daily menu » rate the banner | guess the city | one on oneforums map | privacy policy (aug.2, 2013) | DMCA policy | flipboard magazine

Go Back   SkyscraperCity > European Forums > Forum Polskich Wieżowców > Architektura i Urbanistyka > Architektura i Urbanistyka

Architektura i Urbanistyka Problemy i Wydarzenia



Reply

 
Thread Tools
Old September 22nd, 2004, 12:38 PM   #1
Fredi
Registered User
 
Fredi's Avatar
 
Join Date: Aug 2003
Location: Warszawa Powiśle Czerniakowskie
Posts: 3,888
Likes (Received): 19

[Urbanistyka] Zamknięte osiedla - za i przeciw

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,3...04-09-22-04-04



Warszawiacy marzą o tym, by zamieszkać w strzeżonym domu. Aż co trzeci z pytanych twierdzi, że powinno się budować więcej apartamentowców

Płot, kamera nawet w windzie, kłopot z dostaniem się do znajomych i dociekliwe pytania wartownika już przy szlabanie: - A pani, pan do kogo?

Dziś niemal wszystkie nowe osiedla w Warszawie, nawet z tzw. mieszkaniami popularnymi są ogrodzone, monitorowane i mają ochronę w holu lub stróżówce przy bramie. Najpierw luksusowe apartamentowce powstawały w najlepszych lokalizacjach i tylko dla wybranych. Potem, w tańszej wersji, taki wzorzec mieszkania zaczęli "klonować" developerzy i spółdzielnie.

To strach przed dresiarzami, złodziejami i menelami wygania ludzi za mur - do strzeżonych domów. Tak chce żyć większość. I aż 51 proc. warszawiaków pytanych o to, czy grodzenie domów im przeszkadza, odpowiada: - Nie!

- Najważniejszym motywem wyboru mieszkania za płotem jest bezpieczeństwo. Tak twierdzi aż 87 proc. ankietowanych - podkreśla prof. Bohdan Jałowiecki, socjolog miasta.

Pierwszy nowy budynek, który zasługuje na miano apartamentowca, zbudowała w 1993 r.spółdzielnia mieszkaniowa Vistula tuż obok Parku Łazienkowskiego przy ul. Podchorążych 71. Aż trudno uwierzyć, że dekadę temu metr kwadratowy kosztował tam ok. 350 dol. Dziś o takich cenach można tylko pomarzyć. W budynku Opera przy Niecałej z widokiem na Ogród Saski firma Dom Development sprzedawała po 14-15 tys. zł za m kw. Będzie tu można zlecić zrobienie zakupów, spacer z pieskiem, pranie, a nawet przywiezienie limuzyną Opery teściowej z lotniska.








Rozmowa o mieszkańcach strzeżonych osiedli

Naukowcy różnych specjalności wzięli pod lupę nasze miasto i opracowali "Społeczną mapę Warszawy". Na podstawie ich badań "Gazeta" przygotowuje własne raporty.

Dariusz Bartoszewicz, Tomasz Kwaśniewski: Dlaczego zamożni warszawiacy tak ochoczo zamykają się w ogrodzonych murem osiedlach?

Prof. Bohdan Jałowiecki, Centrum Europejskich Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego: Najważniejszym argumentem jest bezpieczeństwo. Poza tym ludzie chcą mieszkać między swoimi. Nie życzą sobie, by ktoś obcy kręcił im się po podwórku. No i wreszcie mieszkanie w osiedlu zamkniętym oznacza prestiż.

A Pan profesor gdzie mieszka?

- W kamienicy z lat 20. przy ul. Flory.

Bardzo prestiżowy adres.

- Na bezpieczeństwo też narzekać nie mogę - obok jest hotel prezydencki i rezydencje ambasadorów więc policja się stara.

To pewnie dlatego nie przeprowadza się Pan na zamknięte osiedle?

- Jedyny plus z przeprowadzki byłby taki, że nie miałbym wtedy problemu z parkowaniem samochodu.

Wspomniał Pan o prestiżu. Mieszkańcy zamkniętych osiedli lubią go tak bardzo, że swoje domy nazywają apartamentowcami albo rezydencjami.

- Prawda jest taka, że apartamentowców w Warszawie jest niewiele. To są tylko te najdroższe mieszkania położone w najlepszych częściach miasta.

Mieszkańców zamkniętych osiedli nazywa pan przedstawicielami "klasy metropolitalnej". Kto to są ci "metropolitalni"?

- Zacznijmy od tego, że taka klasa bądź grupa nie wykształciła się w żadnym innym polskim mieście, choć na świecie istnieje już od dawna. Warszawscy "metropolitalni" dobrze zarabiają, są wykształceni, raczej młodzi i samotni. Te cechy pozwalają im wieść życie powszechnie znane z kolorowych czasopism. "Metropolitalni" znają języki obce i jako, że generalnie niespecjalnie przywiązują się do miejsca, w każdej chwili mogą zmienić miasto lub kraj.

Sąsiadami też się nie przejmują?

- Żyją dla siebie. Ich naprawdę niewiele więcej obchodzi poza pracą, dojazdem, spokojnym mieszkaniem i atrakcjami typu: restauracje, kluby, wizyty w centrach handlowych. Swoje potrzeby towarzyskie realizują na zewnątrz, a nie wewnątrz osiedla. Dobre relacje sąsiedzkie kwitną w klasach upośledzonych, takich, które bez samopomocy nie mogą sobie poradzić. "Metropolitalni" nie proszą sąsiadki o to, by popilnowała dziecko, tylko wynajmują nianię.

Warszawa - Pana zdaniem - wciąż nie jest metropolią. Czyli "metropolitalni" pewnie kiepsko tu się czują?

- Narzekają na kiepską komunikację, na brak miejskiego klimatu, który wynika z braku ścisłego centrum. Narzekają na wszechobecne śmieci, brudną wodę - po czystą trzeba chodzić do studni oligoceńskiej.

W Berlinie, Paryżu czy Londynie zamożni ludzie ściągają do centrum, u nas jest odwrotnie. Dlaczego?

- Rozwój miasta przebiega w trzech fazach. Pierwsza to gwałtowna urbanizacja centrum, druga to inwestycje na peryferiach, trzecia jest powrotem do centrum tych, którzy z niego uciekli. My, w przeciwieństwie do Londynu, czy Paryża jesteśmy w fazie drugiej: ludzie zamożni masowo uciekają z centrum, które powoli ulega degradacji.

Można jakoś temu zaradzić?

- Miasto trzeba nasycić różnymi atrakcjami, by ludzie mieli po co do niego przyjeżdżać. Wystarczy spojrzeć na berliński Plac Poczdamski - sklepy, kina, restauracje, kluby, galerie - i do razu pełno ludzi. U nas buduje się centra handlowe na obrzeżach miasta.

A "Złote Tarasy" przy Dworcu Centralnym?

- Panowie żartują! Przecież to coś w rodzaju zamkniętego bastionu otoczonego ochroniarzami, którzy będą się wszystkim bacznie przyglądać. Dużo lepiej byłoby zbudować kawałek normalnego miasta: z placami, sklepami, kinami, teatrem czy filharmonią, bo jak ktoś wyjdzie ze Złotych Tarasów, to co ma zrobić? Pójść na Marszałkowską, na której nic ciekawego nie ma.

Długo przyjdzie nam czekać, nim "metropolitalni" wrócą do centrum?

- 15 lat temu paryski pl. Bastylii otoczony był przez zakłady rzemieślnicze i powoli ulegał degradacji. Wtedy wybudowano operę i okolica zaczęła się zmieniać. Najpierw przyszli artyści, potem "metropolitalni" i plac się zmienił na lepsze.

Czyli wszystko zależy od władz miasta i prowadzenia mądrej polityki?

- Dziś w bardzo prestiżowych punktach, na przykład w al. Szucha, powstają zamknięte domy, które stanowią przyczółki mogące zmienić miasto. Sęk w tym, że nie odnoszę wrażenia, by powstawały planowo. Nie widzę w tym wszystkim jakiejś sensownej polityki.

Czy ci bogaci i szczęśliwi mieszkańcy osiedli zamkniętych...

- Nie wiadomo czy są szczęśliwi...

Zatem bogaci. Czy oni nie czują się zagrożeni tym, że dookoła mieszka, jak Pan to ujął - "klasa upośledzonych"?

- Warszawiacy nie mają "metropolitalnym" za złe tego, że odgradzają się murem - i to był najbardziej zaskakujący wynik naszych badań. Dzieje się tak dlatego, że być może wciąż jest mało osiedli zamkniętych. Wciąż nie dochodzi do znaczących konfliktów między ich mieszkańcami, a pozostałymi warszawiakami. A poza tym wbrew stereotypom warszawiacy po prostu nie są zawistni.






O życiu w domu za szlabanem



W warszawskim Monaco przy ul. Cybulskiego na Mokotowie (3 tys. euro za m kw., mieszkania do 320 m kw.) spokoju mieszkańców znanych z kolorowych pism strzeże szlaban zamykający prywatną drogę, strażnik oraz system monitoringu.

- Apartamentowiec od innych osiedli zamkniętych wyróżnia przede wszystkim: komfort, elegancja, położenie, przestrzeń i rozwiązania architektoniczne - wylicza Ryszard Girtler, projektant Villi Monaco. Komfort to pełne dyskrecji bezpieczeństwo (nie zobaczymy tu stojącego przy wejściu ochroniarza, małe kamery są w windzie, w lobby i na basenie) oraz cała gama usług: fitness, basen, sauna, pralnia. W Villi Monaco nie znajdziemy ani listy lokatorów, ani skrzynek pocztowych. Korespondencja trafia na recepcję, a stąd do mieszkania.

- Apartamentowiec powinien być położony na uboczu, najlepiej w parku, a jednocześnie jak najbliżej centrum, by mieszkańcom zapewnić anonimowość, zarazem maksymalnie dobrą komunikację - podkreśla Girtler.

Nietypowe rozwiązania to: oryginalna winda obita drewnem, przestronny hall, basen w pokoju, wanna w sypialni, ogromny taras i niepowtarzające się rozkłady mieszkań. - Czy tu nie jest trochę jak w hotelu? - pytamy, wkraczając do sterylnie czystego i absolutnie anonimowego lobby. - Charakter apartamentowca odpowiada mieszkańcom. To są ludzie mobilni, często podróżujący. Proszę zauważyć, że za cenę 320-metrowego mieszkania mogliby mieć wspaniałą rezydencję. Oni wybierają jednak penthouse, bo wiedzą, że w zamian mają spokój i kogoś, kto dba o ich lokum - uważa Girtler. Ten architekt tak dobrze poznał gusta bogatej klienteli, że ostatnio wygrał konkurs na budowanie apartamentowca w afrykańskim Senegalu.

Mieszkańców apartamentowców od tych, którzy mieszkają w innych osiedlach zamkniętych, różni jedynie wysokość zarobków. I jedni, i drudzy należą do "klasy metropolitalnej". Mieszkańcy osiedli zamkniętych rzadko mają więcej niż dwoje dzieci i prawie zawsze oboje pracują - co piąte gospodarstwo domowe deklaruje dochód wyższy niż 10 tys. zł miesięcznie. "Metropolitalni" w większości jeżdżą dobrymi samochodami, korzystają ze zmywarek do naczyń, komputera i internetu. Tylko co szósty z nich ma domek letniskowy, ale za to co drugi przynajmniej dwa razy w roku wyjeżdża na urlop za granicę. Często chodzą do restauracji, klubów, centrów handlowych, a zakupy robią w hipermarketach (najbardziej lubią Geant - 32 proc. wskazań). Rzadko chodzą do filharmonii, opery czy teatru. Równie rzadko korzystają z publicznej służby zdrowia i publicznego szkolnictwa.




Gdzie powstają strzeżone enklawy?

Według Reas Konsulting apartamenty stanowią tylko 8 proc. najdroższych mieszkań oferowanych na rynku. W ostatnich pięciu latach powstaje ich od 600 do 1000 rocznie, najwięcej na Górnym Mokotowie (40 proc.) i w Wilanowie. Luksusowe domy są też budowane w zielonych fragmentach Śródmieścia - niedaleko Sejmu czy Łazienek, na starym Żoliborzu, Saskiej Kępie, w rejonie skarpy na Ursynowie. W latach 1999-2000 co dziesiąte nowe mieszkanie nazywano apartamentem. Zaliczano bowiem do nich nie tylko te najdroższe i luksusowe ale również lokale o podwyższonym standardzie.

Osiedla z tymi ostatnimi dołączają do apartamentowców - wszystkie są strzeżone albo ogrodzone. Takich powstaje najwięcej na Ursynowie i w Białołęce. Pojawiają się nawet wśród biedabloków, np. na bielańskim Wrzecionie.





Trzy czwarte nowych osiedli jest ogrodzona

W naszej bazie danych mamy 217 inwestycji mieszkaniowych i domów powstających w całej Polsce [większość z Warszawy - red.]. Prawie trzy czwarte z nich jest ogrodzonych albo strzeżonych, prawie połowa - i ogrodzona, i strzeżona. Rzeczywiście, grodzenie bloków czy osiedli jest teraz znacznie częstsze niż kilka lat temu, powoli staje się wręcz standardem. Inwestorzy chcą w ten sposób zapewnić komfort swoim klientom. To po części zagranie psychologiczne - kiedy wieczorem wracamy z pracy i miniemy już bramę swojego osiedla, od razu czujemy się bezpieczniej. A nawet jeżeli za ogrodzeniem nie jest tak naprawdę bezpieczniej, to przynajmniej wiadomo, kto jest za ten teren odpowiedzialny.




Jak się mieszka za wysokim ogrodzeniem

Państwo Zelińscy przeprowadzili się z Mokotowa na strzeżone osiedle Zielone Zacisze na Targówku. Stracili sprawdzonych i oddanych sąsiadów z przedwojennej kamienicy, zyskali poczucie bezpieczeństwa gwarantowane przez kartę "mikrochipową", wysokie ogrodzenie, system kamer i całodobową ochronę. - Bezpieczeństwo dzieci było jednym z głównych powodów przeprowadzki - mówi pan Robert, nauczyciel informatyki. Aby dostać się do domu, musi najpierw zbliżyć kartę do czytnika przy bramie, potem przejść przez osiedle i wstukać kod domofonu przy drzwiach klatki schodowej. Gdy odwiedzają go znajomi, najpierw czekają przy bramie aż ochroniarz połączy się za pomocą wewnętrznej linii z mieszkaniem państwa Zelińskich i potwierdzi, że ci spodziewają się gości.

Do niedawna rodzina prawie nie znała sąsiadów. Większość z nich to ludzie młodzi, którym rytm dnia dyktuje praca. Największy ruch przy bramie panuje wcześnie rano i późnym popołudniem, gdy wjeżdża i wyjeżdża sznur dobrych samochodów. Potem mieszkańcy zamykają się w swoich domach. Chyba, że wychodzą pograć w koszykówkę lub tenisa - oczywiście na boiskach na terenie osiedla. Za ogrodzeniem jest też plac zabaw dla dzieci. To jedyne miejsce, gdzie można poznać zapracowanych sąsiadów.
Fredi no está en línea   Reply With Quote

Sponsored Links
 
Old October 1st, 2004, 04:35 PM   #2
adelmus
Guest
 
Posts: n/a
Likes (Received):

z jednej strony takie osiedla są spowodawane olbrzymim popytem na poczucie bezpieczeństwa, z drugiej strony to jednak bardzo odczłowiecza miasto i powoduje jeszcze większą anonimowość w wielkim mieście...
  Reply With Quote
Old October 1st, 2004, 07:02 PM   #3
miglanc
Śląsk śląski
 
miglanc's Avatar
 
Join Date: Nov 2003
Location: Katowice
Posts: 2,694
Likes (Received): 184

To dopiero jest atomizacja. Ale przy tak wysokiej przestepczosci staje sie nieuniknione. chyba ze ktos zamieszka na wsi, wtedy bedzie mial i wscibksich sasiadow i poczucie bezpieczentwa.
miglanc no está en línea   Reply With Quote
Old July 12th, 2007, 09:49 PM   #4
wojtekbp
słoik podlaski
 
wojtekbp's Avatar
 
Join Date: Mar 2006
Location: to tu to tam
Posts: 1,732
Likes (Received): 195

[Urbanistyka] Zamknięte osiedla - za i przeciw

Jakie jest wasze nastawienie do "zamknietych osiedli" ?
Nie mialem zdania dopoki nie przeczytalem artykulu GW .
Jasniepanstwo osiadle w zamknietej willowej dzielnicy Lublina nie zyczy sobie sasiedztwa dzieciakow z domu dziecka...
Jestem przerazony wypaczeniem mieszkancow tego osiedla...

Quote:
Wille nie chcą sierot

Mieszkańcy willowej dzielnicy Lublina wpadli w obsesję na punkcie domu dziecka

Lubelski Sławinek: dostępu do domów wśród zieleni bronią zamknięte bramy z domofonami. Ratusz kupił tam trzy wille dla dzieci z domu dziecka. Żeby mieszkali po kilkoro, kameralnie. Mieli przeprowadzić się do nich z dużej, niszczejącej kamienicy w centrum miasta.

Do dwóch domów dzieci przeniosły się w lutym tego roku. Trzeci, na ul. Kilińskiego, do dziś stoi pusty. Ośmioro dzieci może tam zamieszkać od zaraz. Ściany są już pomalowane na ciepłe, pastelowe kolory. W środku stoją meble, w oknach wiszą firanki. Jednak sąsiedzi z okolicznych willi zaprotestowali.

- Jeśli tylko ktoś pojawi się pod willą, każdy jego ruch jest kontrolowany. Ktoś nas obserwuje zza firanki, fotografuje podjeżdżające pod posesję samochody - mówią urzędnicy zaangażowani w sprawę.

Mieszkańcy Kilińskiego wpadli w obsesję.

Pani doktor boi się samogwałtów

Zaprasza mnie do siebie emerytowana lekarka pediatra, która podpisała się pod jednym z pierwszych pism protestacyjnych. Siadamy w jej gabinecie. Stylowe meble, biurko zarzucone książkami. Lekarka ciągle powraca do tematu łazienki i ubikacji. Była tam kilkanaście lat temu i zapamiętała jedno: mają wspólne drzwi.

- Jakie są niebezpieczeństwa? Proszę pani, jeżeli jeden chłopak siedzi na sedesie, to drugi wchodzi pod prysznic, prawda? Ile jest zaburzeń psychicznych, ilu jest pederastów, ilu innych różnych? Czy to jest w ogóle brane pod uwagę? - niepokoi się.

- Chodzi o to, że chłopcy zobaczą siebie nago? - dopytuję.

- Nago, nago. Skąd wiadomo, jakie jeszcze rzeczy mogą być, prawda? Przecież to nie jest młodzież tak zwana zdrowa psychicznie, moralnie, emocjonalnie... Ile jest różnych samogwałtów, ile współżycia seksualnego chłopców z sobą, ile jest różnych zboczeń.

Zaznacza, że nie ma nic przeciwko domom dziecka, ale do sprawy podchodzi w sposób praktyczny. Jej zdaniem dom był projektowany dla nie więcej niż trojga dzieci.

Nie przekonuje pani doktor, że w domu będzie zawsze wychowawca.

- No to może pomogłaby pani tam jako wolontariuszka? Skoro jest pani lekarzem, pani pomoc się przyda. A przy okazji będzie miała pani baczenie, czy nie dochodzi do podejrzanych sytuacji.

- Ja czterdzieści lat pracowałam z dziećmi! Gdyby to był rodzinny dom dziecka, może bym się zaangażowała, ale taka zbieranina...

- Pani doktor, wśród tych ośmiu chłopców są trzy rodzeństwa...

Sąsiedzi martwią się o ceny

Mieszkańcy wysyłają pisma wszędzie: do obecnego i poprzedniego prezydenta Lublina, do rady miasta i mediów. Niezmiennie pada w nich argument, że dom został sprzedany miastu po zawyżonej cenie i po cichu, bez "konsultacji społecznych".

Gdyby sąsiedzi mieli skonsultować sprzedaż domu, nigdy nie zostałby sprzedany.

Po pierwsze, uważają, że pojawienie się wychowanków z domu dziecka spowoduje spadek cen nieruchomości w dzielnicy.

Po drugie, uważają, że dom będzie za mały dla dzieci, mimo że na ponad 270 metrów kw. powierzchni są cztery sypialnie, salon z aneksem kuchennym i dwie łazienki z dwoma oddzielnymi WC (a więc pani doktor nie ma racji), a w zaadaptowanym garażu będzie siłownia.

Po trzecie, ogrodzenie "może runąć po kolejnym przemarznięciu gruntu zimą", a budynek w ogóle jest w złym stanie technicznym.

Po czwarte, że przy domu nie ma boiska i placu zabaw, lecz jedynie niewielki ogród. "Wychowankowie przedmiotowej placówki nie będą mieli żadnej możliwości wyładowania energii charakteryzującej wiek dorastania, co może spowodować frustracje, depresje i skutkować patologiami społecznymi" - argumentują mieszkańcy.

Po piąte, że z dużego tarasu zdaniem protestujących można dostać się "na dwie przyległe posesje".

Po szóste, że dzieci bawiące się na wewnętrznej uliczce osiedlowej mogą spowodować "zagrożenie w ruchu ulicznym".

Po siódme, protestujący żądali także, aby miasto sprawdziło statystyki przestępczości w dotychczasowym miejscu pobytu dzieci. - To nie będzie tak, że przyjdzie ośmiu chłopców bardzo dobrych i będą tu mieszkali po wsze czasy. To będzie placówka rotacyjna. Będą raz lepsi, raz gorsi - mówi jeden z sąsiadów.

Kogo się boją?

Piętnastoletni Wojtek to ministrant, gra w piłkę nożną. Dostał na koniec roku nagrodę za stuprocentową frekwencję w szkole.

Trzynastoletni Krzyś lubi haftować. Pamięta o tym, żeby co tydzień pójść na grób mamy, powiedział kiedyś, że jego jedynym marzeniem jest powrót do domu.

Trzynastoletni Andrzej najbardziej lubi treningi karate. Do domu dziecka trafił cztery lata temu, po śmierci ojca.

Ośmioletni Piotrek to mistrz tenisa stołowego, ćwiczy nawet kilka godzin dziennie. Do domu dziecka został oddany z dwoma starszymi braćmi w ubiegłym roku jesienią. Wcześniej kilka miesięcy był w pogotowiu opiekuńczym, gdzie trafił po śmierci mamy (ojciec ma odebrane prawa).

Andrzej Kowalski, komendant I komisariatu w Lublinie: - Jak dotąd nie mieliśmy żadnych skarg od sąsiadów na podopiecznych domu dziecka na ul. Narutowicza. W żadnym razie nie jest to środowisko patologiczne.

Ale jak widać, nie wszystkie dzieci są nasze.

"Ciociu, a kiedy my?"

Nie udały się kilkakrotne próby rozmów z protestującymi. Antoni Rudnik, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, ze spotkania nie ma najlepszych wspomnień: - Nie zostałem nawet dopuszczony do głosu. Nie było dialogu, ale roszczenia i oskarżenia. Ci państwo po prostu powiedzieli wprost, że nie życzą sobie tam dzieci.

Ratusz przeprowadził wewnętrzną kontrolę w sprawie zakupu domu. Mieszkańcy złożyli wniosek do Najwyższej Izby Kontroli, a do czasu wyjaśnienia sytuacji prezydent Lublina wstrzymał decyzję o przenosinach.

Bożena Skowrońska, dyrektor Domu Dziecka nr 2 w Lublinie: - Prawie każde dziecko pytało: "Ciociu, a kiedy my? Co myśmy takiego zrobili?".

Kilka tygodni temu prezydent zgodził się na przeprowadzkę. - W pracy komisji przetargowej były jedynie formalne uchybienia urzędnicze, które nie miały wpływu na przebieg transakcji - uspokaja prowadzący kontrolę Krzysztof Mikołajaczak z lubelskiego NIK.

Mieszkańcy ul. Kilińskiego złożyli więc kolejną skargę - tym razem do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Uważają, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego nie pozwala na stworzenie takiej placówki. - Jakby rodzina kupiła, toby nie było problemu, bo to jest teren zabudowy jednorodzinnej, a nie zakład pracy dla pedagogów czy dla innych - tłumaczy jeden z lokatorów.

Na razie dzieci zostają na Narutowicza. - Zawsze je przekonywaliśmy: tutaj jest wasz dom. Rzeczywistość była jednak przeciwieństwem słów. Korytarz długi jak w koszarach, z prawej i lewej pokoje, a na końcu łazienka wspólna dla całego piętra - mówi dyrektor Skowrońska.

- Co powiedzielibyście swoim przyszłym sąsiadom? - pytam dzieci.

15-letni Sebastian odpowiada bez namysłu: - Że jak tam się wprowadzimy, to będziemy ich bardzo szanować.

*Imiona dzieci zostały zmienione
__________________
Polska jest jak obwarzanek - najlepsza po brzegach | Józef Piłsudski

Last edited by wojtekbp; July 12th, 2007 at 10:40 PM.
wojtekbp no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 02:59 AM   #5
Filip01
Pilanin
 
Filip01's Avatar
 
Join Date: Dec 2006
Location: Piła || Schneidemühl
Posts: 3,724
Likes (Received): 8

Komplenie nie rozumiem postawy sąsiadów. Dopóki obok nie ma uciążliwego warsztatu typu "blacharnia - lakiernia" pana Kazia, albo burdelu, dopóty sąsiedzi nie powinni mieć pretensji co znajduje sie w domu obok. Dzieci jak widac w tekscie są bardzo miłe, mają pasje, zainteresowania. A nuż one zaprzyjaźnią się z dziećmi włascicieli willi, nauczą ich tolerancji itp. Ludzie chyba myślą, że z Domów Dziecka to zawsze dzieci chodzą brudne, nieumyte, przeklinające i zawsze sprawiające problemy. A one chcą być szczęsliwe.


Po przeczytaniu artykułu stwierdzam, że idea osiedla zamkniętego dla mieszkańców nie jest fajna. Wydaje mi się że jest to dla snobów, "nowobogackich" co mają wiecej w portfelu niż w głowie
Jestem za otwartymi osiedlami, ładnie wpisanymi w krajobraz, gdzie ludzie nie zacietrzewiają sie.
Filip01 no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 08:26 AM   #6
hermit
hręddur köttur
 
hermit's Avatar
 
Join Date: Mar 2003
Posts: 2,917

a jakie są te "za" zamkniętych osiedli? Bo ja, mimo starń nie potrafię znaleźć żadnych - bo uspokajanie tym sposobem różnorakich urojeń i fobii mieszkających tam osób takim "za" nie są - mam wrażenie, że nawet nie zmnie3jszają objawów paranoi, tylko je nasilają. Niech sobie powstają - proponuję je dodatkowo otaczać ogrodzeniem z drutu kolczastego pod napięciem.
__________________
Jest dokładnie tak, jak myślisz. Nie inaczej.
hermit no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 10:29 AM   #7
mcl
to ja
 
Join Date: Mar 2005
Location: * Hał Hał
Posts: 1,052
Likes (Received): 58

Quote:
Originally Posted by hermit View Post
a jakie są te "za" zamkniętych osiedli?
np. bezdomni sikający na klatkach schodowych
mcl no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 11:12 AM   #8
625
Administrator
 
625's Avatar
 
Join Date: Sep 2004
Location: pl. Aspołeczny
Posts: 32,552
Likes (Received): 645

tzn ze tam sikaja? bo na normalnych osiedlach rzadko, przynajmniej tam, gdzie jest domofon albo dozorca.
__________________
Jednocześnie wydaje się nam, że poszerzenie miasta, jeśli takowe nastąpi, przyczyni się do jego upiększenia: nie powinno się bowiem pozwolić na to, by poszczególni budowniczowie kierowali się tu jedynie własnymi potrzebami, przypadkiem, kaprysem czy samowolą, niech plan i intelekt zapanują nad ich poczynaniami, a więc tam, gdzie w zgodzie z prawem panować powinny i muszą!
Schlesische Provinzialblaetter 1808, s. 528

Proszę o zgłaszanie do mnie wszelkich niewłaściwych materiałów na forum (szczególnie zdjęć o charakterze erotycznym).

Please report any inappriopriate content to me.
625 no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 12:00 PM   #9
mcl
to ja
 
Join Date: Mar 2005
Location: * Hał Hał
Posts: 1,052
Likes (Received): 58

Widocznie ja na jakimś nienormalnym mieszkam (jest domofon, czasami działa, czasami ktoś go zniszczy, czasami ktoś wybije szybę w drzwiach itd.)
mcl no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 03:25 PM   #10
Tommy
S
 
Tommy's Avatar
 
Join Date: Dec 2004
Location: Wrocław
Posts: 2,389
Likes (Received): 0

Przeciw - zdecydowanie.
Jednak jeżeli jest jakaś określona grupa osób, która się na to decyduje nie wolno im tego zabronić.
__________________
www.tumw.pl
Tommy no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 03:34 PM   #11
sky's_the_limit
tararam
 
sky's_the_limit's Avatar
 
Join Date: Sep 2004
Location: perła w koronie
Posts: 6,782
Likes (Received): 196

Quote:
Originally Posted by mcl View Post
np. bezdomni sikający na klatkach schodowych
byc moze ludzie zapomnieli juz o czyms takim jak portier. Bezdomni nie szczaja po klatkach a jednoczesnie nie szatkuje sie miasta...

jestem zdecydowanie przeciw zamknietym osiedlom!
__________________
Rugged-n-Raw
sky's_the_limit no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 03:55 PM   #12
nikmin
Lubelak
 
nikmin's Avatar
 
Join Date: Dec 2005
Location: półmrok
Posts: 3,290

a ja uwazam , ze ludzie maja prawo sie grodzic, podobnie jak robia to mieszkancy domków jednorodzinnych
oczywiscie powinny byc w tej kwestii obostrzenia tak aby nie byly to polacie ciagnace sie setkami metrów , ktore uniemozliwiaja przemieszczanie sie nieraz po calych dzielnicach czy osiedlach( a ktore de facto sa nieskuteczne , bo jak za duzy teren jest wygrodzony to traci to jakikolwiek sens) ale 1- 2 bloczki (bo przy mrowkowcach 10pietrowych i kilkudziesieciu mieszkaniach czy kilkuset ,to tez bez sensu) plus do tego jakis plac zabaw- jak najbardziej, do tego niewygrodzona alejka publiczna sluzaca kazdemu a umozliwajaca przemieszaczanie sie
nikmin no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 07:14 PM   #13
Maciu_PL
Registered User
 
Maciu_PL's Avatar
 
Join Date: Nov 2006
Location: Szczecin
Posts: 794
Likes (Received): 0

Ale ten artykuł chyba był o mieszkańcach domów w dzielnicy willowej , o ile dobrze zrozumiałem , a nie o osiedlu zamkniętym
Maciu_PL no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 10:20 PM   #14
fixix123
Registered User
 
fixix123's Avatar
 
Join Date: Jan 2006
Location: Lublin
Posts: 703
Likes (Received): 1

Quote:
Originally Posted by Filip01 View Post
Komplenie nie rozumiem postawy sąsiadów. Dopóki obok nie ma uciążliwego warsztatu typu "blacharnia - lakiernia" pana Kazia, albo burdelu
yyy... i tu sie mylisz jest tam tez nie daleko i burdel i nikomu jego obecnosc nie przeszkadza , a wracajac do tematu dzieciakow, na slawinku takze swoje wille maja rozne zakony , m.in. jeden z nich prowadzi swietlice dla dzieci nie majacej co ze soba zrobic w wolnym czasie, podatnych rowniez na patologie. Wszystko jest OK, sasiedzi nigdy sie nie skarzyli, a tych dzieciakow nie spotkasz z piwem w reku pod monopolowym. Dlatego nie rozumiem postawy mieszkancow tej ulicy uwazajacych ze zaraz po uruchomieniu tej placowki ze slawinka zrobi sie drugi Bronx .
fixix123 no está en línea   Reply With Quote
Old July 13th, 2007, 10:55 PM   #15
nikmin
Lubelak
 
nikmin's Avatar
 
Join Date: Dec 2005
Location: półmrok
Posts: 3,290

Quote:
Originally Posted by hermit View Post
a jakie są te "za" zamkniętych osiedli? Bo ja, mimo starń nie potrafię znaleźć żadnych - bo uspokajanie tym sposobem różnorakich urojeń i fobii mieszkających tam osób takim "za" nie są - mam wrażenie, że nawet nie zmnie3jszają objawów paranoi, tylko je nasilają. Niech sobie powstają - proponuję je dodatkowo otaczać ogrodzeniem z drutu kolczastego pod napięciem.
zgodze sie , ze jesli ktos ma byc okradziony to zlodziej i tak to zrobi, no , moze bedzie mu ciut trudniej w takim ogrodzonym bloku czy wspolnocie kilku
ploty ogradzajace domy porownałbym do zywoplotów otaczajacych trawniki- kiedy sa nikomu nie chce sie skracac drogi , wydeptywac sciezek pod oknami, bo woli je obejsc a wiec dookola nie kreca sie rozni podejrzani osobnicy , ktorzy niejako "przechodza" ,
to stwarza pewnego rodzaju komfort- czy adekwatny do zastosowanych srodków - mozna dyskutowac
min. dlatego uwazam , ze jesli juz grodzic to tylko jeden gora 2, 3 male bloczki, poniewaz cale grodzone osiedla zawieraja zbyt duze nagromadzenie jednostek ludzkich, wsrod ktorych z pewnoscia znajda sie "jednostki przechodzace i paletajace", niwelujace caly pozytek z odosabniania sie
nikmin no está en línea   Reply With Quote
Old July 14th, 2007, 01:05 AM   #16
Hubix
Wędrowiec do świtu
 
Hubix's Avatar
 
Join Date: Aug 2005
Location: Szczecin
Posts: 4,398
Likes (Received): 156

U mnie na osiedlu są takie zamknięte ulice, czyli ogrodzona cała uliczka z przyległymi do niej szeregowami po obu stronach. Tam jest najwięcej włamań na całym osiedlu
__________________
Szczecin - tu zacierają się granice

Szczecin - Stettin - Stetin - Stetinum - Stettinum - Stitinum - Sedinum - Stetinae - Stettino - Estetino - Stytin - Štetķn - Štětķn - Sztetėno - Szcecėno - Ščečin - Ščecina - Ščecinas - Şēeēin - Borstaborg - Sitnu - Sasin - Sagin - Στσέτσιν - Шчећин - Шчечин - Шчэцін - Щецін - Щецин - שצ'צ'י - 什切青
Hubix no está en línea   Reply With Quote
Old July 14th, 2007, 07:29 AM   #17
doctor_
Centuś
 
doctor_'s Avatar
 
Join Date: Jun 2005
Location: Kraków
Posts: 3,411
Likes (Received): 1

Ten artykuł to jakaś bajka. Dialogi jak w królewnie śnieżce. Wogóle nie rozumiem co ma osiedle zamknięte do jakiegoś domu dziecka. Starają się blokować na podstawie jakichś planów zagospodarowania i innych dyrdymałów, równie dobrze mozna to robić na terenie niegrodzonym.
__________________
The credit expansion boom is built on the sands of banknotes and deposits. It must collapse.
--- Ludwig von Mises
doctor_ no está en línea   Reply With Quote
Old July 14th, 2007, 10:16 AM   #18
zajf
Registered User
 
zajf's Avatar
 
Join Date: Jan 2005
Location: Wrocław
Posts: 11,402

A ja nie rozumiem dlaczego nie oleją tych mieszkańców i zwyczajnie nie przeniosą tam tych dzieci.
__________________
To jest kopiowanie albo wręcz dramatyczne modyfikowanie tego, co już było. Te rzeczy są piękne odrestaurowane. Ale stawiane dziś świadczą o totalnym zacofaniu intelektualnym, bo my, współcześni, powinniśmy zostawić po sobie rzeczy współczesne, ślad naszych czasów. - Robert Konieczny

polecam: TUMW Kanada - architektura współczesna
Moje podróże: Krym, Ukraina, Mołdawia, Maroko, Chiny, Peru
zajf no está en línea   Reply With Quote
Old July 14th, 2007, 10:54 AM   #19
Blok
BANNED
 
Join Date: Jul 2006
Posts: 1,648
Likes (Received): 1

Quote:
Pani doktor boi się samogwałtów

Zaprasza mnie do siebie emerytowana lekarka pediatra, która podpisała się pod jednym z pierwszych pism protestacyjnych. Siadamy w jej gabinecie. Stylowe meble, biurko zarzucone książkami. Lekarka ciągle powraca do tematu łazienki i ubikacji. Była tam kilkanaście lat temu i zapamiętała jedno: mają wspólne drzwi.

- Jakie są niebezpieczeństwa? Proszę pani, jeżeli jeden chłopak siedzi na sedesie, to drugi wchodzi pod prysznic, prawda? Ile jest zaburzeń psychicznych, ilu jest pederastów, ilu innych różnych? Czy to jest w ogóle brane pod uwagę? - niepokoi się.
Rzeczywiście jest się czym niepokoić
Blok no está en línea   Reply With Quote
Old July 14th, 2007, 02:23 PM   #20
strzelec
CAMPIONS 2006
 
Join Date: Apr 2005
Location: KROMERA - centrum północne
Posts: 811
Likes (Received): 1

Ja mieszkam na osiedlu pseudochronionym. Mamy straznika, ktory wpuszcza wszystkich, szlaban ktory jest opuszczany na noc. Straznik w swojej budce ma monitor na ktorym ma obraz z 4 kamer na ktorych nie widac nic wyraznie (a w nocy to juz wogle) - ale widac ludzi, wiec chyba o to chodzi. Oprocz bramy glownej jest tez drugie wejscie - brama+furtka. Brama jest niemal caly czas zamknieta (teoretycznie mozna sie nia szybciej wydostac, ale trzeba wysiasc otworzyc brame kluczem a potem za pomoca sily przesunac i po wyjechaniu czynnosci powtorzy) i furtka.

Furtka to material na doktorat. Wiec w skrocie. Ma zamek, ale czesc ludzi zamyka czesc nie. Wiec zarzadca zamontowal zamek zatrzaskowy - dla tych ktorym sie nie chcialo dotychczas zamykac zeby mieli wygodniej i dla tych ktorzy chca aby futka byla zamykana zawsze. Wiec posrednio zadowala obie grupy. Akurat mam okno przy tej furtce i odkad zamek jest zatrzaskowy, srednio co pare minut slysze "bam" albo "łubudu". Wczesniej nie bylo ani bramy ani furtki, ale wspolnota w ktorej mieszkam zarzadzila budowe powyzszych na co byla zrzutka. I teraz inne wspolnoty (a na tym osiedlu kazdy blok to osobna wspolnota) nie maja do nich kluczy, bo musieliby dorzucic sie do bramy co im nie w smak /chociaz do konca nie wiem jak to jest/ Moim zdaniem furtka owa nie powinna byc zamykana za dnia, bo ochroniarz przy glownym wejsciu i tak nie moze nikogo nie wpuscic, ewentualny zlodziej moze wbic sie na osiedle, okrasc upatrzone mieszkanie i jeszcze wychodzac powiedziec: do widzenia.

P.S.Faktem jest, ze odkad dziala ochrona kradzieze mieszkan, piwnic i wizyty fanow motoryzacji skonczyly sie. Pewnie wplyw na to mialo rowniez to ze osiedle sie rozroslo z jednego bloku do kilku.

P.P.S. Byc przeciw moze byc kazdy a wplywu na to raczej nie mamy, bo to prywatny teren.
__________________
lubiński wrocławianin
strzelec no está en línea   Reply With Quote


Reply

Thread Tools

Posting Rules
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is On
Smilies are On
[IMG] code is On
HTML code is Off



All times are GMT +2. The time now is 08:03 AM.


Powered by vBulletin® Version 3.8.8 Beta 1
Copyright ©2000 - 2014, vBulletin Solutions, Inc.
Feedback Buttons provided by Advanced Post Thanks / Like v3.2.5 (Pro) - vBulletin Mods & Addons Copyright © 2014 DragonByte Technologies Ltd.

vBulletin Optimisation provided by vB Optimise (Pro) - vBulletin Mods & Addons Copyright © 2014 DragonByte Technologies Ltd.

SkyscraperCity ☆ In Urbanity We trust ☆ about us | privacy policy | DMCA policy

Hosted by Blacksun, dedicated to this site too!
Forum server management by DaiTengu