daily menu » rate the banner | guess the city | one on oneforums map | privacy policy | DMCA | news magazine | posting guidelines

Go Back   SkyscraperCity > European Forums > Forum Polskich Wieżowców > Infrastruktura i Technologia > Infrastruktura lotnicza i wodna

Infrastruktura lotnicza i wodna Wszystko, co dotyczy komunikacji lotniczej i wodnej



Global Announcement

As a general reminder, please respect others and respect copyrights. Go here to familiarize yourself with our posting policy.


Reply

 
Thread Tools
Old November 28th, 2004, 02:37 PM   #1
kameleon
Registered User
 
kameleon's Avatar
 
Join Date: Nov 2004
Location: Bochnia
Posts: 118
Likes (Received): 2

[Polska] Katastrofy lotnicze

poszukuje wszelkich informacji o katastrofach samolotow nalezacych do Lot-u
szczegolnie interesuja mnie te dwie najwieksze pierwsza z 14 marca 1980 i 9 maja 1987.bede wdzieczny za jakiekolwiek informacje,zdjecia,linki i co tam kto z was maprzyznam szczerze ze najbardziej licze na warszawiakow ze wzgledu ze obie mialy miejsce na terenia miasta albo w najblizszej okolicy.pozdrawiam
kameleon no está en línea   Reply With Quote

Sponsored Links
 
Old November 28th, 2004, 05:15 PM   #2
erni
WROCLAW
 
Join Date: Oct 2004
Location: Wroclaw (Breslau, Wratislavia)
Posts: 611
Likes (Received): 0

Katastrofa IŁ 62 M „Tadeusz Kościuszko”

Data: 9 maja 1987


Do najtragiczniejszego wypadku w historii polskiego lotnictwa – katastrofy samolotu Ił 62 M „Tadeusz Kościuszko” doszło w Lesie Kabackim, tuż przy biegnącej jego południowym skrajem granicy Warszawy. W jej wyniku zginęły 183 osoby – wszyscy znajdujący się na pokładzie maszyny.
W sobotnie przedpołudnie 9 maja 1987 r. podwarszawski ośrodek rekreacyjno – wypoczynkowy w Powsinie i Las Kabacki roiły się od wypoczywających, rowerzystów i spacerowiczów. Tuż po godz. 11:00 na bezchmurnym niebie pojawiła się sylwetka nadlatującego od strony Piaseczna odrzutowca. Zaniepokojeni hukiem jego silników ludzie unieśli głowy. Widać było, że z maszyną dzieje się coś dziwnego – leciała zbyt nisko, chybocząc się i dymiąc. Wtem ktoś krzyknął: „on przecież spada!”

IŁ 62 M

Minęło zaledwie 7 lat od poprzedniej dużej katastrofy lotniczej w Polsce, gdy samolot Ił 62 „Mikołaj Kopernik” rozbił się w dawnym forcie na warszawskim Okęciu. Mimo poprzedniej katastrofy, LOT tymi właśnie radzieckimi maszynami woził pasażerów za ocean.

Nowsza wersja samolotu oznaczona jako Ił 62 M (zmodernizowana) opracowana została w 1971 r., a do eksploatacji w „Aerofłocie” weszła w 1974 r. W porównaniu z poprzednim modelem Ił 62 M miał nieco lepsze wyposażenie radionawigacyjne, a nadto – sprawniejsze i osiągające większą moc silniki i dodatkowy zbiornik paliwa w stateczniku pionowym. Pozwalało to tym samolotom latać z Polski do Ameryki bez międzylądowania. W PLL „LOT” siedem Iłów 62 M pojawiło się między rokiem 1979 a 1984. Ostatnia z maszyn otrzymała znak rejestracyjny SP-LGB i imię „Tadeusz Kościuszko”.

Feralny lot

„Tadeusz Kościuszko” do fatalnego dnia 9 maja 1987 r. przebywał w powietrzu zaledwie 5 tys. godzin. Poprzedniego dnia wieczorem samolot wrócił z Chicago. Lot przebiegał bez emocji. W dniu katastrofy zgodnie z planowym rozkładem o godz. 10.17 wystartował do czarterowego lotu na trasie Warszawa – Nowy Jork. Na jego pokładzie znajdowało się 172 pasażerów, tym 17 Amerykanów i 25 zamieszkałych za granicą Polaków oraz 11 członków załogi.

Korytarz lotniczy z Warszawy w kierunku USA i Kanady przebiega w kierunku północno – zachodnim. Lecąc tym korytarzem samolot w ciągu 30 minut osiąga rejsowy pułap 10 000 m. „Tadeusz Kościuszko” nie osiągnął tej wysokości. O godz. 10.40, po 23 minutach lotu, gdy wysokościomierz pokazał 8 200 m., a samolot znalazł się nad miejscowością Warlubie niedaleko Grudziądza, nastąpiła niespodziewana awaria lewego silnika wewnętrznego.

Była ona bardzo podobna do tej, która stała się przyczyną katastrofy „Mikołaja Kopernika” siedem lat wcześniej. Podobnie jak wówczas, doszło do pęknięcia wykonanego z nieodpowiedniego materiału wału turbiny niskiego ciśnienia – a w jego następstwie, do rozerwania wirnika siłą odśrodkową.

Elementy rozerwanej turbiny uszkodziły sąsiedni, lewy, zewnętrzny silnik, a ponadto przebiły hermetyczną część kadłuba w okolicy pomieszczenia dla stewardess, powodując dekompresję. Zniszczony został układ sterowania sterem wysokości, przecięte przewody elektryczne, a ponadto fragment rozgrzanej do temperatury 500 stopni turbiny utkwił w wypełnionej bagażami ładowni, wywołując w niej pożar.

„Ej, hermetyzacja”

Pierwszą oznaką awarii był dla załogi ból w uszach spowodowany nagłą zmianą ciśnienia. „Ej, hermetyzacja” – zauważył jeden z pilotów (zapis w „czarnej skrzynce” odnalezionej po katastrofie). Jednocześnie w kabinie pilotów rozległ się sygnał informujący o rozhermetyzowaniu kadłuba i wyłączeniu automatycznego pilota. W chwilę później na pokładzie rozległ się zdenerwowany głos: „Pożar! Co jest? Pewnie pożar. Ten pierwszy płonie! Warszawa?! Dwa silniki poszły! Nie mamy sterów”.

Kapitan samolotu Zygmunt Pawlaczyk nie stracił jednak głowy. Postanowił wykorzystując pomocniczy ster wysokości (trymer) zejść na wysokość 4000 m. i wracać do Warszawy. Aby jednak móc bezpiecznie wylądować, Ił 62 M nie mógł ważyć więcej niż 107 ton – zaś do momentu awarii zużył dopiero 6 ton paliwa i ważył 161 ton. Konieczne było zatem zrzucenie nadmiaru paliwa.

Załoga nie w pełni zdawała sobie sprawę z sytuacji. Wskutek przerwania przewodów elektrycznych większość urządzeń kontrolnych przestała działać. Kapitan nie wiedział m.in. o pożarze w bagażniku nr 4.

Kapitan nie wiedział też, że jest już pierwsza ofiara – stewardessa Hanna Chęcińska, przebywająca w momencie rozhermetyzowania kadłuba w pomieszczeniu technicznym obok silników. Jej nieobecność została zauważona przez resztę załogi dopiero na 4 minuty przed katastrofą. Nikt jej więcej nie widział – ani żywej, ani martwej. Jej ciała nie odnaleziono w miejscu upadku samolotu. Nie zostało znalezione także w lasach pod Warlubiem, pomimo że poszukiwania prowadził cały pułk ZOMO.

Które lotnisko?

Kapitan Pawlaczyk musiał zdać się na doświadczenie i intuicję. Znad Grudziądza najbliżej miał do lotniska w Bydgoszczy, ale nie było ono przygotowane do przyjęcia tak dużego samolotu, w dodatku z poważną awarią silników i sterów. Blisko było także lotnisko Gdańsk – Rębiechowo, pełniące funkcję zapasowego portu dla Okęcia i spełniające wymogi dla przyjęcia Iła 62 M.

Jednak w locie do Gdańska „Kościuszko” nie zdążyłby zrzucić wystarczającej ilości paliwa. Dowódca samolotu wiedział również, że tylko warszawskie Okęcie dysponuje najlepszym lotniczym sprzętem ratowniczym, a od początku było jasne, że lądowanie może być bardzo ryzykowne.

Kolejny wybuch

Był to jednak dopiero początek tragedii „Tadeusza Kościuszki”. Po ok. 7 minutach od eksplozji nad Warlubiem na pokładzie znów wydarzyło się coś bardzo niepokojącego. Mikrofony w kokpicie zarejestrowały kolejny huk, jakby wybuch. Wystraszona eksplozją załoga gotowa była lądować na najbliższym lotnisku – a tym było wojskowe lotnisko w Modlinie.

Przyczyna tego, co zdarzyło się w samolocie, gdy zbliżał się on do Modlina, nigdy nie została jednoznacznie wyjaśniona. Pojawiały się na ten temat dwie hipotezy. Według jednej z nich, w luku bagażowym n. 4 mogły eksplodować wiezione dla rodzin za Wielką Wodą butelki z wódką. Według drugiej, wybuchły opary nafty, przedostające się do luku z uszkodzonych przewodów paliwowych.

Po dramatycznej wymianie zdań z wieżą kontrolną załoga nie zdecydowała się na lądowanie w Modlinie. Atmosfera w kokpicie znów chwilowo się uspokoiła. Wciąż działał trymer i pracowały oba prawe silniki.

Samolot omijał Warszawę od wschodu, by do lądowania na najdłuższym pasie warszawskiego lotniska podejść od strony Piaseczna. Okazało się bowiem, że pompy hydrauliczne podwozia zostały uszkodzone przez odłamki wirnika i samolot będzie musiał lądować „na brzuchu”.

Panika

„Kościuszko” zbliżał się do lotniska, a w jego bagażniku szalał coraz większy pożar. W odnalezionej po katastrofie „czarnej skrzynce” odczytano, że kapitan samolotu uspokajał personel pokładowy, a stewardessy poinformowały pasażerów, że samolot będzie awaryjnie lądował, polecając regulaminowe w takim wypadku zachowanie: „zapiąć pasy, zdjąć buty, głowę położyć na kolanach i osłonić ją rękami”.

Prawdopodobnie jednak na pokładzie wybuchła panika. Szybko rozprzestrzeniający się od ogona samolotu ogień spowodował zapewne ucieczkę pasażerów do przodu maszyny.

Ostatnie chwile „Kościuszki”

Po minięciu Piaseczna samolot zaczął tracić moc i opadać. Płomienie z luku bagażowego wydostawały się na zewnątrz. Z kabiny pilota widać było już pasy startowe na Okęciu – lecz przed nimi znajdowały się liczne, wysokie budynki warszawskiego Ursynowa.

Pilot miał bardzo niewielką możliwość manewru. Sterując samymi tylko lotkami, skręcił w kierunku Lasu Kabackiego i spokojnym głosem zawiadomił ośrodek kontrolny: „Ja już z tego nie wyjdę”.

Ostatnie zanotowane sekundy lotu: czterokrotne włączenie radiostacji nadawczej na pokładzie „Kościuszki”, fragmenty niezrozumiałych wypowiedzi, wreszcie głos, tym razem bardzo wyraźny: „Do widzenia! Cześć! Giniemy!”

„Tego nikt nie mógł przeżyć”

„Kościuszko” spadł między drzewa 30 metrów od południowego skraju Lasu Kabackiego. Była godz. 11.12. Od momentu awarii samolotu minęły 32 minuty.

Zderzenie samolotu z ziemią wywołało eksplozję paliwa. Rozległ się huk, powstał trzydziestometrowy słup ognia, a następnie wybuchł gwałtowny pożar. Pilot śmigłowca, który zaraz po katastrofie wzbił się z Okęcia, by z powietrza kierować akcją ratunkową, po przybyciu nad miejsce katastrofy rzucił w eter lakoniczny komunikat: „tego nikt nie mógł przeżyć”.

Udało się zidentyfikować tylko 100 ciał ofiar katastrofy. Pozostałe, spalone i porozrywane, były nierozpoznawalne.

Zniszczony wskutek katastrofy fragment Lasu Kabackiego został powtórnie zalesiony. Na miejscu, gdzie rozbił się samolot, postawiono duży drewniany krzyż, a także głaz, na którym zostały wypisane imiona i nazwiska wszystkich ofiar tragicznego lotu. Imieniem kapitana Zygmunta Pawlaczyka nazwana została jedna z ursynowskich ulic.

Bartłomiej Kozłowski
__________________
Wroclaw's walkways
erni no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 05:31 PM   #3
ViaBaltic1
Registered User
 
Join Date: Nov 2004
Posts: 171
Likes (Received): 27

Witam!
Kilka dni temu interesowałem się tym tematem, po ponownym obejrzeniu w TVP 3 programu o katastrofie samolotu Lot IŁ 62 "Kościuszko" w Kabatach (pamiętam jak to ogłosili). Oglądałem już to kilka lat temu. Szczególnie wstrząsające są fragmenty czarnej skrzynki oraz opisy miejsca katastrofy, np. Moniki Olejnik, która była na miejscu zaraz po katastrofie. Intryguje mnie natomiast pytanie, co się stało z ciałem stewardesy, która wypadła z samolotu w chwili pierwszego wybuchu?

Przeszukałem trochę internet i znalazłem informację, że ukazała się książka opisująca katastrofy w czasach PRL, m.in. lotnicze.
http://www.wydawnictwo.pap.pl/publik.../fragment.html

Parę linków:
Zapis czarnej skrzynki
http://econtact.pl/pglot/5055/5055skrz.html
Więcej:
http://econtact.pl/pglot/5055/5055lbg.html

http://www.polska.pl/aktualnosci/kal...e.htm?id=41682
http://serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2063518.html

O katastrofie "Kopernika" nic ciekawego nie znalazłem.

Pozdrawiam

Last edited by ViaBaltic1; November 28th, 2004 at 05:41 PM.
ViaBaltic1 no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 08:03 PM   #4
kameleon
Registered User
 
kameleon's Avatar
 
Join Date: Nov 2004
Location: Bochnia
Posts: 118
Likes (Received): 2

Dzieki!!!!
sam mam ksiazke Marka Sarjusza Wolskiego pt"Cisza po zyciu" z ktorej pochodza fragmenty wyzej zamieszczonych rozmowz czarnej skrzynki.tematem interesuje sie juz od dluzszego czasu poniewaz w tej katastrofie zgineły dwie osoby z moich rodzinnych okolic z malopolski.zaluje ze przegapilem ten program na kanale regionalnym ale pewnie wtedy bylem na uczelnia orginalnych relacji nie pamietam bo mialem wtedy zaledwie 6 lat i nie bardzo wiedzialem co sie na swiecie dziejeostatnio udalo sie mi dotrzec do artykulow prasowych w bibliotece uniwersyteckiej ale o ile z katastrofy Koscioszki sa obszerne relacje w zyciu warszawy to o Kopeniku nie ma nic!!!!w przyszlym roku mija 25 lat od tej katastrofy i jak dobrze kojarze to po 25 latach wszelki dokumenty sa odtajniane pamietam ze bylo tak w 1992kiedy to czas krakowski zamiescił dwa obszerne artykuły o katastrofie pod Zawoja.Jesli chodzi o los tej steewardesy Hanny Checinskiej to w tej ksiazce jest wypowiedz jej matki ktora w rok po tej katastrofie nadal nie mogla ustalic co tak naprawde sie stalo z jej corka.
kameleon no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 08:40 PM   #5
ViaBaltic1
Registered User
 
Join Date: Nov 2004
Posts: 171
Likes (Received): 27

Szkoda, że moje informacje nie dostarczyły Ci nic nowego.
Ten program był tydzień temu w niedzielę na warszawskim WOT-cie, czyli TVP 3, około godz 23.
Rzeczywiście o Koperniku nie ma nic, może dlatego, że wtedy była większa blokada informacyjna. Dodatkowo rozbił się chyba w mniej "eksponowanym" miejscu. Katastrofę Kosciuszki widziało natomiast setki osób.
Pewnie ten pułk ZOMO niezbyt dokładnie szukał, bo byli "przemęczeni".
ViaBaltic1 no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 09:00 PM   #6
rafael
- -
 
Join Date: May 2003
Posts: 3,381
Likes (Received): 8

Jeśli mam jeszcze dostęp do starego systemu komputerowego LOTUS funkcjonującego kiedyś w Locie, to postaram się wyciągnąć dane na temat tych katastrof z sieci. Na pewno jest sporo materiałów w bibliotece firmowej, jednak przez najbliższy tydzień lub dwa nie ma szans abym mógł się tam wybrać, bo mam strasznie załadowane dni. Jeśli możesz poczekać to z przyjemnością się tam kiedyś wybiorę.
Gdybyś miał okazję być w Warszawie, to myślę że nie będzie większego problemu abyś sam skorzystał z biblioteki LOTu.
__________________

HYDROprofil.pl - hydrolog / hydrotechnik
rafael no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 09:13 PM   #7
cudak
Inwestor
 
cudak's Avatar
 
Join Date: May 2003
Location: Bemo
Posts: 2,595
Likes (Received): 1

Jakieś dwa miesiące temu oglądałem również program w TV o katastrofie z 1980 r. - powód podobno ? taki sam jak w 1987 r - wadliwy konstrukcyjnie i wytrzymałściowo wał w rosyjskich silnikach ( jeśli się myle to poprawcie mnie ) ! Rządowe komisje długo ukrywały ten fakt , aż do 1989 r.

Mój wujek lądował IŁ-em 62 dwa dni po katastrofie w 1987 r wracając z Iraku z kontraktu . Opisywał , że takiej nerwówki nigdy nie przeżył , wszyscy wiedzieli co się stało , ryk szczęścia jaki wydali pasażerowie z siebie po lądowaniu na Okęciu wujas nigdy nie zapomniał .

Last edited by cudak; November 28th, 2004 at 10:11 PM.
cudak no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 09:26 PM   #8
ViaBaltic1
Registered User
 
Join Date: Nov 2004
Posts: 171
Likes (Received): 27

Tak, najprawdopodobniej w obu przypadkach przyczyną był ten wał, chociaż w przypadku Kościuszki Sowieci (firma będąca producentem) nigdy się z tym nie zgodzili. W TV pokazywali nawet ten wał z katastrofy. Było tam takie nacięcie (podobno nie powinno go tam być ), które w zamierzeniu miało pomóc w smarowaniu, ale po wielu godzinach lotu stało się przyczyną awarii.
ViaBaltic1 no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 09:54 PM   #9
kameleon
Registered User
 
kameleon's Avatar
 
Join Date: Nov 2004
Location: Bochnia
Posts: 118
Likes (Received): 2

Quote:
Originally Posted by rafael
Jeśli mam jeszcze dostęp do starego systemu komputerowego LOTUS funkcjonującego kiedyś w Locie, to postaram się wyciągnąć dane na temat tych katastrof z sieci. Na pewno jest sporo materiałów w bibliotece firmowej, jednak przez najbliższy tydzień lub dwa nie ma szans abym mógł się tam wybrać, bo mam strasznie załadowane dni. Jeśli możesz poczekać to z przyjemnością się tam kiedyś wybiorę.
Gdybyś miał okazję być w Warszawie, to myślę że nie będzie większego problemu abyś sam skorzystał z biblioteki LOTu.




teraz raczej nie wybieram sie do wa-wy ale poczekam na te wiadomosci od ciebie wydaje sie mi ze moga zawierac wiecej informacji niz te dotej pory oficjalnie publikowane.
pozdrawiam
kameleon no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 10:47 PM   #10
Eldorado
BANNED
 
Join Date: Sep 2003
Posts: 1,524
Likes (Received): 0

Ciarki przechodza gdy czyta sie o tym wszystkim, zwlaszcza te ostatnie slowa zalogi...
Eldorado no está en línea   Reply With Quote
Old November 28th, 2004, 11:32 PM   #11
Sunlight
Tequila
 
Join Date: Jul 2004
Location: Katowice-Piotrowice
Posts: 114
Likes (Received): 1

Pozwolę sobie zamieścić fragmenty z wymienionej tu ksiązki o katastrofie z marca 1980 roku:
14.03.1980 r. Katastrofa samolotu IŁ-62 "Mikołaj Kopernik"
14.3. Warszawa. PAP. 14 bm. w godzinach południowych samolot Polskich Linii Lotniczych "IŁ-62", lecący z Montrealu do Warszawy uległ katastrofie przy podchodzeniu do lądowania.

Z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn, samolot ten spadł z wysokości 100 m i rozbił się doszczętnie. Na pokładzie znajdowało się 87 osób, w tym 77 pasażerów. Według wstępnego rozeznania żadna z tych osób nie żyje. (PAP)
...
Popołudnie 13 marca 1980 roku. Na lotnisku Kennedy'ego w Nowym Jorku ląduje IŁ-62. Rejs z Warszawy, numer rejestracyjny samolotu: SP-LAA. Na kabinie rysunek mężczyzny z bujną czupryną. Niżej napis: "Mikołaj Kopernik". Maszynę przyprowadził kapitan Tomasz Smolicz. Po wylądowaniu przekazuje samolot obsłudze naziemnej lotniska. "Kopernik" przejdzie teraz krótki, rutynowy przegląd techniczny, zatankuje paliwo, by po kilku godzinach być gotów do powrotnego lotu, ale już z inną załogą.Nadchodzi wieczór. Na lotnisku Kennedy'ego szaleje śnieżyca. Odlot "Kopernika" jest przesuwany, aby można było odlodzić samolot. Wreszcie przed godziną 21 podróżni proszeni są na pokład. Tylko siedemdziesiąt siedem ze stu sześćdziesięciu ośmiu foteli pasażerskich jest zajętych. W większości przez Polaków, wśród których jest znana piosenkarka Anna Jantar-Kukulska i szóstka młodych delegatów z warszawskich uczelni, wracająca z obrad Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Uczelni Ekonomicznych. Spośród pozostałych pasażerów wyróżnia się dwudziesto dwu osobowa ekipa sportowców. To amatorska reprezentacja USA w boksie, lecąca do Warszawy na mecz z Polską. Oprócz Polaków i Amerykanów jest na pokładzie kilku Niemców z NRD i kilku obywateli ZSRR. Czuwa nad nimi dziesięcioosobowa załoga, którą dowodzi 47-letni kapitan Paweł Lipowczan. Nie ma wśród nich nowicjuszy. Obsługa rejsów przez Atlantyk jest dla pracowników LOT-u nobilitacją, która spotyka najlepszych. Lipowczan pracuje w LOT od piętnastu lat, Tadeusz Łochocki, II pilot - o rok krócej, radiotelegrafista Stefan Wąsiewicz - od dwudziestu dziewięciu lat, nawigator Konstanty Chorzewski - od siedmiu lat, Alicja Duryasz, szefowa pokładu, przełożona czterech pozostałych stewardes - od siedemnastu lat.

Start następuje o godz. 21.18. Lot ma numer 007. Przed pasażerami i załogą prawie czternaście godzin podróży. Samolot leci do Warszawy bez międzylądowania.

Niemal do samego końca rejsu wszystko przebiega zgodnie z planem. Samolot pokonuje Atlantyk, nad Bałtykiem wchodzi w polską strefę powietrzną, przelatuje nad Darłowem i Grudziądzem, w okolicy Płońska zostaje przejęty przez obszar kontrolny Okęcia, który następnie przekazuje maszynę wieży kontrolnej na lotnisku, mającej doprowadzić samolot do lądowania. Nad Warszawą mroźna, ale słoneczna pogoda, widoczność bardzo dobra, wiatr w normie. Słońce może być tylko problemem przy podchodzeniu do pasa startowego. Będzie wtedy świeciło pilotom prosto w oczy, oczy zmęczone kilkunastogodzinnym czuwaniem.

Mija godzina 11.13. Wieża kontrolna ma już łączność z samolotem. Padają, krótkie, rutynowe meldunki. Nic nie zapowiada tragedii. Aż do chwili...

Kontrola zbliżania: - 007, w lewo 5 stopni.

"Kopernik": - Tak jest, zrozumiałem... Chwileczkę, mamy trudności z sygnalizacją podwozia, przechodzimy na drugi krąg.

Kontrola zbliżania: - Zrozumiałem, kurs pasa i 650.

"Kopernik": - Kurs pasa, 650.

Jest to ostatni meldunek nadany z pokładu samolotu. Trzydzieści trzy sekundy później "Kopernik" rozbija się o dziewięćset pięćdziesiąt metrów przed pasem startowym na Okęciu. Ale i te ostatnie zdania nie zwiastują katastrofy. Awaria sygnalizacji podwozia w tamtych latach zdarzała się stosunkowo często. Zgłaszająca ją załoga wysyłana była na dodatkową rundę nad lotniskiem, podczas której miała ustalić, czy przyczyną awarii jest przepalony bezpiecznik lub niesprawna żarówka kontrolki, czy też podwozie rzeczywiście nie chce się wypuścić.

Aby wzbić się na wysokość sześćset pięćdziesiąt metrów, pilot musiał gwałtownie "dodać gazu" - zwiększyć moc silników. I wtedy to się stało... Poza polem obserwacji kontrolera.Przypadkowy świadek ostatnich sekund lotu "Kopernika" opowie później:

- Podeszliśmy z kolegą do okna. Usłyszeliśmy nadlatujący samolot. Odgłos silnika był jednak inny niż ten, który zwykle słyszeliśmy. Kiedy samolot znalazł się w polu widzenia, zauważyliśmy, że nie leci on poziomo, lecz z przechyłem na prawe skrzydło. Po może pięciu-dziesięciu sekundach przepadł, uderzając o ziemię. Wzbił się tuman kurzu i pyłu.

Również inny świadek, który stał o kilkadziesiąt metrów od centrum katastrofy, zauważył, że coś z samolotem nie jest tak jak normalnie. Odniósł wrażenie, że tuż przed uderzeniem w ziemię samolot nie miał już jednego skrzydła. Pobiegł w stronę "Kopernika", chciał pomagać. Ale nie było komu. Potem zbiegli się ludzie.

*

"Kopernik" wpadł wprost do pokrytej kilkunastocentymetrowym lodem fosy, rozciągającej się przed XIX-wiecznym fortem wojskowym na Okęciu. W pobliżu ulic Żegoty, Rozwojowej, cmentarzyska, placu giełdy samochodowej, około stu metrów od al. Krakowskiej - trasy wylotowej ze stolicy w kierunku Katowic i Krakowa. Najbliżej jednak minął budynki zakładu poprawczego dla nieletnich.

Po ścięciu prawym skrzydłem drzewa i zderzeniu z lodem z prędkością około 380 km/h maszyna rozpadła się na wiele części. Zwłoki pilota znaleziono na placu między barakami mieszkalnymi, odległymi od fosy o kilkadziesiąt metrów. Nieco dalej, na nasypie, leżeli pozostali. Ciała porozrywane, zmasakrowane, ale nie było widać krwi. Wielu rozbitków przypominało śpiących ludzi. Niektórzy jednak w ostatnich chwilach musieli pojąć, że lecą na spotkanie ze śmiercią. Tych zabrała skulonych, z dłońmi kurczowo zaciśniętymi na poręczach i oparciach siedzeń, z nogami desperacko zapartymi o fotele.

Na okolicznych drzewach i fortach, niczym w upiornym karnawale, wisiały sukienki, wstążki, strzępy niebieskich i pomarańczowych pontonów z wyposażenia samolotu. Ziemię przykrywały torby, torebki i portfele, wystawiając nas pokusę nie tylko tłum gapiów, ale i milicjantów, którzy usuwali ich z miejsca wypadku.

Mimo katastrofy lotnisko funkcjonowało w miarę normalnie. Samolot do Paryża wystartował zgodnie z planem o godz. 14.30. Tymczasem w hallu głównego budynku czekały na pasażerów spóźniającego się "Kopernika" ich rodziny. Ktoś w końcu musiał ich powiadomić o tym, co się stało. Mdlejących cucili lekarze, bardziej opanowanych wzmacniano kawą i koniakiem. Rozpoczęły się długie godziny dyżurów przy telefonie: nie, na szczęście ta osoba nie leciała tym samolotem; przykro mi, takie nazwisko rzeczywiście jest na liście pasażerów. Na początku nie można było połączyć się z Nowym Jorkiem, aby ustalić wszystkie dane ofiar. Potem z lotniska Kennedy'ego nadeszła lista, ale część trudnych polskich nazwisk była na niej przekręcona, przy niektórych brakowało adresu.

*

Okrutny paradoks. Do ministerstwa komunikacji wiadomość o katastrofie na Okęciu dotarła akurat w chwili, gdy odbywała się tam narada poświęcona... bezpieczeństwu lotów pasażerskich. Naradę przerwano, ludzie rozbiegli się. Jeszcze tego samego dnia powołana została komisja rządowa do ustalenia przyczyn wypadku. Szybko odnaleziono tzw. czarną skrzynkę "Kopernika", rejestrującą sześćdziesiąt cztery informacje o pracy poszczególnych podzespołów samolotu w końcowej fazie lotu. Analiza tych zapisów nie powiedziała wszystkiego. Okazało się, że czarna skrzynka przestała funkcjonować na dwadzieścia sześć sekund przed katastrofą. Najważniejsze dwadzieścia sześć sekund.Odpowiedź na pytanie o przyczyny wypadku przyniosła dopiero ekspertyza szczątków maszyny. Aby je zebrać, wypompowano wodę z fosy, do której wpadł samolot.

Oto fragment końcowego raportu komisji rządowej:

"W końcowej fazie lotu, podczas podejścia samolotu do lądowania nastąpiło zniszczenie turbiny lewego, wewnętrznego silnika na skutek niekorzystnego i przypadkowego zbiegu okoliczności i ukrytych wad materiałowo-technologicznych, które doprowadziły do przedwczesnego zmęczenia wału silnika. Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem sterami wysokości i kierunku.

Dysponując jedynym sprawnym silnikiem oraz możliwością sterowania tylko poprzez wychylanie lotek, załoga zdołała jeszcze, co potwierdzają analizy i świadkowie, ukierunkować tor samolotu tak, że zderzenie samolotu z ziemią nastąpiło w miejscu niezabudowanym.

Komisja ustaliła, że żadne inne okoliczności nie miały wpływu na wypadek. Kwalifikacje załogi, jej stan psychofizyczny i przygotowanie do lotu nie budziły zastrzeżeń. [...] Z korespondencji radiowych zarejestrowanych na naziemnych i pokładowych magnetofonach wynika, że lot odbywał się bez żadnych zakłóceń. [...] 70 sekund przed przewidzianym lądowaniem kapitan samolotu postanowił powtórzyć manewr podejścia do lądowania w celu sprawdzenia urządzeń sygnalizujących położenie podwozia, na co uzyskał zgodę organu ruchu lotniczego. Podczas związanego z tym manewrem zwiększania ciągu silników nastąpiła awaria jednego z nich, która doprowadziła do katastrofy".

Przyznać trzeba, że raport ów brzmi dużo bardziej konkretnie od wyjaśnień komisji opublikowanych po katastrofie AN-24 pod Zawoją. A jednak nie ujawnia on całej prawdy, kryjącej się pod sformułowaniem "wady materiałowo-technologiczne". Dziś można już stwierdzić bez ogródek: radzieckie silniki MK 8, zamontowane w "Koperniku", były bublem. W silniku numer 2, który rozpadł się tuż przed lądowaniem, rzeczoznawcy odkryli podcięcie wewnętrzne na wytoczonym wale turbiny, wady materiałowe (zła jakość, zanieczyszczenie metalu), wady obróbki cieplnej (szczeliny, pęknięcia). Tak wykonany silnik musiał się rozlecieć podczas eksploatacji. Prędzej czy później. I stało się to 14 marca 1980 roku.

Elementy pękniętego wału turbiny zadziałały niczym granat odłamkowy. Kawałki metalu w mgnieniu oka uszkodziły sąsiedni silnik po lewej stronie samolotu. Inne odłamki przecięły tylną część kadłuba, niszcząc mechanizm sterujący oraz zasilanie czarnej skrzynki i dotarły wreszcie do silnika numer 3, po prawej stronie kadłuba, również go unieruchamiając.

Czy mechanicy LOT-u mogli wcześniej odkryć mikropęknięcia w wale turbiny? Nie. Silnik jest urządzeniem składanym fabrycznie za pomocą specjalnych przyrządów i aparatury kontrolno-pomiarowej. Otwór w wale silnika jest zaślepiony i nie ma do niego dostępu. Instrukcja użytkowania silnika nie przewiduje takiej kontroli.

Kapitan Lipowczan zrobił to, co do niego należało: maksymalnie zwiększył ciąg jedynego sprawnego silnika i sterując jedynie ruchami lotek na skrzydłach, zdołał skierować ogromny samolot w prawo - tak aby ominąć budynki zakładu poprawczego. Do pasa startowego dolecieć nie miał szans...

*

10 marca 1981 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie postanowiła umorzyć śledztwo w sprawie katastrofy "Kopernika" wobec niestwierdzenia przestępstwa.

Wyniki ekspertyzy rozbitego samolotu wraz z krytycznymi wnioskami na temat technologii i materiałów wykorzystanych w produkcji samolotu IŁ-62 otrzymali również Rosjanie. Trafiły one m.in. do biura konstrukcyjnego Siergieja Iljuszina. Już w kilka dni po ustaleniu przez komisję przyczyny katastrofy przybyła do LOT-u ekipa producenta i za pomocą specjalnych urządzeń sprawdziła wszystkie silniki. Żadnych wad i usterek nie stwierdzono. Podobne badania zostały przeprowadzone u wszystkich użytkowników samolotów IŁ-62. Tam również nie stwierdzono usterek.

Radzieccy konstruktorzy nie uwzględnili uwag polskich rzeczoznawców. Błąd konstrukcyjny (brak specjalnego wzmocnienia w miejscu, w którym wał turbiny zmienia swoją średnicę) został poprawiony dopiero siedem lat później, po katastrofie kolejnego polskiego samolotu - IŁ-62N "Tadeusz Kościuszko" w Lesie Kabackim pod Warszawą.
Sunlight no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 12:09 AM   #12
Eldorado
BANNED
 
Join Date: Sep 2003
Posts: 1,524
Likes (Received): 0

Duzy art na onecie o tym
http://czytelnia.onet.pl/0,1090994,1,do_czytania.html
Eldorado no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 10:44 AM   #13
wonsbelfer
Registered User
 
Join Date: Jun 2004
Location: Warszawa, Lwów Polska
Posts: 1,794
Likes (Received): 135

Quote:
Originally Posted by ViaBaltic1
Witam!
Kilka dni temu interesowałem się tym tematem, po ponownym obejrzeniu w TVP 3 programu o katastrofie samolotu Lot IŁ 62 "Kościuszko" w Kabatach (pamiętam jak to ogłosili). Oglądałem już to kilka lat temu. Szczególnie wstrząsające są fragmenty czarnej skrzynki oraz opisy miejsca katastrofy, np. Moniki Olejnik, która była na miejscu zaraz po katastrofie. Intryguje mnie natomiast pytanie, co się stało z ciałem stewardesy, która wypadła z samolotu w chwili pierwszego wybuchu?
Cykl o zafałszowanych katastrofach z czasów PRL nazywa się "Czarny serial". Wyprodukowano go dla Telewizji Edukacyjnej w 2000 roku (liczy około 22 odcinków, m.in. o katastrofach w Zawoji, i obu Iłów 62, ale także wybuch w Rotundzie, epidemia ospy czarnej we Wrocławiu, katastrofa tramwajowa w Szczecinie, pożar rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach i kilka innych ). bYŁ WÓWCZAS EMITOWNY W jEDYNCE, ALE O PORONIONEJ PORZEZ - ZWYKLE PO 23TEJ...Kontynuacją cyklu jest inny ""Zapomniane katastrofy" (albo równie elegancko....) robiony przez tych samych autorów, ale dla TVP 3

Ciała stewardesy nie znaleziono nigdy, do tej pory pozostaje to zagadką
wonsbelfer no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 06:08 PM   #14
Kubster
Future expert
 
Kubster's Avatar
 
Join Date: Sep 2003
Location: Warszawa
Posts: 1,016
Likes (Received): 38

Tak apropos to dzisiaj na Okeciu byla awaria Embraera lecacego z Wilna, ale na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo!
Kubster no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 07:26 PM   #15
Eldorado
BANNED
 
Join Date: Sep 2003
Posts: 1,524
Likes (Received): 0

A ma ktos info o katastrofie pod Zawoja? Szukalem w necie ale cos nie moge znalesc
Eldorado no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 08:01 PM   #16
kameleon
Registered User
 
kameleon's Avatar
 
Join Date: Nov 2004
Location: Bochnia
Posts: 118
Likes (Received): 2

Quote:
Originally Posted by Eldorrado
A ma ktos info o katastrofie pod Zawoja? Szukalem w necie ale cos nie moge znalesc
Witam
Jak juz pisalem wyzej na ten temat szeroko rozpisywal sie czas krakowski w roku 1994 bylo to 25 lat po katastrofie.Jestes z Krakowa wiec polecam wybranie sie do biblioteki i przejrzenie wydania gazety z tamtego okresu.Jak cos znajdziesz to wrzuc to na forum wszyscy chetnie poczytamy
Pozdrawiam.
kameleon no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 09:59 PM   #17
Eldorado
BANNED
 
Join Date: Sep 2003
Posts: 1,524
Likes (Received): 0

Mowisz o bibliotece jagiellonskiej? Gdzie trzeba tam isc zeby przegladac stare numery gazet?
Eldorado no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 10:26 PM   #18
kameleon
Registered User
 
kameleon's Avatar
 
Join Date: Nov 2004
Location: Bochnia
Posts: 118
Likes (Received): 2

Quote:
Originally Posted by Eldorrado
Mowisz o bibliotece jagiellonskiej? Gdzie trzeba tam isc zeby przegladac stare numery gazet?
tak mam na mysli jagielonke.Ja jak szukalem tutaj we wrocku to znalazlem w bibliotece uniwersyteckiej.Ty w Krakowie bedziesz mial zdecydowanie lzej z tego co sie orientuje to tam wwszystko jest skomputeryzowane ja jak szukalem to musialem wszystko recznie w katalogach,tutaj niestety komputeryzacja jeszcze nie dotarlaa tak powaznie to nie maja jeszcze wszystkiego w kompachnajlepiej udaj sie do jakiejs poani bibliotekarki i powiedz ze szukasz wydania czasu krakowskiego z roku 1994.Z tego co wiem to bedziesz musial sporo czasu tam poswiecic bo wowczas czas był dziennikiem czyli dostaniesz spore sterty makulaturyzycze powodzeniaNa pocieszenie dodam ze ja jak zaczynalem szukac informacji o katastrofie "koscioszki"to spedzielm w bibliotece dwa dni najpierw musialem bowiem ustalic jakie gazety mialy ogolnopolski zasieg w 1987 roku a pozniej dojsc po datach ktore numery potrzebuje nie jest to latwa sprawa tymbardziej ze jestem przyzwyczajony do systemu komputerowego jaki mamy na polibudzie wroclawskiej i juz zapomnialem jak sie poslugiwac kartateka.
Pozdrawiam i zycze powodzenia.
kameleon no está en línea   Reply With Quote
Old November 29th, 2004, 11:42 PM   #19
wloczykij
POZnan*
 
wloczykij's Avatar
 
Join Date: Oct 2004
Location: Warsaw / Poznan
Posts: 176
Likes (Received): 7

a oto i on - latajaca trumna





Czy wyciągnieto jakies konsekwencje wobec producentów tych "maszyn"?
__________________
.

Last edited by wloczykij; November 30th, 2004 at 02:21 AM.
wloczykij no está en línea   Reply With Quote
Old November 30th, 2004, 01:56 PM   #20
embercadero
Registered User
 
embercadero's Avatar
 
Join Date: Jul 2003
Location: Warszawa Grochów
Posts: 4,740
Likes (Received): 2

A ja sie zastanawiam że skoro LOT miał siedem takich maszyn z czego 2 (prawie 30%) spadły i to z identycznego powodu to ile mieli ruscy i ile tam spadło... Bo coś nie wierzę ze tylko naszym się takie "przypadki" zdarzały
embercadero no está en línea   Reply With Quote


Reply

Thread Tools

Posting Rules
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is On
Smilies are On
[IMG] code is On
HTML code is Off



All times are GMT +2. The time now is 10:57 AM.


Powered by vBulletin® Version 3.8.8 Beta 1
Copyright ©2000 - 2014, vBulletin Solutions, Inc.
Feedback Buttons provided by Advanced Post Thanks / Like v3.2.5 (Pro) - vBulletin Mods & Addons Copyright © 2014 DragonByte Technologies Ltd.

vBulletin Optimisation provided by vB Optimise (Pro) - vBulletin Mods & Addons Copyright © 2014 DragonByte Technologies Ltd.

SkyscraperCity ☆ In Urbanity We trust ☆ about us | privacy policy | DMCA policy

Hosted by Blacksun, dedicated to this site too!
Forum server management by DaiTengu