na lepsze poznanie i zrozumienie Wrocławia, nauczenie się go na nowo. Jeśli chodzi o wątki wrocławskie nie znałem ich i dużo czasu zajęło by mi przyjrzenie się im, dlatego też wolałem żeby wrocławianie zrobili to za mnie. (Jak później zauważyłem, pracując sam, nie było to takie trudne, chociaż trochę czasochłonne, lecz nie niemożliwe, a i nawet ciekawe).

Poza tym dałem w Wasze dłonie szansę na pokazanie jak bardzo zależy Wam na rodzinnym mieście, mogliście przedstawić jego prawdziwe oblicze, jego ludzką twarz, ukazać fakty i mity jego dotyczące, mogliście zrobić wszystko co chcielibyście, w końcu także do Was ten wątek należy. Chciałem dać także szansę forumowiczom z innych zakątków Polski żeby poznali Wrocław trochę inaczej, niż robili to do tej pory, czy dla tych co nie znają go wcale.

Czy taki nowatorski sposób prezentowany przeze mnie za pomocą mojego dziennika, zdjęć ułożonych chronologicznie, przemyśleń, porównań do rodzinnego miasta nie jest ciekawszy niż zwykły album zdjęć.

Chciałem byście Wy także włożyli w niego pracę i serce i dbali o niego tak jak ja to robię, by stawał się coraz lepszy piękniejszy coraz ciekawszy. Czy po zakończeniu pracy w wątku, lecz już nie po zamknięciu go bo tego już nie ma i nie będzie w planach, nie bylibyście dumni ze swojej pracy nad nim? Czy nie zaglądalibyście do niego z poczuciem dumy, że udało się Wam stworzyć coś fajnego? Niestety i to nie pomogło... Nie byłem w stanie zrozumieć takiego toku myślenia dlatego też przez jakiś czas nie zamieszczałem nowych zdjęć, tylko edytowałem stare posty, z których zacząłem usuwać zdjęcia słabej jakości ponieważ zbyt dużo pojawiało się ich na stronie, poza tym korzystałem ze źródeł wikipedii oraz za pośrednictwem wrocławskiej części FPW, do których linkowałem wykorzystywałem zasoby zdjęciowe. Poza tym pozwoliłem wkleić sobie kilka artykułów Gazety Wyborczej oraz korzystałem z innych źródeł.

Postanowiłem nadać mu też nową nazwę, która brzmi teraz "[Wrocław]Małe sky." Myślę, że owy tytuł już się nie zmieni ponieważ obrazuje on właśnie to, co chcę za pośrednictwem tego wątku przekazać. Mam nadzieję, że wątek po przebudowie bardzie Wam się podoba do, że jest ciekawszy, że mniej zdjęć pojawia się na stronie, że Wasz procesor trochę odpoczął. Jeszcze wiele może się w nim zmienić, wiele można jeszcze dodać, wiele poprzestawiać, wiele jeszcze pracy nad nim. Następne zdjęcia wklejane przeze mnie będą już rozsądnie dodawane oraz w odpowiednie do tego miejsce, w odpowiedniej formie, o odpowiedniej jakości. Dziękuję za choć małe ale jednak udzielanie się w wątku, jakoby była taka Wasza chęć i potrzeba, już chyba wiecie o co mi od początku chodziło, o co Was prosiłem. W obecnej sytuacji sam już zadbam o jego wygląd, tak jak go sobie właśnie wyobrażam, lecz jeśli macie jakieś pomysły po prostu wklejajcie. Doszedłem też do wniosku że wątek ten nie obowiązuje już zasada zamknięcia, nie zależy mi na takim kończeniu pracy nad nim jako o zamkniętej całości. Pozwolę mu ewoluować, niech dalej spełnia swoją rolę i zostawiam furtkę dla tych, który ten wątek w przyszłości zauroczy czy choć trochę zainteresuje. Ostatnim moim pomysłem było dodawanie teledysków za pośrednictwem serwisu youtube.com oraz lyrics. Na każdej stronie pojawi się jedna piosenka, może dzięki temu ciekawie się będzie czytało i oglądało ten wątek.

Czekam na podobną relację z Łodzi jeśli ktoś kiedyś zawita do mojego miasta, którego ja i wszyscy łodzianie nie wstydzimy się, bo nie można jego się wstydzić jak i nie można się wstydzić swojej matki. Łódź jest czasami brudna, zaniedbana, taka ona właśnie jest, ale to się cały czas zmienia i jeszcze się dużo zmieni na lepsze. To miasto jest skazane na sukces, bo to miasto ma wielki potencjał i nie mówię subiektywnie ponieważ wielu z Was na forum mówiło to samo. Jeszcze wiele można i zmienić, ważne żeby zacząć od siebie i od własnego podwórka.

Tak, czekam na mały revange, bo ciekawi mnie wrocławian opinia na temat Łodzi, mojego miasta, opinia nie powierzchowna, którą każdy może sobie ot tak wydać, tylko opinia przemyślana i ciekawa być może też w formie dziennika, jak mój, Wasz wybór. Czemu nikt na FPW ma nie pójść w moje ślady i nie skorzystać z moich pomysłów?? Czemu nowatorska forma nie może się pojawiać częściej na FPW??

Jeśli spojrzycie na moją sygnaturę, obecnie jest ona pusta, a były w niej linki, strony, rzeczy, projekty, inne działania, w które włożyłem swoją pracę, wysiłek. Te strony tworzyłem, te wątki zakładałem, te przemyślenia wklejałem, te zdjęcia umieściłem na serwerze by przybliżyć Wam wszystkim forumowiczom - Łódź. Niektórzy powiedzą to mało, na razie więcej dla Łodzi nie zrobiłem i nie jestem w stanie zrobić. Na razie może w przyszłości się to zmieni. Także właśnie w owej sygnaturze oraz w moim sercu jest Wrocław i jak na razie jest to moja największa inicjatywa, nad jaką pracuję na forum, największy mój hołd dla tego miasta jaki mogę mu oddać. (Niestety wiersza nie udało mi się napisać…)

Wszystko co robię na tym forum robię dla Łodzi bo to jest moje miasto i je kocham najbardziej, a potrzebuje ono wiele miłości, tym bardziej teraz. Także i Wrocław jest w moim sercu z wielu powodów, stamtąd pochodzi część mojej dalszej rodziny, tam zawsze chciałem pojechać na Sylwestra na Rynku, Wrocław kojarzy mi się z akcją Łódź - Powodzianom, jeszcze z mojego dzieciństwa, stamtąd pochodzi Justynka, tutaj spędziłem mój pierwszy prawdziwy urlop. Jest wiele powodów dla których pokochałem Wrocław, lecz nigdy on nie będzie dla mnie pierwszy, bo w moim sercu zawsze będzie Łódź, tu się urodziłem, to miasto mnie wychowało, to miasto po prostu jak najbardziej szanuję i kocham.


Pozdrawiam serdecznie

błahu







Wstęp

Moje wspomnienia z Wrocławia, które chcę tutaj Wam przedstawić, przybierały w moich myślach różne formy i mutacje aby były jak najbardziej przystępne oraz ciekawie przedstawione. Wiele przemyślałem i doszedłem do wniosku, że forma pamiętnika, a w zasadzie dziennika z mojej podróży będzie najlepszą formą ich przedstawienia, za pomocą słowa oraz przy pomocy zdjęć zrobionych przeze mnie w czasie mojej podróży.

Nie chciałbym Was zanudzać moimi opowieściami i przemyśleniami, ale Ci co poznali moją umiejętność posługiwania się słowem i językiem polskim wiedzą, że potrafię pisać z sensem, może nie pięknie, ale się staram żeby tak właśnie było. Staram się nie popełniać błędów ortograficznych, stylistycznych czy gramatycznych, a przede wszystkim się układać zdania tak by przyjemnie się mnie czytało oraz czytano mnie ze zrozumieniem.

W każdym razie mam nadzieję, że mój thread zostanie przyjęty z entuzjazmem, mam też nadzieję, że przedstawione w nim zdjęcia także Wam się spodobają i że dodadzą uroku mojej opowieści, że pozwolą Wam nie tylko oczami wyobraźni zobaczyć mój Wrocław, lecz także zobaczyć go na własne oczy, pozdrawiam gorąco ze swojej strony wszystkich forumowiczów, w szczególności wszystkich wrocławian, którzy mają szczęście mieszkać w tak pięknym i uroczym miejscu jakim jest to miasto.

błahu

05.08.2007

Wstałem dzisiaj o piątej rano, już wczoraj przygotowując większość rzeczy potrzebnych mi w podróży. Mój mały niezbędnik zmieścił się w plecaku, niedużym, ale za to na maxa wypchanym, zawierającym ciuchy, przybory toaletowe, mapę, zeszyt oraz długopis, nie zapominając oczywiście o aparacie fotograficznym i ładowarce. Zapomniałem za to wziąć ze sobą łącznika USB z komputerem, lecz nie był on mi potrzebny ponieważ Justyna na szczęście przekopiowała moje zdjęcia wkładając kartę pamięci do swojego aparatu i takim to sposobem owy kabel po prostu i na szczęście okazał mi się być zbędny.

Umyłem się, zjadłem kanapkę, wypiłem kawę i już o 5.30 byłem na przystanku, niestety mój autobus przyjechał o 5.48 i o mały włos nie spóźniłem się na pociąg odjeżdżający o 6.01.
W każdym razie udało się jadę pociągiem w kierunku Wrocławia, na trasie zdążyłem zrobić parę fotek, może niezbyt urokliwych ale jednak. Niestety większość z nich i tak musiałem wykasować z powodu oszczędności w jeszcze 256 - megowej karcie pamięci. Po godzinie od wyjazdu byłem w zduńskiej Woli, po dwóch już za Kaliszem, kierując się do Ostrowa WLKP. Wreszcie po czterech godzinach mniej więcej ok. godziny 10 rano dojechałem do Wrocławia.

Wrocławski dworzec wygląda świetnie, jest trochę zaniedbany lecz bardzo urokliwy i piękny, zbudowany jeszcze przez Niemców, podobne są, (a przynajmniej chyba były, przed modernizacją) min. w Berlinie i we Wiedniu. Dojeżdżając do dworca zdążyłem zauważyć, że Wrocław jest naprawdę dużym miastem i nie widać w zasadzie różnicy w podróży przez Łódź i do Łodzi choć uważam, że jego ścisła aglomeracja jest jednak mniejsza od łódzkiej odpowiedniczki. Z resztą z okna pociągu widać było niewiele…

Trochę się obawiałem o swój pobyt tutaj, bo jakby nie było przyjechałem sam, troszkę w ciemno, przyjechałem zapowiedziany, lecz nie co do dnia godziny i minuty. I gdyby nie moja znajoma poznana w Nowym Jorku nie miałbym tu nikogo i nie mógłbym tu na nikogo liczyć, ale na szczęście wszystko się udało i teraz nie chwaląc się, mam lepiej niż połowa turystów spędzających tu wakacje.

Przywitałem się z Justyną na Rynku, po którym oprowadzała ona swoich znajomych z Krakowa, którzy wpadli do niej na dzień, dwa. Andy jest Brytyjczykiem zaś Sonia Polką, lecz świetnie się dogadują i stanowią parę. Sonia mówi świetnie po angielsku z resztą także jak Justyna, a o Andy’m już nie wspominając. Z uwagi na to że mój angielski poszedł już dawno w odstawkę, schowany do szuflady i zakurzony, nie praktykowany od jakiegoś czasu wydał mi się obcy i troszkę obco się czułem się w owym anglojęzycznym towarzystwie.
Z czasem trochę już było lepiej zdążyłem sobie coś niecoś przypomnieć, ale to jeszcze nie było to, wniosek - muszę wziąć się za mój angielski, który bardzo lubię, lecz w którym to języku nie mam z kim pogadać nawet nauczyciele w mojej szkole są niezbyt przychylni żeby ze mną gadać, a w szczególności po angielsku…

Z rynku poszliśmy na chwilę przysiąść do kafejki położonej nieopodal do „Pożegnania z Afryką”, świetne miejsce, polecam, co ciekawe obecne także w Łodzi na Piotrkowskiej 88, jeśli ktoś z łodzian czytających mój dziennik jest zainteresowany, w którym nigdy nie byłem.
Wypiliśmy po kawie każdy wziął coś innego, ja w każdym razie wybrałem cappuccino z czekoladą. Podczas pobytu tam rozmawialiśmy sobie trochę, w większości owe rozmowy były prowadzone po angielsku ZGROZO, ale cóż nie mogłem i nie chciałem protestować, a ze zrozumieniem angielskiego nie mam problemów. Andy jest człowiekiem z branży IT, pracuje w Krakowie gdzie spędza 3 tygodnie w miesiącu zaś pozostały tydzień w Southampton, w Anglii skąd pochodzi. Sonia też pracuje w Krakowie, lecz nie wiem w jakiej branży, w każdym razie Justyna, u której się zatrzymałem pracuje w branży developerskiej w firmie Hammilton. Poznała Sonię i Andy’ego dopiero wczoraj, jak mnie później oświeciła, przez swojego brata, z którym utrzymywali oni kontakt, a wydawało mi się, że zna ich od zawsze, po prostu potrafi na tyle dobrze nawiązywać kontakty z ludźmi oraz zna świetnie angielski. Na tyle dobrze żeby bez przeszkód się z nimi porozumiewać.
Przez chwilę poczułem się jak w małym Nowym Jorku, gdzie obracałem się wśród różnych, mniej czy bardziej znanych mi osób, a podstawowym językiem kontaktu, a przede wszystkim myślenia - był język angielski.

Z owej knajpki przeszliśmy żydowskiej do restauracji „Nova” na ulicy Włodkowica, gdzie w przeszłości mieściła się gmina żydowska, gdzie na tyłach (na yard’dzie) mieści się i jest odnawiana synagoga.
Przed wojną owa ulica nazywała się „WallStrasse” czyli po anielsku po prostu Wall street, jak ta słynna w Nowym Jorku, lecz tak naprawdę Wallstrasse i Wall Street poza zbieżnością fonetyczną nie mają nic wspólnego jak zauważył w późniejszych postach jacekq. Jak mówi niestety ktoś, kto nazywał nowy biurowiec "Wall St. House" znajdujęcy się właśnie na owej ulicy specjalnie się tym nie przejął i jej legenda rośnie. Dodał, że podobnie było po wojnie, gdy Nakonz bruecke i An der Nakonz bruec ktoś nazwła ulicą Na końcu i mostem Na końcu.



Poza tym na tej małej choć urokliwej uliczce są jeszcze inne restauracje min. „Casablanca”, do której na chwilę zaszliśmy i zrobiliśmy kilka fotek oraz ciekawa rozsypująca się kamienica na sprzedaż, a mam nadzieję że uda się ją uratować i przywrócić jej dawny blask.
Właśnie tutaj w „Nova” poznaliśmy jej właściciela, polskiego Żyda pochodzącego spod Bielska Białej, o ile dobrze pamiętam, mieszkającego przez jakiś czas w New Jersey, gdzie prowadził interesy i mieszkał. Obecnie zajmuje się właśnie, lecz na pewno nie tylko, ową restauracyjką.
Z nim także rozmowy, by mógł nas zrozumieć Andy prowadzone były po angielsku, niestety nie byłem na tyle w temacie by zajmować głos w rozmowie, poza tym ten newralgiczny angielski, którego coraz więcej zapominam, nie był łatwą przeszkodą oraz głównym powodem nie podejmowania rozmowy było to, że owe spotkanie było kurtuazyjnym spotkaniem biznesowym , o ile można by było je tak nazwać. Nie starałem się odzywać nie pytany chociaż niestety i tak palnąłem czasami gafę. Oferował działkę przy ulicy Grunwaldzkiej 32, ale jak się później dowiedziałem nie była to tak czysta transakcja, gdyż w związku z wykupem działki trzeba by było nabyć razem z nią pewną spółkę, której nazwy nie znam. Poza tym poruszany był temat Żydów, Sonia opowiadał o książce, którą ostatnio z Andym przeczytali o "Byłem asystentem doktora Mengele" ukazującą zbrodniczość systemu i prawa rządzone obozem koncentracyjnym w Auschwitz.
Wypiliśmy po piwku, Justyna wypiła swój sok, za wszystko zapłacił Andy, z resztą to samo zrobił w „Pożegnaniu Z Afryką”, a nie lubię od czasów NYC, gdzie wiele osób mi pomogło, za co byłem i jestem im wdzięczny, lecz czasami wykorzystywałem tę hojność (nie oznacza to też tego, że sam nikomu tam, ani tu w Polsce po powrocie nikomu nie pomogłem). Po powrocie do Polski szczególnie wiem, że zarabiam na siebie i wydaję swoje pieniądze, nie potrzebuję żeby mi ktoś cokolwiek stawiał i gdy ktoś za mnie płacił, ale niestety nie miałem drobnej kwoty za które kupiłem pocztówki w Małgosi na Rynku, więc postanowiłem, że odwdzięczę się w inny sposób, dam im ramkę, którą razem z prezentem dla Justyny wziąłem ze sobą.
Gdy żegnaliśmy się już w domu u Justyny powiedziałem do nich – Thank you for a beer, anyway for everything . It was nice to meet you and to speak with you In English because I like this language and there where I live In Łódź I do not have anybody with who could I speak In English. I told them also because in the frame was a picture of some kind of couple and I said - Maybe there is not your picture but it could be your picture there. Na tym się pożegnaliśmy i życzyliśmy im dobrej powrotnej podróży do Krakowa. Wyprzedziłem trochę fakty, lecz wracam teraz do momentu gdy wyszliśmy z „Nova”. Trafiliśmy z powrotem Rynek gdzie się rozłączyliśmy oni poszli zrobić jakieś zakupy, a ja rozejrzeć się po okolicy. Zrobiłem parę fotek i wszedłem na chwilę do Galerii Dominikańskiej, lecz jakoś nie miałem ochoty biegać między tłumem kupujących i oglądać witryn sklepowych i wyszedłem stamtąd po chwili. Trafiłem na ulicę Oławską gdzie przysiadłem na ławce, gdzie po chwili dosiadły się jakieś dziewczyny, po akcencie domyśliłem się, że to Rosjanki. Chwilę porozmawialiśmy ZGROZO, znowu po angielsku, lecz one były słabsze ode mnie jeśli chodzi o posługiwanie się tym właśnie językiem, ale jakoś udało się nam dogadać, zrobiłem im parę zdjęć pamiątkowych ich aparatem, o swoim zapominając niestety, więc ich zdjęć Wam nie przedstawię. Pożegnaliśmy się, życzyłem im miłego pobytu i ruszyły dalej w trasę.
Ja siedziałem dalej paląc kolejnego papierosa i czekając na sygnał od Justyny i sam dając sygnał siostrze żeby zadzwoniła do mnie, co po chwili się stało. Długo nie rozmawialiśmy ze sobą, gdyż dopiero wstała zaspana po party poprzedniego dnia. W każdym razie po chwili dosiadł się do mnie jakiś facet, trochę podpity jak było słychać z akcentu wyglądał na stałego bywalca Wrocławskiego Rynku, jeśli wiecie o co mi chodzi, pogadał trochę do mnie o papierosach, bo do tego głównie się przyczepił.
Dokładnie o tym, że jest postacią rynku przekonałem się ostatniego dnia pobytu we Wrocławiu, kiedy spotkałem go po raz drugi jak walił sake ze swoim kolegą, od bransoletek, i ozdobnych łyżeczek i którym przytakiwało jeszcze dwóch innych handlarzy starych znajomych z Rynku, gościa od drewnianych ozdób oraz innego gościa zbierającego to i owo co z rynku i w okolicy.
Mniejsza o to zadzwoniła Justyna i powiedziała że jedziemy do niej, na Krzyki. Niedaleko od centrum, ale jednak kawałek drogi. Wysiedliśmy przy ul. Wietrznej, gdzie teraz będę stacjonował przez najbliższe kilka dni. Mam nadzieję że będzie to udany urlop, w sumie pierwszy prawdziwy urlop o trzech lat i należy mi się on jak psu kiełbasa, więc nie mam zamiaru sobie niczego odmawiać, oczywiście w miarę możliwości….
Po pożegnaniu Andy’ego i Sonii usiedliśmy sobie chwilę w kuchni i porozmawialiśmy sobie co słychać co u mnie co u niej, trochę ponarzekaliśmy sobie na tą naszą polską rzeczywistość i problemy z jakimi się borykamy. Potem zjedliśmy ona swoją kolację, a ja swoją czyli ostatnie przygotowane kanapki podróżne. Obejrzeliśmy „Powódź” z Ch. Slaterem i M. Freemanem, niezbyt ciekawy film, ale byłem już zbyt zmęczony na jakiekolwiek myślenie i owy film wystarczył żeby zabić czas i odprężyć się po całym dniu wrażeń. Jeszcze przed spaniem, zadzwoniła moja siostra z którą chwilę porozmawialiśmy oraz odebrałem telefon od Kamila z Kraśnika, któremu wcześniej na Rynku dałem sygnał, którego także poznałem na emigracji. Potem rozpakowałem się w szafce oraz w łazience, wziąłem prysznic i poszedłem spać.



06.08.2007


Wstałem dziś niemalże po 6 rano chcąc już od samego rana wykorzystać czas i nie marnować ani chwili, pierwsze czym się zająłem to owym dziennikiem, który teraz czytacie i nakreśliłem pierwsze wspomnienia z pobytu już tu na miejscu we Wrocławiu. Justyny już nie było wyszła przed 7 rano do pracy, a niestety nie przysługuje jej na razie urlop na miasto musiałem wyruszyć sam nie znając go i przede wszystkim nie mając planu na zwiedzanie i tak było przez całe pięć dni jakie spędziłem oprócz niedzieli we Wrocławiu.

Po skończeniu pisania, a zdążyłem nakreślić 5 kartek w zeszycie A5 zapaliłem papierosa na balkonie i wyszedłem po zakupy, po drodze wyrzuciłem śmieci, a kosza musiałem się naszukać bo nie stał tam gdzie powinien… Poszedłem do biedronki na ulicy Krzyckiej, po drodze pytając się ludzi dla pewności czy na pewno ją znajdę i się nie zgubie. Po drodze na ulicy Wietrznej oraz na samej Krzyckiej robiłem zdjęcia budowy apartamentowców remontowanych pałacyków oraz innych budynków stojących przy owych ulicach. Kupiłem w biedronce oprócz chleba, o którym z reszta prawie bym zapomniał, ser, szynkę, zupki i pierogi na obiad, papierosy - Viceroy a nie było "Męskich, które pale od czasu do czasu ponieważ dobrze mi się kojarzą oraz łódzkie piwo sarmackie.

Wracając ze sklepu miałem problemy z zamkiem na klatce schodowej, ale po kilku nie udanych próbach udało mi się wreszcie otworzyć przeklęte drzwi. Wszedłem do domu rozpakowałem zakupy, zjadłem i ruszyłem na podbój Wrocławia ok. godz. 11. Poszedłem tą samą drogą jak wcześniej do biedronki tylko kawałek dalej i złapałem tramwaj 17. Kupiłem 2 bilety za złotówkę, co ciekawe we Wrocławiu nie ma biletów czasowych jak się spodziewałem, tylko na jeden przejazd, co może się sprawdzać w w przypadku akcji podaj bilet. Poza tym w tramwajach chyba nie wszystkich są kasowniki - dziurkacze, w Łodzi zabytek i stare czasy.
Bilety na autobusy można kupić na przystanku z automatów tam obecnych, lecz nie na wszystkich przystankach. Także szyny we Wrocławiu są szerokie, a nie tak jak w Łodzi - wąskie.
Jeśli chodzi o tramwaje są ładne, czyste, podobne do łódzkich, autobusy zaś mają barwy odwrotne do tych, które jeżdżą po Łodzi.
Nie zauważyłem we Wrocławiu obecnych w Łodzi Ikarusów, choć jednak później trochę z niedowierzaniem, sam znalazłem jednego na swoich zdjęciach , za to w Łodzi nie spotka się już starych krótkich Jelczy, jakim właśnie tam miałem okazję osobiście się przejechać. Jeśli chodzi o przystanki są to podobne wiaty jak w Łodzi tylko, że zamiast zielonego koloru są one o ile dobrze pamiętam brązowe. W każdym razie tak samo jak w Łodzi są one zaniedbane, pomazane, zaskreczowane oczywiście nie wszystkie a jeśli już to są wymieniane na nowe, po prostu standard jak wszędzie na świecie.

Nie jest to oczywiście wina miasta tylko kultury i wychowania młodych ludzi, wandali i chuliganów, lecz mimo to wrocławskie przystanki jak i sam Wrocław jest czystszy od Łodzi nie spotka się tu gwiazd dawida na ścianach kamienic ani swastyk, co nie jest regułą, lecz jeśli chodzi o budynki przedwojenne i ich zdobienia jak zauważył Jacekq, nie ma też wojen na wulgaryzmy pomiędzy wrocławskimi klubami piłkarskimi czego przyczyną jest w zasadzie to że we Wrocławiu jest w zasadzie obecny tylko Śląsk może i jest Ślęza o ile dobrze pamiętam, ale nie znaczy tyle to właśnie WKS Śląsk.

To mi się bardzo podoba, że prawie na każdym wrocławskim rogu ustawiony jest kosz, może nie taki jak w Nowym Jorku, gdzie można wrzucić z 400 litrów śmieci, ale jest ich dużo. Sam osobiście nie zaśmiecam Łodzi więc starałem się więc nie śmiecić też we Wrocławiu, nawet kiepa gasiłem na koszu, a kiedy opalałem się w parku południowym wrzuciłem je do torebki, a później do kosza.
Jeśli chodzi o służby oczyszczania miasta to są to właśnie firmy Transformers, Alba i inne. Co ciekawe sam osobiście widziałem jak dwoje młodych ludzi sprzątało skwerek na ulicy Wyszyńskiego, co było fajną inicjatywą, wyszedłem właśnie wtedy z Ogrodu Botanicznego do trasy grunwaldzkiej.
Może nie byłem idealnym turystą, dwa razy nie skasowałem biletu jadąc tramwajem i nie będę się tłumaczył z tego, bo i po co. W Łodzi zawsze kasuję bilet, co ciekawe czasami 24 godzinny za 4.80 zł i ruszam w miasto załatwiać sprawy. Z drugiej strony dobrych parę złotych zostawiłem we Wrocławiu więc i tak przysłużyłem się w choć małym stopniu ekonomii Waszego miasta.

Wracając do MPK, niektóre przystanki nie mają czasami wiat takie jak ten na zdjęciu z ulicy Krzyckiej za to obecna jest przy nim klimatyczna niebieska ławeczka.
Rozkłady jazdy podane na tablicach są mniej czytelne niż w Łodzi i bardziej zaniedbane. Nie poznałem wrocławskiej komunikacji miejskiej na tyle dobrze żeby ją oceniać pod względem całokształtu. Są rzeczy które łódzka komunikacja ma lepsze, a z drugiej strony ta łódzka jest gorsza, lecz moim zdaniem nie narzucając jego nikomu uważam, że łódzka odpowiedniczka jest lepsza, może po prostu zbyt długo jeżdżę mpk...

W czasie jazdy ową 17 robiłem zdjęcia ulicy Powstańców Śląskich, pierwsze zdjęcie przedstawia zajezdnie tramwajową, przypominającą mi łódzkie Chocianowice potem widok na szerokie tory tramwaje skody jak łódzkie cityrunnery, kościółek o ciekawej wieży oraz Hankę - pomnik komunizmu, prawie jak Central...
Na początku od ulicy Krzyckiej mijałem bloki, osiedle, Park Południowy. Później budynki biurowe, nowoczesną architekturę oraz urzędy min. GDDKiA we Wrocławiu. Obaczyłem też osławionego Poltegora, którego z dnia na dzień jest coraz mniej, a rozbierają go kawałek po kawałeczku, na dzisiaj zostało im jeszcze 13 pięter. Na jego miejscu ma powstać Sky Tower, najwyższy budynek w Polsce skupiający funkcje mieszkalne, biurowe, usługowe i inne.
W ogóle owa ulica jest piękna, jak słyszałem jak i on jak i Park Południowy leżący niedaleko lecz, swoje najlepsze przedwojenne lata mają za sobą, ale sytuacja ta się zmienia i rozwijają się ku lepszemu oraz pięknieją nadal.



Patrząc przez pryzmat tej i innych inwestycji Wrocław jest na najlepszej drodze rozwoju, rozwija się bardzo dynamicznie i niech tak rozwija się dalej, czego mu z całego serca życzę, by powrócił do dawnej świetności sprzed czasów wojny. Myślę, że w niedługim czasie może on dogonić Łódź i Kraków pod względem ilości mieszkańców, a jeśli chodzi o właśnie inwestycje mieszkaniowe jest ich bardzo dużo. I pomimo, że niektóre dane pokazują, że ludzie uciekają z miast, w tym także z Wrocławia, to nie oznacza, że Wrocław będzie tracił na sile oznacza to, że aglomeracja wrocławska, takie miasta jak podwrocławskie Kąty będą jeszcze bardzie napędzały rozwój tego miasta.

Nie zmienia to faktu, że chciałbym bardzo żeby moje miasto też rozwijało się jak owy dynamiczny Wrocław, żeby nie pozostawało w tyle i mam też nadzieję że samym wrocławianom też będzie zależało by zacieśniać więzy z łódzką aglomeracją, myślę że przyszłość jest przed nami i że owe przyjazne stosunki oby naszym pięknym miasto wyjdą na dobre.

Jeśli chodzi o moje obserwacje dotyczące Wrocławia, to muszę zauważyć że bardzo dużo jest w nim powierzchni biurowej, świetnie zaadaptowanych, przebudowanych i przystosowanych, pięknych kamienic na Starym Mieście, w okolicy rynku. Bardzo to się rzuca w oczy, niestety w Łodzi bardzo trudno to zobaczyć i za takimi budynkami właśnie tutaj tęsknię i marzę.
Kamienice same w sobie we Wrocławiu są wysokie i smukłe w niczym nieprzypominające tych łódzkich, mówię o rynku. Bo poza nim jest wiele kamienic rodem z Łodzi, lecz nie tych secesyjnych.

Dlatego też zaznaczam „czystego” Wrocławia w Łodzi nie odnajdziecie, jak i we Wrocławiu nie znajdziecie „czystej, prawdziwej” Łodzi. Tyczy się to przede wszystkim fabryk z czerwonej cegły, obecnych w Łodzi na każdym kroku i gdyby się rozejrzeć to w promieniu 100 metrów rozglądając się rozpoznamy przynajmniej jedną z nich albo niestety jej pozostałości, niestety te właśnie fabryki - symbol Łodzi czasami przez nieodpowiedzialnych ludzi na stanowiskach się wyburza. Właśnie w nich była, jest i będzie tkwiła siła Łodzi, bo od fabryk i fabrykantów nasze miasto tak naprawdę się narodziło i zajęło miejsce na mapie Polski, a także Europy. We Wrocławiu, a nie zwiedziłem niestety dzielnicy Fabryczna, widziałem tylko jedną fabrykę (tego z okna pociągu nie liczę, a parę budynków widziałem jeszcze ale nawet nie wiem gdzie są one na mapie) była to sławna we Wrocławiu piekarnia Mamut oraz jakiś zespół ceglanych budynków na Krzykach.

Bardzo dużo buduje się w okolicach starego miasta i Rynku, które jest niemal w całości ukończone i wyrestaurowane.
Głównym miejscem centrum miasta jest według mnie Plac Dominikański, gdzie mieści się Galeria Dominikańska, skąd wszędzie jest blisko, i na rynek i w drodze na Arkady jak i na Pasaż Grunwaldzki.
To także miejsce spotkań Wrocławian i punkt przesiadkowy poza tym właśnie w jego okolicy buduje się kolejny kompleks handlowy obecnie porządkowany i odgrodzony oraz biurowce. Tutaj krzyżują się większe arterie miasta, ul. Oławska, częściowo w tunelu, P. Skargi, inne.
Tutaj jest fajnie urządzone przejście podziemne na wzór tego pod galerią łódzką tylko, że monitorowane, ze sklepami, czyste i zadbane czego brakuje temu łódzkiemu. Co ciekawe tak jak w Łodzi po wyjściu z niego dochodząc do galerii można spotkać żebrzących o parę złotych złamanych przez życie ludzi oraz ludzi rozdających ulotki. Lecz to nie jest wina miasta, takie obrazki można zobaczyć w każdym polskim mieście i niezależne jest to od niego ani bogate miasto takie jak Nowy Jork sobie z tym nie radzi. Jeśli chodzi o mniej reprezentatywne miejsca Wrocławia można tam znaleźć taki łódzki Bałucki Rynek tylko ogrodzony siatką na pewnym osiedlu, który zauważyłem gdy jechałem pociągiem, zauważyłem też szkielet biurowca, od lat siedlisko grafficiarzy i innych, pozostawiony samemu sobie, wyglądający jak wielopoziomowy parking. Sól w oku prezydenta Dutkiewicza, szukającego wyjścia dla owego budynku.
Jeśli chodzi o kamienice we Wro nawet tych najbrzydszych się nie wyburza tylko się je remontuje lub przebudowuje tego chciałbym dla Łodzi. Ulica Pułaskiego, na której pozostawione są oficyny, pierwsze wrażenia na mnie wywołała wspomnienia z Łodzi – ściany płaczu na ulicy Zachodniej, także ta ulica zabudowana przypominała mi klimat ulicy Włókienniczej w Łodzi albo Limanowskiego, okrytych złą sławą i tam są krzywe chodniki i kupy na nich, tam są brudne elewacje i ludzi z marginesu. Mam nadzieję że nie obrażam żadnej ze stron ale takie są moje odczucia. Poza tym to okolice niesławnego trójkąta bermudzkiego, w którym to były moje pierwsze chwile we Wrocławiu i po wyjściu z dworca właśnie tam trafiłem, właśnie tam chwilę potem próbował zaczepić mnie pewien cygan, lecz na którego zaczepki nie reagowałem i jego „przyjacielu” miałem głęboko w poważaniu, z reszta przyjaciół już nie ma, a on nazywa mnie przyjacielem. Nie odwróciłem się nawet do niego i skręciłem w Traugutta (ulicy ładnej odnawianej, ale też nie idealnej) gdzie po drodze sfotografowałem pewien pałacyk przypominający mi ten z ulicy Franciszkańskiej 1 w Łodzi, wcześniej zauważając boczną ulicę Mierniczą, przypominającą mi klimat Legionów albo 1 Maja, jeśli chodzi o skos kamienic taki nagły skręt jakby kamienicę uciekały przed naszym wzrokiem, ale ładniejszą za to w Łodzi jest świetny efekt uciekania tych kamienic Dopiero z okolic poczty zadzwoniłem do Justyny i udałem się na rynek gdzie właśnie się z nią spotkałem.

Spotkałem się też z plakatami szpecącymi miasto i to w samej okolicy Rynku na witrynie jednego z nieczynnych sklepów, także na mamucie. lecz jeszcze raz podkreślam pod tym względem Wrocław jest naprawdę czystym i zadbanym miastem. Wysiadłem z 17 przy dworcu Głównym PKS, który podobny jest do łódzkiego lecz większy i piękniejszy, spod którego poszedłem na pocztę i wysłałem sporo pocztówek do Łodzi, do rodziny i znajomych.
Owa wizyta na poczcie, za sprawą głupiej pindy siedzącej za okienkiem listowym nie należała do udanych, ta k… pomimo małego ruchu i ogólnego pozytywnego klimatu nie chciała mnie obsłużyć, za to druga inna siedem okienek dalej na faxie zrobiła to z przyjemnością i to nawet trzykrotnie hehehe.



Wyszedłem stamtąd, zadzwoniłem gdzie trzeba i poszedłem pieszo do Galerii Dominikańskiej, trasą Małachowskiego, Kościuszki, Dworcową, Podwale i P. Skargi. Co ciekawe prawie codziennie inaczej trafiałem do centrum i do dziś nie mogę rozgryźć w umyśle centrum Wro i poukładać sobie kierunków. Niestety jestem przyzwyczajony do łódzkiej siatki ulic, po prostu łatwizny do kwadratu, a tu rzucony na głęboką wodę, Nowy Jork to przy tym pikuś, z resztą to osobna historia.

Skupiając się na ulicach są one brukowane, z poniemieckiej kostki, szerokiej, niebieskiej taką jaką w Łodzi można odnaleźć na ul. Zielonej lub Andrzeja, w okolicy Piotrkowskiej, o ile dobrze pamiętam. Jest bardzo dobrze zachowana, obecna na ponad 30 ulicach w centrum i poza nim, jest po prostu wszędzie.
Niektóre większe ulice są wyłożone asfaltem, ale kostki i tak jest więcej, ciągle słychać na mieście charakterystyczny dźwięk, jadącego po niej właśnie samochodu jak na Jaracza w łodzi choć kostka innego typu. Ulice są spadziste przy krawężnikach co już wcześniej widziałem w Nowym Jorku, także chodniki na Krzykach przypominają mi to miasto z resztą Wrocław jak i Łódź mają punkty wspólne w związku z Nowym Jorkiem.

W G.D jednak nie zrobiłem zakupów. Po wyjściu z niej trafiłem na rynek gdzie robiłem fotki i gdzie to postanowiłem wejść na wieżę widokową Kościoła Garnizonowego. Gdy wchodziłem po schodach pomyślałem (jak się później dowiedziałem jest ich 306, a sam kościół ma ok. 96 metrów), że gdyby to było piekło, to pewnie by tak dla mnie wyglądało… Jeśli chodzi o widok to jest przepiękny pokazujący niemal całe miasto, gdzie zrobiłem ponad 50 zdjęć i parę filmików, gdzie spędziłem ponad godzinę. Schodząc w dół zacząłem liczyć schody z resztą i tak po drodze się p.... w obliczeniach, co nie zmieniało to faktu, że załamywałem ludzi wchodzących na górę, że jeszcze np. 150 albo 220 stopni, żebyście widzieli ich miny, hehe sam bym się załamał jakby ktoś by mi tak z….

Stamtąd poszedłem na Rynek, na piwo do Pod Zieloną Latarnią, na Lecha, którego tutaj piłem, no poza Warką i łódzkim Sarmackim z biedronki oczywiście, co ciekawe nie ruszając wrocławskiego Piasta, którego innym razem wypiję, w Łodzi, wspominając Wrocław.

Z Rynku wyszedłem ulicą Oławską mijając po kolei G.D, budynek Poczty Głównej i otaczający park i wszędzie obecną rzekę, dochodząc wreszcie do mostu Grunwaldzkiego przypominający mi taki mały Brooklyn Bridge. Wreszcie dochodząc do Pasażu Grunwaldzkiego, gdzie wszedłem na chwilę, ale zmęczony i z w pół żywym aparatem ( karta pamięci + baterie) szybko wyszedłem.

Okolica tj. trasa grunwaldzka za parkiem gdzie mijałem Urząd Wojewódzki (po którym z resztą krążyłem po korytarzach, szukając planu zagospodarowania przestrzennego dla Wrocławia, dla Justyny) od Mostu G. do pasażu przypomina mi klimat Piłsudskiego na odcinku północnym od Pietryny do Sienkiewicza, chodzi mi głównie o część pieszą, to tylko moje odczucie inni mogą mieć inne skojarzenia…
Po drodze wszamałem hot doga, którego popiłem Tymbarkiem. Złapałem autobus D, podobno pośpieszny i w domu byłem ok. 17.

Po paru minutach od wejścia był incydent z sąsiadką, z dołu, której coś ciągle skrzypi w nocy i nie może ona spać i uzbrojona w WD 40 podbiła do drzwi. Zastanawiałem się czy jej otworzyć, bo w sumie nie chciałem Justynie robić problemów i niepotrzebnych starć z sąsiadami…
Jednak otworzyłem, co nie było dobrym wyjściem, co nie zmienia faktu, że idąca po schodach Justyna właśnie szła na górę i tak by się z nią spotkała i musiała wysłuchiwać jej p… . P….… stara baba, która zatruwa mi życie, usłyszałem po tym jak schodząca już na dół sąsiadka wcześniej zalewając drzwi WD40.
Potem zjedliśmy szybki obiad, pogadaliśmy, obejrzeliśmy „Planetę Małp” i poszliśmy kimać.





07.08.2007

Następnego dnia tj. w tej chwili już wczoraj, czyli we wtorek 07.08.2007, obudziłem się jak zwykle po szóstej, lecz wstałem ok. godziny 10. Zjadłem, wziąłem prysznic i ok.11 wyszedłem z domu. Trafiłem na tramwaj 2 wiozący mnie do centrum i znów z pewnymi wątpliwościami, co do trafności mojego wyboru, wsiadłem.
Trasa w zasadzie ta sama co wczoraj, z tym rzecz, że tramwaj przy dworcu skręcał w lewo i nim już bezpośrednio mogłem dostać się do Galerii Dominikańskiej. Wszedłem prosto do Media Markt po nową kartę pamięci ponieważ moja dotychczasowa 256 nie dawała już rady, poza tym i tak byłą już lekko uszkodzona, a tak uzbrojony w kartę o pojemności 1 giga mogłem poszaleć.

Wyszedłem z Galerii D. i ulicą Oławską doszedłem do zakola Odry podążając wzdłuż niej, minąłem jakiś kościółek i w sumie nie wiedząc co dalej, nie mając żadnego planu zacząłem się w myślach zastanawiać. Zauważyłem strażników miejskich, których jest więcej niż w Łodzi, i którzy to widać, że pracują, a nie tylko się o..... jak to jest w Łodzi. Widać ich na ulicach, pilnują porządku na Starym Mieście, wlepiają też mandaty za złe parkowanie poza tym mają inne obowiązki.
W każdym razie oceniam ich wysoko. Spytałem się ich jak trafić na Ostrów Tumski… i w pewnym momencie mnie olśniło i jakbym został namaszczony, przed oczami miałem budynek panoramy racławickiej i takiej okazji nie przepuściłbym nigdy w życiu.
Po drodze cyknąłem fotki ASP i Radissona i wszedłem do rotundy. Spytałem o bilet, o możliwość robienia zdjęć, lecz pani w kasie powiedziała, że nie ma już biletów na 12, a właśnie za minutę owy seans miał się zaczynać, a następne wolne miejsca były dopiero na godzinę trzynastą.
W każdym razie trochę mnie zgasiła i już w myślach obmyślałem plan jak by to zrobić żeby się wyrobić, z OT i wrócić pod panoramę. Wtem pani zadzwoniła tu i tam i powiedziała, że mogę wejść na 12, trochę sposobem na trzeciego, ale wszedłem, nie będę wyprzedzał faktów, ale w sobotę na trzeciego pełną gębą wbiłem się do muzeum przy ratuszu na rynku, ale o tym później.
No to kamień spadł mi z serca, coś pozytywnego na dzień dobry, w ogóle mój urlop przebiegał do tej pory bezproblemowo i taki pozostał do końca, po prostu wszystko było tak jak trzeba, a nawet lepiej, nawet pogoda dopisała przez cały tydzień tj. od niedzieli do piątku. Prażyło słoneczkiem jak trzeba i nie spadła ani kropla deszczu, no może poza ostatnim dniem, ale wtedy już byłem myślami w Łodzi, a ciałem na dworcu Głównym…

Bilet kosztował o ile pamiętam 10 zł ulga i 12 zł za robienie zdjęć, oczywiście nie używając flesza. Zrobiłem w środku ok. 50 zdjęć i parę filmików, spędzając tam na seansie 30 minut, bo tyle trwał oraz w całym kompleksie około godziny.
Seans polegał na kolejnym omawianiu scen przedstawionych na obrazie, polegało to na tym, że z głośnika wydobywał się głos Daniela Olbrychskiego, który opowiadał o losach powstańców i bitwy pod Racławicami. Obraz jako całość robi piorunujące wrażenie, jest wielki i po renowacji w 1985r. wygląda znakomicie. W każdym razie było sporo obcokrajowców i każdy mógł wybrać wersję językową owej opowieści, chińskiego nie było a powinien bo i tam i w ciągu całego pobytu tam widziałem sporo Chińczyków, Japońców, Tajów i innych żółtych ludzi.
I tylko za aparatem w ręku robiący zdjęcia wszystkiego, prawie jak ja. Jeśli chodzi o obcokrajowców to poza Chińczykami widziałem tu sporo Francuzów, Anglików, Włochów, Hiszpanów czy Portugalczyków lub Brazylijczyków, w każdym razie mówili po portugalsku…

Głównymi autorami panoramy są Jan Styka, J.Kossak poza nimi swój wkład w nią, mają także ze względu na monumentalność dzieła także inni autorzy.
Sama panorama została zniszczona w 30% podczas działań wojennych we Lwowie, gdzie była kiedyś prezentowana, ukryta i po wojnie przekazana Polsce przez rząd ZSSR, lecz do połowy lat 80 nie pokazywana publicznie, nawet w 1956 na krótko przewieziona do Warszawy. Została odrestaurowana w latach 80 i teraz staje się ponownie wielką atrakcją turystyczną, dumą i krótką lekcji historii naszego kraju. Po wyjściu z panoramy skierowałem się na Ostrów Tumski, po drodze mijając wyspę Piasek, swoją magiczne miejsce kościołów, ogrodów małego traktu, pasażu wzdłuż nadodrzańskiego wybrzeża. Potem skierowałem się prosto na OT mijając kolejno mostek, kościół, pomnik Jana Pawła 2 i zielony Most Tumski, właśnie tam prowadzący.
Zrobiłem sporo zdjęć samego kościoła jak i miejsc okalających go, niestety niektóre były robione bez flesza nad czym ubolewam.
Po drodze spotkałem studentkę architektury we Wrocławiu rysującą owy kościół, dorabiającą w ten sposób na wakacjach, naprawdę respect.




Potem wszedłem do kościoła, pomodliłem się, podziękowałem za wspaniały urlop, za wszystko co mnie tu spotyka, a w zasadzie były to same pozytywne rzeczy. Przeprosiłem za złe uczynki, obiecałem poprawę i takie tam. Niestety nie jestem dobrym katolikiem, wierzę w Boga, no może inaczej wiem, że on istnieje, ale z tego istnienia to nic nie wynika i dla mnie i dla Niego… i tak jak pisałem nie jestem gorliwym katolikiem i jak zobaczę kościół od środka poza turystyczną wyprawą jest to średnio raz na rok, może dwa lata...
Byłem także na wieży widokowej owego kościoła, lecz myślę, że panoramy z Kościoła Garnizonowego są o wiele ciekawsze i piękniejsze. Zrobiłem jak zwykle sporo zdjęć i filmików. Po jakimś czasie zszedłem z wieży jak i z OT.
Znowu nie wiedząc za co się złapać i co zwiedzić, jeszcze myślałem nad Muzeum Narodowym, ale jakoś nie było mi po drodze, może innym razem.
Przez wyspę Piasek kierując się ul.Św Jadwigi dotarłem do ul.Bema i samego Placu Bema, skręcając w Sienkiewicza. Tam właśnie na tej ulicy zobaczyłem pierwszą fabrykę we Wrocławiu, była to chyba piekarnia mamut, o ile się nie mylę. Dalej robiłem zdjęcia remontowanego budynku wydziału Biologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego lub Politechniki Wrocławskiej, wszedłem nawet na podwórze owego wydziału gdzie kręciła się jeszcze ekipa budowlana. Budynek swojego czasu też chyba pełnił funkcje fabryki co mogłem sądzić po czerwonej, już odnowionej cegle ale nie jestem pewien.
Potem zajrzałem do ogrodu botanicznego, a ze względu na brak gotówki w portfelu musiałem skorzystać z bankomatu, mieszczącego się nieopodal przy centrum Jana Pawła 2 (tu co ciekawe rada dla przeciwników centrum papieskiego w Uniontexie, w Łodzi żeby się przejechali do Wrocławia i zobaczyli jak świetnie można takie coś urządzić). Zrobiłem parę fotek jego i kościoła nieopodal.
Na owej uliczce obok Placu Kościelnego, prowadzącej do bankomatu czyli ulicy Świętokrzyskiej można spotkać czerwoną kostkę brukową rodem z łódzkich Bałut a przede wszystkim z ulicy Łagiewnickiej na odcinku od Wojska Polskiego do Zawiszy Czarnego.
A propos ulicy Łagiewnickiej w Łodzi na której istnieje pomnik szyny, we Wrocławiu także można spotkać nieużywane torowiska jeszcze zakorzenione w bruku i asfalcie.
Wróciłem do ogrodu botanicznego i kupiłem bilet, swoją drogą jest on mniejszy od łódzkiego, o parę razy mniejszy ponieważ ten z Łodzi stanowiący razem z łódzkim ZOO i innymi atrakcjami parku Na Zdrowiu (J.Piłsudskiego) stanowi jeden z największych miejskich kompleksów parkowych w Polsce.
Wrocławski OB jako miejsce jest świetnym miejscem na odpoczynek, to miejsce spotkań, spacerów, jest naprawdę piękny i zadbany, pełny egzotycznych drzew, krzewów i innych roślin niespotykanych na co dzień w mieście.
Co ciekawe zauważyłem jednak pewne egzotyczne drzewka obecne w OB można spotkać w Parku Południowym, jak i na ul. Kołłątaja, idąc w stronę Arkad Wrocławskich.

Miasta powinny dbać o zieleń miejską w tym Wrocław jest naprawdę fajnym i zielonym pozytywnie miastem, a nie jak w Łodzi gdzie w centrum są łąki pola i haszcze szpecące miasto, mam nadzieję że się to zmieni w Łodzi na lepsze.
W Nowym Jorku w okolicy 42 ulicy i 8 Ave. Niedaleko Madison Sq i bud. poczty nowojorskiej jest aleja japońska stworzona z egzotycznych drzewek posadzonych w kwartałach ziemi metr na metr właśnie z tego zakątka świata, z kraju kwitnącej wiśni.
Jeśli chodzi o pomniki we Wrocławiu też jest ich więcej, piękniejszych, sensownych, reprezentatywnych postawionych w odpowiednim do tego miejscu, ku pamięci ludzi związanych z naszą ojczyzną i ich miastem. Także nad tym ubolewam, że nie dzieje się tak w Łodzi.
W ogrodzie zrobiłem też masę fotek i filmików, a spędziłem tam sporo czasu, będąc pod wrażeniem swojej odporności na pyłki, a przecież jestem alergikiem. Czasem gdy nawet pomyślę o pyłkach, o koszeniu trawy w oczach mam łzy, tak jak jest to właśnie w tej chwili jak to piszę. Ostatnia moja przygoda z większym skupiskiem przyrody miała miejsce jakieś 4 lata temu jak byłem w arboretum w Rogowie 30 km. od Łodzi pociągiem, gdzie po prostu wyglądałem strasznie.
Wychodząc z botanika ul. Sienkiewicza wszedłem w ulicę Wyszyńskiego na której to wspomniałem to wcześniej widziałem młodych ludzi porządkujących miasto. Owa ulica też jest całkiem klimatyczna prawie jak Łódź też jakieś łąki, wyburzenia, architektura niepasująca do otoczenia. Na skrzyżowaniu Wyszyńskiego i Szczytnickiej wstąpiłem do sklepiku po tymbarka i drożdżówkę, którą od razu skonsumowałem bo powoli dopadał mnie głód.
Ulicą Wyszyńskiego przeprawiłem się przez most Pokoju gdzie dalej przez park, częściowo wbiłem się na pasaż Grunwaldzki, owa piesza trasa przypomina mi klimat Łodzi, jak też wspomniałem wcześniej Central II i okolice. Doszedłem do Pasażu Grunwaldzkiego, przysiadłem zapaliłem papierosa i dalej na przełaj przez wnękę w hotelu/biurowcu poszedłem ulicą Janiszewskiego. Dalej ulicą Smoluchowskiego, potem Łukasiewicza, wbijając się wreszcie na Curie Skłodowską i przez most Zwierzyniecki trafiłem pod Halę Stulecia. Mijałem w tamtej okolicy budynki Politechniki i Uniwersytetu Wrocławskiego, (a i zapomniałem dodać że jeszcze przed mostem pokoju na Sienkiewicza minąłem budowaną Bibliotekę Uniwersytecką), szpital kliniczny, szkołę oraz budynki, w tym ciekawe kamienice na ul. Smoluchowskiego oraz inne. Miejsce to (Hala Stulecia) jako klimat samej hali przypomina mi po prostu okolice Hali Sportowej, w Łodzi, gdzie zamiast iglicy mamy MIG-a hehe. Jeśli chodzi o otoczenie Hali Ludowej czyli ogród japoński i staw oraz Park Szczytnicki, przypomina mi okolice i klimat Białej Fabryki w Łodzi położonej w bardzo malowniczej okolicy.
Zrobiłem parę zdjęć, z że byłem już zmęczony zacząłem się zbierać, miałem jeszcze w planach wpaść jeszcze Raz do OT, być może kupić od studentki jedno z jej dzieł.
W każdym razie złapałem tramwaj biegnąc do niego i ledwo zdążając, dojechałem nim do Sienkiewicza i trasą botanika trafiłem z powrotem na OT. Nie było jej niestety, trudno się mówi, wszedłem jeszcze raz do Kościoła, sfotografowałem kilka ornamentów, nie używając flesza i wyszedłem.
Przez mosty doszedłem do ulicy Św. Katarzyny, na której minąłem Halę Targową, swoją drogą jak łódzki Górniak tylko z 300lat starszy i zabytkowy, na owej ulicy później w kamienicy napotkałem podcienia przypominające mi te z okolic Starego Rynku w Łodzi, (na ulicy Zgierskiej, tyle, że te były ładniejsze ale krótsze), a także gdzie robiłem zdjęcia min. widok na Nowy Targ, ulicę Purkyniego, ulicę Kotlarską gdzie także zaszedłem do Kościoła stojącego przy tej ulicy by potem innymi bocznymi uroczymi uliczkami dotrzeć do Rynku, których nazw nie jestem w stanie przytoczyć, a nie chcę mylić. Wróciłem na Rynek, gdzie wypiłem kolejnego Lecha i z uczuciem nóg w tyłku poszedłem do Galerii Dominikańskiej na „małe” zakupy.
Kupiłem płytę O.s.t.r. – „HollyŁódź”, którą serdecznie polecam, świetna jest, po prostu „reprezentuj Bałuty” hehe, perfumy dolce&gabbana na których punkcie mam fioła od czasów Nowego Jorku, też polecam, nawet jak piłem w domu sarmackie jednocześnie paląc papierosa czułem jakby to piwo smakowało jak dolce&gabbana. Swojego czasu nawet mój Nikon został przechrzczone na dolce…
Kupiłem także mapę Łodzi, dla Justyny, gdyby jednak zdecydowała się przyjechać w rewanżu do Łodzi.
W każdym razie zmęczony po całym dniu w trasie wbiłem się do domu o jakiejś 19. Zjadłem ruskie pierogi, wykąpałem się później trochę żeśmy pogadali, przełączaliśmy kanały w TV, a nie było za bardzo czego przełączać, bo Justynka posiada tylko i aż 4.
W sumie to nawet i dobrze bo odzwyczajam się od TV… Wypiłem łódzkie Sarmackie, pisząc ten dziennik potem przekopiowałem zdjęcia na kompa jest już ich prawie 700 sztuk, a przede mną jeszcze trzy dni urlopu i jeszcze zdążę coś przywieźć.
Z powodu, że jest tu studnia i niesie wszystko, a obok była impreza ciężko było tej nocy zasnąć… w końcu się udało i za powodu, że dzisiaj zwiedziłem praktycznie wszystko i ogólnego wycieńczenia organizmu na jutro daję sobie spokój i idę się opalać do Parku Południowego na Powst. Śląskich.
Czas na chwilę zwolnić tempo i odsapnąć i odpocząć…





08.08.2007


Dziś swój dzień zacząłem o 9.45, zdążyłem się umyć, zjeść zapisać sześć kartek w zeszycie, aż mi ręka odpada… Jeszcze idę zapalić na balkon i wyruszam do Parku Południowego odpocząć i opalić się trochę. Pogoda cały czas dopisuje, a dziś słupek rtęci na pewno przekroczy 30 stopni Celsjusza, więc warto poświęcić chwilę na relaks i dać odpocząć choć na chwilę nogom, które parę dobrych kilometrów wczorajszego dnia zrobiły.

Wyszedłem ok. 11.30, poszedłem w ulicę Skarbowców „zwiedzając” Krzyki. Idąc ową ulicą mijałem nowe osiedla apartamentowców zbudowanych tam w ostatnim czasie oraz budowanych w obecnej chwili, także pojedyncze domki, których kilka można było spotkać po drodze także. Dotarłem do jej końca czyli zakola skręcającego w lewo gdyż na jej przeszkodzie stał park i teren pływalni Śląska jak później idąc ulicą Racławicką zdążyłem zauważyć. Po lewej stronie jeszcze przed zakolem znajdował się kolejny ogrodzony malowniczy teren wraz ze stawem albo innym zbiornikiem wodnym. W każdym razie teren ten należy do firmy Hammilton, a strzeże go pan Zieliński, z mapy wynika, że teren należy do WKS Śląsk.
Skręcając w lewo zauważyłem fajne wzniesienie pełne drzewek iglastych i ścieżek wyjeżdżonych przez rowery górskie, jak się dowiedziałem później ta górka nazywana jest potocznie „górką miłości”, na pewno z powodu, że spotykają się tam zakochani, nic dziwnego skoro to tak malownicze, urocze miejsce, pewnie trochę tajemnicze poza tym na uboczu.
W każdym razie potem skręciłem w prawo, łapiąc jak już wcześniej wspomniałem ulicę Racławicką, na której to mijałem pałacyki, budynki wspólnot mieszkaniowych i inne naprawdę ładna i spokojna okolica, na której na pewno fajnie się mieszka.
Wracając jeszcze do ulicy Krzyckiej, którą zdążyłem już zwiedzic kilka razy pełno jest na niej pałacyków domków jednorodzinnych, a także nowych niewysokich apartamentowców, która sama w sobie jest skrzyżowaniem jeśli chodzi o łódzkie warunki jak ulica Gdańska, bez tramwajów w szczególności chodzi mi o pałacyki, klimat osiedla Pienista, a także Prądzyńskiego oraz może może nie Janów ale nowe małe budynki mieszkaniowe na Retkini.

Z ulicy Racławickiej wszedłem na ul Jastrzębia, po drodze wysyłając dużego lotka w kolekturze, a w końcu środa była i chyba 11 milionów do wygrania, o ile sobie dobrze przypominam.
Wybierając tą trasę, nie patrząc w mapę i kierunki wydawało mi się że będzie mi bliżej trafić do Parku Południowego, i do samej Powstańców Śląskich, co było pomyłką, gdyż nadrobiłem spory kawałek trasy i musiałem się potem wracać. Nie zmienia to jednak faktu, że kawałek Krzyków poznałem, jak i samą ulicę Powstańców Śląskich. Skręciłem w prawo i skierowałem się w stronę Parku, robiłem zdjęcia okolicy i zainteresował mnie pewien budynek jak się okazało było to GDDKIA we Wrocławiu. Zrobiłem parę fotek i poszedłem dalej. W końcu udało się dotrzeć do niego, z mapy wynika, że jest niewiele mniejszy od Parku Poniatowskiego w Łodzi, ale nie jestem pewien.
W każdym razie nie zwiedzałem go, zrobiłem tylko parę zdjęć, ale niektóre ładne przedstawiające zieleń parkową i krótkie filmiki.
Po chwili kierując się alejką postanowiłem przyklapnąć i położyłem się na polanie na której już parę osób już rozłożyło koce, obok przewróconego pewnie po burzy, drzewa, niemałej atrakcji dla dzieciaków, które znalazły tam zabawę.
W każdym razie było naprawdę ciepło, a kiedy opalałem plecy czułem się jak na patelni, a przysmażyło mnie dobrze ponieważ spędziłem tak trzy godziny, dwie leżąc na brzuchu i jedną na plecach.
Po drodze jeszcze w kiosku na bodajże rogu Racławickiej i Gajowickiej, kupiłem Gazetę Wrocławską i Wyborczą, gdzie czytając wyborczą znalazłem zdjęcie z Łodzi jak remontowane są tory na alei Kościuszki, dziwnie się czyta wiadomości ze swojego miasta nie będąc w nim, z tego powodu poczułem się prawie jak w Nowym Jorku gdzie też są obecne polskie gazety, mogę podać link do największej z nich, jak to kogoś zainteresuje www.nowydziennik.com, poza tym w NYC można kupić co ciekawe Super Express posiadający taki sam styl brukowca jak w Polsce.
Jeśli chodzi o poziom mediów Wrocławski jest on jak najbardziej na poziomie i w porównaniu do Łodzi prezentuje się znakomicie. Sama Gazeta Wrocławska to w porównania do dziennika Łódzkiego albo szczególnie do Expressu Ilustrowanego, dzień do nocy, który czasami przypomina bulwarówkę albo inną podobną tandetę, w której to zamiast serwować naprawdę ważne dla miasta i dla łodzian informacje prezentuje się relacje i reportaże sfrustrowanego Henia czy pani Jadzi, jak to w jej domu jest za głośno, bo samoloty latają, albo inne informacje, które nie polepszają wizerunku Łodzi a wręcz odwrotnie utwierdzając w przekonaniu, że w Łodzi nic dobraego się nie dzieje i inne tego typu informacje. Mniejsza o tematy poziom po prostu żenua.
Jeśli chodzi o wiadomości regionalne z Wrocławia w TVP3, są naprawdę na przyzwoitym poziomie, oglądając jedno wydanie myślałem, że to wydanie ogólnopolskie. Prezentowanie trafnie, dobrane, pełne rzetelne i naprawdę długie - prawie 25 minut o ile pamiętam. Informacja po informacji, to się nazywa dobra robota, bo w łódzkim wydaniu jeśli chodzi o redaktorów wydania, mamy ich naprawdę kiepskich, prowadzących którzy wyglądają jakby już nie żyli albo za chwilę mieli zejść z tego świata, śmiercią tragiczną wywołaną przez własną żenadę. Są apatyczni, może nie łykają żelaza… nie wiem może powinni łykać centrum albo co innego. A z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej, ich reputacja wygląda tak jak sam nasz budynek telewizji Łódzkiej na Narutowicza, przypominający swoją drogą wieżowiec Poczty Głównej tylko ten we Wrocławiu jest wyremontowany i przynajmniej odmalowany.

Jeśli chodzi o park są tu drzewa niespotykane w Łodzi w tym, jak i parku Słowackiego, możemy spotkać drzewo które spotkałem także i przede wszystkim w Nowym Jorku, gdzie takich jest pełno w Nowym Jorku. Gdzie pierwszy raz spotkałem się z takim zjawiskiem jak brak kory albo po prostu cienka jej milimetrowa warstwa, którą to drzewo gubi, wyglądając jak spodnie khaki, a w samej Łodzi jeszcze nie zauważyłem podobnego drzewa.
Spieczony i zmartwiony stanem skóry na plecach, gdzie mnie najbardziej poparzyło wróciłem do domu, obierając podobny kierunek, na ulicy Powstańców Śląskich znowu dochodząc do siedziby GDDKiA i znowu robiąc mu fotki, ktoś mógłby pomyśleć że mam obsesję na punkcie drogowców albo co innego... W każdym razie gdy chowałem aparat do kieszeni zaczepiła mnie osoba, która właśnie stamtąd wychodziła i dziwiła się, że robię zdjęcia temu w zasadzie niepięknemu budynkowi. Owy młody człowiek, aczkolwiek starszy ode mnie pracuje w tej instytucji, zapytałem się go jak tam z S8, czy już coś wiadomo co i jak? Na początku nie skumał, myślał, że chodzi o jakiś odcinek pod Wrocławiem, a kiedy powiedziałem, że jestem z Łodzi i interesuje mnie owy odcinek prowadzący przez Łódź powiedział, że na razie nic nie wiadomo na pewno. Powiedział mi także,że Łódź nie powinna oglądać się na Warszawę i sama dbać o to żeby się rozwijać i dążyć do polepszania jakości życia w mieście. Odpowiedziałem mu że owszem w Łodzi jest ciężko, ale jest coraz lepiej, i ze miasto się rozwija tylko trzeba mu dać szansę rozwoju i odpowiednie warunki ku temu, tj. przede wszystkim drogi, kolej, lotnisko bez których i bez połączeń z innymi ważnymi miastami i ośrodkami w Polsce sami nic nie zdziałamy, a GDDKiA nam to jeszcze utrudnia...
W każdym razie potem rozmawialiśmy o tym jak mi się podoba Wrocław, co mogę jeszcze zwiedzić, próbował mi wytłumaczyć jak dotrzeć do muzeum etnograficznego, lecz którego nie udało mi się odwiedzić, a do którego dzięki Panoramie Racławickiej miałem ważny bilet. Pożegnałem się usłyszałem, dobrego urlopu i poszedłem w ulicę jastrzębia owy nieznajomy złapał 2 na którą czekał na przystanku i pojechał dalej.
Na ulicy Powstańców zrobiłem zdjęcia oprócz przystanku autobusowego także znaki Informacji Miejskiej, która jest według mnie ładna, ale nie tak reprezentatywna jak łódzka, swoją drogą "dar" z Warszawy. Sprawdza się świetnie, pokazuje oprócz ulicy także w jakim miejscu Łodzi się znajdujemy, ogólnie łódzkie (warszawskie) tablice są nowsze i ładniejsze. Za to we Wrocławiu podoba mi swoista róża wiatrów, na której to tabliczkach znajdują się odległości i kierunki do najważniejszych zabytków Wrocławia. Obecna min. na ulicy Słowackiego w drodze na Panoramę, na Muzeum Narodowe, Ostrów Tumski i inne.

Wszedłem w ulicę Jastrzębia, potem minimalnie zmieniłem trasę i trochę kierunek gdyż miałem zamiar kupić sarmackie, lecz nie biorąc ze sobą większej gotówki, kupiłem Warkę, z resztą sarmackiego już nie było.
Wszedłem do domu, z którego raz dwa wyszedłem, pędząc do apteki po jakiś środek przeciw oparzeniom słonecznym, po drodze robiąc małe zakupy w biedronce tj.3 x Warka i coś jeszcze, a nie pamiętam co to było, oraz krem do opalania na później, w razie czego.
Gdy wszedłem już z powrotem do domu, znajomi Justyny z Gdyni już byli, a byli to Sławek i Ola. Bardzo mili i ciekawi ludzie, przedstawiciele pokolenia trzydziestolatków na dorobku, nie posiadających dzieci. Zaradnych i wykształconych.
Sławek jest radcą prawnym, którego kancelaria wchodzi w ich skład, których wartość syndyk wycenia na ponad milion złotych. Jak dla mnie kwota niebagatelna chociaż w porównaniu do kwoty jaką swojego czasu można było wygrać w mega millions odpowiednik dużego lotka w Nowym Jorku gdzie czyli 312 milionów śmieszna, ale jak wspomniałem kwoty zaczynając od sześciu ser nie odróżniam, z czego na czysto bez podatku można wziąć z nich ok. 220 milionów $.
Bardzo ciekawa osobowość, waży ze sto kilo, ma długie blond włosy i brodę i nie wygląda na prawnika, w ogóle nie wygląda poważnie od tego trzeba zacząć; za to ma poczucie humoru i świetnie gotuje.
Przygotował przepyszną sałatkę, doprawioną sokiem z cytryny i innym winegarem, obiecał też zrobić makaron z serem, ale niestety nie wywiązał się z tego.
Wyszliśmy na chwilę na dwór, a dokładnie obejrzeć apartamentowiec, w którym Justyna kupiła duże stumetrowe mieszkanie budynek nie jest może ładny, bo jego kolor jest żółty z szarymi pasami wzdłuż budynku, po prostu koszmar.
Za to jego funkcje mieszkalne są jak najbardziej pozytywne, garaż podziemny, nowoczesne duże windy, a na dachu penthousy, no może za dużo powiedziane, ale przeszklone loggie, takowe mieszkanie właśnie z ową loggią właśnie nabyła. Apartamentowiec jest jeszcze w budowie, mieszkanie odbierze dopiero w październiku, lecz które będzie musiała je jeszcze wykończyć ponieważ odbiera je w stanie developerskim.
Wróciliśmy do domu, Justyna zaserwowała wino czerwone wytrawne, do posiłku, dobre lecz ja nie przepadam, wolę whiskey które wypiliśmy pierwszego dnia mojego pobytu we Wrocławiu wznosząc toast, w formie drinka z colą. Tak najbardziej smakuje, brakowało tylko cytryny, no ale nie można mieć wszystkiego. Po wypiciu 2 lampek wina przerzuciłem się na piwo.
Włączyliśmy telewizor, był mecz Zagłębia, otworzyłem drugie piwo, z czasem kolejne, potem jeszcze jedno i oglądaliśmy mecz, a niestety było to słabe widowisko.
Zagłębie grało ze Steauą o Ligę Mistrzów, w każdym razie nie przewidywałem jakiegoś wielkiego widowiska, no ale myślałem że chociaż powalczą i dadzą z siebie max. ponieważ poziom polskiej piłki jest od lat żenujący, poza tym szczerze nie życzyłem lubinianom zwycięstwa ponieważ to nie ta klasa co łódzki Widzew lat 90 – tych ani wcześniej, Legia ani nawet Wisła ostatnich lat.
Zagłębiu Liga się wg. mnie nie należała. I tak jak się spodziewałem dostaliśmy baty. Dopiłem ostatnie piwo, a trochę mnie skołowało, w międzyczasie wchodziłem na chwilę do łazienki nasmarować się pentanolem, potem oglądałem już mecz bez koszulki i nakryłem się mokrym ręcznikiem. Po paru chwilach, zmęczeni, wyluzowani , ja z bólem pleców i ogólną gorączką, położyliśmy się spać.



09.08.2007


Przedostatniego dnia pobytu we Wrocławiu czyli w czwartek obudziłem się jak nowy (prawie) o 6.20, lecz wstałem dopiero o 10. Umyłem się, nasmarowałem żelem, potem olejkiem do opalania, lecz tylko na ramionach i barkach i założyłem wcześniej wyprasowaną koszulkę. Wreszcie wyszedłem, podążyłem tą samą drogą co wczorajszego dnia dochodząc do ulicy Powstańców Śląskich, którą to pieszo dotarłem do centrum. Na owej ulicy robiłem zdjęcia wielu budynków, miejsc , swoistych kontrastów, które znajdują się przy owej ulicy. A były to bloki wieżowce, park, biurowce, także te w budowie, rozbieranego Poltegora, wysokiego ciągu budynków mieszkalnych wyglądających jak jeden długi hotel z charakterystycznymi wypukłościami czyli windami. Za owym ciągiem budynku mieści się chyba osiedle Południe to wyczytałem ze zdjęć jackaq, ale nie jestem pewny.Później dotarłem do arkad Wrocławskich składających się z kompleksu kinowego – Multikino, biurowca Get In Bank oraz CH Arkady Wrocławskie. Cały kompleks wygląda na bardzo nowoczesny i jest przyjazny dla oka, sam biurowiec przypomina falę i w połączeniu z drzewkiem jakie mijałem po drodze wydawało się jakbym był na bulwarze w LA. Wszedłem na chwilę zobaczyć i ocenić owe CH, lecz nie miałem pomysłu na zakupy i bieganie po sklepach, więc obrałem drogę na Multikino i chciałem zobaczyć jakiś film, lecz patrząc po tytułach i godzinach seansu szybko zrezygnowałem, lecz zapamiętałem, że o 18.45 odbędzie się seans filmu Davida Lyncha, przyjaciela Miasta Łodzi, filmu pt: „Inland Empire”. Być może jeśli nie wrócę jeszcze do domu wstąpię jeszcze do Arkad na chwilę. Później minąłem pewne wzgórze, które zawsze mnie ciekawiło kiedy tamtędy szedłem, na które nigdy się nie wspiąłem. Postanowiłem zobaczyć wreszcie co się tam znajduje i byłem mile zaskoczony i pełen podziwu dla tego miejsca. Zrobiłem tam dużo zdjęć, w owym miejscu mieściła się oczko wodne wraz z fontanną, które zrobiły na mnie duże wrażenie, otoczone półokręgiem, łukiem kolumn też świetnie się prezentujących. Tu mieściła się restauracyjka wraz z barkiem, fajne miejsce gdzie można się spotkać, odpocząć, odsapnąć, napić się piwka, itp. Poza tym z góry prezentuje się fajny widok na miasto. Jak później gdzieś doczytałem jest to wzgórze Powstańców. Po zejściu z niego, podążyłem w stronę GD, lecz do której już nie wchodziłem, tylko skręciłem w Ulicę Oławską, i skręcając w zakole GD przy Panoramie Racławickiej, kierując się do Muzeum Narodowego po drodze zdążyłem zrobić zdjęcie przy pomniku Katyńskim. Zanim jeszcze wszedłem do muzeum, robiłem zdjęcia pomników przylegających do budynku i okolic. W końcu wszedłem do muzeum pokazałem ważny bilet z Panoramy Racławickiej i wszedłem po schodach kierując się do sal wystawowych, lecz po chwili jeszcze raz wróciłem się do kasy ponieważ patrząc przez chwilę na potencjał muzealny postanowiłem wykupić pozwolenie na robienie zdjęć. Kosztowało o ile pamiętam 10 zł. Pani zaznaczyła, że nie można robić zdjęć eksponatów jako takowych ale, że skoro byłem sam i nie widziało mi się z każdym z nich robić fotki, co i tak nieźle mi wychodziło, jak już chciałem mieć przy którymś zdjęcie, po prostu nie przejmowałem się tym i robiłem zdjęcia co ciekawszych wystaw. Prezentowana była tam sztuka polska współczesna, sztuka śląska XVII i XVIII w. oraz malarstwo polskie chyba wieku XIX. Bardzo ciekawa wystawa i zbiory, bardzo sobie chwalę wyprawę do MN i polecam wszystkim Wam także żebyście zajrzeli tam przy okazji pobytu we Wrocławiu. Po jakiejś godzinie wyszedłem stamtąd ponieważ zadzwoniła Justyna, która poturbowała ksero jednej z ustaw dotyczących zagospodarowania przestrzennego Wrocławia, które miałem wziąć z Urzędu Wojewódzkiego stojącego nieopodal muzeum. Budynek jest monumentalny zbudowany przez Niemców przed wojną, chyba w stylu neoklasycznym, nie chcę wprowadzać w błąd, a nie jestem znawcą architektury, w każdym razie gdyby zbudowali go komuniści nosił by miano socrealizmu. Wszedłem do budynku i szczena mi opadła, z zewnątrz już wydaje się wielki, ale to co zobaczyłem w środku to już przegięcie, nie lubię takich molochów. Szerokie korytarze, schody, tysiące pokojów, drzwi i ten kolor na ścianach okropność. Zrobiłem kilka zdjęć żeby pokazać jaka wygląda wewnątrz. Swoją drogą znakomita sceneria do „Procesu” Kafki. Zaduch, zamknięcie, pokoje kończące się na numerze 4000, można sobie wyobrazić ogrom i bezpłodność tego budynku. Sam trafiłem do pokoju 3004 gdzie mieściła się biblioteka UW. Wszedłem, poprosiłem o Dziennik Ustaw czy rocznik statystyczny, skserowałem co miałem zrobić i wyszedłem. Spod UW poszedłem ulicą Słowackiego, później wszedłem w ulice Purkyniego, gdzie na chwilę wszedłem do Urzędu Miasta Wrocławia, zapytać może o to samo, niestety była już po godzina 15 poza tym był piątek i kończył się czas urzędowania. Stamtąd krętymi uliczkami dotarłem do Rynku gdzie spędziłem chwilę, potem skierowałem się na Plac Solny by później dojść do ulicy Kazimierza Wielkiego. Później doszedłem do GD i rozglądając się wokół zauważyłem że nigdy nie przechodziłem WZ w jednym miejscu Placu Dominikańskiego i zawsze mnie ciekawiło co tam jest więc poszedłem. Było to przedłużenie Oławskiej chyba bo już sam nie wiem już się gubię na mapie, gdzie minąłem koślawy budynek sol polu, zupełnie nie pasujący do okolicy, hotel Monopol w przebudowie, operę wrocławską oraz jedną ze świątyń. Potem poszedłem dalej. Później minąłem Renomę, budynek Społem, wszedłem też na chwilę do Empiku stojącego w okolicy, gdzie zakupiłem kilka pocztówek oraz przewodnik po Łodzi, bardzo fajny, który zamierzałem dać Justynie w prezencie. Czego nie chciała przyjąć a sam dostałem w zamian mały przewodnik po Wrocławiu. Z Empiku poszedłem do Arkad Wrocławskich po drodze mijając „Przejście„ ani razu nie zauważając go wcześniej, przez pozostałe dni pobytu. W Arkadach, a dokładnie w Multikinie oglądałem „Inland Empire” autorstwa Davida Lyncha. Powiem krótko dawno mnie tak seans nie wymęczył, jak oglądanie tego właśnie filmu, który trwał 3 godziny. A że opowiadał dość zawiłą historię trzeba się było skupić i kumać fakty, które były podawane w wielu odsłonach. Jeszcze do 2 godziny seansu próbowałem go rozkminiać i układać sobie fakty, historie i sens filmu, ale po 2 godzinie powiedziałem sobie : "ja wysiadam" - byłem tak zmęczony, że już nie mogłem myśleć o niczym, tylko wpatrywałem się w ekran jak kukła i gdyby nie "Locomotion" w pewnym momencie ponura widownia, włącznie ze mną umarła by śmiercią tragiczną - zbiorowym samobójstwem na tle srebrnego ekranu. Nie wspomnę o paru momentach, w których możnaby się było przestraszyć, ale i one nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. W każdym razie nie rozpamiętuję tego filmu jako historii, bo to się mija z celem, pamiętam tylko migawki -" jak oglądanie zdjęć w albumie" i pamiętam szczególnie te łódzkie zdjęcia, bo mi bliskie. I przedstawił on właśnie taką zimową, brudną, ciemną, błotnistą Łódź jaką zobaczył na własne oczy. Z ulic można zauważyć Piotrkowską, Kilińskiego i chyba okolice Parku Źródliska, o ile udało mi się wychwycić. W każdym razie filmu nie polecam, na pewno nie do oglądania w kinie, można se go w ostateczności w domu obejrzeć, pomijając niektóre sceny ponieważ obejrzenie ich nic nam nie da do lepszego zrozumienia filmu. Według mnie i pewnie innych którzy już ten film widzieli, jest fakt, że owy film jest studium gry aktorskiej Laury Dern i na niej opiera się cały scenariusz. To by było na tyle, bo już mi się mózg lasuje jak sobie przypominam ten film, mogę jeszcze wspomnieć epizod Leona Niemczyka ś.p. jego ostatnia rola o ile pamiętam i że w napisach były podziękowania dla "city of Lodz i Jerzego Kropiwnickiego pozdrawiam.
Po wyjściu z niego zostałem zauroczony przez wrocławskie miasto nocą, żałuję że nie mogłem zostać dłużej na mieście a także już nei miałem siły na nic i z małą torebką zakupów złapałem tramwaj i pojechałem na Krzyki. Wszedłem a było już po 21 umyłem się z Justyną porozmawialiśmy na temat mojego wyjazdu jutro i zastanawialiśmy się jak zrobić żeby wszystko dobrze dograć. Był problem z kluczami które musiałem jej oddać, a o zostawianiu ich sąsiadam nie było mowy. Jakoś się udało ale to w opisie następnego dnia. Jeśli chodzi o przemyślenia dotyczące Wrocławia mogę powiedzieć, że podoba mi się rozmieszczenie i ilość budek telefonicznych na mieście, jest ich dużo są bardziej zadbane niż w Łodzi, szczególnie podobała mi się seria budek idąd z panoramy Racławic w stronę Bema. Bardzo podoba mi się Wrocław jeśli chodzi o przestrzeń publiczną, a jest jej wiele w tym mieście, podoba mi się że ludzie potrafią o nią dbać jako o miejsca wspólne, jest w nim wiele Placów Rynków miejsc nad Odrą gdzie można spędzić miło czas w wspaniałym otoczeniu architektury i przyrody. Są co prawda we Wrocławiu budynki budzące mieszane uczucia, nie jestem znawcą architektury i niewiele mogę powiedzieć o stylach w jakich są one budowane. Mogę jedynie moim subiektywnym odczuciem powiedzieć czy mi się dany budynek podoba czy nie. Jeśli chodzi Ci o budynek Sol-polu, nie byłbym szczery jeślibym powiedział że prezentuje on jakąś wartość architektoniczną. Nazwałbym go najzupełniej "wrocławskim kaszalotem" po Waszemu, tak to nie wiem co o nim powiedzieć, widziałem go tylko przez chwilę i nie przy jakiejś słonecznej pogodzie, tylko już o porze prawie zachodzącego słońca i nie prezentował się on jakoś kolorowo. Ten budynek sfotografowałem kilkakrotnie i powiem że na zdjęciach prezentuje się on lepiej niż w rzeczywistości. Budynek ten jest tak niefortunny przede wszystkim ze względu na otoczenie i architekturę innych budynków stojących przy owej ulicy przy której się znajduje. Dla mnie tragedia, nie wiem kto zezwolił na jego postawienie jeśli chodzi o łódzkie budynki to nie wiem jaki mógłbym porównać do niego, po prostu takiego shitu lat 90 nie mogę sobie w myślach przypomnieć i skojarzyć, bardziej już mógłbym sobie wyobrazić budynki rodem z PRL- u, niepasujące do architektury XIX i pocz. XX wieku położone w kamienicznym centrum Łodzi. Po prostu współczuję i mam nadzieję że w końcu ten budynek po prostu wyburzą i postawią coś na miarę Wrocławia.
My w Łodzi, możemy poszczycić się kaszalotem lat 90 ale trochę w innej wersji. Mam w Łodzi Urząd Pracy wybudowany w tamtych czasach stojący między kamienicami, który nie pasuje do otoczenia, przede wszystkim nie lubię go za to że został wybudowany z pieniędzy podatników a kosztował niemało i teraz straszy strasznie nie lubię przejeżdżać obok tego budynku. Poza tym mamy w Łodzi kontrowersyjne budynki Saspolu z którym pomylił mi się Sol - pol oraz dom buta stojące przy Piotrkowskiej obok siebie na przeciwległych rogach obciach i brak godnego zagospodarowania...



10.08.2007






Ostatniego dnia mojego pobytu we Wrocławiu zobaczyłem kilka miejsc, na które w poprzednich dniach pobytu patrzyłem, ale ich nie widziałem, mijałem je, lecz ich nie dostrzegając. Były to min. Jatki, pomnik niemieckiego artysty – kopia rzeźby z Berlina oraz parę innych ujęć i miejsc. Zdążyłem zobaczyć też Ratusz od środka, trochę sposobem na trzeciego, bo było tam spotkanie religijne ludzi z całego świata, różnych religii, a osobą łączącą ich była osoba Jana Pawła II, a także idea spotkań młodzieży z całego świata. Spotkanie było uroczyste, z kelnerami, szampanem, z którego jednak nie skorzystałem, zrobiłem kilka zdjęć i wyszedłem stamtąd. Na szczęście nikt nie zwrócił mi uwagi, że jestem nieproszonym gościem, na szczęście i dla mnie i dla organizatorów, po co mieliby robić jakieś niepotrzebne nieprzyjemności, a tak to nie pasując do przebywających tam ludzi po prostu po paru minutach sam wyszedłem. Głównym punktem wędrówki ostatniego dnia był Rynek, jego okolice, min. ulica Oławska, Kiełbaśnicza i inne, także przedstawiany na pierwszych zdjęciach Wrocław zza szyby autobusu 144 i 126 (z którego to jednak zdjęć nie robiłem), okolica przez którą przejeżdżałem wspomnianym 144 przypominała mi łódzkie Stare Polesie, i pewien jeden punkt, jakiś plac którego nazwy nie znam, Plac Barlickiego w Łodzi, gdzie stoją hale targowe, ten plac co prawda mniejszy i sama hala też takie było moje pierwsze skojarzenie z Łodzią. Bardzo fajna sprawa jeśli chodzi o poznanie jakiegoś miasta zza szyby środka komunikacji miejskiej, myślę że w Łodzi jest to o tyle łatwiejsze ponieważ ulice w Śródmieściu są prostopadłe i sama komunikacja jest przez to łatwiejsza i szybsza, lecz przez to niektóre rzeczy mogą nam niestety umknąć. Ostatnimi chwilami były momenty na Rynku na piwku na Lechu w Wimbledonie. Ciekawą spotkaniem na Rynku była krótka rozmowa z osobą sprzedającą perfumy, której to zrobiłem fotkę. Fajna, miła dziewczyna, lecz niestety nie byłem zainteresowany ich zakupem ponieważ w plecaku miałem już swoje Dolce i wystarczająco już się wykosztowałem, by zakupować kolejny bagaż pamiątek z Wrocławia, mimo to do Łodzi i tak przywiozłem ich sporo do których z pewnością będę wracał wspominając tych kilka dni tam spędzonych, aż do momentu kiedy to postawię tam ponownie swoją stopę. Nie wiem kiedy to się stanie, ale na pewno tak będzie w związku z tym nie będę zamykał tego wątku do którego dokleją kolejne zdjęcia i piękne wspomnienia z pobytu w tym pięknym mieście, w którym wielu się zakochało, w tym i ja, co nie zmienia faktu, że moim miastem była, jest i będzie Łódź i to ona zajmuje pierwsze miejsce w mym sercu i dla niej robię wszystko co w mojej mocy by pokazać jej ludzką twarz i pokazać ją ludziom, i ten wątek jest także po to, choćby to były tylko słowa, porównania, skojarzenia, a nie zdjęcia rodem z Łodzi, anie chciałem wklejać ich tu dla porównania. Kończę już, nie będę się rozpisywał, wszystko co chciałem przekazać zostało już powiedziane.



AD 06.08.2007 – 10.08.2007


Dzięki Wrocław.

Santana & Rob Thomas – „Smooth”
Man it’s a hot one
Like seven inches from the midday sun
I hear you whisper & the words melt everyone
But you stay so cool
My mu-equita, my Spanish harlem mona lisa
Your my reason for reason
The step in my groove

BRIDGE:
And if you say this life ain’t good enough
I would give my world to lift you up
I could change my life to better suit your mood
Cause you’re so smooth

CHORUS:
And just like the ocean under the moon
Well that’s the same emotion that I get from you
You got the kind of lovin that can be so smooth
Gimme your heart, make it real
Or else forget about it


I’ll tell you one thing
If you would leave it would be a crying shame
In every breath and every word I hear your name calling me out
Out from the barrio, you hear my rhythm from your radio
You feel the turning of the world so soft and slow
Turning you round and round



Last edited by dawidny; November 10th, 2007 at 09:45 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote

Sponsored Links
 
Old August 22nd, 2007, 07:15 AM   #2
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Cel podróży - Wrocław


Za Wikipedia.pl

Wrocław (łac. Wratislavia lub Vratislavia, czes. Vratislav, niem. Breslau *, węg. Boroszló) - historyczna stolica Śląska, jedno z największych (czwarte pod względem liczby ludności) i najstarszych miast w Polsce, położone po obu stronach środkowej Odry, na Nizinie Śląskiej.

Przez miasto przepływa 5 rzek większych: Odra i 4 jej dopływy, które zasilają ją w granicach miasta: Bystrzyca, Oława, Ślęza i Widawa. Przed II wojną światową w mieście istniały – licząc według obowiązujących wówczas niemieckich kryteriów definiujących budowle drogowe – 303 mosty. Obecnie wszystkie przedwojenne mosty, które uległy zniszczeniu podczas oblężenia w roku 1945 zostały odbudowane, powstało też kilka całkiem nowych[2], również powierzchnia miasta wzrosła ze 175,1 km˛ do 292,8 km˛, ale pomimo to według kryteriów używanych współcześnie, uznaje się obecnie, że jest ich tylko od 117 (w tym 27 kładek) do 220.

Wrocław jest stolicą województwa dolnośląskiego, miastem na prawach powiatu (wrocławski powiat grodzki) oraz stolicą wrocławskiego powiatu ziemskiego grupującego 9 okolicznych gmin.

Historia

Miasto po raz pierwszy wzmiankowane w sposób jednoznaczny w roku 1000 w związku z założeniem biskupstwa, jednak osadnictwo słowiańskie na Ostrowie Tumskim istniało co najmniej 150 lat wcześniej. Od końca X wieku znajdowało się pod panowaniem Piastów. W 1035 roku, w okresie tzw. Reakcji Pogańskiej, źródła informują o budowie świątyni pogańskiej w mieście. W XIII wieku dokonano lokacji miasta na prawie magdeburskim, w 1335 miasto przeszło pod panowanie królów Czech, później (po krótkim epizodzie panowania węgierskiego) wraz z Koroną Czeską zostało włączone do Monarchii Habsburskiej. W 1741 wraz z większością Śląska zostało zdobyte przez Prusy, w związku z czym w latach 1741-1918 oficjalna nazwa miasta brzmiała Królewskie Stołeczne i Rezydencjalne Miasto Wrocław (niem. Königliche Haupt- und Residenzstadt Breslau), w latach 1918-45 (po rewolucji listopadowej) Miasto Stołeczne Wrocław (Hauptstadt Breslau). W 1945 miasto zostało ogłoszone twierdzą i zniszczone w czasie walk między Armią Czerwoną i Wehrmachtem. Po II wojnie światowej Wrocław decyzją konferencji poczdamskiej został włączony do Polski.

Podział administracyjny.

Wrocław dzieli się administracyjnie na osiedla, stanowiące jednostki pomocnicze miasta. Niegdyś miasto składało się z 5 dzielnic: Psie Pole, Śródmieście, Stare Miasto, Krzyki, Fabryczna, które obecnie nie posiadają własnej osobowości prawnej, stanowią jednak nadal kryterium organizacji wielu urzędów i instytucji.

Kultura

Muzea


* Narodowe
o Panorama Racławicka
o Etnograficzne
* Muzeum Miejskie Wrocławia
o Archeologiczne
o Historyczne
o Militariów
o Sztuki Medalierskiej
o Sztuki Mieszczańskiej
o Sztuki Cmentarnej
* Akademii Sztuk Pięknych
* Archidiecezji Wrocławskiej
* Architektury
* Geologiczne
* Mineralogiczne (Uniwersytetu Wrocławskiego)
* Poczty i Telekomunikacji
* Przyrodnicze (Uniwersytetu Wrocławskiego)

Teatry

* Ad Spectatores (Scena w Starym Spichlerzu)
* Gest (Teatr Mimu Politechniki Wrocławskiej)
* Filharmonia
* Impart (Centrum Sztuki WOK)
* K2
* Kalambur
* Kameralny
* Opera Wrocławska
* Teatr Laboratorium (obecnie Centrum Badania Twórczości Jerzego Grotowskiego)
* Teatr Polski ze scenami: Teatr Kameralny, Scena na Dworcu Świebodzkim
* Teatr Muzyczny CAPITOL (dawniej Operetka Wrocławska)
* Teatr Formy
* Teatr Państwowy Wyższej szkoły Teatralnej
* Teatr Lalek
* Teatr Współczesny
* Teatr Pantomimy (Dyrekcja)
* Teatr Pieśń Kozła

Kina

* Multikino Arkady Wrocławskie
* Multikino Pasaż Grunwaldzki
* Centrum Filmowe Helios
* Cinema City - CH Korona
* Warszawa
* Lwów
* Lalka

Gospodarka

We Wrocławiu produkowane są autobusy, wagony, sprzęt AGD, środki chemiczne i elektronika. Od kilku lat dynamicznie rozwija się sektor IT (oprogramowanie wewnętrzne firm, oprogramowanie na zamówienie), również wiele zagranicznych firm np. WAGO Elwag , Siemens, LG (LG Philips + 6 podwykonawców + LG Electronics), Volvo, HP, Google, Opera Software, QAD, Bombardier Transportation (dawniej Pafawag), DeLaval, Whirpool (dawniej Polar), Bosch, Wabco, Fagor, Toshiba, TietoEnator i inne). Siemens właśnie przenosi swoje centra programistyczne do Wrocławia. Swoje siedziby mają tu następujące banki: BZ WBK, Lukas Bank, AIG Bank, Eurobank, Santander Consumer Bank (dawniej PTF Bank), Bank Współpracy Europejskiej oraz centra finansowo-księgowe: Volvo, Hewlett-Packard, KPIT Cummins, UPS, GE Money Bank, Credit Suisse. W mieście działa największa ilość firm leasingowych oraz windykacyjnych w kraju, w tym największy Europejski Fundusz Leasingowy, znajduje się tu również siedziba firmy American Restaurants, właściciela sieci KFC, Pizza Hut i Rodeo Drive. Duży ośrodek przemysłu farmaceutycznego; US Pharmacia, Hasco-Lek, Galena, 3M, Labor, S-Lab, Herbapol.

Transport

Układ drogowy

Przez Wrocław przebiegają drogi krajowe nr 5, 8, 94, na krótkim odcinku granicy miasta przebiega autostrada A4, a w Bielanach Wrocławskich bezpośrednio przy granicy miasta znajduje się węzeł autostrady i dróg nr 5 i 35.

Struktura sieci drogowej Wrocławia jest silnie zorientowana na centrum miasta, mając kształt promienisty. Do końca XX wieku wszystkie mosty na głównej odnodze Odry skupiały się na jej odcinku długości około 2500 m. Komunikacja między dzielnicami peryferyjnymi jest dodatkowo utrudniona przez rozległe urządzenia kolejowe, wcinające się w głąb miasta. Od lat 80. postępuje powoli budowa obwodnicy śródmiejskiej, w planie są zaś dalsze obwodnice, w tym autostrada A8 czyli tzw. Autostradowa Obwodnica Wrocławia (AOW) oraz obwodnica wschodnia.

Transport szynowy, lotniczy i wodny

Wrocław jest ważnym węzłem kolejowym (Wrocław-Brochów - 2.największy węzeł kolejowy-stacja towarowa w kraju), z Wrocławia wychodzą linie kolejowe w kierunkach: Leszno – Poznań, Opole – Lubliniec, Legnica – Zgorzelec, Głogów – Zielona Góra, Kłodzko – Kudowa-Zdrój, Wałbrzych – Jelenia Góra, Oleśnica – Ostrów Wlkp. Miasto posiada międzynarodowe lotnisko na Strachowicach oraz port rzeczny na Odrze.

Miejski transport zbiorowy

Miejski transport zbiorowy we Wrocławiu korzysta z 22 linii tramwajowych i 74 autobusowych (w tym 13 nocnych). Rozległa sieć tramwajowa jest jedną z większych w kraju, jednak nie obsługuje wielu gęsto zamieszkanych osiedli takich jak Kozanów, Psie Pole, Gaj czy Zakrzów, linie autobusowe stanowią zatem równorzędny środek transportowy, obsługiwany przez MPK Wrocław oraz kilku mniejszych prywatnych przewoźników.

Architektura i urbanistyka Wrocławia

Wrocław mimo zniszczeń wojennych (70% budynków) zachował wiele budowli bądź w stanie oryginalnym, bądź odrestaurowanych czy odbudowanych po wojnie. Do wyróżniających się należą: gotycki ratusz na Rynku, gotyckie kościoły: katedra pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela na Ostrowie Tumskim (przy niej barokowa kaplica Elektorska według projektu Fischera von Erlacha), Św. Krzyża, NMP na Piasku; barokowy zespół głównych budynków Uniwersytetu Wrocławskiego z Aulą Leopoldina; neogotycki budynek Dworca Głównego; modernistyczne: Hala Ludowa (proj. Max Berg), dom handlowy zaprojektowany przez Ericha Mendelsohna, budynki wystawy Mieszkanie i miejsce pracy (m.in. dom projektu Hansa Scharouna). Oprócz tego w mieście zachowało się osiem tysięcy zabytkowych kamienic czynszowych, które władze samorządowe starają się w ramach specjalnych programów rewitalizacyjnych sukcesywnie poddawać renowacjom. Jest to największe tego typu skupisko zabytkowego budownictwa na obecnym terytorium Polski. Kamienice te prezentują style począwszy od baroku poprzez klasycyzm, historyzm, secesję aż po modernizm. Wiele kamienic prezentuje wysokie walory architektoniczno-estetyczne.

Ważniejsze miejsca

* wyspy odrzańskie:
o Kępa Mieszczańska
o Ostrów Tumski (dawniej osobna wyspa)
o Wyspa Piasek
o Wyspa Słodowa
o Wielka Wyspa
* Stare Miasto
o Rynek
o plac Solny
o Nowy Targ
o ulica Świdnicka
o ulica Szewska
* Ogród botaniczny
* Park Szczytnicki z Ogrodem Japońskim
* Ogród zoologiczny (założony w roku 1865 - największa w Polsce liczba gatunków - 565, łącznie około 7100 zwierząt)
* Stary Cmentarz Żydowski

Ciekawostki

* 1000 – pierwsza pisemna wzmianka w kronice Thietmara o pewnym potężnym grodzie usytuowanym nad Odrą, czyli o Wrocławiu, w tym roku zostaje też ustanowiona diecezja wrocławska
* 1327 - miasto zrywa więzy łączące je z Koroną Polską zawierając układ o przeżycie z Janem Luksemburczykiem. Zakazano używania języka polskiego w procesach sądowych o długi i procesach spadkowych.
* 1337 - Wrocław zostaje wyłączony od sądów prawa polskiego. Oznacza to ostateczne zerwanie z porządkiem prawnym Królestwa Polskiego, w tym roku też połączono miasto ulokowane na prawie magdeburskim przez Henryka III Białego z Nowym Miastem, lokowanym w 1263 roku również przez niego
* 1418 - Defenestracja wrocławska
* 1530 - wybicie najstarszej na obecnych ziemiach polskich monety 10-dukatowej. Ta donatywa jest zarazem najstarszą znaną wielokrotnością dukata z terenu Śląska
* poł. XVII w. - pierwsze na świecie czasopismo lekarskie Miscellanea Curiosa Medico-Physica
* 1702 powstał Uniwersytet Wrocławski (starszy łącznie od Uniwersytetu Warszawskiego i Poznańskiego), byłby jeszcze starszy, ale przeszkodził w tym Uniwersytet Krakowski, wysyłając swego czasu list protestujący do papieża dokument fundacyjny wydany przez Władysława Jagiellończyka w Budzie w roku 1505, przez co uniwersytet powstał dopiero prawie 2 wieki później
* 1742 – Wrocław zostaje podniesiony do rangi królewskiego miasta rezydencjalnego
* 1842 - pierwsza linia kolejowa na dzisiejszych ziemiach polskich, między Wrocławiem a Oławą (patrz -> Wrocławski węzeł kolejowy)
* 1893 - pierwsze tramwaje elektryczne na dzisiejszych ziemiach polskich (patrz -> Tramwaje we Wrocławiu)
* 1945 - Wrocław poddaje się ostatni - 6 maja 1945 roku, parę dni po Berlinie
* 1948 - odbywa się we Wrocławiu Międzynarodowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Zjechało się na niego czterysta światowych sław literatury, nauki i sztuki z 46 krajów, m.in. Irena Curie, Pablo Picasso czy Michaił Szołochow. Nie mogąc przybyć, Albert Einstein nadesłał obszerne powitanie
* 1965 - biskup wrocławski Bolesław Kominek był inicjatorem i autorem listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku (słynne"Przebaczamy i prosimy o przebaczenie")
* 1982 - Jarosław Hyk – student Akademii Rolniczej we Wrocławiu, przejechany w centrum miasta przez ciężarówkę ZOMO podczas demonstracji w dniu 31 sierpnia w czasie stanu wojennego. Ciężarówka zaczepiła chłopaka podwoziem i wlokła po bruku przez blisko sto metrów. Doznał wstrząśnienia mózgu, odbicia nerek, ogólnych potłuczeń zranień i poparzeń. Mimo to przeżył, a zdjęcia i film z tego wydarzenia obiegły i zmroziły cały świat
* Krótko przed powodzią tysiąclecia w 1997 miasto było organizatorem 46 Światowego Kongresu Eucharystycznego
* Wrocław jako jedyne miasto nie będące stolicą zostało w r. 2004 wybrane i opisane we francuskiej gazecie Le Figaro[6] jako miasto, które przybliża czytelnikom nowe kraje członkowskie wstępujące do UE(10) przez pryzmat jednego miasta
* We Wrocławiu na Thanks Jimi Festival 2006 został pobity Gitarowy Rekord Guinessa, który został poprawiony rok później na Thanks Jimi Festival 2007
* We Wrocławiu dwa razy gościł papież Jan Paweł II (raz rozpoczął swą pielgrzymkę do Ojczyzny właśnie od tego miasta), który wygłaszając tu homilię powiedział: "Wrocław jest miastem położnym niemal na styku trzech krajów, które historia bardzo ściśle ze sobą połączyła. Jest poniekąd miastem spotkania, miastem, które jednoczy. Tutaj w jakiś sposób spotyka się tradycja duchowa Wschodu i Zachodu".
* Miasto ma czwartą największą ilość mostów (i kładek) w Europie, plasuje się zaraz za Amsterdamem, Wenecją i Sankt Petersburgiem
* We Wrocławiu zadebiutowali m.in Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski, Sylwester Chęciński i powstało wiele filmów, które weszły do historii polskiego kina jak m.in.:Popiół i diament, Sami swoi, Rękopis znaleziony w Saragossie, Lalka, niektóre odcinki seriali: Czterej pancerni i pies i Stawka większa niż życie były kręcone we Wrocławiu (w "Stawce" Wrocław występował jako Berlin, m.in. dworzec główny, a Teatr Lalek występował jako Teatr Roma); we Wrocławiu ma być kręcona wielka produkcja "Śmierć w mieście Breslau", z mocną zagraniczną obsadą, której budżet szacowany jest na blisko 20 milionów dolarów
* Miasto kandydowało do wystawy EXPO 2010, lecz musiało uznać wyższość Szanghaju; obecnie stara się o organizację EXPO 2012
* Wrocławska Hala Ludowa została wpisana (jako "Hala Stulecia") na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2006 roku
* Wrocław posiada dwa obiekty (najwięcej w Polsce, wraz z Gdańskiem) na liście Pomników Historii - najcenniejszego wyróżnienia przyznawanego w kraju, bo na liście znajduje się tylko 30 (wkrótce 31) obiektów uznanych za szczególnie wartościowe dla kultury, będących pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej. Są nimi: zespół historycznego centrum i Hala Ludowa
* Tutaj Fryderyk Chopin dał krótki koncert podczas opuszczania na zawsze Polski, w drodze za granicę
* Wrocław ma Stadion Olimpijski, choć nie był nigdy organizatorem Igrzysk
* Miasto, jako jedno z nielicznych w Europie, ma zachowaną i stale wypełnioną wodą fosę miejską
* Ostrów Tumski we Wrocławiu oświetlany jest co noc przez ręcznie obsługiwane gazowe latarnie uliczne
* W budynku Banku Zachodniego na rogu Rynku i placu Solnego działa jedyny we Wrocławiu paternoster, czyli winda bez drzwi, która jeździ ze stałą prędkością nie zatrzymując się na poszczególnych piętrach
* Wrocławskie ZOO, choć wcale nie największe w Polsce, może się pochwalić jednak największą w Polsce ilością gatunków
* Miasto posiada tor konny (w Polsce są tylko 3 takie), mieści się on na Partynicach; na jego terenach w 1983 Jan Paweł II odprawił mszę
* Wrocławska PTV Echo była pierwszą prywatną telewizją w Polsce
* We Wrocławiu, wśród licznych pomników upamiętniających znane osobistości i doniosłe wydarzenia kilka zasługuje na szczególną uwagę ze względu na ich niezwykłą formę i wymowę. Należą do nich:
o pomnik Pomarańczowej Alternatywy w formie niewielkiego krasnala,
o "Powodzianka" (na pamiątkę powodzi tysiąclecia w 1997)
o pomnik na pamiątkę masakry na placu Tiananmen w Pekinie 4 czerwca 1989,
o niezwykły pomnik "Pamięci Zwierząt Rzeźnych", ustawiony w zaułku Stare Jatki (przed wojną Große Fleischbänke - "Wielkie Ławy Mięsne"), historycznym miejscu sprzedaży mięsa z pobliskich nadodrzańskich ubojni (obecnie znajdują się tam galerie artystyczne).
o W roku 2003 prezydent Wrocławia, kontynuując zapoczątkowaną przez Pomarańczową Alternatywę tradycję związaną z krasnoludkami - odsłonił na ścianie kamieniczki "Jaś" pomiędzy Rynkiem a kościołem garnizonowym św. Elżbiety miniaturową tabliczkę-szyld "Muzeum Krasnoludków". Tabliczka znajduje się przy drzwiach do kamieniczki, na wysokości ludzkich kolan. W sierpniu 2005 pojawiły się w różnych punktach miasta miniaturowe brązowe rzeźby krasnoludków wg projektów Tomasza Moczka, absolwenta wrocławskiej ASP: "szermierz" przy Uniwersytecie, "rzeźnik" na Starych Jatkach, dwa "Syzyfki" na ul. Świdnickiej oraz "pracz odrzański" przy moście Piaskowym. Ten ostatni krasnoludek nawiązuje swą nazwą do peryferyjnego wrocławskiego osiedla Pracze Odrzańskie.


Miasta partnerskie.

* Breda, Holandia
* Charlotte, Stany Zjednoczone
* Drezno, Niemcy
* Grodno, Białoruś (od 28 lipca 2005 zawieszone)
* Guadalajara, Meksyk
* Hradec Králové, Czechy
* Kowno, Litwa
* Lwów, Ukraina
* Ramat Gan, Izrael
* Vienne, Francja
* Wiesbaden, Niemcy
* Toronto, Kanada


Dzielnice Wrocławia.

Krzyki

była dzielnica samorządowo-administracyjna Wrocławia, ustanowiona 12 lutego 1952 r., jej funkcje 8 marca 1990 r. przejął w szerokim zakresie Urząd Miejski nowo powstałej Gminy Wrocław. Nazwa Krzyki przywoływana jest dla celów statystycznych, oraz funkcjonuje w organach administracji rządowej i specjalnej np. ZOZ, urząd skarbowy, prokuratura, policja, itp. Obszar byłej dzielnicy Krzyki liczy 54,3 km˛ zamieszkuje ją 166 164 osoby (GUS, 31.12.2005). Tę samą nazwę nosi jedno z osiedli w tej dzielnicy, osiedle Krzyki, (niem. Krietern - "kłótnicy").
Obecnie na terenie Krzyków w miejsce najwyższego budynku we Wrocławiu-Poltegoru buduje się 220-sto metrowy Sky Tower. W pobliżu zostało również wybudowane nowe centrum handlowe- Arkady Wrocławskie. W południowej części Krzyków znajduje się tor wyścigów konnych- Partynice. Warto również wspomnieć, że w tej dzielnicy znajduje się wrocławska Akademia Ekonomiczna, Stary Cmentarz Żydowski, Wieża Ciśnień i Dworzec Główny, Wrocławski Teatr Pantomimy, wrocławski oddział Państwowej Wyższej Szkoły Teatralej im. L. Solskiego. Do najbardziej znanych mieszkańców dzielnicy zaliczają się Tadeusz Różewicz, Krzysztof Kiljański i Monika Richardson.
Jest to obecnie jedna z najbardziej prestiżowych dzielnic we Wrocławiu, ze względu na położenie (szybkie połączenie z centrum oraz z autostradą). Znajduje się tam wiele wysokiej klasy mieszkań, a co więcej wartość ziemi podwyższają nowe inwestycje (m.in. Sky Tower i nowy basen w okolicy Wzgórza Andersa).
Obecnie połączenia komunikacyjne w Krzykach są bardzo dobre. Dzielnica posiada połączenia zarówno autobusowe jak i również tramwajowe. Na terenie Krzyk znajdują się obecnie pięć pętli tramwajowych (Krzyki, Park Południowy, Klecina, Księże Małe, Tarnogaj).


Psie Pole

była dzielnica samorządowo-administracyjna Wrocławia, ustanowiona 12 lutego 1952 roku, zlokalizowana w północnej części miasta. Jej funkcje 8 marca 1990 roku przejął w szerokim zakresie Urząd Miejski nowo powstałej Gminy Wrocław. Nazwa Psie Pole przywoływana jest dla celów statystycznych, oraz funkcjonuje w organach administracji rządowej i specjalnej np. ZOZ, urząd skarbowy, prokuratura, policja, itp. Obszar byłej dzielnicy Psie Pole liczy 97,7 km 2 (Encyklopedia Wrocławia 2006) zamieszkuje ją 90 740 osób (GUS, 31.12.2005).
Psie Pole obejmuje wszystkie osiedla położone na prawym brzegu głównego nurtu Odry, Starej Odry i Kanału Nawigacyjnego, m.in. Karłowice, Osobowice i dawniej niezależne miasto Psie Pole, obecnie w granicach osiedla Psie Pole Zawidawie. Jedynym osiedlem znajdującym się na drugiej stronie rzeki jest Kleczków, który znajduje się pomiędzy Odrą a torami kolejowymi wraz z dworcem Nadodrze. Poza licznymi osiedlami domów jednorodzinnych i willi oraz dawnymi osadami wiejskimi znajdują się w niej trzy duże osiedla: Zakrzów, osiedle Psie Pole i Różanka. Przez dzielnicę przepływa Widawa, stanowiąca na dużym odcinku granicę miasta. Na południowym wschodzie dzielnicy znajduje się duży zespół przemysłowy, m.in. z Polmosem, Polifarbem i odziałem fabryki autobusów Volvo, ponadto na terenie dzielnicy znajdują się wytwórnia sprzętu gospodarstwa domowego (głównie zmywarek, kuchenek i lodówek) Whirlpool Polar, kuchenek Wrozamet, PZL Hydral i in. Północno-zachodnią część dzielnicy zajmują rozległe pola irygacyjne. Na obrzeżach dzielnicy rosną liczne lasy m.in. las rędziński, osobowicki, sołtysowicki, zakrzowski, strachociński i wojnowski. Pomiędzy ulicami Kamieńskiego i Czajkowskiego znajduje się rozległy teren wojskowy, który stanowi utrudnienie dla rozładowania ruchu samochodowego w tej części miasta. Jedyną dużą ulicą która łączy wschodnią część dzielnicy z zachodnią jest ulica Jana Kasprowicza, likwidacja poligonu umożliwiłaby budowę nowych dróg i stanowiła by atrakcyjny teren pod zabudowę mieszkalną. Jednak pomimo braku planów na likwidację poligonu, w jego północnej części będzie przebiegać północna część obwodnicy śródmiejskiej, budowa drogi ma się rozpocząć w 2007 roku.

Śródmieście

była dzielnica samorządowo-administracyjna Wrocławia, ustanowiona 12 lutego 1952 roku, jej funkcje 8 marca 1990 roku przejął w szerokim zakresie Urząd Miejski nowo powstałej Gminy Wrocław. Nazwa Śródmieście przywoływana jest dla celów statystycznych, oraz funkcjonuje w organach administracji rządowej i specjalnej np. ZOZ, urząd skarbowy, prokuratura, policja, itp. Obszar byłej dzielnicy Śródmieście liczy 16 km˛ zamieszkuje ją 125 819 osób (GUS, 31.12.2005).
Śródmieście położone jest naprzeciw Starego Miasta Wrocławia, na prawym brzegu Odry. Zachodnia część dzielnicy leży między Odrą i Starą Odrą, obejmując najstarszą część miasta - Ostrów Tumski, a także osiedle Ołbin (oraz wydzielone zeń Nadodrze i Plac Grunwaldzki). Wschodnią część Śródmieścia stanowi Wielka Wyspa z osiedlami: Zacisze, Sępolno, Zalesie , Biskupin.

Stare Miasto

była dzielnica samorządowo-administracyjna Wrocławia, ustanowiona 12 lutego 1952 r., jej funkcje 8 marca 1990 r. przejął w szerokim zakresie Urząd Miejski nowo powstałej Gminy Wrocław. Nazwa Stare Miasto przywoływana jest dla celów statystycznych, oraz funkcjonuje w organach administracji rządowej i specjalnej np. ZOZ, Urząd Skarbowy, Prokuratura, Policja, itp. Obszar byłej dzielnicy Stare Miasto liczy 6,8 km˛ zamieszkuje ją 56 952 osoby.
Granice dzielnicy stanowią: lewy brzeg Odry, dawny bieg Oławy, wschodni odcinek Fosy Miejskiej, ul. Dworcowa oraz linia kolejowa z Dworca Głównego w kierunku Poznania. Do dzielnicy należą osiedla: Stare Miasto (obejmuje także historyczne Nowe Miasto), Przedmieście Świdnickie oraz Szczepin. Ostatnie z nich, zabudowane głównie wysokimi budynkami mieszkalnymi z lat 60. i 70., jest najliczniej zamieszkane, mimo że jego północna część pozostaje niezabudowana.

Fabryczna

była największa dzielnica samorządowo-administracyjna Wrocławia, ustanowiona 12 lutego 1952 roku, zlokalizowana w zachodniej i południowo-zachodniej części miasta. Jej funkcje 8 marca 1990 roku przejął w szerokim zakresie Urząd Miejski nowo powstałej Gminy Wrocław. Nazwa Fabryczna przywoływana jest dla celów statystycznych, oraz funkcjonuje w organach administracji rządowej i specjalnej np. ZOZ, urząd skarbowy, prokuratura, policja, itp. Obszar byłej dzielnicy Fabryczna liczy 118,9 km˛ zamieszkuje ją 196 257 osób (GUS, 31.12.2005).
Nazwa pochodzi od znajdujących się na jej obszarze dużych zakładów przemysłowych.
Na terenie Fabrycznej wyróżnia się następujące obszary zwane zwyczajowo osiedlami, których nazwy pochodzą najczęściej od wsi i miejscowości włączonych kiedyś w granice Wrocławia.





05.08.2007

Retkinia - najpiękniejsze łódzkie osiedle, na którym mieszkam, w tle mój wieżowiec.







Ja czyli - Dawid z Łodzi, czasem dawidny, dawinci, na forum po prostu błahu



Łódzkie niebo:






Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 05:57 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 07:27 AM   #3
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Ul.Sucha



Ul. Pułaskiego widok na ul.T. Kościuszki, okolice wrocławskiego trójkąta bermudzkiego.



Dalej Pułaskiego.







Ul. Traugutta.











Trójkąt bermudzki, za stroną:

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=183584




Przedmieście Oławskie

osiedle położone we wschodniej części Wrocławia, w dzielnicy Krzyki.
Liczba mieszkańców: ok. 25 tys.
Powstało na mocy uchwały Rady Miasta Wrocławia nr XX/110/91, a jego dokładne granice można znaleźć w załączniku do uchwały Rady Miejskiej Wrocławia nr LIV/3267/06 oraz w załączniku do statutu Osiedla Przedmieście Oławskie.

Osiedle obejmuje część miasta zwaną "Trójkątem Bermudzkim", a także ciekawe budowle:

• wieża ciśnień na Grobli
• słynny budynek przy ulicy Kościuszki zwany "Trzonolinowcem"
• pałac rodzinny, będący dzisiejszym muzeum przy pl. Zgody
• szpital im. Marciniaka na ulicy Traugutta

Na terenie osiedla znajduje się najstarszy kościółek we Wrocławiu, u zbiegu ul. Traugutta i pl. Wróblewskiego (koło okrągłej, starej kwiaciarni). Przez osiedle przebiega rzeka Oława, za której prawym brzegiem zaczynają się Niskie Łąki. Osiedle jest w znacznej części zaniedbane, mimo iż jego odległość do Rynku to zaledwie kilka minut spaceru.

Przed II wojną światową było to reprezentatywne osiedle Breslau, które zostało w blisko 60% zniszczone (najbardziej jest to widoczne na pl. Wróblewskiego).

Ulica Miernicza we Wrocławiu (dawniej Lützow Strasse) położona na Przedmieściu Oławskim (dawniej Ohlauer Vorstadt) w tzw. Trójkącie Bermudzkim. Biegnie od ulicy Romualda Traugutta (dawniej Kloster Strasse czyli Klasztorna) do ulicy Komuny Paryskiej (dawniej Vorwerk Strasse czyli Folwarczna). Jest jedną z nielicznych wrocławskich ulic, na których przetrwała w całości zabudowa sprzed II wojny światowej.

Ulicę zaczęto projektować na początku lat 90. XIX w. na parcelach należących do spółki handlowej Cassirer&Söhne położonych przy Kloster Strasse i Vorwerk Strasse z zamiarem zabudowania jej kamienicami czynszowymi dominującymi w tej okolicy. Wytyczona została w 1886 r. Połączyła z północy na południe Kloster Strasse z Vorwerk Strasse. W połowie nowej ulicy wytyczono skrzyżowanie z planowaną również wówczas ulicą Martha Strasse (dzisiaj Waleriana Łukasińskiego) mająca połączyć Brüder Strasse (dzisiaj Kazimierza Pułaskiego) z Lösch Strasse (dzisiaj Ignacego Prądzyńskiego). Ostatecznie Martha Strasse powstała tylko na odcinku do Lösch Strasse z kilkudziesięciometrowym wypustem w stronę Brüder Strasse. W ciągu kilku lat zabudowano kamienicami czynszowymi odcinek pomiędzy Kloster Strasse i Martha Strasse, a do końca XIX w. pozostałą cześć ulicy. Nazwano ją Lützow Strasse na cześć barona Ludwiga von Lützow (1782–1834), pruskiego patrioty, organizatora i dowódcy ochotniczego korpusu w wojnie z Napoleonem (1813).



Kamienice zostały zasiedlone w znacznej mierze przez robotników pobliskich fabryczek i zakładów położonych wzdłuż Oławy przy Kloster Strasse (Traugutta), urzędników niższych kategorii i rzemieślników prowadzących warsztaty na parterach kamienic i w podwórkach. Po II wojnie światowej niezbyt majętny charakter ulicy jak i całej dzielnicy został na PRL-owski sposób utrzymany i Miernicza dzieliła los pozostałych ulic wrocławskiego Trójkąta Bermudzkiego, o których Lech Janerka śpiewał: Strzeż się tych miejsc.

Ze względu na swój unikatowy charakter i stan ulica Miernicza często służy filmowcom jako plan akcji do filmów przedstawiających miasta sprzed kilkudziesięciu lat i z II połowy XIX w. Imitowała m.in. Warszawę, Berlin, Wiedeń, Rotterdam i oczywiście wojenny i przedwojenny Wrocław.
Niektóre filmy:

• Lalka Polska (1977), reż. Ryszard Ber
• Kobieta samotna, Polska (1981), reż. Agnieszka Holland
• Kobieta na wojnie, Francja, Wielka Brytania (1991), reż. Edward Bennett
• Charakter, Belgia, Holandia (1996), reż. Mike van Diem
• Aimee i Jaguar, Niemcy (1998), reż. Max Färberböck
• Avalon Japonia (2001) reż. Mamoru Oshii
• Most powietrzny Niemcy (2005), reż. Dror Zahavi

Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 05:58 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 07:33 AM   #4
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Rynek.

Za wikipedia.pl

Rynek (niem. Der Ring, Der Große Ring) - średniowieczny plac targowy we Wrocławiu, obecnie centralna część strefy pieszej. Stanowi prostokąt o wymiarach 205 na 175 m[1]. Jest to drugi (po Krakowie) największy plac Europy. Zabudowę otaczającą Rynek stanowią budynki pochodzące z różnych epok historycznych. Centralną część Rynku zajmuje blok śródrynkowy, składający się z Ratusza, Nowego Ratusza oraz licznych kamienic. Rynek tworzy układ urbanistyczny wraz z przekątniowo przyległymi placem Solnym oraz placem wokół kościoła św. Elżbiety. Do Rynku prowadzi 11 ulic - po dwie w każdym narożniku (Świdnicka, Oławska, E. Gepperta (Zamkowa), Ruska, św. Mikołaja, Odrzańska, Kuźnicza, Wita Stwosza), ponadto przebity w XIV lub XV w. Kurzy Targ po stronie wschodniej oraz wąskie ul. Więzienna i Przejście św. Doroty.

Rynek powstał w związku z lokacją Wrocławia, wedle nowszych badań już za czasów Henryka Brodatego, między 1214 a 1232. Starsze publikacje twierdziły, że powstał dopiero w czasie powtórnej lokacji w 1241-1242. Z biegiem czasu wokół Rynku powstały kamienice patrycjatu, a około połowy XIV wieku utworzyły ciągłe pierzeje i nastąpiło utrwalenie podziałów własnościowych.

W XIX w. przez Rynek poprowadzono linie tramwaju, najpierw konnego, a później także elektrycznego. Tramwaje kursowały przez Rynek do połowy lat 70. zeszłego stulecia, gdy przeniesiono je na Trasę W-Z. W latach 1996-2000 wyremontowano nawierzchnię Rynku, ostatecznie zamykając ruch samochodowy po jego wschodniej stronie, jak również odnowiono większość elewacji.

Przy Rynku znajduje się obecnie 60 numerowanych posesji, przy czym niektóre budynki posiadają kilka numerów. Podziały działek przebiegają najczęściej inaczej niż dawne podziały lokacyjne, na skutek wtórnych podziałów i scaleń. Każda działka posiada również swoją historyczną nazwę, zwykle związaną z atrybutem umieszczonym niegdyś na elewacji kamienicy lub losami miejsca, np. Pod Gryfami, Pod Błękitnym Słońcem, Stary Ratusz.

Blok śródrynkowy, określany jako tret, jest obrócony względem zewnętrznego obrysu Rynku oraz sieci otaczających ulic o 7°, przyczyna takiego położenia nie jest jednoznacznie wytłumaczona.

Najważniejszym budynkiem na Rynku był rozbudowywany od końca XIII w. Ratusz. Rynek stanowił jedno z niewielu dozwolonych miejsc handlu detalicznego na terenie miasta, wzniesiono na nim trzy duże budynki handlowe: dom kupców (sukiennice - niem. Kaufhaus), smatruz (w którym handlowano pieczywem oraz obuwiem, Schmetterhaus) oraz dom płócieników (Leinwandhaus), ponadto rzędy Kramów Bogatych i Kramów Płócienników oraz Mały i Wielki Dom Wagi. Najstarszy w tym zespole, powstały jeszcze przed najazdem mongolskim dom kupców (w miejscu obecnej ulicy Sukiennice) stanowił dwunawową halę o szerokości 13 m, i długości około 100 m, do której z obu stron przylegało po 21 komór, nieposiadających okien i połączonych z halą jedynie drzwiami. Dwie komory po stronie południowej służyły celom administracyjnym, w pozostałych handlowano suknem. Centralna hala nakryta była pogrążonym w kierunku centralnych filarów dachem, prawdopodobnie ozdobionym we wnętrzu podwieszonym stropem[3]. Od wschodu sukiennice zamknięte były murem z dwiema bramami, zaś od zachodu przylegał do nich poprzecznie dom płócienników. W południowo-zachodnim narożniku linia zabudowy bloku śródrynkowego jest wycofana, znajdował się tam do połowy XVIII wieku targ rybny, a od 1745 ponadto odwach, w 1788 zastąpiony okazalszym obiektem projektu Carla Gottharda Langhansa.

Po zniesieniu przywilejów handlowych sukiennice zajmujące centrum Rynku stały się zbędne, zostały zatem w latach 1821 i 1824 rozebrane i zastąpione klasycystycznymi kamienicami. W tym samym czasie rozebrano smatruz, rozbudowując kosztem jego działki rząd położonych na północ od niego domów. W 1847 rozebrano Wielką Wagę, wznosząc pomnik konny Fryderyka II autorstwa Augusta Kissa, zaś w 1859 Małą Wagę, Dom Płócienników i Urząd Chmielny, aby zrobić miejsce dla Nowego Ratusza projektu Augusta Stülera. W miejscu wyburzonego odwachu powstał natomiast w 1861 pomnik Fryderyka Wilhelma III, również zaprojektowany przez Kissa. Krótko po II wojnie światowej oba pomniki usunięto.

W 1956 przed Ratuszem w miejscu po pomniku Fryderyka Wilhelma III ustawiono przewieziony ze Lwowa [4] pomnik Aleksandra Fredry. W 1988 zrekonstruowano usunięty krótko po wojnie pręgierz po wschodniej stronie Ratusza. W jednym z budynków w bloku śródrynkowym działał Teatr Laboratorium Jerzego Grotowskiego, a dziś mieści się centrum badania jego twórczości.

Strona zachodnia

Zachodnia strona Rynku, zwana Stroną Siedmiu Elektorów (niem. Sieben-Kurfürsten-Seite), posiada najwięcej zachowanych oryginalnych zabytków - renesansowych i manierystycznych kamienic na zrębie gotyckim, gdyż II wojnę światową przetrwała prawie nieuszkodzona. Kamienice tej strony posiadają bardzo głębokie działki (240 stóp), sięgające ul. Kiełbaśniczej (przypuszczalnie wtórnie scalone), gdyż należały niegdyś do najznamienitszych patrycjuszy. Budynek pod numerem 1 pochodzi z czasów secesji (1907), w miejscu kamienic 9 do 11 powstał w 1931 według projektu Heinricha Rumpa do dziś budzący kontrowersje wysoki budynek biurowy (obecnie siedziba Banku Zachodniego). Szczególnie wartościowa jest kamienica numer 2, Pod Gryfami, z wysokim manierystycznym szczytem, najokazalsza w Rynku. Kamienica Pod Siedmioma Elektorami (Rynek 8) zwraca uwagę ze względu na bogate zdobienia malarstwem iluzjonistycznym, zrekonstruowane w początku lat 90. Kamienica Pod Błękitnym Słońcem (Rynek 7) natomiast ze względu na problemy własnościowe długo niszczała i dopiero w końcu lat 90. została odremontowana, a jej dziedziniec nakryty szklanym dachem.

Powierzchnia zachodniej strony Rynku była od 1741 określana jako Paradeplatz, obecnie czasem używa się nazwy plac Gołębi. Po zachodniej stronie Rynku wzniesiono w 2000 kontrowersyjną fontannę, zwaną na cześć ówczesnego prezydenta miasta Bogdana Zdrojewskiego zdrojem lub złośliwie pisuarami.

Strona południowa

Nosiła nazwę Strony Złotego Pucharu (niem. Goldene-Becher-Seite), a wcześniej Przy Starej Szubienicy (Beim Alten Galgen), jej zabudowa stanowi w znacznym stopniu swobodną rekonstrukcję z okresu powojennego (z lat 1952-1960). Duża część budynków to dawne secesyjne lub modernistyczne domy towarowe, ukryte za pseudohistoryczną elewacją. Budynek pod numerem 13 stanowiący ciekawy przykład secesji mieści centrum informacji turystycznej.

Strona wschodnia

Obejmująca numery od 29 do 41 strona wschodnia, niegdyś określana jako Strona Zielonej Trzciny (niem. Grüne-Rohr-Seite), znajduje się naprzeciw głównej elewacji Ratusza. Pod numerem 29 stała niegdyś renesansowa kamienica Pod Złotą Koroną z 1523-1528, w 1908 zastąpiona domem towarowym o ukośnie wycofanej linii zabudowy, któremu w latach 50. XX w. przydano nieproporcjonalną pseudohistoryczną elewację. Na tej stronie Rynku znajdują się ponadto dwa secesyjne domy towarowe z 1904: pod numerem 31-32 duży dom towarowy braci Barasch (obecnie Feniks) projektu Georga Schneidera, zaś 39-40 - firmy Louis Lewy projektu Leona Schlesingera. Zamykający pierzeję dom Pod Złotym Psem powstał dopiero po 1990 według projektu Macieja Małachowicza jako ostatni odbudowany dom w Rynku.

Strona północna

Po północnej stronie (numery 42 do 60), dawniej określanej jako Strona Targu Łakoci (Naschmarkt-Seite), znajdują się m.in. trzy domy towarowe zbudowane według projektów biura Schlesinger i Benedict[5] w pierwszej dekadzie XX w. pod numerami 48, 49 i 50. Również tutaj duża część kamienic to powojenne swobodne rekonstrukcje. W kamienicy Pod Złotą Kotwicą (pod numerem 52) zachowała się we wnętrzu renesansowa kolumna, zaś dom pod numerem 46 jest oryginalnym zabytkiem barokowym.

Jaś i Małgosia

Północno-zachodni narożnik Rynku zajmują dwa (a właściwie trzy) maleńkie dawne domki altarystów (opiekunów ołtarza), pozostałość domów otaczających niegdyś zamkniętym wieńcem cmentarz kościoła św. Elżbiety, połączone łękiem bramnym, żartobliwie nazywane Jasiem i Małgosią.















































Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 07:23 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 07:40 AM   #5
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

W drodze do Nova.

K.Wielkiego i okolice.

















P.Włodkowica.





Wnętrze Casablanki.







Dalej Włodkowica. Wall St House





Kamienica do wyremontowania.





Parę innych przykładów za stronami z propozycjami:

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=418870



oraz renowacjami już dziejącymi się lub zakończonych.

Za wątkami:

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=270764



http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=415797


Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 06:16 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 07:45 AM   #6
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Nova.



Wnętrze Novej
















Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 06:26 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 07:51 AM   #7
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Bazylika p.w. Elżbiety Węgierskiej. Zwany także Farą Elżbietańską lub kościołem Garnizonowym.


Za wikipedia.pl

Gotycki kościół w sąsiedztwie Rynku we Wrocławiu, jeden z dwóch dawnych kościołów parafialnych w mieście, położony jest na placu pomiędzy ulicami Kiełbaśniczą, Odrzańską, św. Mikołaja i św. Elżbiety, który stanowi pendant dla placu Solnego. Pierwszy w tym miejscu kościół, początkowo pod wezwaniem św. Wawrzyńca, ceglano-kamienny w stylu romańskim, powstał prawdopodobnie jeszcze na początku XIII w., a w 1253 przekazany przez Henryka III krzyżowcom z czerwoną gwiazdą jako kościół klasztorny[1]. 31 marca 1252 wymieniono po raz pierwszy parafię św. Elżbiety[2], a 19 listopada 1257 kościół został konsekrowany już pod imieniem św. Elżbiety przez biskupa Tomasza I, aczkolwiek nadal używano równolegle wezwania św. Wawrzyńca, przeniesionego po 1387 na ołtarz główny oraz wieżę kościelną, której budowę rozpoczęto przed 1339.

Obecny trójnawowy bazylikowy kościół ufundowany przez Bolesława III powstał od początku XIV wieku w stylu gotyku redukcyjnego. W latach 1309-1318 wzniesiono zachodnie przęsło naw, w 1340 ukończona była nawa, w 1384 kaplica pw. Najświętszej Marii Panny (budowniczy Otto z Nysy), a w 1387 prezbiterium. Służył jako kościół farny wrocławskiego patrycjatu i wyrażał jego ambicje, konkurując wielkością z biskupią katedrą św. Jana. Łęki przyporowe odprowadzające siły ze sklepień nawy głównej umieszczone są nisko, pod dachami naw bocznych, w systemie krakowskim. Same nawy nakryte są prostymi sklepieniami krzyżowymi. Prezbiterium kościoła wydzielone jest jedynie we wnętrzu wydatnymi gurtami, nie wyodrębnia się w bryle i jest zamknięte trójbocznie. Nawy boczne przedłużone są do końca prezbiterium i zakończone są analogicznie do niego, nie tworząc zamkniętego ambitu. Bryła kościoła ma długość 68,2 m i szerokość 34,47 m. Ukończona w połowie XV w. przylegająca do kościoła od południa masywna, pozbawiona przypór i akcentowana lizenami i blendami wieża osiągnęła wraz z hełmem wysokość 130,5 m, będąc najwyższą wieżą na Śląsku i lokując się w czołówce najwyższych budowli ówczesnego świata. Wokół kościoła istniał cmentarz, otoczony przez wieniec maleńkich domków księży-altarystów (opiekunów ołtarzy), które potęgowały wrażenie wielkości kościoła. Kruchty powstały po stronie południowej i północnej, główny portal prowadzi do przyziemia wieży. Stosunkowo nieefektowna elewacja zachodnia nie posiada portalu i ze względu na przylegającą do niej ulicę położona jest ukośnie w stosunku do osi kościoła.

6 kwietnia 1525 kościół św. Elżbiety stał się pierwszym ze śląskich kościołów, który przejęli ewangelicy, a pastorem został Ambrosius Moiban; przejęcie kościoła miało jakoby nastąpić w wyniku wygranej wrocławskiego patrycjusza i podskarbiego królewskiego Heinricha von Rybischa w grze w kości nad mistrzem krzyżowców Erhardem Scultetusem. W 1529 w czasie wichury zawalił się drewniany hełm wieży, a jego szczątki upadły na otaczający kościół cmentarz. Katoliccy pisarze określili to jako karę Boską, która spadła na ewangelików. Ci z kolei argumentowali, że to, że w tak potężnym kataklizmie nikt nie zginął (szczątki przygniotły tylko kota) to świadectwo szczególnej opieki Boga. Wieżę odbudowano w latach 1531-1535 ze znacznie mniejszym hełmem renesansowym o formie istniejącej do dziś. W 1598 podczas remontu dachu położono angobowaną dachówkę mnich-mniszka, tworzącą wzór czerwonej-zielonej szachownicy (analogiczne wzory istniały wówczas na dachach Ratusza oraz Fary Marii Magdaleny. W 1649 zawaliła się część więźby dachowej. Kolejny raz poważnych zniszczeń kościół doznał w czasie oblężenia miasta przez wojska napoleońskie w latach 1806/1807, gdy uszkodzony został hełm na wieży oraz dach. W latach 1856-1857 prowadzono renowację kościoła, lecz w czasie prac[3] zawaliła się zewnętrzna ściana nawy południowej, a wraz z nią część sklepień - po odbudowie i wzmiocnieniach konstrukcji kościół ponownie konsekrowano 19 listopada 1858. W kościele z biegiem czasu powstało bogate wyposażenie fundowane przez zamożnych mieszczan, a także liczne epitafia (w sumie około 370). W 1750-1761 Michael i Benjamin Engler, a następnie Gottlieb Ziegler zbudowali w kościele wielkie organy, po kilku remontach i przebudowach (ostatnia w 1939-1941) posiadające 91 głosów (zniszczone w pożarze w 1976. Inne, mniejsze organy z 1718, zbudowane przez Adama Horatio Caspariniego, znajdują się obecnie w Auli Muzycznej Uniwerytetu Wrocławskiego.

W końcu XIX w. dla zwiększenia przepustowości ulic wyburzono większość domków altarystów, pozostawiając tylko cztery, zaś w początku XX wieku zburzono jeszcze jeden. Dwa domki, połączone bramką i zwane Jaś i Małgosia pozostały, mimo planów nowej regulacji ulic i budowy w tym miejscu domu towarowego w latach 20..

II wojnę światową kościół przetrwał bez większych uszkodzeń. Krótko służył jeszcze jako kościół polskiej już parafii ewagelicko-augsburskiej, a w listopadzie 1946 został przekazany katolickiemu ordynariatowi polowemu, uzyskując status kościoła garnizonowego. Służył również jako sala koncertowa, a jego organy wykorzystywano w czasie festiwalu Wratislavia Cantans. Bogate wyposażenie kościoła i dużą część oryginalnej substancji budowlanej strawiły jednak trzy pożary. Pierwszy miał miejsce 4 czerwca 1960, gdy od uderzenia piorunem spłonął szczyt wieży i został uszkodzony dach. Dach i wieża zostały odremontowane, lecz 20 września 1975 wieża ponownie się zapaliła, a wraz z nią otaczające ją jeszcze drewniane rusztowanie. Całkowicie zniszczone zostały renesansowy hełm, kamieniarka wieży oraz jeden z trzech dzwonów (dwa pozostałe zerwały się z zawieszenia, lecz przetrwały upadek). Ostatni, najpoważniejszy w skutkach pożar 9 czerwca 1976 spowodował prawie całkowite zniszczenie drewnianego wyposażenia kościoła, spłonęły organy, więźba dachowa, zawaliły się sklepienia nawy głównej. Odbudowy podjęto się dopiero w 1981, przez całe lata 80. postępowała ona bardzo powoli. Przy rekonstrukcji wykorzystano współczesne techniki budowlane, hełm w dawnych formach wykonano z żelbetu, zaś stalową kratownicową więźbę dachową przykryto dla zapewnienia pełnej szczelności wpierw blachą, na nią kładąc dachówkę (przywrócono przy tym szachownicowy wzór). Zrekonstruowana wieża posiada wysokość 90,46 m (wraz z gałką)[4]. Wnętrzu przywrócono formy zbliżone do gotyckich. Kościół oraz taras widokowy na wieży zostały otwarte dla wiernych i zwiedzających w maju 1997. 31 maja tegoż roku Jan Paweł II dokonał ponownej konsekracji kościoła, nadając mu status bazyliki mniejszej.

Obecnie trwa rekonstrukcja zniszczonych organów w dawnej formie, oraz prowadzi się renowację i naprawę uszkodzonego wnętrza kościoła.

Na placu przykościelnym powstał w końcu lat 90. pomnik Dietricha Bonhoeffera, urodzonego we Wrocławiu niemieckiego pastora-antyfaszysty, dar miasta Berlina. W gotyckim domku altarysty Jaś mieszka grafik i rzeźbiarz Eugeniusz Get-Stankiewicz, zaś elewacja domu służy prezentacji jego dzieł.







Kościół Garnizonowy.



Wnętrze Kościoła Garnizonowego.










Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 07:19 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 06:27 PM   #8
kędziorek
Registered User
 
kędziorek's Avatar
 
Join Date: Mar 2005
Posts: 1,361
Likes (Received): 2

super, ale dlaczego w 'po godzinach'? tutaj nikt tego wątku nie zauważy.
kędziorek no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 06:52 PM   #9
lenin
Registered User
 
lenin's Avatar
 
Join Date: Apr 2006
Location: łódź
Posts: 7,558
Likes (Received): 253

transformers jest NAJLEPSZY...buhahaha
__________________
Maryja poczęła z innym facetem, a mąż jej z domu nie wyrzucił.
lenin no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 08:40 PM   #10
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

06.08.2007


Wstałem dziś niemalże po 6 rano chcąc już od samego rana wykorzystać czas i nie marnować ani chwili, pierwsze czym się zająłem to owym dziennikiem, który teraz czytacie i nakreśliłem pierwsze wspomnienia z pobytu już tu na miejscu we Wrocławiu. Po skończeniu pisania, a zdążyłem nakreślić 5 kartek w zeszycie A5 zapaliłem papierosa na balkonie i wyszedłem po zakupy, po drodze wyrzuciłem śmieci, a kosza musiałem się naszukać bo nie stał tam gdzie powinien… Poszedłem do biedronki na ulicy Krzyckiej, po drodze pytając się ludzi dla pewności czy na pewno ją znajdę i się nie zgubie. Po drodze na ulicy Wietrznej oraz na samej Krzyckiej robiłem zdjęcia budowy apartamentowców remontowanych pałacyków oraz innych budynków stojących przy owych ulicach. Kupiłem w biedronce oprócz chleba, o którym z reszta prawie bym zapomniał, ser, szynkę, zupki i pierogi na obiad, papierosy oraz łódzkie piwo sarmackie. Wracając ze sklepu miałem problemy z zamkiem na klatce schodowej, ale po kilku nie udanych próbach udało mi się wreszcie otworzyć przeklęte drzwi. Wszedłem do domu rozpakowałem zakupy, zjadłem i ruszyłem na podbój Wrocławia ok. godz. 11. Poszedłem tą samą drogą jak wcześniej do biedronki tylko kawałek dalej i złapałem tramwaj 17. Kupiłem 2 bilety za złotówkę, co ciekawe we Wro nie ma biletów czasowych jak się spodziewałem tylko na jeden przejazd, co może się sprawdzać w w przypadku akcji podaj bilet. Poza tym w tramwajach chyba nie wszystkich są kasowniki dziurkacze w Łodzi zabytek i stare czasy. Bilety na autobusy można kupić na przystanku z automatów tam obecnych nie na wszystkich przystankach, poza tym, szyny we Wro są szerokie nie tak jak w łodzi wąskie. Jeśli chodzi o tramwaje są ładne czyste podobne do łódzkich, autobusy zaś mają barwy odwrotne do łódzkich. Nie zauważyłem we Wrocławiu obecnych w Łodzi Ikarusów lecz za to w Łodzi nie spotka się już starych krótkich Jelczy jakim miałem okazję osobiście się przejechać. Jeśli chodzi o przystanki są to podobne wiaty jak w Łodzi tylko że zamiast zielonego koloru są one o ile dobrze pamiętam brązowe. W każdym razie tak samo jak w Łodzi są one zaniedbane, pomazane, zaskreczowane i nie jest to oczywiście wina miasta tylko tak jak w Łodzi kultury i wychowania młodych ludzi, wandali i chuliganów. Lecz mimo to wrocławskie przystanki jak i sam Wrocław jest czystszy od Łodzi. To mi się bardzo podoba, że prawie na każdym wrocławskim rogu ustawiony jest kosz, może nie taki jak w Nowym Jorku, gdzie można wrzucić 400 litrów śmieci, ale jest ich dużo. Sam nie zaśmiecam Łodzi więc, starałem się więc nie śmiecić też we Wrocławiu, nawet kiepa gasiłem na koszu, a kiedy opalałem się w parku południowym wrzuciłem je do torebki, a później do kosza. Jeśli chodzi o służby oczyszczania miasta to są to właśnie firmy Transformers, Alba i inne. Co ciekawe sam osobiście widziałem jak dwoje młodych ludzi sprzątało skwerek na ulicy Wyszyńskiego, kiedy wyszedłem z Ogrodu Botanicznego i szedłem do trasy grunwaldzkiej. Może nie byłem idealnym turystą, dwa razy nie skasowałem biletu jadąc tramwajem i nie będę się tłumaczył z tego bo i po co. W Łodzi zawsze kasuję bilet, co ciekawe czasami 24 godzinny za 4.80 zł i ruszam w miasto załatwiać sprawy. Z drugiej strony dobrych parę złotych zostawiłem we Wrocławiu więc i tak przysłużyłem się w choć małym stopniu Waszemu miastu. Wracając do Mpk, niektóre przystanki nie mają czasami wiat takie jak ten na zdjęciu z ulicy Krzyckiej za to obecna jest przy nim klimatyczna niebieska ławeczka. Rozkłady jazdy podane na tablicach są mniej czytelne niż w Łodzi i bardziej zaniedbane. Nie poznałem wrocławskiej komunikacji miejskiej na tyle dobrze żeby ją oceniać pod względem całokształtu. Są rzeczy które łódzka komunikacja ma lepsze, a z drugiej strony ta łódzka jest gorsza, lecz moim zdaniem nie narzucając jego nikomu uważam że łódzka odpowiedniczka jest lepsza. W czasie jazdy ową 17 robiłem zdjęcia ulicy Powstańców Śląskich, pierwsze zdjęcie przedstawia zajezdnie tramwajową, przyponinającą mi łódzkie Chocianowice potem widok na szerokie tory tramwaje skody jak łódzkie cityrunnery, kościółek o ciekawej wieży oraz Hankę - pomnik komunizmu prawie jak Central...Na początku od ulicy Krzyckiej mijałem bloki, osiedle, Park Południowy. Później budynki biurowe, nowoczesną architekturę oraz urzędy min. GDDKiA we Wrocławiu. Obaczyłem też osławionego Poltegora, którego z dnia na dzień jest coraz mniej, a rozbierają go kawałek po kawałeczku, na dzisiaj zostało im jeszcze 13 pięter. Na jego miejscu ma powstać Sky Tower, najwyższy budynek w Polsce skupiający funkcje mieszkalne, biurowe, usługowe i inne. W ogóle owa ulica jest piękna, jak słyszałem jak i on jak i Park Południowy leżący niedaleko swoje najlepsze przedwojenne mają za sobą, ale rozwijają się ku lepszemu i pięknieją nadal. Patrząc przez pryzmat tej i innych inwestycji Wrocław jest na najlepszej drodze rozwoju, rozwija się bardzo dynamicznie i niech tak rozwija się dalej, czego mu z całego serca życzę, by powrócił do dawnej świetności sprzed czasów wojny. Myślę, że w niedługim czasie może on dogonić Łódź i Kraków pod względem ilości mieszkańców a jeśli chodzi o właśnie inwestycje mieszkaniowe jest ich bardzo dużo. I pomimo, że niektóre dane pokazują, że ludzie uciekają z miast, w tym także z Wro to nie oznacza, że Wrocław będzie tracił na sile oznacza to, że aglomeracja wrocławska, takie miasta jak podwrocławskie Kąty będą jeszcze bardzie napędzały rozwój tego miasta. Nie zmienia to faktu, że chciałbym bardzo żeby moje miasto też rozwijało się jak owy dynamiczny Wrocław, żeby nie pozostawało w tyle i mam też nadzieję że samym wrocławianom też będzie zależało by zacieśniać więzy z łódzką aglomeracją, myślę że przyszłość jest przed nami i że owe przyjazne stosunki oby naszym pięknym miasto wyjdą na dobre. Jeśli chodzi o moje obserwacje dotyczące Wrocławia, to muszę zauważyć że bardzo dużo jest w nim powierzchni biurowej, świetnie zaadaptowanych przebudowanych i przystosowanych pięknych kamienic na starym mieście w okolicy rynku. Bardzo to się rzuca w oczy niestety w Łodzi bardzo trudno to zobaczyć i za takimi budynkami właśnie w Łodzi tęsknię i marzę. Kamienice same w sobie we Wrocławiu są wysokie i smukłe w niczym nieprzypominające tych łódzkich, mówię o rynku. Bo poza nim jest wiele kamienic rodem z Łodzi lecz nie tych secesyjnych. Dlatego też zaznaczam „czystego” Wrocławia w Łodzi nie odnajdziecie jak i Łodzi nie odnajdziecie „czystej, prawdziwej” Łodzi nie odnajdziecie we Wrocławiu. Tyczy się to przede wszystkim fabryk z czerwonej cegły obecnych w Łodzi na każdym kroku i gdyby się rozejrzeć to w promieniu 100 metrów rozglądając się rozpoznamy przynajmniej jedną z nich. Właśnie w nich była, jest i będzie tkwiła siła Łodzi, bo od fabryk i fabrykantów nasze miasto tak naprawdę się narodziło i zajęło miejsce na mapie Polski a także Europy. We Wrocławiu, a nie zwiedziłem niestety dzielnicy Fabryczna widziałem tylko jedną fabrykę (tego z okna pociągu nie liczę, a parę budynków widziałem jeszcze ale nawet nie wiem gdzie są one na mapie) była to sławna we Wrocławiu piekarnia Mamut. Bardzo dużo buduje się w okolicach starego miasta i rynku, które jest niemal w całości ukończone i wyrestaurowane. Głównym miejscem centrum miasta jest według mnie Plac dominikański, gdzie mieści się galeria dominikańska, skąd wszędzie jest blisko i na rynek i w drodze na arkady i pasaż grunwaldzki to także miejsce spotkań Wrocławian i punkt przesiadkowy. Poza tym właśnie w jego okolicy buduje się kolejny kompleks handlowy obecnie porządkowany i odgrodzony. Tutaj krzyżują się większe arterie miasta ul. Oławska, częściowo w tunelu, P. Skargi, inne. Tutaj jest fajnie urządzone przejście podziemne na wzór tego pod galerią łódzką tylko że monitorowane ze sklepami czyste i zadbane czego brakuje temu łódzkiemu. Co ciekawe tak jak w Łodzi po wyjściu z niego dochodząc do galerii można spotkać żebrzących o parę złotych złamanych przez życie ludzi oraz ludzi rozdających ulotki. Lecz to nie jest wina miasta, takie obrazki można zobaczyć w każdym polskim mieście i niezależne jest to od niego ani bogate miasto takie jak Nowy Jork sobie z tym nie radzi. Jeśli chodzi o mniej reprezentatywne miejsca Wrocławia można tam znaleźć taki łódzki Bałucki rynek tylko ogrodzony siatką na pewnym osiedlu, który zauważyłem gdy jechałem pociągiem, zauważyłem też szkielet biurowca od lat siedlisko grafficiarzy i innych, pozostawiony samemu sobie, wyglądający jak wielopoziomowy parking. Sól w oku prezydenta Dutkiewicza, szukającego wyjścia dla owego budynku. Jeśli chodzi o kamienice we Wro nawet tych najbrzydszych się nie wyburza tylko się je remontuje lub przebudowuje tego chciałbym dla Łodzi. Ulica Pułaskiego, na której pozostawione są oficyny, pierwsze wrażenia na mnie wywołała wspomnienia z Łodzi – ściany płaczu na ulicy Zachodniej, także ta ulica zabudowana przypominała mi klimat ulicy Włókienniczej w Łodzi albo Limanowskiego, okrytych złą sławą i tam są krzywe chodniki i kupy na nich, tam są brudne elewacje i ludzi z marginesu. Mam nadzieję że nie obrażam żadnej ze stron ale takie są moje odczucia. Poza tym to okolice niesławnego trójkąta bermudzkiego, w którym to były moje pierwsze chwile we Wrocławiu i po wyjściu z dworca właśnie tam trafiłem, właśnie tam chwilę potem próbował zaczepić mnie pewien cygan, lecz na którego zaczepki nie reagowałem i jego „przyjacielu” miałem głęboko w poważaniu, z reszta przyjaciół już nie ma a on nazywa mnie przyjacielem. Nie odwróciłem się nawet do niego i skręciłem w Traugutta ( ulicy ładnej odnawianej ale też nie idealnej) gdzie z okolic poczty zadzwoniłem dopiero do Justyny i udałem się na rynek gdzie dopiero się z nią spotkałem. Spotkałem się też z plakatami szpecącymi miasto i to w Samej okolicy Rynku na witrynie jednego z nieczynnych sklepów, lecz jeszcze raz podkreślam pod tym względem Wrocław jest naprawdę czystym i zadbanym miastem. Trochę łączę moje przemyślenia z dziennikiem za co przepraszam ale tak mi już jest wygodniej pisać. Wysiadłem z 17 przy dworcu Głównym od strony PKS, który podobny jest do łódzkiego lecz większy i piękniejszy, spod którego poszedłem na pocztę i wysłałem sporo pocztówek do Łodzi, do rodziny i znajomych. Owa wizyta na poczcie, za sprawą głupiej pindy siedzącej za okienkiem listowym nie należała do udanych, ta k… pomimo małego ruchu i ogólnego pozytywnego klimatu nie chciała mnie obsłużyć, za to druga inna siedem okienek dalej na faxie zrobiła to z przyjemnością i to nawet trzykrotnie hehehe. Wyszedłem stamtąd, zadzwoniłem gdzie trzeba i poszedłem pieszo do galerii dominikańskiej, trasą Małachowskiego, Kościuszki, Dworcowa, Podwale i P. Skargi co ciekawe codziennie prawie inaczej trafiałem do centrum i do dziś nie mogę rozgryźć w umyśle centrum Wro i poukładać sobie kierunki, niestety jestem przyzwyczajony do łódzkiej siatki ulic, po prostu łatwizny do kwadratu,a tu rzucony na głęboką wodę hehe. Skupiając się na ulicach są one brukowane z poniemieckiej kostki szerokiej niebieskiej taką jaką w Łodzi można odnaleźć na ul. Zielonej lub Andrzeja o ile dobrze pamiętam. Jest bardzo dobrze zachowana, obecna na ponad 30 ulicach w centrum i poza nim jest po prostu wszędzie niektóre większe ulice są wyłożone asfaltem ale kostki i tak jest więcej, ciągle słychać na mieście charakterystyczny dźwięk, jadącego po niej właśnie samochodu. Ulice są spadziste przy krawężnikach co już wcześniej widziałem w Nowym Jorku także chodniki na Krzykach przypominają mi to miasto z resztą Wrocław jak i Łódź też ma punkty wspólne w związku z Nowym Jorkiem. jednak nie robiąc na razie zakupów. Po wyjściu z niej trafiłem na rynek gdzie robiłem fotki i gdzie to postanowiłem wejść na wieżę widokową Kościoła Garnizonowego. Gdy wchodziłem po schodach ( jak się później dowiedziałem jest ich 306) a sam kościół ma ok. 96 metrów), że gdyby to było piekło to pewnie by tak dla mnie wyglądało… Jeśli chodzi o widok to jest przepiękny pokazujący niemal całe miasto, gdzie zrobiłem ponad 50 zdjęć i parę filmików gdzie spędziłem ponad godzinę. Schodząc w dół zacząłem liczyć schody z resztą i tak po drodzę się pierdolnąłem w obliczeniach co nie zmieniało to faktu, że załamywałem ludzi wchodzących na górę, że jeszcze np. 150 albo 220 stopni, żebyście widzieli ich miny hehe sam bym się załamał jakby ktoś by mi tak zajebał… Stamtąd poszedłem na Rynek na piwo do Pod zieloną latarnią na Lecha, którego tutaj tylko piłem, poza Warką i łódzkim Sarmackim z biedronki oczywiście, co ciekawe nie ruszając wrocławskiego Piasta, może innym razem wypiję, w Łodzi, wspominając Wrocław. Z Rynku wyszedłem ulicą Oławską mijając po kolei G.D, budynek poczty głównej i otaczający park i wszędzie obecną rzekę, dochodząc wreszcie do mostu Grunwaldzkiego przypominający mi taki mały Brooklyn Bridge, dochodząc wreszcie do Pasażu Grunwaldzkiego, gdzie wszedłem na chwilę, ale zmęczony i z w pół żywym aparatem ( karta pamięci + baterie) szybko stamtąd wyszedłem. Okolica trasa grunwaldzka za parkiem gdzie mijałem Urząd Wojewódzki (po którym z resztą krążyłem po korytarzach, szukając planu zagospodarowania przestrzennego dla Wro dla Justyny) od mostu G. do pasażu przypomina mi klimat Piłsudskiego na odcinku północnym od Pietryny do Sienkiewicza, chodzi mi głównie o część pieszą, to tylko moje odczucie inni mogą mieć inne skojarzenia… choć ci co mogą w myślach porównać oba miejsca być może dojdą do podobnych wniosków. Po drodze wszamałem hot doga, którego popiłem Tymbarkiem. Złapałem autobus D, podobno pośpieszny i w domu byłem ok. 17 gdzie prawie na dzień dobry był incydent z sąsiadką, z dołu, której coś ciągle skrzypi w nocy i nie może ona spać, uzbrojona w WD 40 podbiła do drzwi. Zastanawiałem się czy otworzyć jej, bo w sumie nie chciałem Justynie robić problemów i niepotrzebnych starć z sąsiadami… Jednak otworzyłem co nie było dobrym wyjściem, co nie zmienia faktu, że idąca po schodach Justyna właśnie szła na górę i tak by się z nią spotkała i musiała jej wysłuchiwać. Głupia stara baba, która zatruwa mi życie, usłyszałem po tym jak zdążyła zalać drzwi WD i po tym jak Justyna zamknęła jej drzwi na do widzenia. Potem zjedliśmy szybki obiad, pogadaliśmy, obejrzeliśmy „Planetę Małp” i poszliśmy kimać.


Po prostu na Krzykach

Krzyki

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=467350

Osiedle w południowej części Wrocławia. Od nazwy osiedla wywodzi się nazwa całej dzielnicy Krzyki (jednej z pięciu), w której skład wchodzi to osiedle. Od 1743 do 1845 ta podwrocławska wieś nosiła niem. nazwę Kritern, potem do 1945 Krietern ("kłótnicy"), co po wojnie przemianowano na Krzyki. Wieś została włączona w granice miasta w 1928.

Obecne osiedle graniczy na zachodzie i południu z Oporowem, Kleciną i Partynicami, a na północy i wschodzie z Grabiszynkiem i Borkiem. Znajduje się tu m.in. kompleks sportowo-rekreacyjny Wrocławskiego (do kwietnia 2000 - Wojskowego) Klubu Sportowego Śląsk (otwarte kąpielisko, kryty basen i stadion) oraz wrocławskie schronisko dla zwierząt. W latach 1909-1945 w jednym z budynków na rogu ulicy Skarbowców i Wietrznej (współrzędne geograficzne 51°04'00"N/17°00'00"E, położenie 125 m n.p.m.) znajdowało się obserwatorium meteorologiczno-sejsmologiczne (Meteorologisches Observatorium Breslau-Krietern i Erdbebenwarte Breslau-Krietern) założone przez Maksa von dem Borne i stanowiące własność Technische Hochschule Breslau (Politechniki Wrocławskiej) i częściowo finansowane z kasy miejskiej. Zainstalowano tu na poziomie ok. 3 metrów poniżej poziomu gruntu dwa sejsmografy systemu Wiecherta: pionowy z wahadłem o masie 1450 kg oraz dwuskładowy poziomy z wahadłem tysiąckilogramowym; zapis odbywał się na okopconym papierze.

Obserwatorium funkcjonowało z przerwą pomiędzy 1916 a 1928; przez lata 1928-1929 przeniesione z powodu prac remontowych na Liebichshohe (dziś Wzgórze Partyzantów), od 1928 kierowane przez Ludgarda Mintropa. W czasie oblężenia Festung Breslau w 1945 budynek uległ całkowitej dewastacji w wyniku bombardowań i ostrzału. Aparatura sejsmograficzna jednak ocalała i w 1945 została przez profesorów Stenza i Olczaka wydobyta z ruin i przekazana do stacji sejsmologicznej w Raciborzu (RAC), gdzie została skrupulatnie wyremontowana. W 1959 przekazano ją do stacji w Chorzowie (CHZ), gdzie użytkowano ją aż do roku 1984 i gdzie pozostaje do chwili obecnej. Spalone ruiny budynku krzyckiego obserwatorium niszczały bez opieki do lat siedemdziesiątych, kiedy w obliczu narastającego zagrożenia dla pobliskich mieszkańców zostały ostatecznie zrównane z ziemią, a piwnice - zasypane.
















Ostatnio przeczytałem w wyborczej ciekawy artykuł o osiedlach zamkniętych, wklejam go w miejsce między zdjęciami owej studni, gdzie przez kilka dni mieszkałem. Może nie jest to duże osiedle zamknięte, tylko jeden duży apartamentowiec, w którym to centrum znajduje się plac zabaw dla dzieci. Na forum toczy się dyskusja o przestrzeni publicznej, nie wiem czy już ten artykuł ktoś już gdzieś wklejał, w każdym razie zaryzykuję. Temat nie dotyczy bezpośrednio przestrzeni publicznej jako takiej spełniającej funkcje centrum miast, tj. typu rynków, placów, innych miejsc, a przede wszystkim funkcji mieszkalnej, lecz myślę mimo to, że warto go przeczytać.



Do nas przyjeżdżają geografowie i urbaniści z Niemiec, żeby studiować zjawisko osiedli zamkniętych. Rozmowa z profesor Marią Lewicką i jej doktorantką Katarzyną Zaborską z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego
Co robi na paniach największe wrażenie w osiedlach zamkniętych?

Maria Lewicka: Może dzieci...

Katarzyna Zaborska: Na pewne osiedle zamknięte przeniknęły raz dzieci z sąsiadującego z nim osiedla otwartego. Te z zamkniętego początkowo były zadowolone, że jest więcej towarzystwa. Zaczęła się zabawa, jakaś gra, rywalizacja. Było miło, dopóki dzieci z otwartego nie zaczęły wygrywać. I wtedy rezolutny chłopiec z zamkniętego poszedł po ochroniarza. Kazał mu wyprosić tamte dzieci, bo to nie ich podwórko.

M.L.: Przygnębiające są place zabaw. Piaskownica z huśtawką ogrodzona płotem. Chyba to niezbyt dla dzieci atrakcyjne.

Dlaczego?

M.L.: Bo przypomina klatkę. Dzieci muszą mieć przestrzeń otwartą, którą mogą samodzielnie eksplorować. Dzikie tereny, jakaś górka w pobliżu, z której można zjeżdżać na sankach, drzewo, na które można wejść.

K.Z.: W osiedlu Marina Mokotów, pięciotysięcznym miasteczku o powierzchni 32 ha ogrodzonym murem, każdy z bloków jest dodatkowo ogrodzony osobnym płotem. Jest plac zabaw zbiorczy i są place przydomowe zamykane na kod. Dziecko nie może spontanicznie zacząć bawić się z innym, bo dzieli je płot.

M.L.: Miejmy nadzieję, że dzieci z Mariny zrobią dziurę w płocie. Dzieci zawsze robiły dziury w płotach.

Niedawno zakończyły panie badania w dziewięciu warszawskich osiedlach zamkniętych. Ankietowały panie 295 mieszkających tam osób.

K.Z.: Teraz dla porównania badamy mieszkańców osiedli otwartych sąsiadujących z zamkniętymi. Interesują nas ich wzajemne relacje. Jak łatwo się domyślić, nie zawsze są one najlepsze. Przy czym, co ciekawe, większa jest niechęć mieszkańców osiedli otwartych do zamkniętych niż odwrotnie.

M.L.: Zaczyna się od tego, że gdy w środku blokowiska wyrośnie nagle nowe zamknięte osiedle, zmienia ono życie dotychczasowych mieszkańców. Na trasie wytartego skrótu do autobusu czy do osiedlowego sklepu wyrasta płot i trzeba nadkładać drogi. Teren osiedla otwartego traktowany jest jako gorszy, tu mieszkańcy zamkniętego wyprowadzają psy, a ich goście parkują swoje samochody, żeby uniknąć nużącej rozmowy z ochroniarzem. Dzieci z osiedla otwartego nie mogą korzystać z placu zabaw na zamkniętym, ale dzieci z zamkniętego chodzą bawić się na otwarte, bo tam jest fajniej. Nic dziwnego zatem, że osiedla otwarte, położone w sąsiedztwie zamkniętych, też zaczynają się grodzić.

K.Z.: W ramach protestu pewni mieszkańcy osiedla otwartego wtargnęli raz na teren zamkniętego i zrobili sobie pod oknami sąsiadów grill z głośnymi śpiewami i krzykami.

M.L.: Jedna z naszych studentek zapytała 30 osób z osiedla zamkniętego i 30 osób z sąsiadującego z nim osiedla otwartego, jak rozdzieliłyby hipotetyczną kwotę pieniędzy spółdzielni pomiędzy swoje osiedla, biorąc pod uwagę takie cele jak malowanie klatek, obniżenie czynszu, odnowienie placu zabaw dla dzieci itp. "Otwarci" przyznawali sobie zdecydowanie więcej. Natomiast "zamknięci" dzielili po równo, a nawet więcej przyznawali otwartym.

Jak to wytłumaczyć?

M.L.: Tym, że większość osób, które teraz mieszkają na osiedlach zamkniętych, kiedyś mieszkała na otwartych - przeprowadziła się w wyniku awansu społecznego. Znają ludzi z osiedli otwartych i potrzeby ich osiedli, które zwykle są większe niż osiedli zamkniętych. Natomiast ci, którzy pozostali na przestrzeni otwartej, często patrzą na ogrodzonych sąsiadów z niechęcią. Przypisują im bogactwo, snobizm, mniejszą otwartość na obcych. Z drugiej jednak strony badania, które w 2002 roku przeprowadził profesor Jałowiecki, pokazują, że większość warszawiaków zaakceptowała fakt istnienia w naszym miejskim krajobrazie zamkniętych osiedli i apartamentowców.

Skąd to grodzenie się wzięło?

M.L.: Ze Stanów Zjednoczonych. Zaczęło się od enklaw w USA dla ludzi starych. W latach 60. powstawały w Kalifornii całe obmurowane miasteczka ze wszystkimi usługami, przystosowane do potrzeb ludzi nie w pełni sprawnych, którzy potrzebowali odgrodzenia od zgiełku i niebezpiecznego świata. Na szeroką skalę zaczęło się to rozwijać w latach 80. Wtedy powstają osiedla zamknięte ze względu na bezpieczeństwo, ze względu na styl życia - na przykład dla miłośników gry w golfa - oraz czysto prestiżowe. W Polsce mamy głównie do czynienia z tymi pierwszymi - nastawionymi na bezpieczeństwo.

Angielska Wikipedia podaje, że "gated communnities" występują głównie w USA, Ameryce Południowej, Afryce, Chinach. Natomiast w Europie szczególnie dużo jest ich w Polsce.

M.L.: Przede wszystkim szczególnie dużo jest ich w Warszawie. W innych naszych miastach są mniej popularne, choć występują. W Skandynawii nie ma ich w ogóle. W Niemczech bardzo mało. Są za to w Wielkiej Brytanii, pojawiają się w Holandii. Są w Rosji - tu pojawiają się też typowe osiedla prestiżu. Niektórzy tłumaczą to tym, że potrzeba własności, tłumiona przez lata komunizmu, realizuje się teraz w przesadzonej formie. Ale kiedy nasi studenci organizowali spotkania na ten temat dla studentów ze Słowenii i Estonii, dla nich była to rzecz nowa. W Czechach osiedli grodzonych chyba też nie ma, podobnie w byłym NRD.
A w Warszawie mamy już 400.

M.L.: Polska w większym stopniu naśladuje wzory amerykańskie niż na przykład zachodnioeuropejskie. Do nas przyjeżdżają geo-grafowie i urbaniści z Niemiec, żeby studiować zjawisko osiedli zamkniętych. Kiedy proszą nas o wypowiedź na ten temat, to muszę przyznać, że często czuję się w obowiązku jakoś nas usprawiedliwiać, tłumaczyć, że jest to sposób odreagowywania czasów, gdy wszystko było wspólne, czyli niczyje, i gdy nie mieliśmy wpływu na to, gdzie i jak mieszkamy.



A oni jak to widzą?

M.L.: Jako czystą formę segregacji społecznej.

I mają rację?

M.L.: Niestety, tak.

K.Z.: Ludzie z osiedli strzeżonych to w pewnym sensie miejska elita. Zarabiają lepiej niż przeciętna, mają wyższy status społeczny. Za murem pozostają ci, których jeszcze na takie mieszkania nie stać. Może to powodować wzajemne antagonizmy. Z psychologii wiadomo, że wystarczy dowolny podział, według jakiegokolwiek kryterium. Wystarczy nazwać jednych ludzi grupą A, a drugich grupą B, żeby pojawiła się wzajemna niechęć - podnoszenie wartości własnej grupy i deprecjonowanie drugiej. Takim naturalnym kryterium podziału na "my" i "oni" jest oczywiście płot lub strażnik broniący dostępu osobom obcym.

Dlaczego Polacy tak zapamiętale się grodzą?

K.Z.: Pierwszym powodem, który podają w ankietach, jest bezpieczeństwo.

Znajoma mówi: "Chcielibyśmy się przeprowadzić na osiedle strzeżone. Ale wiesz, my tylko z powodu bezpieczeństwa". Ona mieszka w kamienicy na Starym Mokotowie. Pytam: czy ktoś was okradł? Odpowiada, że nie.

M.L.: Ale może okraść.

W Warszawie przestępczość maleje, a płotów i murów przybywa. Czego się tak strasznie boimy?

M.L.: Nie ma związku między obiektywnym poziomem bezpieczeństwa a jego subiektywnym odczuciem. To potwierdzają badania zarówno polskie, jak i amerykańskie. Bezpieczeństwo może pojawiać się na pierwszym miejscu jako powód grodzenia, niezależnie od tego, jak bardzo bezpieczna jest okolica. Brak poczucia bezpieczeństwa wpisuje się w charakterystyczny dla Polaków brak zaufania do nieznanych sobie osób. Europejskie sondaże pokazują, że Polacy plasują się najniżej w całej Europie, jeśli chodzi o poziom zaufania do ludzi w ogóle. A - jak z kolei pokazują nasze badania - to właśnie brak zaufania jest najlepszym wyznacznikiem stosunku do grodzenia. Ci, którzy zasadniczo ufają ludziom, są przeciwni grodzeniu i woleliby mieszkać na przestrzeni otwartej.

K.Z.: Drugim podawanym motywem jest estetyka. Osiedla zamknięte są bardziej zadbane, a klatki czystsze. Trudno się zresztą dziwić temu, że ludzie chcą mieszkać schludnie.

Natomiast na trzecim miejscu w naszych ankietach pojawia się potrzeba prywatności. W Polsce zaczyna ona graniczyć z obsesją. Znikły tabliczki z nazwiskiem na drzwiach. Nie wiemy, jak się nazywamy. Kiedy stoję pod klatką koleżanki i zdarzy się, że zapomnę numeru drzwi, muszę dzwonić do niej na komórkę.

We Francji, podając adres domowy, nie podaje się numeru mieszkania, bo wiadomo, że listonosz czy gość zawsze znajdzie nazwisko na domofonie. U nas najlepiej sprzedają się domofony bez wizytowników.

K.Z.: Polacy masowo, kiedy to tylko stało się możliwe, wycofali swoje nazwiska z list lokatorów i z książek telefonicznych.

Umieściłam takie pytanie w ankiecie: czy znajomi, którzy mnie odwiedzają, powinni mieć obowiązek legitymowania się w portierni? Wiele głosów było za. Znam osiedla, na których trzeba pokazać portierowi dowód tożsamości. I znam osoby, które nie lubią odwiedzać swoich znajomych, bo to uciążliwe.

Ja przez kilka lat mieszkałam na warszawskich Stawkach. W latach 70. osiedle to uchodziło za elitarne. Było otwarte i nikomu to nie przeszkadzało do czasu, gdy w połowie lat 90. obok zaczęły wyrastać znacznie bardziej elitarne Osiedle Prezydenckie i Babka Tower. Wtedy zaczęto zbierać podpisy pod wnioskiem o ogrodzenie naszych wieżowców. Sąsiadka przekonywała: "Chyba pani nie chce, żeby ktoś obcy przechodził sobie przez nasze podwórko".

M.L.: Pytanie tylko, kim jest ten obcy. Ludzie na nowych osiedlach i tak mało się znają. Duża grupa to osoby, które wynajmują mieszkania. I ciągle się zmieniają.

K.Z.: Widok obcej osoby nie dziwi, bo nie wiadomo, czy to gosposia, niania, mama sąsiada, a może i sam sąsiad, przecież tak naprawdę nie znamy się z sąsiadami. Ludzie coraz rzadziej mówią sobie dzień dobry. Jeden ze znajomych opowiadał, że powiedział kiedyś dzień dobry sąsiadce, którą często mija, a ona się wystraszyła.
Bezpieczeństwo to słowo fetysz?

M.L.: W pewnym sensie fetysz.

K.Z.: Poza tym łatwiej jest powiedzieć, że zależy mi na bezpieczeństwie, niż że chodzi o snobizm.

A chodzi trochę o snobizm?

K.Z.: Względy prestiżowe są przez naszych badanych wymieniane na jednym z ostatnich miejsc. Ale z pewnością mieszkanie w strzeżonym osiedlu lub apartamentowcu to tak zwany dobry adres - znak, że nam się w życiu powiodło. O wyjątkowości adresu mają też świadczyć choćby nazwy: Zielone Zacisze, Leśna Polana, Brzozowy Zagajnik, Bukowy Dworek, Osiedle Zeusa, Lazurowa Dolina, Zielone Mieszkanko II, Słoneczny Stok. Deweloperzy kreują modę na domy szczęśliwych ludzi.

[youtube]9U77bsDnC4w[youtube]

Kto więc tam mieszka?

M.L.: Z naszych badań wynika, że są to na ogół osoby młode (średnia wieku około 35 lat) i dobrze wykształcone. 41 proc. badanych przez nas osób miało w domu więcej niż 200 książek. Byli też bardziej aktywni społecznie - tylko 12 proc. nie uczestniczyło w żadnej formie aktywności niezawodowej.

Zdecydowanie odbiegają od przeciętnej krajowej pod względem przekonań politycznych i obyczajowych: 62 proc. głosowało na Platformę Obywatelską, 39,6 proc. uznało, że w stosunkach homoseksualnych nie ma nic niewłaściwego, 67,5 proc. to czytelnicy "Gazety Wyborczej" i tylko 4,1 proc. "Naszego Dziennika".

Prawdopodobnie traktują mieszkanie na tego typu osiedlach jako adres tymczasowy - docelowym będzie dopiero własny domek. Pracują lub studiują całymi dniami, wracają do domu późnym wieczorem, chcą mieć gwarancję, że mieszkanie jest bezpieczne, że nikt nieproszony ich nie będzie nawiedzał.

K.Z.: Trzeba też pamiętać, że mieszkania w osiedlach strzeżonych mają wyższy standard. Jeśli ktoś, kogo na to stać, chce mieszkać nowocześnie, bez dziurawych rur, z miejscem do zaparkowania samochodu, to nie ma wyboru. Innych domów się u nas nie buduje.

Deweloperzy tłumaczą się, że budują osiedla zamknięte, bo wszyscy chcą zamkniętych.

K.Z.: Na targach mieszkaniowych pytałam ludzi, na jakim osiedlu woleliby mieszkać. Tylko połowa chciała mieszkać na osiedlu całkowicie zamkniętym. Ale jedna czwarta chciała w zamykanym na noc. Więc generalnie większość jest za. I oferty są przygotowywane pod kątem tej większości. Poza tym nasze badania pokazują, że ludzie, którzy już tam zamieszkali, są z tego zadowoleni. Gdyby mieli się przeprowadzić, to też na osiedle zamknięte.

Zwolennicy grodzenia mówią, że ono zawsze miało miejsce.

M.L.: Owszem, przed wojną w szanujących się kamienicach był stróż, który otwierał bramę. Ale to nie jest to samo. Czym innym jest zamknięcie podwórka, które i tak jest zamknięte architektonicznie, czy ogrodu, a co innego, gdy zamyka się przestrzeń, która jest taka sama jak ta, która zostaje na zewnątrz.

O ile naturalne jest zamykanie przestrzeni prywatnej czy półprywatnej, jak podwórko, o tyle nie jest naturalne zamykanie przestrzeni półpublicznej. Ona co prawda należy do jakiejś wspólnoty, na przykład spółdzielni, ale korzystają z niej inni, bo na jej terenie znajduje się sklep, krawiec czy warsztat samochodowy. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że to czyjaś własność. Jeżeli widzę płotek wokół willi czy wiejskiej chatki, zamknięte podwórko miejskiej kamienicy - to jest widok naturalny, ale gdy płot ogradza pięć domów albo kilkanaście bloków, to już nie jest.

K.Z.: Charakter i urodę miasta tworzą place, rynki, skwery, zaułki, do których można zajrzeć, zwiedzając miasto, czyli tak zwana przestrzeń publiczna. Tylko że jeżeli zawłaszczymy sobie przestrzeń półpubliczną, to publiczna przestaje być nam potrzebna. Zostaje sprowadzona do roli korytarzy doprowadzających nas do naszych twierdz.

M.L.: W Los Angeles, w Beverly Hills, w części, gdzie mieszkają najbogatsi, nie ma nawet chodników, jest zakaz fotografowania i zakaz zatrzymywania samochodu. Jest jedno miejsce, gdzie można zatrzymać samochód, ale tak usytuowane, że nic z niego nie widać. Jeśli trafi się jakiś zabłąkany przechodzień, to podjeżdża do niego policjant i pyta, czy mu nie pomóc.

Znam takie miejscowości pod Warszawą. Składają się z ogrodzonych obiektów i zaniedbanej jezdni pomiędzy murami. Znajomi mieszkają na osiedlu, które reklamuje się bliskością Lasu Kabackiego. Problem w tym, że do lasu, który jest oddalony zaledwie o 400 metrów, trudno przejść piechotą, bo brakuje chodnika.

K.Z.: Funkcje przestrzeni publicznej przejmują centra handlowe. Tam są rzeźby, place zabaw, fontanny i tam się teraz chodzi na spacery.

M.L.: Warto też zwrócić uwagę, że atrakcyjność miasta, również dla inwestorów, zależy od tego, jak dobrą ma przestrzeń publiczną. A więc czy w mieście są miejsca, gdzie mogą się spotkać nieznane sobie osoby. Takie miejsca przyciągają klasę twórczą, jak mówi amerykański teoretyk miasta Richard Florida, a więc osoby, które będą decydować o rozwoju tego miasta. Krakowski Rynek został uznany za najlepszą przestrzeń publiczną na świecie. Może dlatego w Krakowie osiedli zamkniętych jest jak na lekarstwo. Podobnie w Pradze. A w Warszawie, zamiast się zastanowić, jak tę przestrzeń stworzyć - bo jej właściwie nie ma - wykrawamy jej kolejne kawałki i otaczamy płotem.
Czy osiedla strzeżone rzeczywiście są bezpieczniejsze?

M.L.: Jednak trochę tak.

K.Z.: Tylko że to nie musi być zasługa grodzenia.

M.L.: Z drugiej strony anonimowość, jaka się z nim wiąże, skutecznie to bezpieczeństwo obniża.

Prasa opisywała przypadek, kiedy to z pewnego mieszkania złodzieje wywieźli komuś wszystkie meble pod pretekstem przeprowadzki. W starej kamienicy to by nie było możliwe, sąsiedzi wiedzą, kto się przeprowadza. I to sąsiedzi są najlepszą ochroną pani mieszkania.

Ciekawym rysem naszych strzeżonych osiedli jest zanik indywidualnego poczucia odpowiedzialności za to, jak mieszkamy. Ludzie coraz częściej przenoszą tę odpowiedzialność na ochronę, rozmaite wynajęte firmy, administrację. Jeżeli ktoś niepowołany wejdzie do mojego domu, to wina ochrony. Jeżeli klatka schodowa nie jest nazbyt czysta, to wina firmy sprzątającej. Ja tylko płacę i wymagam.

Zresztą w tych osiedlach trudno jest mieć indywidualną inicjatywę - niech pani spróbuje na własną rękę posadzić kwiatki pod domem!

K.Z.: Nie ma nic złego w tym, że ludzie chcą mieszkać bezpiecznie i prestiżowo. Chodzi o to, że to wszystko można osiągnąć inaczej.



Jak?

K.Z.: W Holandii od pięciu lat buduje się osiedla według projektu secure by design, czyli bezpieczeństwo poprzez projekt. Przestrzeń jest dobrze oświetlona, zwłaszcza śmietniki, klatka schodowa przeszklona. Bryła budynku jest prosta, bez niepotrzebnych zaułków, załamań. Z każdego okna jest widok na optymalnie duży teren. Zamiast muru ostrokrzew, kwietnik. W tej przestrzeni jest coś takiego, że jak nie mam powodu, to nie wchodzę. Przysłowiowy menel nie będzie tam się czuł komfortowo.

Pierwsze takie osiedle u nas powstało w Siechnicach pod Wrocławiem. Drugie podobne powstaje w Szczecinie. Projektanci postawili na wzrost wzajemnego zaufania, na integrację mieszkańców, między innymi poprzez organizację osiedlowych imprez. Jest system kamer, dzięki którym każdy może w telewizji osiedlowej popatrzeć, co się dzieje w pobliżu.

Za kamerami panie są?

K.Z.: One działają. Tam, gdzie wiadomo, że są, chuligaństwo się zmniejsza. To efekt psychologiczny.

Mam wrażenie, że grodzenie wiąże się też ze sporą niewygodą. Te wszechobecne karty zbliżeniowe, kody, goście pałętający się w poszukiwaniu jakiejś bramy z domofonem, uzgadnianie wszystkiego ze strażnikami, trąbiące pod oknami samochody, które domagają się otwarcia szlabanu, bo chcą np. dostać się do magla za murami.

M.L.: A zamknięte na klucz bramy z napisem droga pożarowa?

K.Z.: Warto pomyśleć, jaka cenę płacimy za to bezpieczeństwo, które i tak jest fikcją, bo jak widać, pod pretekstem skorzystania z magla i tak wjeżdża każdy, kto chce.

Czy mury runą?

M.L.: Na razie się na to nie zanosi. Czytałam wprawdzie reklamę nowego budynku czy też zespołu budynków, chyba na warszawskiej Woli, której istotnym elementem było to, że nie będzie zamknięty. Może zatem stopniowo pojawi się nowe zjawisko: snobizm na otwarcie. Ale na razie, przynajmniej w Warszawie, to chyba niestety tylko margines. Grodzeń jest na świecie coraz więcej... Michael Moore wyśmiał to w filmie "Zabawy z bronią", który opowiada o tym, jak boją się Amerykanie. Moore porównuje ich z Kanadyjczykami, którzy w ogóle nie zamykają domów na klucz. Nawet jeśli zostaną okradzeni, to nadal nie uważają za potrzebne się zamykać.

W Polsce mało jest osób, które świadomie rezygnują z osiedla strzeżonego. Takich jak mój znajomy, który przeniósł się z warszawskich Kabat na Powiśle i jest z tego bardzo zadowolony. Mówi: Wyniosłem się z tej Kabaciarni. Wreszcie mieszkam w normalnym domu, gdzie starsza pani podlewa kwiatki na klatce schodowej i gdzie mam na dole pijaka.

Ja z kolei walczę o to, żeby nie dopuścić do zamknięcia mojego osiedla, które zresztą znajduje się w centrum miasta, więc zdecydowanie nie należy go ogradzać płotem. Jest strzeżone, ale niezamknięte.
Kiedy się już zabezpieczymy, zawsze może pojawić się pokusa, żeby zabezpieczyć się jeszcze bardziej.

M.L.: Gdyby pani jeszcze raz zapytała, co mnie najbardziej uderza w osiedlach zamkniętych, to powiedziałabym, że bezrefleksyjność ludzkich decyzji o tym, czy płot jest nam naprawdę potrzebny. Większość ludzi rozumuje według schematu: oni się już zamknęli, to my też musimy.

Warszawiacy nie lubią swojego miasta, w każdym razie - jak wynika z naszych badań - lubią je mniej, niż lubią swoje miasto poznaniacy, wrocławianie czy krakowianie... Ale robią wszystko, żeby to miasto było jeszcze brzydsze i jeszcze mniej się dawało lubić.

Myślę, że najwyższy czas zacząć ogólniejszą dyskusję na ten temat. I zacząć kreować modę na alternatywne sposoby zapewniania bezpieczeństwa. Wzorem mogą być rozwiązania europejskie - trzeba je jednak ludziom pokazać.

K.Z.: Najciekawsze jest to, że poczucie bezpieczeństwa osób żyjących w osiedlach strzeżonych paradoksalnie coraz bardziej się obniża. Przemykamy ze strzeżonego parkingu przy domu do takiego samego w pracy, hipermarkecie. Tu strażnicy, tu kamera, tam szlaban, karta - na każdym kroku coś mi przypomina, że trzeba uważać.

Tworzy się kultura strachu. Im bardziej się zamykamy, tym bardziej boimy się ludzi.

Źródło: Duży Format Gazeta Wyborcza








Mini panoramki z klatki schodowej:





Ul.Wietrzna.






Last edited by dawidny; October 4th, 2007 at 07:35 AM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 08:48 PM   #11
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Ul. Wietrzna











Ul. Krzycka






Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 06:52 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 08:52 PM   #12
Darek_W
Wrocław
 
Darek_W's Avatar
 
Join Date: Jul 2005
Location: Wrocław
Posts: 17,603
Likes (Received): 3

...co Ty tak z fotografowaniem tych przystanków komunikacji miejskiej?
__________________
www.investmap.pl - inwestycje we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku [ Od 20.01.2008 W NOWEJ WERSJI ! ]



July 22nd, 2005 - ............?
Darek_W no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 09:02 PM   #13
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Budynki willowe, pałace przy ulicy Krzyckiej.










Last edited by dawidny; September 4th, 2007 at 11:21 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 09:08 PM   #14
lenin
Registered User
 
lenin's Avatar
 
Join Date: Apr 2006
Location: łódź
Posts: 7,558
Likes (Received): 253

czyżbyś chiał zdemaskować wrocław??

500 fotek..zajebista fotorelacja
__________________
Maryja poczęła z innym facetem, a mąż jej z domu nie wyrzucił.
lenin no está en línea   Reply With Quote
Old August 22nd, 2007, 11:16 PM   #15
deschain
Registered User
 
deschain's Avatar
 
Join Date: Dec 2006
Location: Łódź
Posts: 1,365
Likes (Received): 36

No to dawaj te zdjęcia! Lubię Wrocław! Ładuj fotki, Wrocław to fajne miasto!
deschain no está en línea   Reply With Quote
Old August 23rd, 2007, 09:03 AM   #16
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Ulica Powstańców Śląskich.

Zajezdnia tramwajowa.



Wrocławska Skoda.





Budynek biurowy



Hanka - prawie jak łódzki central...



Poltergor





Za wikipedia.pl

Poltegor Centre - do lipca 2007 najwyższy budynek we Wrocławiu o charakterze biurowym wybudowany w 1982 roku technologią monolityczną. Zlokalizowany jest w dzielnicy Krzyki pośrodku osiedla Południe.

Fundamentem budynku jest kilkumetrowej grubości płyta żelbetowa posadowiona na palach. Konstrukcja budynku oparta jest na środkowym monolitycznym trzonie żelbetowym, wylanym metodą "ślizgową" (w sposób ciągły). W trzonie tym mieszczą się piony windowe, schody, sanitariaty i szyb instalacyjny, oddzielone od reszty budynku żelbetem. Zewnętrzne dwa trakty zbudowano w konstrukcji stalowej, szkieletowej.

Przyziemie budynku zawiera pomieszczenia gospodarcze i inne pomocnicze. Do tego też poziomu zjeżdżają trzy windy towarowo-osobowe (spośród dziewięciu zainstalowanych w budynku). Następna kondygnacja to hall wejściowy do budynku (stąd odjeżdżają wszystkie windy), następne 22 piętra wynajmowane są na biura. Na najwyższej kondygnacji znajduje się duża sala konferencyjna oraz bar-kawiarnia, wykorzystywana często w charakterze platformy widokowej. Na dachu nad nimi znajdują się stacje przekaźnikowe i nadawcze anteny telewizyjne i radiowe, stąd m.in. nadawała na początku lat 90. pierwsza w Polsce i w całej post-sowieckiej Europie niezależna Prywatna Telewizja "Echo". Do 18 kwietnia 2007 znajdowały się tu nadajniki: Radia Aplauz, Tok FM, Radiostacji, RMF Classic a także Telewizji Dolnośląskiej TeDe. Część z nich przeniosła nadajnik na dach domu akademickiego "Kredka".

18 stycznia 2006 wieżowiec i otaczającą go prawie 3-hektarową działkę kupił za (wg nieoficjalnych informacji) 17,5 milionów euro wrocławski biznesmen Leszek Czarnecki. Od 3 czerwca 2007 r. trwa rozbiórka Poltegoru piętro po pietrze. W miejsce Poltegoru powstanie nowy wieżowiec Sky Tower, znacznie wyższy od dotychczasowego. Od wiosny 2006 trwają prace ziemne w otoczeniu "Poltegoru", przygotowujące teren pod budowę nowego obiektu.

Jedno z ostatnich wydarzeń związanych z Poltegorem odbyło się 1 czerwca 2007. W godzinach przedpołudniowych przeprowadzono ćwiczenia ratownicze[1], a po południu w restauracji na ostatnim piętrze odbył się koncert zespołu IRA.

Nazwa wieżowca wywodzi się od nazwy firmy Poltegor (akronim od "Polska Technika Górnicza"), zajmującej się projektowaniem inwestycji w górnictwie, która dysponowała całym biurowcem w latach 70. i 80., a później zajmowała znaczną jego część na swoją siedzibę.







...

GTC



Monnari - rodem z Łodzi


Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 06:53 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 23rd, 2007, 09:16 AM   #17
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Arkady Wrocławskie ul. Kołłątaja

Za wikipedia.pl

Arkady Wrocławskie - kompleks handlowo-biurowo-usługowy z parkingiem wielopoziomowym oraz Multikinem, wybudowany w centrum Wrocławia. Całkowity koszt inwestycji szacowany jest na ok. 100 mln EUR. Powierzchnia całkowita Arkad wynosi ok. 100 tys. m˛. Na całość kompleksu składa się będzie część handlowa - na pow. 30 tys. m˛ jest 130 sklepów, multipleks, 13. piętrowy biurowiec ok. 9000 m˛ oraz parking. W budynku znajduje się rekinarium na 120 000 litrów wody.

Budowę rozpoczęto 24 maja w 2005. Pierwotna data otwarcia obiektu, 25 kwietnia, nie została dotrzymana; ostatecznie centrum handlowe uruchomiono 3 dni później, 28 kwietnia 2007 .

Arkady Wrocławskie w liczbach

* 3 piętra w części handlowej,
* 13 pięter w części biurowej,
* 7 pięter parkingów – w sumie 1100 miejsc,
* 130 sklepów i restauracji,
* 10 sal kinowych, w tym największa na 550 miejsc (Multikino)
* wysokość biurowej wieży - 55 m
* największa szyba akwarium waży 5 ton
* maksymalna szybkość dźwigu osobowego (Eurolift Schindler) - 1,7 m/s, największa wysokość szybów windowych (biurowiec) - 65 m




Dworzec Wrocław - Główny



Za wikipedia.pl

Wrocław Główny - największa z osobowych stacji kolejowych we Wrocławiu, położona na liniach kolejowych prowadzących z południowego wschodu (Opole oraz Lubliniec) i południa (Świdnica oraz Kłodzko) na zachód (Jelenia Góra oraz Legnica), północ (Poznań) i północny zachód (Głogów), a przez stację Wrocław Nadodrze - na północny wschód (Oleśnica).

Wejście główne, od północy, mieści się przy ul. Piłsudskiego; dwa wejścia boczne na końcach głównego hallu też prowadzą na ul. Piłsudskiego, natomiast wejście tylne znajduje się po przeciwnej stronie peronów, od południa (przy ul. Suchej). Na dworcu znajduje się pięć równoległych peronów (I-IV po dwa tory, peron V z jednym torem), z peronów prowadzą po dwa wyjścia: jedno w kierunku węższego bocznego tunelu łączącego ul. Suchą z Piłsudskiego (obok dworca), drugie w kierunku równoległego tunelu głównego, prowadzącego także do głównego budynku i hallu dworcowego. Wszystkie tory i perony znajdują się ponad poziomem otaczających dworzec ulic, toteż tunele łączące obie strony dworca znajdują się na poziomie jezdni i chodników, a wejścia na perony prowadzą do góry. Tor, biegnący wzdłuż peronu V jako jedyny na tym dworcu wykorzystywany bywa do odprawiania dwóch pociągów w tym samym czasie; przez pewien czas zachodni odcinek tego toru bywał oznaczany jako tor 9, w odróżnieniu od odcinka wschodniego (w kierunku Kobierzyc) i Świdnicy, oznaczanego numerem 10. Obecnie, od roku 2001, praktyk tych i oznaczeń się już na ogół nie stosuje, z wyjątkiem rzadkich imprez okolicznościowych (pociągi specjalne, jubileusze).

Wybudowany został w latach 1855-57 jako Dworzec Kolei Górnośląskiej i Wrocławsko-Poznańsko-Głogowskiej, zastępując położony w pobliżu (przy ul. Małachowskiego, dziś już nieczynny, wykorzystywany jako kolejowa przychodnia zdrowia oraz bocznice przy rozdzielni pocztowej) Dworzec Górnośląski (zbudowany 1841-42). Projektantem był Wilhelm Grapow, Królewski Architekt Kolei Górnośląskich. Dworzec znajdował się wówczas na południowym skraju miasta, jego okolice były jeszcze niezabudowane. Położona w pobliżu dworca ul. Stawowa - Teich Gasse - nazwę swą wywodzi od hodowlanych stawów rybnych, do których prowadziła; stawy te zajmowały dość znaczny obszar - kilkanascie hektarów - ograniczony dzisiejszymi ulicami: Suchą, Gajową, Glinianą i Borowską, a dopiero za tymi stawami (później przekształconymi w Teich Äcker - "Pola Stawowe"), wzdłuż ulicy Glinianej mieściły się zabudowania podwrocławskiej wsi Lehmgruben - dziś osiedle Glinianki (niem. Lehm oznacza "glina", a Grube - "kopalnia")[1]

Południowe wejście (od ul.Suchej) do bocznego tunelu przy dworcu;nad tunelem stoi wagon pasażerski; w zwieńczeniu tunelu herb Wrocławia, data 1903 i częściowo zatarty niem. napis "DURCHGANG ZUR FLURSTRAßE" ("PRZEJŚCIE DO UL.NIWOWEJ", od 1945 Flurstraße nazywa się ul.Małachowskiego)
Południowe wejście (od ul.Suchej) do bocznego tunelu przy dworcu;
nad tunelem stoi wagon pasażerski; w zwieńczeniu tunelu herb Wrocławia, data 1903 i częściowo zatarty niem. napis "DURCHGANG ZUR FLURSTRAßE" ("PRZEJŚCIE DO UL.NIWOWEJ", od 1945 Flurstraße nazywa się ul.Małachowskiego)

Pierwotna hala peronowa znajdowała się na miejscu dzisiejszego głównego hallu i przylegała do budynku dworca zbudowanego w stylu pseudohistorycznym. Istniejące do dziś w tym hallu ciągnące się wzdłuż podwyższenie, wykorzystywane jako wewnętrzny taras znajdujących się tu poczekalni i jadłodajni, jest pozostałością peronu, wówczas jedynego na tym dworcu. Hall, długi na 600 stóp pruskich (około 200 metrów), nakryty dachem z częściowo przeszklonymi powierzchniami, stanowił swego czasu wraz z budynkiem dworcowym największą budowlę tego rodzaju w Europie. Przy bocznych wejściach znajdowały się ekspedycje bagażu, telefon i telegraf. W budynku dworca mieściła się restauracja, poczekalnia III, II i I klasy oraz dla VIP-ów (ta - z osobnym korytarzem prowadzącym na peron). W pobliżu dworca znajdował się niewielki cmentarz żydowski (zajmował trójkąt o bokach wzdłuż dzisiejszej ul. Gwarnej i Piłsudskiego; dziś na tym częściowo zabudowanym miejscu jest też m.in. kort tenisowy). Przed głównym wejściem dworca urządzony był wielki plac - ogród (ulica Piłsudskiego od Stawowej na zachód nazywała się wtedy Gartenstraße - Ogrodowa; odcinek przed dworcem, wcześniej nazywający się Anger Gasse - "Zaułek Pastwiskowy" - łączący ulicę Ogrodową ze znajdującym się na wschód od tego miejsca Der Kleine Anger - tj. "Małym Pastwiskiem" albo "Małym Wygonem" - nazwano Am Oberschlesischen Bahnhof' - "Przy Dworcu Górnośląskim"). Dziś na miejscu tego ogrodowego placu znajdują się podjazdy taksówek, plac manewrowy autobusów i parking; pozostałością po dziewiętnastowiecznym wystroju jest fontanna, kilka niewielkich klombów i parę drzew.

W miarę rozwoju miasta i komunikacji kolejowej wzrastało zapotrzebowanie na zwiększenie liczby odprawianych tu pociągów. Rosły też ceny działek w pobliżu dworca, następowała szybka urbanizacja okolicy, choć rejon "za torami" (patrząc od strony miasta, czyli na południe od torów) wciąż zagospodarowany był jeszcze bardzo słabo. Od połowy XIX wieku rozdzielne dotychczas sieci kolei Górnośląskiej, Poznańsko-Głogowskiej, Świdnicko-Świebodzkiej, Dolnośląsko-Marchijskiej oraz Kolei Prawego Brzegu Odry (prowadzącej w kierunku Oleśnicy) łączono ze sobą tworząc powoli współczesną sieć kolejową w mieście. Jeszcze przed wybudowaniem Dworca Głównego, w styczniu 1848 połączono ze sobą dworce Świebodzki z Górnośląskim. W następnych latach rozbudowywano połączenia tej sieci, niektóre torowiska przenosząc przy tym z poziomu ziemi na nasypy, ułatwiając w ten sposób komunikację między obiema stronami torowiska . Wobec rosnących potrzeb w latach 1899-1904 znajdujące się na południe od Dworca Głównego kolejowe składy węgla zlikwidowano, i na ich miejscu wybudowano pięć nowych peronów. Pierwsze cztery perony, po dwa tory, całkowicie nakryto półokrągłymi nawowymi dachami; peron piąty przylega tylko do pojedynczego toru i nakryty jest własnym osobnym daszkiem. Ilość równoległych torowisk przebiegających przez dworzec, łącznie z manewrowymi (bez peronów) zwiększono do 13. Perony i torowiska zbudowano wyżej, niż dotychczasowe, dopasowując je do podniesionych na nasypy torowisk. Dotychczasową halę peronową przebudowano, usuwając z niej tory, obniżając posadzkę. W czasie przebudowy, w lipcu 1903, Wrocław został nawiedzony przez wielką powódź, podczas której - według przekazów - po dzisiejszej ul. Piłsudskiego i po placu przed dworcem pływano łodziami. Wydarzenie to jednak nie wpłynęło w znaczniejszym stopniu na realizację przebudowy. W czasie modernizacji w latach 20. XX wieku na pierwszych czterech peronach ustawiono kamienne kioski peronowe.

W czasie II wojny światowej pod powierzchnią placu przed dworcem wybudowano betonowe składy, schrony, które przez pierwsze pół wieku po wojnie były zamknięte (dopiero pod koniec XX zaczęły być wykorzystywane na większą skalę, m.in. na potrzeby drobnego handlu). Inne przebudowy powojenne wiązały się z przebudową części fasady (w związku z przeznaczeniem części pomieszczeń na potrzeby komisariatu milicji) oraz z nieodwracalnym zniszczeniem części secesyjnych ozdób na korzyść modnego w pewnym okresie wystroju "nowoczesnego".

8 stycznia 1967 roku na peronie III wracający z planu zdjęciowego we Wrocławiu Zbigniew Cybulski usiłował wskoczyć do ruszającego pociągu; skok ten mu się nie udał i aktor zginął pod kołami. W 30 rocznicę tego wypadku, 8 stycznia 1997 reżyser Andrzej Wajda odsłonił na tym peronie pamiątkową tablicę wmurowaną w posadzkę. W lipcu 1997, podczas powodzi tysiąclecia zalana została cała ul. Piłsudskiego wzdłuż dworca, ale ułożone wzdłuż jego zabudowań worki z piaskiem nie dopuściły wody do jego pomieszczeń naziemnych (podziemnych nie udało się zabezpieczyć), toteż ruch kolejowy przez Wrocław Główny nie został wstrzymany.

Od roku 1947 do lutego 2007 funkcjonowało w budynku dworca, w jego zachodnim skrzydle, ostatnie w Europie kino dworcowe. Przed erą dużych kin-multipleksów było chętnie odwiedzanym przez Wrocławian przybytkiem kultury. Bywał tu także chętnie m.in. Zbigniew Cybulski. Choć sala tego kina jest bardzo mała, to w ciągu niespełna 60 lat funkcjonowania w systemie projekcji non-stop (przez niemal całą dobę co dwie godziny seans) przewinęło się przez nie ponad 7 milionów widzów. W latach 2002-2005, nie mogąc sprostać konkurencji dużych kin "Dworcowe" wyświetlało filmy erotyczne. Mimo to sytuacja ekonomiczna kina stawała się coraz bardziej katastrofalna. Pod koniec 2005 PKP znacznie obniżyły czynsz za lokal kina, a dzierżawca zrezygnował z łatania budżetu erotyką i przeszedł na repertuar ambitniejszy. Na krótko nazwa kina zmieniona została na "Dworcoffe" i wyświetlano tu dzieła młodych twórców z łódzkiej Wyższej Szkoły Filmowej i Mistrzowskiej Szkoły Andrzeja Wajdy. Pomimo to budżet kina wciąż się nie bilansował i dwa miesiące przed przypadającym w kwietniu 60. jubileuszem kina zamknięto je definitywnie.

Jako ciekawostkę można podać fakt, że na dworcu Wrocław Główny stosunkowo często i regularnie zatrzymują się pociągi prowadzone trakcją parową. Zatrzymuje się tu prowadzony, pozostającym na stanie wrocławskiego PKP Przewozy Regionalne, parowozem TKt48-18 pociąg osobowy relacji Wrocław - Jelcz Laskowice (parowóz prowadzi pociąg przez tydzień w każdym miesiącu). Wrocław Główny jest także stacją docelową pociągów Hefajstos, Piknik z parowozem (pociąg) i Wolsztyn Experience.











Ul Kościuszki





Za pośrednictwem wątku:

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=385829





Trzonolinowiec

Modernistyczny budynek we Wrocławiu, przy skrzyżowaniu ul. Tadeusza Kościuszki 72-74 i ul. Dworcowej, zbudowany w latach 1961-1967. Trzonolinowiec ma 12 kondygnacji, na których mieści się 40 mieszkań.
Budynek powstał na podstawie projektu Andrzeja Skorupy i Jacka Burzyńskiego. Jest to jeden z niewielu tego typu budynków w Europie, podstawą jego konstrukcji jest żelbetowy trzon, przenoszący pionowe obciążenia ściskające na podstawę budynku. Na nim osadzone są stropy w postaci kwadratowych platform zawieszonych (w początkowej konfiguracji) na dwunastu stalowych linach. Liny - elementy rozciągane zamocowane są do szczytu trzonu i przenoszą na niego ciężar stropów, są także zakotwione na poziomie parteru dla usztywnienia konstrukcji. Najniższe piętro zawieszone jest nad niezabudowaną przestrzenią wokół trzonu. W przeciwieństwie do tradycyjnych budynków, które budowane są od dołu, trzonolinowiec budowany był od najwyższego piętra. Poszczególne kondygnacje, zbudowane na poziomie parteru z gotowych prefabrykatów, wznoszone były przez siłowniki hydrauliczne.

Budynek wywołuje mieszane wrażenia estetyczne, budzi kontrowersje i obrasta legendami. Jego sympatycy podkreślają unikalność i niezwykłość konstrukcji, wrażenie "zawisania" w powietrzu. Przeciwnicy krytykują elewację budynku oraz niestaranne wykończenie. Bezpośrednie otoczenie budynku jest obecnie (2007) silnie zaniedbane.
Wisząca na linach konstrukcja, ku oburzeniu konstruktora, została w roku 1974 usztywniona (projekt wzmocnienia trzonolinowca powstał na Politechnice Wrocławskiej). Liny obudowano betonem, a na parterze wzmocnione stalowymi słupami. Wymienione zostały również ściany osłonowe i wewnętrzne. Obecnie nie jest to już więc budynek wiszący, a de facto szkieletowy.
Daleki od wygody i pełen usterek, budynek ten zyskał jednak tytuł "Domu Roku 1967". Przedwczesna śmierć współtwórcy budynku, Jacka Burzyńskiego (zginął na polowaniu) dała początek pogłosce, jakoby popełnił on w związku z nim samobójstwo. W trzonolinowcu lokowano artystów wrocławskich scen. W początkach swej kariery mieszkali tu m.in. Bogusław Linda i Krzysztof Globisz. Dziś mieszkają w nim głównie przyjezdni studenci.




Widok z Ul. Kościuszki na Ul.Dworcową



Ul. Dworcowa





Ul. Podwale






Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 06:58 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 23rd, 2007, 09:23 AM   #18
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Ul.P. Skargi

Pomnik Mikołaja Kopernika.



Widok z ulicy Piotra Skargi.



Dalej w drodze do G.D.
















Za wikipedia.pl

Galeria Dominikańska – centrum handlowe zlokalizowane na Placu Dominikańskim w ścisłym centrum Wrocławia, bardzo blisko rynku.

Centrum handlowe zostało otwarte 17 sierpnia 2001 r. i w tym samym roku wyróżnione przez Stowarzyszenie Architektów Polskich nagrodą w dziedzinie architektury. Powierzchnia handlowa wynosi 30 000 m˛ i mieści się na 3 kondygnacjach, powierzchnia biurowa wynosi 2500 m˛. Na klientów czeka ok. 900 miejsc parkingowych na trzypoziomowym parkingu, którego najwyższy poziom znajduje się na dachu budynku. Tam też mieści się siłownia oraz biura.

Galeria Dominikańska mieści się w budynku razem z hotelem Mercure Panorama należącym do francuskiej grupy hotelowej Accor.



Galeria Dominikańska i okolice.








Last edited by dawidny; September 22nd, 2007 at 03:24 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 23rd, 2007, 09:37 AM   #19
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

eeeeee

Last edited by dawidny; September 21st, 2007 at 07:01 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote
Old August 23rd, 2007, 09:44 AM   #20
dawidny
Registered User
 
dawidny's Avatar
 
Join Date: Jan 2007
Location: Łódź
Posts: 6,857
Likes (Received): 142

Wrocławskie Panoramy z Kościoła garnizonowego pw. Św. Elżbiety



















"Cztery strony świata" by Rafis - Szacunek

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=515958

Południe



Północ



Widoki z Galeriowca.

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=281246



Linki do innych wrocławskich panoram.

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=295040



http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=362600

Last edited by dawidny; September 18th, 2007 at 06:55 PM.
dawidny no está en línea   Reply With Quote


Reply

Tags
wrocław

Thread Tools

Posting Rules
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is On
Smilies are On
[IMG] code is On
HTML code is Off



All times are GMT +2. The time now is 11:53 AM.


Powered by vBulletin® Version 3.8.8 Beta 1
Copyright ©2000 - 2014, vBulletin Solutions, Inc.
Feedback Buttons provided by Advanced Post Thanks / Like v3.2.5 (Pro) - vBulletin Mods & Addons Copyright © 2014 DragonByte Technologies Ltd.

vBulletin Optimisation provided by vB Optimise (Pro) - vBulletin Mods & Addons Copyright © 2014 DragonByte Technologies Ltd.

SkyscraperCity ☆ In Urbanity We trust ☆ about us | privacy policy | DMCA policy

Hosted by Blacksun, dedicated to this site too!
Forum server management by DaiTengu