SkyscraperCity banner

21 - 40 of 1906 Posts

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #21 (Edited)
[Łódź]Ziemia Obiecana. Wyjaśnienie charakteru wątku.

***​

Zakładam nowy łódzki wątek na Forum, zupełnie inny od zakładanych na sky dotychczas - najlepszy łódzki temat w historii FPW. Ochrzczony przez deschain'a ponieważ on nadał mu właśnie obecną nazwę - Ziemia Obiecana.

Myślę, że będzie ciekawym rozwiązaniem na forum, miejscem gdzie można spotkać poznać Łódź, reymontowska Ziemię Obiecaną, łódzkie regionalizmy, poznać Łódź okiem zwykłego mieszkańca naszego miasta.

Myślę, że jest on jak najbardziej niezbędny ponieważ nie ma miejsca w łódzkim forum małej odskoczni od wątków inwestycyjnych, w którym moglibyśmy porozmawiać o przeszłości naszego miasta.

Miejsc wyjątkowych tkwiących w naszej pamięci, o rzeczach łódzkich, dla łodzian, którzy jako społeczność wyróżniają się spośród innych większych miast w Polsce.

My łodzianie, tu urodzeni, tu wychowani, tu mieszkający, mamy swoje zwyczaje, mamy swoje przyzwyczajenia, inne słownictwo (zaznaczam, że Łódź to nie Śląsk i nie posiadamy gwary), regionalizmy, słowa, nazwy miejsc, którzy inny spoza Łodzi nie znają.

Miejsca szczególne, wydarzenia, jak STOP – Klatki, które mamy w sobie: - w swoich umysłach, w pamięci - w sercach.

Myślę bardziej o tych miejscach, które utkwiły w naszych umysłach niż o tych historycznych, przedwojennych, które znamy tylko ze zdjęć a to nie to samo co nasze osobiste wspomnienie związane z Łodzią. To nie nasze własne odczucia i wszystko to co udało nam się zapamiętać z czasów, kiedy Łódź była innym miastem, 10, 20, 30 lat temu.

To co zdążyliśmy zapamiętać i to co nas urzekło kiedyś, a teraz jest jakieś szare i inne, już troszkę nie nasze… bo inne, a tamto zapamiętane w sercu naprawdę wyjątkowe. Myślę, że możemy chwilowym zastanowieniem i chwilą zamyślenia nad przeszłością wspomnieć stare czasy, nie tylko dzieciństwa, w którym to szczególnie zapamiętujemy różne miejsca, obrazy i wydarzenia.

Moglibyśmy dodawać tu zdjęcia nie tylko nasze, jeśli posiadacie jakieś stare zdjęcia z czasów PRL – u wklejajcie, macie zdjęcia pokazujące Łódź z czasów szalonych lat dziewięćdziesiątych, (tu akurat mojego dzieciństwa, wklejajcie. Chcecie powiedzieć coś ciekawego, co zapamiętaliście kiedyś i co wywołało na Was wielkie wrażenie, piszcie, podzielcie się z wszystkimi.

Oczywiście ten wątek jest także po to by pokazać Historyczną Ziemię Obiecaną, za którą wszyscy tęsknimy i mamy nadzieje że kiedyś Łódź odzyska swoje miano, szacunek i wielkość. Wklejajcie stare pocztówki i róbcie porównania na przełomie lat jak i pokazujcie miejsca których już nie ma, miejsca zupełnie inne niż kiedyś.

Chcielibyście przedstawić Ziemię Obiecaną innym forumowiczom, wklejajcie fragmenty Reymonta i zdjęcia pokazujące to co on opisywał.

Jeśli chodzi o słownictwo i inne treści pokazujące „gwarę łódzką” wklejajcie śmiało, także być może związane z tym anegdoty. Być może nauczymy się czegoś od siebie, poznamy ciekawe historie, punkty widzenia, podejścia do różnych dawno już zakopanych spraw. Nazwy i historię miejsc, np. Parku Śledzia, budynków czy innych miejsc historycznych, lecz ważnych także dla nas samych łodzian.

Moglibyśmy pobierać źródła za pomocą wikipedii, innych, własnych.


Ten wątek jest inny, ma być inny niż:

-inwestycje
-wątek typowo zdjęciowy jak [Łódź]Ulice
-wątek o zabytkach
-wątek o transporcie miejskim
-wątek o Łodzi jako Najmodniejszym mieście w Polsce
-wątek o wieżowcach i panoramach
-wątek drogowy
-wątek kolejowy
-wątki o architekturze
-inne wątki w Po godzinach


Jednakże ma tą zaletę, że można w nim dosłownie zawrzeć wszystko co chce się przekazać innym forumowiczom, ważnego i tego mniej ważnego z tych wątków. Istnieje po to by opisać historie i miejsca, które niestety ze względu na charakter forum nigdy na forum by się nie pojawiły.

Pozdrowienia dla wszystkich innych spoza Łodzi, którzy poprzez ten wątek zakochają sie w mieście Łodzi. Nie widzę problemu żebyście tu nie zaglądali i nie wklejali w nim swoich wypowiedzi oraz zdjęć, jeżeli macie na to ochotę.

Jeżeli posiadacie jakieś wspomnienia związane z Łodzią, ciekawe niepowtarzalne obrazy i małą krótką historię związaną z nimi, wklejajcie.

Macie ochotę na konstruktywną rozmowę i wymianę poglądów piszcie. Proszę tylko bez off-topów, bez bałaganu, nie mówię żeby w ogóle w nim nie pisać, tylko żeby bardziej myśleć na treścią i by ona była na temat oraz jeśli da się to zrobić by była dłuższa niż tylko kilka zdań. Ale jeśli macie ochotę zrobić małe wtrącenie w dyskusji nie widzę problemu i tu jest na nią miejsce.

Mam nadzieję, że wątek chwyci oraz że się spodoba, więc dodawajcie swoje pomysły, zdjęcia, opinie, inne, ja opiekując się tym wątkiem postaram się aby SPIS TREŚCI był od czasu do czasu aktualizowany, bez potrzeby otwierania ostatniej strony.
Pozdrawiam i Ciebie i wszystkich łódzkich Forumowiczów wierzących w Ziemię Obiecaną


Mottem tego wątku są:

HISTORIA ŁODZI
PRAWDA O ŁODZI
PRZESZŁOŚĆ ŁODZI – BLISKA CZY ODLEGŁA
SENTYMENTY ŁóDZKIE
PORÓWNANIA ŁODZI DAWNEJ I OBECNEJ, TAKŻE INWESTYCJI DZIEJĄCYCH SIĘ W NASZYM MIEŚCIE
HISTORIE ŁóDZKIE Z ŻYCIA WZIĘTE, NASZE I ZACZERPNIĘTE Z INTERNETU
HISTORIE WIELKICH ŁODZIAN
WIZJE ŁODZI WG. NAS I INNYCH
REGIONALIZMY ŁÓDZKIE, TYPOWE DLA ŁODZI SŁOWNICTWO I NAZEWNICTWO I HISTORIE LUB ANEGDOTY Z NIMI ZWIĄZANE
WAŻNE WYDARZENIA DLA ŁODZI ZAPAMIĘTANE PRZEZ NAS LUB ZNALEZIONE GDZIEŚ W INTERNECIE
OBALANIE NEGATYWNYCH STEREOTYPÓW ŁÓDZKICH I POKAZANIE LUDZKIEJ TWARZY ŁODZI



Pozostaną nam tylko wspomnienia…

Grammatik/Fisz – „Pamiętam”


Mam nadzieję że wątek się spodoba i sami kiedyś dodacie swoje pomysły, zachęcam także do dyskusji o opisywanych miejsc, o przeszłości, teraźniejszości a także o przyszłości opisywanych w wątku miejsc.

Pozdrawiam:)

i pomyśleć, że pomysł wątku powstał od głupiej dyskusji o Aleja Unii ;)

http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=534345&page=2

pozdro

dawidny

ps: mały wierszyk o Łodzi :)



Łódź

Miasto secesyjnych kamienic, pięknie ozdobionych płaskorzeźbami,
różnobarwnych ornamentów i małych choć zauważalnych z metalu detali.
Wielkich manufaktur (Scheibler, Grohman, Poznański)
pałaców, dawnych prywatnych ulic - pasaży.

Łódź to ulica Piotrkowska, jej symbol i także jej serce.
Na niej rzeźby portrety sławnych łodzian:
ławeczka Tuwima, kufer Reymonta czy fortepian Rubinsteina,
a także pomnik fabrykantów oraz fotel Jaracza...

Łódź to Plac Wolności oraz Plac Niepodległości,
które dzieli cztery i pół kilometra Piotrkowskiej.
Jak w starym łódzkim powiedzeniu...
To także Stary Rynek - najstarszy punkt "Ziemi obiecanej".

Łódź to stare kamienice, szare, odrapane, z odpadającym tynkiem,
niektóre jeszcze ze śladami po niemieckich kulach.
A w niej byłe getto żydowskie, z czasów Litzmannstadt, w większości zburzone.
to i stacja Radegast pierwszy przystanek do Auschwitz, do gazu wywiezionych.
(To i obóz dla dzieci, pomnik i muzeum - na Radogoszczu - miejscu pamięci)

Łódź to miejsce piękne i jego blask niezwykle uroczy,
tętniące życiem, bardziej za dnia, lecz i także w nocy.
Miasto kulturalne, miejsce festiwalu Camerimage,
z dusza i artyzmem ludzi którzy się tu potrafili się wybić.

Łódź to lasy, zieleń miejska - Łagiewniki, na Zdrowiu.
To Stawy Jana, Arturówek - miejsca idealne do wypoczynku,
tak samo jak las położony, przy lotnisku na Lublinku,
Poniatowski i każdy inny park gdy potrzebujesz chwili spokoju.

Łódź to fabryki włókiennicze, ich kominy i czarna nad miastem mgła
taka była przed wojną przeszłość mojego pięknego miasta,
w pogoni za pieniądzem, za szczęściem w "Ziemi Obiecanej"
a przyszłość w jej rewitalizacji - dla nas wyzwaniem.

Łódź to dzielnice: Bałuty, Widzew, Śródmieście, Polesie i Górna
To śródmieście w kontraście popeerelowskich z betonu osiedli:
Retkini, Karolewa, Teofilowa, Kozin, Dąbrowy, Chojen, Olechowa, Janowa
I wielu innych sypialnianych części miasta.

Łódź to przede wszystkim jego mieszkańcy,
Którzy tak naprawdę tworzą to miasto.
To ty i ja: Ja łodzianin i ty łodzianka.

10.06.2004

dawidny
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #22 (Edited)
Wyjaśnienie charakteru wątku.

Do czytelników łódzkiego FPW.

Nasze forum www.skyscrapercity.com istnieje od niedawna, ma może ma 5 lat, nie wiem ile lat liczy sobie łódzkie podforum, bo sam osobiście jestem na forum od ośmiu miesięcy, lecz czytam je prawie już półtora roku. Z Forum spotkałem się jeszcze w Stanach Zjednoczonych, w Nowym Jorku, lecz później zapominając o stronie i gubiąc adres. Po powrocie do Polski, do Łodzi z powrotem trafiłem na Forum, nie pamiętam już w jaki sposób trafiłem na nie... Jestem na Forum już tyle czasu i zdążyłem włożyć w nie sporo swojego serca. Czuję jakbym na Forum był od zawsze... Ale mniejsza o mnie.

Myślę, że wiele w ciągu tych 5 lat się zmieniło na Forum, przybyło forumowiczów w tym czasie, ludzi o różnym wieku, poglądach, pochodzeniu, podejściu do życia, a także o różnej pozycji społecznej, hierarchii i ich własnym systemie wartości jakim się kierują.

Nikt tak naprawdę nie wie jak za rok, dwa, pięć lat będzie wyglądało to forum. Ba, nikt się nawet nie zastanawia nie wie czy będzie ono istniało 20 lat, a być może tak będzie.

Nikt tego nie wie, tak samo jak nikt z nas, nie zna daty własnej śmierci i jego samego na forum po prostu nie będzie. Być może po prostu się urwie kontakt, ktoś z nas nie będzie się pojawiał na stronie, a wszyscy będziemy się zastanawiać czemu już tej osoby wśród nas nie ma. Pomyślimy co się stało, czy powiemy mu R.I.P i postawimy mu krzyżyk na forum, czy po prostu zapomnimy o nim, jakby go w ogóle nie było.

Za 5 lat na forum przyjdą nowi ludzie, zupełnie nowi, o innym podejściu do życia niż my teraz mamy, którzy to forum wspólnie tworzymy. Nasze forum będzie się zmieniało, ewoluowało, być może za 10 lat już nie dogadamy się z taką osobą, mając swoje obecne podejście do życia i wielu spraw jakie prezentujemy teraz.

Za 15 lat na forum, wejdą osoby, które Łodzi przedstawianej przez nas dzisiaj, na zdjęciach, nie będą pamiętały nawet we wspomnieniach, ponieważ nie mogły mieć szansy poznać jej osobiście, bo urodziły się teraz lub jeszcze nie ma ich nawet w planach. Poznają tamtą Łódź, tak tą dzisiejszą Łódź, dla nas teraz żywą, tylko z naszych relacji i tylko na tych opiniach będą się wzorować, oceniając ją i życie w naszym mieście.

Tak samo jak my wzorujemy się na opiniach innych, gdzieś zasłyszanych, przeczytanych w książce w internecie, na wikipedii. Wierzymy na słowo...

Niestety nie pamiętamy dogłębnie lat PRL –u, które jeszcze nie tak dawno były rzeczywistością, rzeczywistością nadzwyczaj prawdziwą, szczególnie w Łodzi ponieważ PRL odcisnął na tym mieście wielkie piętno. Nie pamiętamy tych czasów, być może niektórzy z nas, nie chcą ich pamiętać i wracać do tych właśnie trudnych, ale jak sentymentalnych dla mnie czasów.


Chciałbym porównać jeszcze nasze piękne z dnia na dzień zmieniające się miasto, a dokładnie budynki: wieżowce, kamienice, fabryki, które znikają coraz częściej, są burzone, remontowane, odnawiane.

Chciałbym po prostu porównać je wszystkie do ludzi, do członków naszej rodziny, bliższych czy dalszych, nieważne. Tak jak umierają ludzie, tak samo wyburzane są budynki, same także z czasem umierają w naszej pamięci, zapominamy o nich i żyjemy dalej. Tylko czasami je wspominając i płacząc czasami…

Czasami zdarza się, że nie zdążymy się nawet z nimi pożegnać, zamienić z nimi ostatniego słowa, zdania, powiedzieć im jak dużo dla nas znaczą, że są dla nas ważni i jak bardzo ich kochamy. Mimo, iż czasem się kłócimy, złorzeczymy sobie nawzajem, wyzywamy w gniewie, to nikt z nas nikomu nie życzy śmierci.

Tak samo jest z fabrykami, których w naszym mieście jest coraz mniej, kamienic, innych budynków, które nie wytrwały próby czasu, które się wyburza.

Nasze miasto się rozwija się, zmienia się na lepsze, ale nie zmienia to faktu, że ulice dawniej nasze, które znaliśmy od zawsze, już nie są i nie będą takie same jak kiedyś. Czasami w niektórych miejscach naszego miasta czujemy się po prostu obco...

Niestety człowiek musi się przyzwyczajać do zmian i zmieniać się razem z nimi. Jestem naprawdę ciekaw prawdziwych, żywych odczuć łodzian przełomu lat 70 i 80, a nawet tych wcześniejszych, kiedy to do naszego miasta zawitały wieżowce, kiedy zdecydowano się wyburzać kamienice, pod poszerzane ulice. Co wtedy czuli, kiedy kompletnie zdewastowano XIX wieczne śródmieście miasta, na które to wyburzenia niewiele mogli poradzić. Jak wyglądało życie w mieście które z perełki kapitalizmu próbowano stworzyć ideał socjalizmu czy raczej jego karykaturę…

Tak samo jak wtedy, kiedy wieżowce były czymś nowym, czymś co zupełnie innym odmieniającym krajobraz robotniczego miasta Łodzi, które odmieniło życie przede wszystkim samych łodzian raz na zawsze.

Tak samo dzieje się teraz, w mieście prowadzone są wielkie inwestycje, które nasze miasto z dnia na dzień coraz bardziej zmieniają. Czasem nasze miasto zmienia się tak szybko, że trudno odnaleźć w pamięci miejsca, które jeszcze wczoraj były na mapie, przed naszymi oczyma, a dzisiaj w ich miejscu pustka i po prostu ich nie ma.

My żyjący teraz zauważymy to, lecz dla tych urodzonych później nowa dla nas rzeczywistość, dla nich będzie po prostu normalnością, codziennością. Po prostu - Życie.

Ten wątek jest po to by zawrzeć w nim najważniejsze informacje, najciekawsze zdjęcia, ważne treści o Łodzi, które można by odnaleźć w pozostałych łódzkich wątkach mieszczących się na Forum FPW, lecz jest także po to, a może i przede wszystkim po to żeby zawierać w nim rzeczy, które nie mają prawa czy nie mogą się znaleźć w tych wątkach z powodów formalnych, z powodu nie dostosowania ram i pewnych standardów jakie obowiązują na tym forum. Myślę, że czas to zmienić bo warto i nie będę wskazywał argumentów, powiem po prostu, że każdy z nas może w tym wątku odnaleźć coś swojego.


dawidny


Zastanów się nad tym czytelniku i przemyśl to. Niezależnie od twojego wieku, pochodzenia, wychowania, poglądu na życie świat i ludzi, pozycji społecznej, a także ilości zer na koncie, z całą pewnością rozumiesz o czym piszę. Zachęcam Was wszystkich do wklejania przemyśleń, wspomnień, a i choćby zdjęć, które za 10, 20 lat mogą być warte wiele, nie tylko dla Was samych.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #23 (Edited)
Małe wyjaśnienie. Wstęp do karty z Historii Łodzi.

Wklejam artykuł (reportaż) gazety wyborczej na temat bitwy łódzkiej jaka rozegrała się w jej pobliżu w 1914. Niewielu z nas o niej wie, niewielu z nas o niej pamięta, to pokazuje jaka jest wiedza łodzian o swoim rodzinnym mieście.

Tak jak napisałem wcześniej w wyniku wojny i jej następstw Łódź straciła 430.000 swojej populacji, z tego powodu powojenna Łódź już nie była takim miastem jak kiedyś i nie jest także nim dziś i raczej już nigdy nie będzie taka sama.

Mieszkańcy miasta, którzy przeżyli wojnę, a była ich garstka i niewspółmierna w porównaniu do liczby tych których owej wojny nie przetrwali nie mieli w swoich rękach w czasie powstania PRL – u możliwości żeby na szeroką skalę pielęgnować historę miasta, w którym się urodzili i wychowali.

Komuniści dla Miasta Łodzi stworzyli nową błędną historię pełną zakłamań i braku poszanowania dla tych, którzy mieszkali i tworzyli nasze miasto przed wojną. Poza tym do Miasta Łodzi za chlebem i za pracą po wojnie przybyli rodacy zza Kresów wschodnich, (chociaż w ich przypadku ich nowym miejscem pobytu były ziemie odzyskane) oraz okoliczna ludność wiejska z ościennych województw.

Myślę, że obecnie świadomość łodzian o swoim mieście jest bardzo nikła, nie jest to wina ich samych, poniekąd pewnie tak jeśli nie mają oni szacunku do Historii, lecz głównie winy należy szukać w dostępie do informacji o mieście, o jego historii i kulturze.

Odnosi się to także do samej kultury wychowania w miejscu, które jak każde inne miasto w Polsce posiada historię. Rolą rodziców jest uczyć i wychowywać, przybliżać młodemu człowiekowi historię rodzinnego miasta.

To także rola szkół i innych instytucji, które powinny mieć owe zadanie w swoim statucie, wystarczy tu w tym miejscu przypomnieć Litzmannstadt Getto no bo ile z nas łodzian o nim pamięta, a ilu z nas chce o nim po prostu nie słyszeć i zapomnieć jakby go w ogóle nie było.

Łódź przed wojną była miastem kosmopolitycznym złożonym z wielu nacji Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców, była takim małym Lwowem, ale przemysłowym, mniej o znaczeniu kulturalnym. Była jak Wrocław tylko, że tam rządzili Niemcy i owe miasto nie było od lat na ziemiach polskich więc inna jest jego historia.

Historia Łodzi jest polska, bo tu mieszkali Polacy, lecz polska rolnicza Łódź była biedna i niewykształcona. Dopiero sprowadzeni do miasta zagraniczni kapitaliści zmienili to. Niemcy: Scheibler, Żydzi: Poznański, Rosjanie: Stolarow oraz cała masa innych migrantów za chlebem, którzy mogli tutaj odnaleźć swój dom i szczęście, a także karierę i pieniądze.

Z polskich fabrykantów tylko jeden miał swój pałac na reprezentacyjnej ulicy miasta, na Piotrkowskiej i to oddaje dosadnie jak Polacy we własnym kraju nie potrafili się odnaleźć i jaka była ich siła jeśli chodzi o kapitalizm, a przyczynami tego było słabe wykształcenie, inne przyczyny. Jak mogło być inaczej jeżeli więcej niż połowa Polaków w tamtym okresie (XIX wiek) nie potrafiła nawet czytać.

Łódź była, jest i będzie kosmopolityczna, jak najbardziej powinna być w naszych sercach ponieważ od prawdy się nie ucieknie. Zmierzam do tego, że Łódź jest jak najbardziej żydowska, była najbardziej znanym żydowskim ośrodkiem z większych miast w Polsce przedwojennej, pomijając Lublin, Drohobycz i inne miasta pd-wsch Polski, była bardziej żydowska niż Kraków i Warszawa, inne miasta ponieważ Łódź nie zaznaczyła w swojej historii większych śladów polskości, nie było to ni królów, ni innych władców Polski, nie zmienia to faktu, że jest rdzennie Polska. To napływ ludności żydowskiej, niemieckiej, rosyjskiej, (a byliśmy przecież pod rosyjskim zaborem), zmieniła to miasto i nie ma ku temu wątpliwości. Była i niemiecka i rosyjska, dlatego powinniśmy z całych sił i naszej mocy pielęgnować ją i wszystkie cerkwie prawosławne pozostałe w naszym mieście jak i pomniki niemieckich ewangelików w szczególności ratujmy nasze synagogi a i chociaż pamięć o nich. Oddajmy wreszcie należny hołd wszystkim ważnym osobistościom i jego mieszkańcom, którzy to miasto kiedyś tworzyli, ponieważ skromny, kontrowersyjny pomnik fabrykantów, choć jak najbardziej pozytywna inicjatywa, to stanowczo za mało.

I wreszcie albo pogodzimy się z historią naszego miasta i zaakceptujemy ją albo będziemy stale ją naginać i kłamać w żywe oczy.



***



Wracając do tematu pomysłu jaki chciałem przedstawić, a jest to mianowicie bitwa rosyjsko – niemiecka mająca miejsce w 1914 roku w okolicach Łodzi.

Chcę przedstawić wreszcie zaczerpniętą z Gazety Wyborczej bardzo ciekawą, pouczającą i wzruszającą historię tamtych wydarzeń. Być może stykacie się z nią po raz pierwszy dlatego bardzo zachęcam do przeczytania.

Sam jestem pod wrażeniem pracy, czasu powstania artykułu, wkładu i serca włożonego w ten artykuł a przede wszystkim samego poziomu pisarskiego. Ja osobiście spotkałem się ze wzmianką poza artykułem oczywiście, dosyć niedawno, bo około rok temu. Niedowierzając, że coś takiego wielkiego mogło mieć miejsce u stóp naszego miasta i patrząc na znalezione w necie mapki i czasami znajdując informacje, że ową bitwę można odnaleźć w grach RPG czy atlasach wojennych nie mogłem ulec wrażeniu wielkiego zdziwienia, zakłopotania i niedowierzania, że o czymś takim nic nigdy nie wiedziałem. Tyle ode mnie nie zanudzam :) Kończę i zapraszam do lektury.

dawidny
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #24 (Edited)
Karty Historii Miasta Łodzi - Bitwa łódzka. Reportaż Michała Jagiełło.GW

Wielka bitwa była pod Łodzią​

reportaż Michała Jagiełło



24 Pułk Strzelców Syberyjskich przed wyjazdem na front. Bitwę pod Łodzią przeżyje 15 żołnierzy

Z piasku na dnie dołu wystaje kawałek czerwonej torby z napisem "Media Markt - nie dla idiotów!". Spośród leżących wokół gałęzi wybieram cienki zielonkawy patyczek, żeby rozgrzebać piach i otworzyć reklamówkę. Dopiero po chwili odkrywam pomyłkę. Rzekome gałęzie to ludzkie piszczele, a w dłoni trzymam wiotkie omszałe żebro jakiegoś człowieka.

10 września 2006 r. Strome wzgórze w sosnowym lesie niedaleko wsi Dąbrowa pod Łodzią. Na zboczu dół sześć metrów na trzy, metr głębokości - dzieło poszukiwaczy skarbów. Odkrywca eksploatował "złoże" przez parę lat. Niedawno wyjechał za Zachód, przedtem pochwalił się znaleziskiem kolegom. Dwaj nie wytrzymali widoku, zadzwonili do redakcji. - Tam są worki z ludzkimi kośćmi - powiedzieli. - Część wala się po ziemi. Policji nie zawiadomimy, jeszcze by nam zrobili sprawę o zbezczeszczenie zwłok.

W piasku leżą piszczele, świetnie zachowane podeszwy wojskowych butów, strzępy bluz mundurowych, sprzączki od pasów. Szary zetlały materiał to resztki szynela. Jest amunicja karabinowa. Zaśniedziałe łuski, całe magazynki-łódki po pięć sztuk.

- Widzi pan te niebieskie zacieki? - Adam, czterdziestolatek, pokazuje nabój. - Takie przebarwienia pojawiają się na metalu w miejscach, w których stykał się z ciałem. Nie da się ich usunąć.

Bartek, młodszy, grzebie w piasku. Zardzewiały scyzoryk. Aluminiowa manierka. Następne naboje. Piszczel w bucie. I foliowa torba. To właśnie ją otwieram przy pomocy wiotkiego żebra. W środku kości, kosteczki, kawałek czaszki. - Rosyjscy żołnierze z 1914 roku - mówią kopacze. - Amunicja od karabinu typu Mosin. Niemcy takiej nie używali.

Ilu poszukiwaczy penetrowało dół? Nie wiadomo. Zabrali wszystko, co pozwoliłoby ustalić tożsamość poległych. Kości litościwie popakowali do worków po mące i foliówek.

Przysypujemy szczątki piachem.

Domyślam się, kim byli. W rejonie Dąbrowy 18 i 19 listopada 1914 r. walczyła rosyjska 24 dywizja piechoty 2 armii. W jej skład wchodziły cztery pułki syberyjskie: Jenisiejski, Krasnojarski, Omski i Irkucki. Miały atakować Brzeziny, osiem kilometrów na północny wschód. Niemcy uderzyli pierwsi z lasu pod pobliskim Wiączyniem. Dziś w lesie jest cmentarz. Ufundowała go jeszcze w czasie I wojny rodzina fabrykanta Karola Scheiblera. Pochowano tam razem dziewięć tysięcy Rosjan i Niemców. Dwa kilometry dalej w Witkowicach jest jeszcze większy cmentarz. 11 tys. poległych. Jeszcze rok temu nie można było wejść między groby - zarosły krzakami i drzewami jak dżunglą. Takich cmentarzy jest wokół miasta około dwustu. - Naprawdę? Przecież tu nigdy nie było żadnej bitwy! - zdziwi się prawie każdy łodzianin.

Była.

Operacja "Walec parowy"​


28 lipca 1914 r. Wybucha I wojna światowa. W pierwszych dniach sierpnia na prośbę Francji armia rosyjska uderza na Prusy Wschodnie. Wojska niemieckie mają trafić w kleszcze 1 armii gen. Pawła Rennenkampfa od strony Królewca i 2 armii gen. Aleksandra Samsonowa od południa. Ale Rennenkampf wstrzymuje natarcie pod Królewcem. Gen. Paul von Hindenburg i Erich von Ludendorff rozbijają osamotnioną armię Samsonowa pod Tannenbergiem, jej dowódca popełnia samobójstwo.

W tym samym czasie Rosjanie odnoszą jednak ogromny sukces w Galicji, gromią Austriaków, podchodzą pod Kraków, zagrażają Górnemu Śląskowi. Niemcy spieszą sojusznikowi z pomocą. We wrześniu i październiku uderzają na Warszawę i Dęblin. W bitwie bierze udział połowa sił rosyjskich, walczących na froncie: ponad pół miliona żołnierzy przeciwko 300 tys. Niemców i Austriaków.



28 października Rosjanie odrzucają siły gen. Augusta von Mackensena spod Warszawy. Zajmują dogodne pozycje do ofensywy na teren Niemiec. Front rozciąga się teraz na 300 km od Włocławka po Przedbórz, po jego obu stronach stoi 600 tys. żołnierzy i 2,7 tys. dział. W centrum znajduje się ponad półmilionowa Łódź, ważny ośrodek przemysłowy. Od niemieckiej granicy dzieli ją zaledwie sto kilometrów. Pokusa jest wielka.

Rosyjski sztab przygotowuje operację "walec parowy". Cel: Berlin i Górny Śląsk. Do ofensywy szykuje się 1 armia Rennenkampfa, 2 armia gen. Siergieja Scheidemanna i 5 armia gen. Pawła Plehwego. Razem prawie 400 tys. żołnierzy. Przeciwko sobie mają ponad 200-tys. 9 armię Mackensena. Niemcy znają plany Rosjan. Pospiesznie ściągają cztery dodatkowe korpusy z frontu zachodniego. Uderzają pierwsi.

11 listopada 1914 r. rozpoczyna się "operacja łódzka". Borys Szaposznikow, sztabowiec 2 Armii, nazwie ją w latach 20. "najbardziej złożoną operacją manewrowego okresu I wojny światowej". W ciągu dwóch tygodni po obu stronach ginie ponad 110 tys. Rosjan i 90 tys. Niemców. Dla porównania: słynna bitwa pod Verdun trwała 10 miesięcy i poległo w niej 700 tys. żołnierzy. Statystycznie 2,3 tys. dziennie. W ciągu trzech tygodni bitwy pod Łodzią każdego dnia traciło życie 10 tys.

Niemcy systematycznie spychają wojska rosyjskie od północy i zachodu w stronę Łodzi. Rosjanie tracą Włocławek, Kutno, Łęczycę. Wokół ich trzech armii zaciska się potężny pierścień. W krytycznych dniach 18-23 listopada Niemcy są o krok od centrum miasta.

Rosyjska 3 dywizja gwardii walczy na terenie szpitala psychiatrycznego w Kochanówce, chorzy rozbiegają się po okolicy.

Wykrwawiają się najświetniejsze pułki rosyjskie, tworzone jeszcze za Piotra I: Litewski, Estoński, Piotrogradzki. Biły się pod Borodino z Napoleonem, zdobywały Paryż.

Po latach wraca pod Łódź 37 Jekatierynoburski Pułk Piechoty, opisany przez Tuwima w "Kwiatach polskich". Stacjonował tu od powstania styczniowego do 1907 r. To on tłumił rewolucję 1905 r. Dziewięć lat później dostaje baty pod Koluszkami.

Pod Wiączyniem zostaje ciężko ranny płk Pfingstein. Pocisk artyleryjski urywa głowę jego koniowi, oficer trafia w ręce Niemców. Krzyczy z bólu tak strasznie, że Niemcy zostawiają go, żeby umarł. Pułkownika znajdują swoi, ratują.

Niedaleko wsi Borowa nieprzyjaciel otacza w chałupie niedobitki 21 pułku syberyjskiego. Dowódca batalionu każe spalić sztandar. Strzela sobie w głowę z pistoletu. Żołnierze wykonują rozkaz z płaczem - "połkowoje znamia" to świętość. Palą tkaninę, wyszywane złotą nicią serce sztandaru z twarzą Chrystusa zakopują gdzieś w pobliżu.

W niektórych pułkach nie ma ani jednego oficera. Brakuje amunicji do dział. Żołnierze głodują.

Niemcy chcą okrążyć Rosjan, Rosjanie Niemców. Panuje chaos. Z map sztabowych trudno się zorientować, jak przebiega linia walk. Niemcy atakują Rosjan w Łodzi od wschodu, choć front jest na zachodzie i północy. Za Niemcami od wschodu znów są Rosjanie. Tych atakują Niemcy od południa, z miejscowości, gdzie teoretycznie powinni być Rosjanie.

Od 16 października z Łowicza przez Stryków na południowy zachód posuwa się rosyjski "oddział łowicki", złożony z pozbieranych naprędce dywizji. Niemcy mieli podobny pomysł: na Brzeziny wyrusza grupa gen. Reinholda von Scheffera, trzy dywizje. Chce przebić się do swoich na północy. W składzie oddziału łowickiego jest 6 dywizja syberyjska z Chabarowska. Bez map i konkretnych rozkazów maszeruje z Brzezin na południe. Scheffer z południa idzie na Brzeziny.

W lesie obok wsi Gałków, 15 km od Łodzi, Rosjanie stają oko w oko z trzykrotnie silniejszym przeciwnikiem. Biją się cały dzień. Pada pierwszy w 1914 r. śnieg, chwyta 12-stopniowy mróz.

Spacerując dziś po lesie można prześledzić całą walkę: trzy linie naprędce kopanych transzei, dołki strzeleckie, leje po wybuchach, łuski, odłamki. Sybiracy cofają się na północ. Za linią kolejową Warszawa - Łódź nie ma już okopów. Nie miał kto ich kopać. Wieczorem 23 listopada 1914 r. 6 dywizja przestała istnieć. Niemcy przebili się do swoich przez Brzeziny.

Rosjanie nie dali się okrążyć, ale ponieśli zbyt duże straty, muszą skrócić front. 6 grudnia wycofują się z Łodzi 80 km na wschód. Nową linią obrony będzie rzeka Rawka. To tam 15 maja 1915 r. Niemcy po raz pierwszy użyją gazu na wschodzie. Pod Bolimowem w ciągu kilkunastu minut zginie w potwornych męczarniach 9 tys. żołnierzy rosyjskich. Nie oddadzą jednak pozycji.

Ta bitwa znikła z ludzkiej pamięci. Tak samo jak 200 tys. poległych. Armia cieni, biała plama. A przecież minęły zaledwie 93 lata. Dlaczego tak się stało? Dla Polaków "operacja łódzka" była tylko starciem zaborców. - Nie obchodziła mieszkańców Łodzi - wyjaśniają Volker Caysa i Frank Schuster, naukowcy z Niemieckiego Instytutu Historycznego. - W 1924 r. autor artykułu w jednej z gazet niemieckich narzekał, że cmentarze są zniszczone, na nagrobkach bawią się i tańczą grupy podpitych nastolatków. A wiec już w 10 lat po wojnie bitwa poszła w zapomnienie.

Rosjanie zapomnieli, bo rewolucja, głód, stalinizm, łagry i II wojna światowa przesłoniły wydarzenia tej pierwszej, "imperialistycznej i niesprawiedliwej". Niebezpiecznie było nawet wspominać, że ojciec czy dziadek walczyli za cara. Niemcy? - W kontekście niemieckiego dyskursu o pamięci po II wojnie światowej należy przyjąć, że został on w dużym zakresie zorientowany na normy politycznej poprawności - dodają Caysa i Schuster. - Bitwa pod Łodzią nie została zapamiętana, bo nie pasuje do kanonicznego rozumienia historii u Niemców po II wojnie.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #25 (Edited)
end

Carski medal dla sowieckiego marszałka​



Styczeń 2005 r. Kończę przekład powieści Aleksandra Sołżenicyna "Sierpień 1914" o ofensywie Samsonowa. Z książki dowiaduję się, że trzy miesiące później te same armie będą walczyły pod Łodzią. To moje pierwsze spotkanie z bitwą. Zaskoczenie: gen. Rennenkampf będzie stać ze sztabem pod Gałkowem, w pociągu na linii Warszawa - Łódź. Pół kilometra od działki, na którą jeżdżę latem. Linię frontu wyznaczała rzeka Miazga. Drugie zaskoczenie: ten strumyczek pod lasem, szeroki na pół kroku z wodą po kostki? 93 lata temu Miazga miała pięć metrów szerokości i trzy głębokości... Pociąg sztabu ostrzeliwała niemiecka artyleria z pobliskiego Andrespola przy szosie Łódź - Tomaszów. Wójt robi wielkie oczy: armaty w Andrespolu? Nigdy nie słyszał o bitwie, choć na skraju wsi widać jeszcze zarys wojennego cmentarza. Nawet w następnej wsi, w Kurowicach, gdzie mury kościoła naszpikowane są do dziś pociskami, mało kto wie, skąd się wzięły. - Panie, to sowieccy bezbożnicy w 1945 do krzyża strzelali - opowiadają mieszkańcy.

Muszę zbadać zagadkę zapomnianej bitwy. To niemożliwe, żeby takie wydarzenie przepadło bez śladu. Była końcem Łodzi jako ziemi obiecanej, miasta czterech kultur. Od niej zaczął się ostateczny odwrót historycznych zaborców z Polski. A mimo to "operacji łódzkiej" nie ma w podręcznikach. Nie zostało po niej nic oprócz niszczejących cmentarzy, równie zagadkowych jak piramidy Majów albo posągi z Wyspy Wielkanocnej.

Zaczynam od poszukiwań w internecie. Zajmą mi rok. Znajduję wspomnienia płk Fiodora Nowickiego, szefa sztabu 2 Korpusu 2 armii. Poznaję nazwiska dowódców, przebieg wydarzeń, opisy walk, mapy. Niesamowite: pod Łodzią Rosjanie po raz pierwszy w czasie I wojny użyli samochodów pancernych. Pięć wozów rozpędziło siedem pułków niemieckich w ataku na Pabianice.

Młody Siemion Budionny, przyszły marszałek ZSRR, pobity w 1920 r. przez Piłsudskiego, za odwagę w szarży na Brzeziny dostał order św. Jerzego - najwyższe wojskowe odznaczenie carskie, odpowiednik Virtuti Militari.

Poeta Nikołaj Gumilow, mąż Anny Achmatowej, rozstrzelany w 1921 r. przez bolszewików, walczył pod Piotrkowem. Napisał o tym książkę "Zapiski kawalerzysty".

Podczas listopadowych walk artyleria zrównała z ziemią Konstantynów, Aleksandrów, Zgierz, dziesiątki wsi.

Dowódca niemieckiej dywizji i autor decydującego manewru generał Karl von Litzmann zyskał po bitwie przydomek "lwa Brzezin". W 1939 r. na jego cześć hitlerowcy przemianowali Łódź na Litzmannstadt. Według łódzkiej legendy poległ w czasie walk i został pochowany w Rzgowie. Nieprawda, zmarł w Niemczech w 1936 r. Przed śmiercią zdążył wstąpić do NSDAP i sfotografować się z Hitlerem. Jego syn w czasie II wojny był namiestnikiem Estonii, a po reedukacji w łagrach - komunistycznym politykiem w NRD. Chichot Historii...

Ziemia też zaczyna przemawiać. Wiem już wszystko o okopach w gałkowskim lesie. 23 listopada 1914 r. 6 dywizja natyka się w nim na trzy dywizje niemieckie. Zostaje rozgromiona. Z 24 pułku tej dywizji do Łodzi dociera tylko 15 żywych żołnierzy. Pięciuset Niemcy grzebią na leśnym wzgórzu, bezpośrednio na miejscu walki. Nagrobki rozszabrowali okoliczni mieszkańcy w latach 60., kiedy zacierano ślady po łódzkich Niemcach. Ocalał tylko głaz z napisem po niemiecku, że "500 dzielnych żołnierzy rosyjskich poległo tu za swoją ojczyznę". Cmentarz też miał być zlikwidowany. Ktoś uratował go fortelem: ustawił na wzgórzu kamień z napisem, że leżą tam też polscy żołnierze polegli w bitwie nad Bzurą. Nie leżą, ale dzięki oszustwu władze zostawiły cmentarz w spokoju.

Piszę pierwszy artykuł o Bitwie. Dostaję pierwsze telefony. Ludzie opowiadają o kolejnych zapomnianych cmentarzach i niespodziankach, jakie kryje ziemia. - Kupiłam działkę pod Koluszkami - opowiada Irena Wilczarowska. - Kiedy wykarczowałam krzaki, zobaczyłam spory kopiec. Chciałam go zniwelować, ale wewnątrz są ludzkie kości. Co to może być i co z nimi zrobić?

Oczywiście bitwa. - Zostawić, gdzie są - radzę. - I postawić krzyż.

W lipcu 2006 r. sam stawiam taki w lesie gałkowskim. Brzozowy, prawosławny, byle jaki. Z tabliczką, żeby uszanować miejsce walk. Okoliczni mieszkańcy wyrzucają do okopów śmieci, nie wiedzą, że w tych rowach ginęli ludzie. Po miesiącu coś ściska mnie w gardle: krzyż obłożony jest kamieniami polnymi. Grzybiarze przynoszą po jednym, dwa. Ktoś kładzie kwiaty. Któregoś dnia spotykam modlącego się starszego pana. - Nic nie wiedziałem o tej bitwie - mówi. - Mój Boże, tylu ludzi tu padło. Przejechali 10 tys. kilometrów, żeby zginąć. Straszne.

Po co przypominać Bitwę? Żeby ktoś dopisał w podręcznikach dwa zdania na jej temat? Jarosław Janowski, przewodnik turystyczny: - Łódź ma coś niepowtarzalnego, o czym zupełnie zapomniała. "Operacja łódzka" powinna być atrakcją całego regionu. Turystyka historyczna jest bardzo modna na świecie. Ludzie odwiedzają pobojowiska, cmentarze, szukają grobów swoich przodków.

Już wiem. W Łodzi powinny spotykać się co roku grupy rekonstrukcji historycznej z Polski, Rosji, Niemiec. Inscenizacje bitwy w historycznych mundurach przyciągnęłyby tysiące turystów. A potem parada wszystkich wojsk ze wszystkich wojen na ul. Piotrkowskiej. Z całego świata! Rosjanie, Anglicy, Francuzi, Amerykanie. Mielibyśmy atrakcję na miarę karnawału w Rio. Nie tylko Łódź - cały region! To już więcej niż pomysł: wizja! Trzeba tylko przekonać ludzi i samorządy.



Rozmowa w redakcji z grupą studentów ukraińskich:

- Przyjechalibyście na taką inscenizację, na cmentarze?

- A nasi tu walczyli?

- Kozacy dońscy.

- No jasne, że przyjechalibyśmy. A kacapy tu leżą?

- Sto tysięcy.

- To tym bardziej przyjedziemy!



Grupa rekonstrukcji dywizji syberyjskiej z Krasnojarska, stu chłopa, ma tylko jedno pytanie: - Kiedy przyjechać?

Takich rzeczy nie robi się wojsku​

10 października 2006 r. Las pod Dąbrową. Na polnej drodze stoi jedenaście aut. Jest grupa studentów archeologii, policja z Koluszek, przedstawiciel prokuratury, pani z PCK, wójt gminy Nowosolna Tomasz Bystroński z sekretarzem, Andrzej Cewiński, patrol saperów z 25 Brygady Kawalerii Powietrznej, leśniczy, ekipa telewizyjna, firma pogrzebowa Witolda Skrzydlewskiego. Bez namysłu zaofiarował za darmo trumny, transport, chłodnię, organizację pochówku, kwiaty. - Co z tego, że Rosjanie, zaborcy - rzucił w słuchawkę podczas rozmowy z "Gazetą". - Zwykli ludzie. TAM każdy trafi. Tylko zadbajcie, żeby pomodlił się za nich pop.

Saperzy sprawdzają wykrywaczem metali, czy w dole nie ma granatów albo pocisków artyleryjskich. Naboje karabinowe wrzucają do pudełka. Spalą je na poligonie. Studentki archeologii zaczynają kopać. Szczątki składają na czarnej folii. Znajdują dwa płócienne worki z kośćmi. Czaszki. Kręgosłupy. Piszczele. Wszyscy milkną. Na plastikowych płachtach leży dziesięć brunatnych czaszek. Młoda policjantka odwraca twarz. Chce się jej płakać. Nie wzruszyłby jej widok świeżych zwłok, ofiary morderstwa czy wypadku - do tego przywykła. Ale to są żołnierze, polegli w okopie 93 lata temu. Leżą tak, jak dopadła ich śmierć. Na pierwszej linii, z bronią w ręku, wśród rozrzuconej amunicji. W okop musiał trafić pocisk artyleryjski. Zabił od razu, przysypał zwłoki piachem. Pewnie dlatego koledzy ich nie pochowali. A może po prostu nie mieli czasu. Na czaszkach wysypywanych z worków widać skamieniałe dziury i szramy po ranach. Ostrzyżeni na zero saperzy patrzą bez słowa na zetlałe worki i czerwoną reklamówkę. - Takich rzeczy nie robi się wojsku - odzywa się plutonowy i sięga po papierosa.

Studentki archeologii wprawnie segregują znaleziska. Miednice na jedną kupkę, kręgi na drugą, piszczele na trzecią. - Młodzi ludzie, wiek 18-25 lat, cechy mongoidalne, azjatyckie - ocenia szef grupy. - Prawdopodobnie z Syberii.

U stóp wzgórza czekają cztery trumny. Szczątki mieszczą się w dwóch. Pojadą do chłodni. Trzeba przygotować pogrzeb.

Po kilku dniach archeolodzy na wszelki wypadek przekopują piach wokół dołu. Znajdują jeszcze kilka kości. Szef grupy wiezie je do chłodni w kartonowym pudle. Po drodze zabiera do szpitala żonę, która właśnie zaczyna rodzić. Młoda kobieta siedzi obok pudełka ze szczątkami. Może to makabryczny przypadek, a może symboliczna więź pokoleń.

- O groby Polaków trzeba dbać, a nie ruskich i niemieckich zaborców - poucza ktoś na internetowym forum "Gazety".

Na zniszczonych grobach można czasem odczytać nazwiska tych "zaborców". Cmentarz w Wiączyniu. Z prawej leżą Niemcy. Wystarczy pochylić się i zetrzeć mech z betonowych tabliczek. "Gefreiter Józef Skrzyczyk, Posen". W pamiętniku Aleksandra Todorskiego, dowódcy kompanii saperów 24 pułku syberyjskiego, czytam nazwiska żołnierzy walczących pod Łodzią: Piotr Jakubiak, Władysław Meszliński, Adam Wołosik, Adolf Kondracki, Franciszek Matusiak...

Igor Ładygin, historyk z Nowosybirska: - Pułki były syberyjskie tylko z nazwy. Uzupełniały stan osobowy w Warszawie i na Mazowszu. Wcielano do nich Polaków.

Ci Polacy nie trafili do Legionów. Dziś nikt ich nie pamięta. Jeszcze jeden powód, żeby zająć się Bitwą.

Ostatni żołnierze I wojny​


Walentyna Bondariowa, wicedyrektor Muzeum Krajoznawczego w Krasnojarsku, opiekuje się w Łodzi syberyjskim szamanem Wasią. Szaman Wasia reprezentuje Rosję na Festiwalu Czterech Kultur. Jest listopad 2005 r. Na zapleczu sceny zamieniam z Walentyną kilka słów. Bitwa, 1914 rok, pułki syberyjskie. Czy w Krasnojarsku zachowały jakieś dokumenty? Walentyna sprawdzi. Traktuje sprawę serio. Krążą maile. Tak, w archiwach krasnojarskich są materiały o I wojnie, ale nikt do nich nie zaglądał od lat 20. Następny list: uruchamiamy projekt naukowy, muzeum wspólnie z uniwersytetem będzie szukać śladów bitwy w archiwach Irkucka, Chabarowska, Omska. W maju 2006 r. Bondariowa przyjedzie na pierwszą międzynarodową konferencję o bitwie, zorganizowaną przez Fundację "Ziemia obiecana" i łódzki oddział PAN. Przywiezie do Łodzi listę nazwisk 175 mieszkańców Kraju Krasojarskiego, poległych i zaginionych pod Łodzią. Nie z całego kraju, z jednego powiatu aczinskiego. - Jeśli Polacy zaopiekują się grobami naszych, zajmiemy się polskimi grobami na Syberii - zapewnia.

Walentin Juszko to lekarz neurolog z Moskwy. Pracuje w pogotowiu. Pasjonuje się historią orderu św. Jerzego. W całej I wojnie nadano ich tylko 10 tys. Za "operację łódzką" - piętnaście. Armia rosyjska liczyła sześć milionów żołnierzy. Walentyn też uczestniczy w majowej konferencji. Wraca do Łodzi w sierpniu. Miał jechać na urlop do Egiptu, wybrał wędrówki po cmentarzach wojennych. W Gałkowie zatyka przed głazem małą flagę rosyjską. Wokół pełno śmieci, potłuczonych butelek. Cmentarz to ulubione miejsce pijaczków. Słuchamy z magnetofonu "Pożegnanie Słowianki". Juszko ociera łzy. Następnego dnia przedziera się przez chaszcze w Wiączyniu. W gąszczu tylko cudem można znaleźć rosyjskie groby. Walentin modli się. Zgodnie z rosyjskim zwyczajem trzeba bić pokłony, ale nie da rady, gałęzie nie pozwalają. Jest mi wstyd.

W listopadzie 2005 w Łodzi koncertuje Chór Aleksandrowa. Proszę dowódcę, płk. Leonida Malewa, żeby Rosjanie poświęcili jedną piosenkę pamięci swoich poległych pod Łodzią w 1914 r. - Sto tysięcy? - zdumiewa się pułkownik. Dostaje album fotografii ze starymi okopami i odłamek pocisku armatniego. Chór dedykuje żołnierzom "Słowiki". Ponowne tournee w marcu 2006 r.: tym razem żołnierzom spod Łodzi poświęcony jest cały koncert. - Następnym razem przyjedziemy z repertuarem z tamtej wojny - zapewnia dowódca. - Jeśli chcecie, zaśpiewamy na okopach albo na cmentarzu.

Wysyłam maila do mera Chabarowska. Proszę, żeby miejscowa prasa zamieściła mój apel: polski dziennikarz z Łodzi szuka potomków żołnierzy, poległych lub walczących pod Łodzią. Apel zamieszczają prawie wszystkie gazety i agencje informacyjne na Syberii. Przychodzą listy. - Mój pradziadek został ranny we wsi Janów w listopadzie 1914 r. Wrócił z wojny ze zdobycznym CKM-em - pisze Andriej Gusin spod Omska. - Ten karabin maszynowy uratował wioskę trzy razy: dwa przed bolszewikami i raz przed białymi.

Lejtenant Siemion Pokrowskij poległ pod Pabianicami. Miał dwa ordery św. Jerzego. Szczerozłote. Dowództwo odesłało je rodzinie. - Podczas wielkiego głodu babcia łamała te ordery na kawałki i wymieniała na chleb - to Iwan Pokrowskij, inżynier z Ufy. - Dziadek po śmierci uratował wszystkim życie. Czy ma gdzieś grób z nazwiskiem? Modlę się za niego i za was.

Piotr Mitrofiejew z Moskwy: - Przepraszam, że nie piszę o I wojnie, ale mam prośbę. W 1945 roku pod Łodzią zaginął mój dziadek Iwan. Może uda się ustalić jego losy? Babcia żyje, ma 95 lat. Ciągle go kocha i wierzy, że żyje. I że wróci...

Komentarze do apelu w rosyjskim internecie: "Dziękujemy za pamięć o naszych żołnierzach", "Niski pokłon wam, Polacy", "Wstyd nam za nasze państwo, że zapomniało o tych bohaterach".

- Mój pradziad w randze generała-lejtenanta, dowódcy 55 dywizji piechoty, brał udział w walkach pod Łodzią. Załączam wykaz miejscowości, w których walczył - pisze Wasilij Tiurin. - Może się przyda. Serdecznie dziękuję za pamięć o żołnierzach I wojny. Dywizja pradziadka poniosła ogromne straty w maju 1915 r.

Historyk Aleksiej Borisow z Petersburga przysyła kolejne wykazy nazwisk poległych. Igor Ładygin z Nowosybirska pieczołowicie odtwarza historię 41 pułku strzelców syberyjskich. Ten pułk też walczył pod Łodzią. Ale dokumentów nie ma. - Nic dziwnego - pisze z goryczą Igor. - Tak już u nas jest. Podczas II wojny w Nowosybirsku sformowano dywizję ochotników, dostała numer i pojechała na front. Ślad po niej zaginął. Nie wiadomo, gdzie padli i gdzie leżą ci żołnierze. Róbmy wszystko, żeby przywrócić pamięć o wszystkich zapomnianych żołnierzach obu wojen!

- Proszę uważać mnie za przyjaciela i sojusznika - deklaruje Gennadij Rżannikow z miejscowości Złatoust pod Czelabińskiem. Za pośrednictwem Niny Ragużynej, dziennikarki gazety "Rosyjska Atlantyda" z Harbinu, w Chinach docieram do Wiery Tokmakowej z Czelabińska, wnuczki Wiktora Mandryki, dowódcy 24 pułku z Chabarowska. To on z 15 ocalałymi żołnierzami szedł piechotą z Gałkowa do Łodzi 23 listopada 1914 r. Zmarł w 1937 r. na emigracji w Harbinie. - Niech Polaków Bóg błogosławi za szlachetne uczynki - pisze Wiera Tokmakowa.

Bitwa zaczyna żyć własnym życiem. Nawet jeśli nie chcę, muszę się nią zajmować. Zbieram kolejne dokumenty, co dzień odpowiadam na listy, telefony. Dzwonią łodzianie. Dziękują za przypomnienie bitwy. Przybywa ostatnich żołnierzy I wojny.

Piotr Werner, publicysta, filmowiec. Zebrał 300 unikalnych zdjęć z okresu bitwy. Zrujnowane podłódzkie miasteczka, zbombardowany dworzec w Łodzi, pociąg pancerny na torach pod Gałkowem. Ciężarówka w kościele zamienionym na garaż. Mariusz Łochowski, chirurg płucny, pasjami fotografuje zapomniane cmentarze wojenne. Organizuje wystawę zdjęć w Klubie Lekarza. Piotr Marciniak, historyk, właśnie obronił pierwszą w Polsce pracę doktorską na temat "operacji łódzkiej".

Dołączają poszukiwacze militariów z "Grupy Łódź". To z nimi wędruję przez las gałkowski i słucham pisków wykrywacza. 30 centymetrów pod ziemią bitwa wciąż trwa. Łuski, guziki, naboje, ołowiane kulki od szrapneli. Wzdłuż lasu w Wiączyniu co kilkanaście kroków leżą żelazne łódki-magazynki z amunicją. Ktoś pędził wzdłuż okopu i rzucał je żołnierzom. Nie zdążyli sięgnąć po te naboje. Zginęli, uciekli, poszli do ataku na bagnety? Jakaś sekunda walki zatrzymana w czasie. Zardzewiałe pociski i odłamki są jak nie z tego świata, emanują jakąś własną energią. Niesamowite wrażenie.

Andrzej Adach, bezrobotny mechanik, własnym sumptem wydał broszurę "Durchbruch bei Brzeziny. Operacja łódzka 1914". W środku zdjęcia cmentarzy, opis walk i mapki. Czytelnicy pytają, gdzie można ją kupić. Andrzej godzinami potrafi mówić o pułkach i dywizjach z bitwy.

Rosja odkrywa I wojnę. Mail od Aleksandra Gorbunowa, rzecznika mera Chabarowska: - W imieniu moich rodaków pragnę podziękować wszystkim Polakom, którzy mają dobre serca, którzy poświęcają czas szlachetnemu i bezinteresownemu dziełu pamięci o żołnierzach spoczywających w polskiej ziemi. Niedomówienia i wzajemne napaści, którymi w stosunkach między naszymi krajami grzeszy dziś wielka polityka - to żałośnie nieważne drobiazgi w porównaniu z tym, co jednoczy serca naszych słowiańskich narodów. Niech Bóg was błogosławi za wasze wspaniałe uczynki!

- Niech was Bóg błogosławi - wtóruje mu z Francji Władimir Jagiełło, wnuk huzara, prawosławny teolog, proboszcz cerkwi w Paryżu i Nicei. Nazwisko to samo, ale nie rodzina. - Wszyscy ludzie świata są rodziną - pisze Władimir.

Spasibo Wam, Polaki​

29 listopada 2006 r. Pogrzeb. Formalności było co niemiara. Na pochówek w Wiączyniu musi zgodzić się wojewódzki konserwator zabytków, archeolodzy szukają miejsca, w którym można wykopać grób bez naruszania spokoju zmarłych. W gminie - nerwy. Będzie wojewoda, dyplomaci z ambasady rosyjskiej, biskup prawosławny.

Gdzie kupić flagę rosyjską?

Dokąd zaprosić gości po ceremonii na herbatę?

Jak zorganizować uroczystość?



Udało się. Żołnierze spoczną obok tzw. kręgu oficerskiego - półkola głazów z napisami "Chrabryj oficer 250 połka", "Chrabryj unter-oficer" albo po prostu "Chrabryj russkij woin". Na dwóch trumnach leżą czerwone róże. Przy flagach polskiej i rosyjskiej staje strażacka warta w galowych mundurach. Cmentarz jest oczyszczony z krzaków, ma nowe ogrodzenie z desek. Arcybiskup diecezji łódzkiej i poznańskiej Szymon modli się razem z katolickimi księżmi. Wokół wykopanego dołu stoi ponad sto osób, każda dostaje cienką świeczkę. Prawosławni wrzucają je zapalone do grobu, żeby oświetlały drogę zmarłemu. Tu też tak będzie. Na uboczu stoją poszukiwacze militariów. Umówili się, że każdy kupi jeden czerwony goździk. W kwiaciarni zabrakło, więc kupili po róży. "Bolas" zamieści potem zdjęcia z pogrzebu na rosyjskim forum historycznym www.ww2.ru. "Mołodcy poliaki", "Spasibo wam", "Wiecznaja pamiat" - skomentują internauci. A 24 grudnia utworzą specjalne podforum na życzenia dla Polaków z okazji katolickiego Bożego Narodzenia.

Prawosławne modły i pieśni robią wrażenie na wszystkich. Jest młodzież z gimnazjum w Wiączyniu, dziewczynki popłakują. Trębacz gra "Ciszę", do grobu lecą świeczki. I szyszka cedru syberyjskiego, którą Walentina Bondariowa wręczyła mi w maju na pamiątkę. To zamiast grudki ojczystej ziemi, niech pachnie poległym rodzinnymi stronami. Na mogile zatykam małą rosyjską flagę. Walentin Juszko przywiózł trzy, jedna została na cmentarzu w Gałkowie, druga na podobnej nekropolii pod Przemyślem. Prosto z Placu Czerwonego. Rosyjski dyplomata w mundurze salutuje. Odczytuję poległym list, jaki dostali z Krasnojarska od Bondariowej. - U nas mówi się "Wiecznaja pamiat'. Pust' zemlia im budet puchom" - pisze Walentina. - Przekażcie naszym żołnierzom te słowa podczas ceremonii. Tak w Rosji żegna się ze zmarłymi na pogrzebie. I jeszcze im powiedzcie, że na Syberii jest już zima i dużo śniegu, mrozy dochodzą do 20-25 stopni...

Może w trumnie słucha tych słów strzelec Ławrientij Nikita, "lat 23, włościanin, prawosławny, żonaty, dwoje dzieci, wieś Izindajew, gmina nazarowska, powiat krasnojarski, zaginął bez wieści pod Łodzią 18.11.1914 r."?.

A może strzelec Froł Kartawyj, "lat 27, włościanin, prawosławny, kawaler, wieś Ignatiewka, gmina czastoostrowska, powiat krasjnojarski. Zginął pod Łodzią 21.11.1914 r."?

A może Siergiej Mierkułow, poległy dzień później? W muzeum w Omsku zachowały się listy żołnierzy 42 pułku syberyjskiego do rodzin z jesieni 1914 r. Siergiej dziękuje rodzicom za paczkę i słodycze: "Tylko że większość podarków ginie w intendenturze. Tak, że jeden cukierek dostaje się nam na dwóch".

Mierkułow, rocznik 1896. 18 lat. Dziecko, nie żołnierz. Rówieśnik mojego dziadka i syna zarazem. Mój też lubi cukierki...

Przemawiam nad grobem, choć tego nie było w planie uroczystości: - Przez ponad sto lat pokolenia Polaków modliły się "o wojnę powszechną". Powtarzały, że kiedy wykrwawią się zaborcy, Polska odzyska wolność. Dla nas "wykrwawić się" było tylko metaforą. Dla milionów młodych Rosjan, Niemców, Austriaków i Polaków wcielonych do trzech armii miało dosłowny sens. Także dla tych dziesięciu bezimiennych. Byli tylko zwyczajnymi ludźmi, wziętymi na front trzy miesiące wcześniej prosto z domów, z gospodarstw, od żniw. Pewnie nigdy nawet nie słyszeli o Polsce. To paradoks, ale oddali życie także za to, żeby Polska mogła być niepodległa. Niech więc teraz ta Polska od serca, po matczynemu przyjmie do swojej ziemi i na zawsze przytuli ich kości.

- Mówił, jakby to były jego dzieci. Zimno mi się zrobiło - komentuje na internetowym forum poszukiwaczy militariów Piotr Moskwa, rolnik spod Skierniewic.

Bitwa jak śnieżna kula​

Przed telebimem w sali Uniwersytetu Łódzkiego zbierają się ostatni żołnierze I wojny: Piotr Marciniak, Piotr Werner, kilkunastu poszukiwaczy militariów. Wideokonferencja z Krasnojarskiem. 8 listopada 2006 r. U nas jest godz. 20, na Syberii 2 w nocy. Mimo to na połączenie czeka tam ponad 30 osób. Władze miasta, naukowcy, tamtejsi Polacy. Rosjanie chcą podziękować za przypominanie bitwy i troskę o swoich poległych. W Krasnojarsku trwa "Noc muzeów" - atrakcją Muzeum Krajoznawczego jest telemost z San Francisco, szwajcarskim Bernem i Łodzią. Bondariowa opowiada o niedawnej konferencji: "Wkład Polaków w rozwój Syberii". Władze wspólnie z Polonią zaczynają porządkować groby polskich zesłańców. Najstarsze są z 1831 r. Machanie rękami, pozdrowienia. Dzieli nas 8 tys. kilometrów.

Tydzień wcześniej dwudziestu poszukiwaczy oczyszcza z krzaków cmentarz w Wiączyniu. Skrzyknęli się przez internet. Pracują całą sobotę. Piotrek Moskwa wstał o świcie. Pociągiem dojechał do Andrzejowa, stamtąd trzy kilometry rowerem do Wiączynia. Są ludzie z Łodzi, Pabianic, Zgierza, Nowosolnej. - Kto wam za to płaci? - interesuje się jakiś grzybiarz. - Nikt - pada odpowiedź. - Po prostu tak trzeba.

Czas na ofensywę. Wędruję po urzędach. - Bitwa jako atrakcja turystyczna regionu? Świetne - Jarosław Nowak, dyrektor wydziału promocji Urzędu Miasta Łodzi, od razu podchwytuje pomysł. - Szlaki, muzeum, cmentarze. Robimy to.

- Kapitalna sprawa, może być wspólny projekt dla wielu gmin - Zbigniew Frączyk, szef Regionalnej Organizacji Turystycznej w Łodzi, nie ma wątpliwości. - To więcej niż pomysł, to wizja!

Kolejni sojusznicy zgłaszają się sami. Pomoc deklaruje dr Andrzej Stasiak z Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa. Latem studenci zinwentaryzują zapomniane cmentarze, przygotują mapę. Uczelnia daje miejsce na wystawę poświęconą bitwie. 2 listopada w Łodzi zaczyna się Forum Turystyczne "Polska - Rosja". Przyjeżdża 85 firm rosyjskich. Każda dostaje ulotkę na temat "operacji łódzkiej". Następnego ranka wszyscy chcą jechać z kwiatami na cmentarz w Wiączyniu.

Minister turystyki Rosji Władimir Strzałkowski dostaje ode mnie prototyp "bitewnej" pamiątki z Łodzi: drewniany pocisk karabinowy z napisem "Lodz 1914", oczami i uśmiechniętą buźką. Uśmiechniętą, bo nie chodzi o martyrologię, tylko turystów. Wręczam takie każdemu, kto interesuje się bitwą - rozdałem już ponad dwieście!

W styczniu 2007 r. poszukiwacze militariów zakładają oficjalne Łódzkie Stowarzyszenie Eksploracyjno-Historyczne. Sporo przy tym zabawy, bo znają się głównie z pseudonimów. Komisja skrutacyjna w składzie "Apacz", "Gunship", "Obert" i "Młody Mauser" brzmi trochę śmiesznie, ale w protokole pojawią się prawdziwe imiona i nazwiska. Stowarzyszenie będzie opiekować się cmentarzami, stawiać tablice informacyjne na polach walk, zbierać eksponaty na wystawy. "Oldvit" i "Sturmvogel" zaczynają pierwsi. 23 stycznia w bibliotece na osiedlu Janów prezentują swoje zbiory: żołnierskie medaliki, manierki, łuski, ikonki podróżne, szable. - Kawałek historii wydarty z ziemi, ciarki przechodzą - mówi Joanna Lipińska, kustosz placówki. W kwietniu wystawa wędruje do Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa. 9 gablot, 30 plansz z fotografiami. W kolejce czeka XXI LO, potem biblioteka w Gałkowie Dużym.

Walentina Bondariowa pisze artykuł o Łodzi, bitwie i cmentarzach do kwartalnika Polonii rosyjskiej "Rodacy" (ukazuje się w Abakanie). - Taki jest prawdziwy stosunek Polaków do Rosjan - kończy. Władze Chabarowska pytają, czy bitewna wystawa mogłaby przyjechać na Syberię. Władze Krasonjarska chcą nawiązać z Łodzią stosunki partnerskie.

17 lutego. Ze Zbigniewem Frączykiem i Andrzejem Stasiakiem poprawiamy w samochodzie pasy, jak żołnierze oporządzenie przed szturmem. Jedziemy do miejscowości Rochna. Mamy przekonać gminę Brzeziny, że bitwa powinna być lokalnym produktem turystycznym. Na miejscu czeka 20 przedsiębiorców, urzędników, właścicieli gospodarstw agroturystycznych. Jeśli ich przekonamy, założą formalną grupę, która będzie mogła wystąpić do UE o środki na bitewną turystykę w gminie.

Pytania: a kto kupi zbroje na inscenizacje walk ? (Komuś pomyliło się z Grunwaldem). Czy to aby nie będzie apoteoza zaborów albo i faszyzmu? (znowu ten nieszczęsny Litzmann).

Po trzech godzinach - zwycięstwo. Wszyscy jednogłośnie przystępują do grupy. Plany: interaktywne muzeum, szlaki turystyczne, odnawianie cmentarzy, drogi, hotele. Wstępna kalkulacja. Trzeba będzie wystąpić do Unii o 50 mln euro.

Maile, maile. Harcerze z Brzezin deklarują pomoc w liczeniu zapomnianych cmentarzy. Grupa rekonstrukcji pułku carskiego z Rzeszowa prosi o kontakt. Oddział "Gazety" w Poznaniu na prośbę Piotra Marciniaka szuka potomków Polaków wcielonych w 1914 r. do korpusu "Posen". Pod Łodzią walczyło ponad 20 tys. poznaniaków. Wielkopolska strzelała do Mazowsza.

Gminy porządkują cmentarze w Gałkowie, Wiączyniu, Witkowicach.

Fundacja "Ziemia obiecana" ma jeszcze jeden pomysł. Kopiec pamięci. Wielki, usypany przez wszystkie gminy, na terenie których toczyły się walki. - Ziemia ze wszystkich zapomnianych cmentarzy I wojny, ze wszystkich miejsc walk na terenie województwa - planuje Lech Kwiecień, prezes. - Żeby powstał na stulecie bitwy w 2014 r.

Koresponduję z firmą 1C, największym rosyjskim producentem gier komputerowych. Może zrobią grę o bitwie, taką na miarę "Call of Duty"? Zastanowią się: nic nie wiedzą o "operacji łódzkiej", muszą zebrać materiały.

- A my przed Wielkanocą wpadliśmy na zapuszczony cmentarzyk w Kamionie - melduje Piotr Moskwa. - Zasypaliśmy doły po pseudoszukaczach, wycięliśmy krzaki, posadziliśmy tabliczkę betonową, z brzozy zrobiliśmy dwa krzyże, prawosławny i katolicki. Nie wiem, czyj to teren. Jak chłopski, to się chłop zdziwi, że mu cmentarz zmartwychwstał. Wiem, że formalnie powinniśmy to załatwić, ale zrobiliśmy na dziko. Ale najważniejsze, że zrobiliśmy.

1 września 2007. W Gałkowie otwarcie wystawy znalezisk chłopaków ze stowarzyszenia. 4 września - całodzienna konferencja w Koluszkach nt. "operacji łódzkiej". Bitwa została włączona do Festiwalu Dialogu Czterech Kultur. Wójt gminy Brzeziny pokazuje uczestnikom zrekonstruowany cmentarz w Pustułce-Witkowicach. Leży tam 9 tys. poległych. Zmierzch, ktoś opowiada półgłosem, że wielu ludzi widywało tu duchy zakrwawionych żołnierzy bez głów. Może dopominały się o pamięć i krzyże? Krzyże już są, nasz i prawosławny. Podniesione i oczyszczone płyty nagrobne. Pierwsza z brzegu: "Musketier M. Stachowiak,+28.11.1914". Przy wejściu na cmentarz dwa ciasno splecione ze sobą drzewa: dąb i brzoza. Niemcy uważają dąb za symbol Germanii. Brzoza to święte drzewo w Rosji. Zrosły się przypadkiem, ale wszyscy są poruszeni. - Wyrosły na polskiej ziemi - szepcze ktoś patetycznie, ale ten patos pasuje do miejsca i chwili.

Pewną kartę domknęliśmy.
 

·
Live slow - Ride fast
Joined
·
3,178 Posts
Błachu fajnie że robisz wątek, ale rób może selekcje materiału, nikt nie da rady przeczytać tych artykułów o I wojnie, poza tym na maxa wrzucasz wszystko do jednego wora, szkoła filmowa, pierwsza wojna ja tego nie kumam , rozumiem watek miał byc inny niż wszystkie, ale nie masz na niego chyba konceptu wrzucasz co ci podejdzie.
A na przykład z jakiej **** fotka stacji Radegast w poście o filmowej Łodzi :nuts: do tego wodociągi i Matka Polka :nuts:
Przemyśl to pozdr.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #28 (Edited)
Zagraniczna prasa o Łodzi – Ziemia Obiecana Andrzeja Wajdy.



'Land Of Promise,' By Wajda


By CARYN JAMES
Published: February 5, 1988

Za stroną:

http://query.nytimes.com/gst/fullpage.html?res=9C05E7DF153AF936A35751C0A96E948260

AT first glance, the mid-1970's seems like the least inventive phase in the career of Andrzej Wajda, the brilliant, prolific Polish director. His trilogy from the 50's, ending with the masterly ''Ashes and Diamonds,'' assessed the emotional cost of World War II. In 1976, he would tear down Stalinist icons in ''Man of Marble.'' But earlier in the decade, films such as ''A Wedding'' and ''Land of Promise,'' both set in the 19th century, seemed to signal, if not a retreat from the political wars, at least an escape from the pressure of recent events.
''Land of Promise,'' the 1975 film that will have its first commercial run in New York at Cinema Village today and tomorrow, offers only a visual rest from contemporary battle. It has all the indirection you would expect of a defiant film maker whose work must pass Government censors and film boards (for years they rejected the idea for ''Man of Marble''), all the accomplishment of one adept at portraying the personal drama of history.
Based on the 1898 novel by the Nobel laureate Wladyslaw Reymont, the film reveals the city of Lodz in the midst of industrialization. Three men who become partners to build a textile factory offer a microcosm of social classes and ethnic diversity, a neat balance that exists only in fiction. Karol is a Polish nobleman with diminished fortunes; Maks is a German whose father's old-time mill is failing; Moryc is a Jew who is valued, at times merely tolerated, for his business connections. The three first appear at a sunlit country estate, and even in this washed-out print we can tell that their world of exquisite beauty - cathedral-tall birches, expansive lawns, a huge white manor house - will vanish in the coming political turmoil.
The center of the trio is Karol, who articulates all too bluntly the thoughts of the greedy, youthful man of the future. He dismisses what he calls the ''mummified gentry,'' which has left him penniless, while his father mourns for the ''peaceful, simple, superior'' life fading away. Daniel Olbrychski, a veteran of many Wajda films, gives Karol such controlled intensity that we almost believe he was the original of this stereotype.
Mr. Wajda seems to enjoy abandoning himself to 19th-century caricatures and narrative strategies, but his visual strength and authorial control redeem the story from its cliches. The partners, in top hats, drink champagne as they break ground for their factory; across the land, workers stream toward the other mills, dwarfed by buildings whose grayness is broken only by the pillars of black smoke that pour from them.
Such heavy-handed juxtaposition hasn't been done very well since Dickens, but Mr. Wajda makes it work because he is too smart to dwell on the smokestacks. He keeps moving his story ahead as the partners scheme to get more money and consider double-crossing one another, and as Karol wonders whether to betray his beautiful fiancee for a simple-minded, wealthy woman.
There are disturbing, graphic accidents in the factories, but like the images of poverty, the violence intrudes on more luxuriant and decadent images. In a theater, a heavy woman in clownish makeup rides a swing toward the audience and the camera flies with her, eventually picking out the three partners, who are busy spotting the women in the audience with the most jewels.
Not all of Mr. Wajda's 19th-century excesses sit comfortably in the 20th century. Too many secondary characters are stereotypes of Jews, especially a repulsive, piggish woman with whom Karol has an affair, and her merciless, vengeful husband. There is so little historical perspective on these characters that Mr. Wajda's own judgment seems to have failed him.
Though his film's narrative power is unquestionable, Mr. Wajda clearly wants to do more than replay history. Yet only in the final scene is there an unmistakable, overt reference to contemporary politics. When the now wealthy partners order police to shoot striking workers, Mr. Wajda is surely looking back to the 1970 protests in Gdansk, when Government troops fired on shipyard workers. The scene reverberates even more in hindsight, and points toward his 1981 film ''Man of Iron,'' tracing the political movements that led to the creation of Solidarity.


''Land of Promise'' remains a foray into the 19th century, but in spirit it is as political as any of Mr. Wajda's more pointed films. And if its artistry is finally too bound by the last century, it still bears the signature of a director whose every camera move has something to intrigue us.

Industrial Revolution

LAND OF PROMISE, written and directed by Andrzej Wajda (in Polish with English subtitles), based on the novel by Wladyslaw Reymont; photographed by Witold Sobocinski, Edward Klosinski and Waclaw Dybowski; music by Wojciech Kilar; art direction by Tadeusz Kosarewica; distributed by Tinc Productions. At Cinema Village, 22 East 12th Street. Running time: 165 minutes. This film has no rating.

Karol Borowiecki . . . . . Daniel Olbrychski
Moryc Welt . . . . . Wojciech Pszoniak
Maks Baum . . . . . Andrzej Seweryn
Anka . . . . . Anna Nahrebecka
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #29 (Edited)
Wydarzenia lat '90. Widzew Łódź

Jestem ciekaw ilu z Was ma w pamięci te obrazki, być może patrzył na to widowisko osobiście lub oglądał w telewizji lub nie widział tego jeszcze nigdy na oczy, w takim razie zapraszam do oglądania. W końcu to klasyk, mecze Legia – Widzew, w połowie lat dziewięćdziesiątych wzbudzały ogromne emocje, na boisku, na trybunach i poza nimi. W każdym razie ja osobiście nie jestem kibicem Widzewa i w tamtym meczu życzyłem łódzkiemu klubowi porażki. Szczerze mówiąc wolałem żeby wygrała Legia nie tylko z powodu, że moim klubem łódzkim był i jest ŁKS, ale i z tego powodu, że Legia w poprzednich sezonach ligi mistrzów radziła sobie świetnie, dotarła nawet do ćwierćfinału odpadając dopiero z klubem Krzysztofa Warzychy i Wandzika, czyli z Panathinaikosem Ateny. A mecz ten mógł się nie odbyć i zostać przełożony, ponieważ odbywał się po koniec października, a może był już to początek listopada, zaatakowała zima, a przypomnę że nikt w tamtych czasach w Polsce nie marzył o podgrzewanej murawie i całe boisko nasiąknięte było roztworem soli i innych specyfikom.
Legia przegrała 3:0, a Warzycha strzelił 2 gole, ale mniejsza o Legię.

Dzięki tej wygranej Widzew został po raz drugi z rzędu mistrzem Polski, po latach zmieniłem zdanie o tym meczu, pokazuję jaką siłę i jaką wolę walki miała ta drużyna, jak potrafią zmobilizować się z trudnych momentach i co najważniejsze pokazali, że są po prostu w tamtym czasie najlepsi. Dzięki wygranej w tym meczu, historycznej wygranie nad Legią gdzie w 5 minut rozmontowali warszawską Legię i wywalczyli MP, który za cały sezon się im jak najbardziej należał.

Rok wcześniej podobna sytuacja jeśli chodzi o dramaturgię zdarzyła się w eliminacjach do LM, gdzie łódzka drużyna trafiła na drużynę z Breandby Kopenhaga, gdzie Widzew po ciężkiej, przeprawie z Brendby ( jak kiedyś Legia z IFK Geoteborg ), W-B 2:1, B-W 3:2 i dzięki strzale Majaka i główce Wojtali, wywalczył historyczny awans do Ligi Mistrzów. A potem to były już klasyki, ze Steaua’ą Bukareszt – wygrane, z Atletico Madryt, tu świetna gra mimo porażek i piękna bramka Marka Citki. Wreszcie najbardziej prestiżowe mecze z Borussią Dortmund, późniejszym triumfatorem tych rozgrywek. 2 mecze dwie dramaturgie, dwie wielkie chwile i dwa w naszych sercach wielkie wspomnienia, przegraną 2:1 na Westfallenstadion, i bramkę Marka Citko oraz mecz w Łodzi, dwa gole Jacka Dembińskiego i wielka feta z powodu wspaniałego widowiska. Było tak blisko, Widzew w tym meczu gdyby nie kilka błędów mógłby wygrać, graliśmy jak równy z równym. Mimo iż nie kibicuje Widzewowi na co dzień, szanuję to drużynę za to co dla polskiej piłki i dla promocji Łodzi zrobiła w tamtym okresie. Jak się później okazało, a od tamtego okresu minęło 10 lat, Widzew był ostatnią polską drużyną, która awansowała do grupowej fazy LM. Dziękuje za wspaniałe wspomnienia.

A teraz zapraszam do obejrzenia 5 minut w wykonaniu łódzkiego Widzewa w historycznym meczu na Łazienkowskiej


Także reportaż Canal+ o tym meczu


Widzew Łódź - Brendby Kopenhaga


Brama Marka Citko w meczu z Alletico Madryt


Bramka Jacka Dembińskiego w meczu z Borussią


I na zakończenie

 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #30 (Edited)
Łó(Lu)dzkie historie.

Kilka historii do poczytania o Łodzi zaczerpnięte ze strony

http://www.odyssei.com/pl/gminy/847.html

autorstwa Malwiny Marczak, myślę że nie będzie miała nic przeciwko, a samo jej nazwisko jakoś mi się kojarzy.

Łódź Fabryczna.

Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi
głosami niby chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.

Olbrzymie fabryki, których długie czarne cielska i wysmukłe szyje- kominy majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu - budziły się z wolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów, zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zalegały ziemię.

W tak obrazowy sposób Władysław Reymont, laureat nagrody Nobla, opisuje poranek w XIX wiecznej Łodzi. Olbrzymie fabryki, o, których mowa są znakiem charakterystycznym łódzkiego pejzażu. Budowali je kolejni przemysłowcy przybywający do Łodzi.; Geyerowie, Scheiblerowie, Poznańscy. W przeciągu zaledwie kilkudziesięcioleci miasto z małej osady rolniczej Łódki zamieniło się w zagłębie przemysłu włókienniczego. Pod koniec XIX wieku w Łodzi istniało kilkaset fabryk o ceglanych elewacjach i żeliwnych konstrukcjach, bogatych w detale nawiązujące do architektury obronnej.

Zespoły Fabryczno-rezydencjonalne, które wtedy powstały są doskonałym przykładem XIX wiecznej architektury przemysłowej, będąc już dziś unikatem na skalę światową. Największy to Księży Młyn wybudowany przez Karola Scheiblera. Ten przemysłowiec niemieckiego pochodzenia w Łodzi zrobił majątek w czasie tzw. głodu bawełnianego. Pozwoliło mu to wybudować olbrzymie królestwo, w skład, którego wchodziły oprócz zabudowań przemysłowych osiedle z domami dla robotników, sklepy, szkoła przemysłowa, szpital i ambulatorium, remiza strażacka, stacja kolejowa, rezydencja oraz oczywiście zabudowania przemysłowe. Całość stanowiła miasto w mieście. W dawnym pałacu Scheiblera znajduje się obecnie jedyne w Polsce Muzeum Kinematografii. Większość budynków zachowała się do dziś.

Przy ulicy Ogrodowej w Łodzi znajduje się drugi tego typu zespół, należący niegdyś do Izraela Kalmanowicza Poznańskiego. Jego imperium powstało w drugiej połowie XIX stulecia. Zaprojektowane zostało przez Hilarego Majewskiego. W skład założenia wchodziło kilkanaście obiektów ( tkalnia bawełny, przędzalnia, bielnik, apretura, farbiarnia, drukarnia tkanin oraz budynki pomocnicze). Do kompleksu prowadzi monumentalna brama, na jej szczycie znajduje się imponujący zagar. Najokazalszy to pięciokondygnacyjny budynek przędzalni, który wybudowany został z nieotynkowanej czerwonej cegły. Po drugiej stronie ulicy Poznański wzniósł dla swych pracowników. Sam zamieszkał wraz z rodziną w przepięknym neobarokowym Pałacu, który jest największą neobarokową rezydencją w Polsce.

Olbrzymi kompleks Poznańskiego jest obecnie rewitalizowany. Na jego terenie powstaje Centrum kulturalno-Rozrywkowe Manufaktura.
Doskonałym przykładem łódzkiej architektury przemysłowej jest Biała Fabryka Ludwika Geyera. Została wybudowana w latach 1835-1838. W 1839 r. została uruchomiona przędzalnia, w której 7500 wrzecion napędzanych było pierwszą w Królestwie Polskim i Łodzi maszyną parową o mocy 60 koni mechanicznych. Gmach fabryki był wzorowany na budowlach angielskich.

Prezentuje uproszczone formy klasycystyczne. Został otynkowany i pomalowany na biało, stąd nazwa Białą Fabryka. Kontrastuje mocno z późniejszymi fabrykami, które miały kolor czerwony, gdyż z oszczędności nie były tynkowane. Obecnie w fabryce mieści się jedyne w Polsce Centralne Muzeum Włókiennictwa.

Warto jeszcze wspomnieć o kompleksie fabryczno-rezydencjonalnym Grohmanów. Obejmował on tereny przy ulicy Tylnej i Targowej sięgając ulic; Fabrycznej, Magazynowej,Tymienieckiego, i Kilińskiego. Na tym terenie kolejni członkowie rodziny wznosili wille i pałace. Willa Ludwika Grohmana przy ulicy Tylnej to piękny neorenesansowy budynek. Została wzniesiona w 1881 r. w sąsiedztwie przędzalni przy ulicy Targowej. Z zespołem willowym sąsiaduje dawny park Grohmanów obecnie Park im. J. Kilińskiego.

W 1898 Henryk Grohman wzniósł przy ulicy Targowej tkalnie mechaniczną. Wiodła do niej monumentalna brama zwana potocznie beczkami grohmanowskimi. Stały się one wkrótce symbolem całego przedsiębiorstwa i jednym z najbardziej znanych symboli ówczesnej Łodzi.
Łódź przez wiele lat funkcjonowała w powszechnej wyobraźni jako miast fabryk. To dzięki nim XIX wieczne miasto wkroczyło na drogę tak szybkiego rozwoju, jakim żadne inne nie mogło się pochwalić.

Architektura przemysłowa wpisana w łódzki pejzaż stanowi największą atrakcję tego miasta. Miasta szarych kominów, fabryk, ale także przepięknych willi i pałaców, rezydencji fabrykanckich. Niespotykanych w żadnym innym mieście w Polsce.



Niezwykła historia miasta Łodzi

Korzenie Łodzi sięgają prawdopodobnie XII wieku. Pierwsza udokumentowana wzmianka o osadzie pojawiła się jednak dopiero w 1332 r. w przywileju wydanym przez księcia łęczyckiego Władysława. Dokument ten zwalniał od sądownictwa książęcego poddanych dóbr kapituły włocławskiej w ziemi łęczyckiej, w tym również mieszkańców wsi Łodzia.
Wiek XV przyniósł osadzie awans do rangi miasta. Pierwsza lokacja, na prawie magdeburskim, miała miejsce w 1414 r. Ponowna, nadana przez Władysława Jagiełłę, w 1423 r. Przywileje lokacyjne m.in. uwolnienie mieszkańców Łodzi od jurysdykcji władzy państwowej, ustalenie dni targowych oraz jarmarków miały spowodować rozwój gospodarczy miasta. Jednak aż do okresu przemysłowego Łódź przypominała bardziej osiedle wiejskie niż miejskie a jej mieszkańcy trudnili się rolnictwem.

Żywiołowy rozwój miasta nastąpił dopiero na początku XIX wieku, co związane było z rozwojem przemysłu włókienniczego w Polsce. Decyzję o urządzeniu w Łodzi osady rękodzielniczej podjęto w czasie wizytacji tego obszaru przez prezesa Komisji Województwa Mazowieckiego Rajmunda Rembielińskiego w lipcu 1820 r. Osadę sukienniczą Nowe Miasto wyznaczono w latach 1821-1823 wzdłuż traktu piotrkowskiego. Od tego momentu do Łodzi zaczęli masowo ściągać rzemieślnicy ze Śląska, Nadrenii, Saksonii, Czech, niemieccy przedsiębiorcy i żydowscy kupcy. Najważniejszym elementem Nowego Miasta był centralnie położony ośmioboczny rynek (obecnie Plac Wolności) przecięty regularnym krzyżem ulic wyznaczających kierunki świata.
Od 1824 r., wzdłuż traktu piotrkowskiego i doliny rzeki Jasień, zaczęto urządzać kolejną osadę przeznaczoną dla tkaczy bawełny i lnu ? Łódkę. Jako pierwszą wyznaczono strefę przemysłową nad rzeką Jasień skupiającą zakłady mechaniczne ? pierwsze manufaktury włókiennicze. Kolonię tkacką usytuowano przy ulicy Piotrkowskiej, wzdłuż której wytyczono jednakowe parcele i wzniesiono parterowe domy.

Dalszy rozwój następował żywiołowo bez nadzoru władz. Parcelowano działki, zajmowano pod budowę tereny użytkowane pierwotnie jako ogrody tkaczy i prządników. Nastąpiła intensyfikacja zabudowy. Znikły parterowe budynki a na nich miejsce pojawiły się wysokie kamienice czynszowe o niskim standardzie wyposażenia. Obok gigantycznych fabryk włókienniczych powstawały pałace oraz eleganckie, fabrykanckie wille, banki, instytucje kultury i oświaty, szpitale. W błyskawicznym tempie rosły wielkie fortuny łódzkich fabrykantów: Poznańskich, Scheiblerów, Geyerów, Grochmanów, Kopischów, Herbstów, Kindermannów, Richterów.

Wybuch I wojny światowej zahamował nienotowany nigdzie indziej na świecie rozwój demograficzny i gospodarczy. Okupujący Łódź Niemcy zniszczyli większość fabryk, zarekwirowano środki transportu i maszyny, co unieruchomiło praktycznie cały przemysł. Ponadto Łódź została odcięta od najważniejszego rynku zbytu, jakim była Rosja.

W okresie międzywojennym próbowano usunąć zniszczenia, jednak miasto nigdy nie powróciło do dawnej świetności gospodarczej. Podjęto natomiast szereg działań mających na celu rozwój oświaty i kultury. W 1919 r. wprowadzono po raz pierwszy w Polsce program powszechnego nauczania, ponadto założono kilka muzeów (w tym Muzeum Nauki i Sztuki z drugą na świecie galerią sztuki nowoczesnej).

Okupacja niemiecka podczas II wojny światowej przyniosła miastu ponowne straty osobowe i materialne. Wywołane były one nie bezpośrednimi działaniami wojennymi, a świadomą polityką okupanta, polegającą na dążeniu do całkowitej eksterminacji ludności żydowskiej i wywózce polskich mieszkańców z miasta. W 1940 r. na obszarze Bałut i Starego Miasta utworzono getto, (Litzmannstadt Getto), w którym zamknięto ponad 160 tys. Żydów. Większość z nich, w latach 1942-1944, deportowano i zagazowano w obozach zagłady w Chełmnie nad Nerem i w Oświęcimiu. W ciągu 5 lat wojny Łódź straciła ok. 430 tys. osób tj. 2/3 ludności.

Po wojnie Łódź ponownie stała się królestwem przemysłu włókienniczego. Nastąpiła koncentracja produkcji, zlikwidowano setki małych fabryczek włączając je do dużych przedsiębiorstw. Inne gałęzie przemysłu odgrywały drugorzędną rolę.

Zmiany ustrojowe na początku lat 90-tych zmieniły radykalnie sytuacje w mieście. Upadek bloku kapitalistycznego, pogorszenie stosunków politycznych Polski z b. ZSRR spowodował załamanie rynku. Łódź straciła tradycyjnych odbiorców wyrobów włókienniczych na Wschodzie, a otwarcie rynków dla krajów zachodnich spowodował gwałtowny upadek rodzimego przemysłu. Gigantyczne zakłady, dotychczasowa chluba miasta, nie wytrzymały konkurencji europejskich i azjatyckich producentów. Kryzys gospodarczy spowodował ogromne bezrobocie.

Ostatnie lata, dzięki restrukturyzacji i przemyślanej polityce samorządowej, przyniosły znaczną poprawę sytuacji w mieście. Łódź zaczyna przyciągać coraz więcej zagranicznych inwestorów. Miasto staje się ważnym ośrodkiem logistyczno - transportowym i centrum konferencyjno ? kongresowym. Rozwijają się funkcje metropolitalne, a szczególnie sektor bankowości i finansów, szkolnictwa wyższego, handlu i usług tele ? informatycznych. Sytuacja ta przekłada się na wygląd miasta. Centrum Łodzi pięknieje. Odnowione kamienice, zagospodarowana ulica Piotrkowska, szereg międzynarodowych imprez odbywających się corocznie w mieście zachęcają do odwiedzin dawnej Ziemi Obiecanej. Najlepsze jeszcze przed Łodzią.

Łódzkie naj

Łódź już dawno przestała przypominać szare, przemysłowe miasto. Obecnie to tętniące życiem miejsce, mające do zaoferowania niepowtarzalną atmosferę oraz niezliczone atrakcje w postaci zabytków, ośrodków kulturalnych, naukowych i centrów rozrywki. Wśród nich znajdują się niepowtarzalne w skali kraju i Europy obiekty, które warto odwiedzić w czasie wizyty w Łodzi.

Oto lista łódzkiego naj:
NAJwiększe zespoły fabryczno - rezydencjalne w Polsce - I.K. Poznańskiego przy ul. Ogrodowej oraz Księży Młyn K. W. Scheiblera przy ul. Tymienieckiego

NAJwiększy pałac fabrykancki w Polsce ? pałac I. K. Poznańskiego zbudowany przed 1902 r., obecnie siedziba Muzeum Historii Miasta Łodzi (ul. Ogrodowa 15);

NAJwiększa liczba willi i pałaców fabrykanckich w Polsce ? około 200 na terenie miasta;

NAJwięcej czynnych cerkwi w środkowej Polsce ? na terenie miasta znajdują się trzy: św. Aleksandra Newskiego (ul. Kilińskiego 54), św. Olgi (ul. Piramowicza 12) oraz Zaśnięcia NMP (Cmentarz Prawosławny, na Dołach);

NAJlepiej zachowany przykład XIX wiecznego miasta włókienniczego w Polsce;

NAJwiększy w Europie Cmentarz Żydowski ? usytuowany przy ul. Brackiej zajmuje powierzchnię 42 ha, znajduje się tam 180 000 grobów, 65 000 macew;

NAJdłuższy w Europie trakt handlowy - ul. Piotrkowska mierząca ok. 4 km długości;

NAJdłuższy deptak w Polsce - część ulicy Piotrkowskiej (od pl. Wolności do al. Mickiewicza) o długości ponad 1.8 km;

NAJwiększe skupisko pubów i restauracji w obrębie jednej ulicy - na ulicy Piotrkowskiej lub w jej najbliższej okolicy usytuowanych jest ponad 100 pubów, klubów, dyskotek i restauracji;

NAJoryginalniejszy środek transportu w Polsce - riksze i trambus kursujące po ulicy Piotrkowskiej ;

NAJbardziej awangardowy pub w Polsce ? Łódź Kaliska, znajduje się przy ul. Piotrkowskiej 102. Założony został przez grupę artystyczną działającą pod taką samą nazwą;

NAJwiększe grafitti w Polsce - znajduje się na bocznej ścianie budynku usytuowanego przy ul. Piotrkowskiej 152;

NAJwiększy w Polsce zabytkowy budynek bankowy - gmach Narodowego Banku Polskiego, przy al. Kościuszki 14, wybudowany w 1908 r.;

NAJstarsza w Polsce kolekcja sztuki nowoczesnej ? znajduje się w zbiorach Muzeum Sztuki przy ul. Więckowskiego 36;

NAJwiększa kolekcja współczesnych tkanin artystycznych w Europie - liczy 1482 eksponaty (stan z dnia 14.03.2004 r.), znajduje się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa, przy ulicy Piotrkowskiej 282. Tu także jest organizowane Międzynarodowe Triennale Tkaniny Artystycznej ?najstarszy konkurs tego typu na świecie.

NAJwiększy w Europie las miejski - Las Łagiewnicki zajmuje obszar 1200 ha. Jest częścią Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich;

NAJstarszy miejski rezerwat przyrody w Polsce - Polesie Konstantynowskie, powstał w 1934 r.;

NAJwiększy Ogród Botaniczny w Polsce - zajmuje powierzchnię 64 ha, znajduje się przy ul. Krzemienieckiej 36/38,;

NAJnowocześniejsza palmiarnia w Polsce usytuowana jest przy al. Piłsudskiego na terenie parku Źródliska;

NAJstarszy szpital dziecięcy w Polsce - powstał w 1905 r. jako szpital im. Anny Marii, obecnie funkcjonuje jako szpital im. J. Korczaka. Znajduje się przy al. Piłsudskiego 71;

NAJstarsze w Polsce Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców - funkcjonuje od 1952 r. przy Uniwersytecie Łódzkim;

NAJwiększa prywatna uczelnia w Polsce ? Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna z ok. 20 tys. studentów;

NAJwiększe w Europie Środkowo-Wschodniej targowisko tekstyliów i artykułów przemysłu lekkiego - na 13-kilometrowym odcinku, przy międzynarodowej drodze Gdańsk-Cieszyn, powstały Centrum Handlowe Ptak i Polros oraz targowiska w Tuszynie i Głuchowie;

NAJnajwiększa w Polsce oczyszczalnia ścieków - Grupowa Oczyszczalnia Ścieków Aglomeracji Łódzkiej zajmuje powierzchnię 366 ha, obsługuje około 750 tys. mieszkańców. Obiekt usytuowany jest przy ulicy Sanitariuszek 70/72 nad rzeką Ner;

NAJdłuższa linia tramwajowa -11

NAJwyżej położone miasto wojewódzkie w Polsce (284 m npm)

NAJsmaczniejsza woda pitna z wodociągów miejskich w Polsce ( pobierana z 60 studni głębinowych)

NAJbliżej środka Polski

JEDYNY deptany pomnik w Europie - pomnik Łodzian Przełomu Tysiąclecia, ciągnie się na 340 metrowym odcinku ulicy Piotrkowskiej (miedzy ul. Nawrot i ul. Tuwima). Składa się z ok. 13 454 betonowych kostek z żeliwnymi wkładkami wypełniających nawierzchnię jezdni. Na każdej widnieje nazwisko fundatora;

JEDYNE w Polsce Muzeum Kinematografii - znajduje się na placu Zwycięstwa 1, w zabytkowym pałacu K.W. Scheiblera;

JEDYNE w Polsce wielodziałowe Centralne Muzeum Włókiennictwa - znajduje się przy ulicy Piotrkowskiej 282;

JEDYNE w kraju muzeum medycyny wojskowej przy ul. Żeligowskiego 7/9;

JEDYNE w kraju muzeum intarsji (techniki zdobienia przedmiotów drewnianych innymi gatunkami drewna) przy ul. Źródłowej

JEDYNE w Polsce zbiory pamiątek związane z działalnością PKO - znajdują się w gmachu I Oddziału PKO Banku Polskiego w Łodzi, przy al. Kościuszki 15;

JEDYNA w Polsce kawiarnia połączona z butikiem kawiarnia Pret a cafe, znajduje się przy ulicy Piotrkowskiej 67. Powstała w kwietniu 2003 r. z inicjatywy łódzkiej projektantki mody - Agaty Wojtkiewicz.



Kilka już nieaktualnych, to ostatnie wiem na pewno.




Ulica Piotrkowska.

Początki istnienia ulicy Piotrkowskiej sięgają lat 20. XIX w., kiedy to wzdłuż traktu piotrkowskiego (prowadzącego z Piotrkowa do Zgierza) powstała tzw. Osada Łódka, łącząca zespół Starego i Nowego Miasta z powstałą na południu osadą tkacką. Wzdłuż głównej drogi wybudowano parterowe domy ? kolonię tkacką, przeznaczoną dla przybywających do ?Ziemi Obiecanej? osadników.
Po raz pierwszy nazwa Piotrkowska pojawiła się w 1821 r., dla określenia fragmentu odcinka traktu piotrkowskiego (dziś ul. Nowomiejska), biegnącego od placu Kościelnego do Rynku Starego Miasta. Pierwsza tabliczka z nazwą ulicy pojawiła się w 1823 r. za sprawą burmistrza Starego Miasta- Czarnkowskiego.
Przez wiele lat Piotrkowska była drogą gruntową, bruk pojawił się dopiero, w 1865 r., a cztery lata później rozbłysły latarnie gazowe. Dziś, spacerując po tej najbardziej znanej w Łodzi ulicy, trudno wyobrazić sobie ją przed blisko 200 laty. Chociaż spoglądając na nią w szare deszczowe dni można poczuć klimat minionej epoki. Tak naprawdę większość kamienic pamięta XIX wiek.
Obecnie jest to najdłuższy trakt handlowy Europy, liczący około 4 kilometrów długości. Część ciągnącą się na docinku 1,8 kilometra od Placu Wolności, aż do Alei Mickiewicza i Piłsudskiego przekształcono w deptak. Ulica Piotrkowska pełni w mieście rolę starówki ze względu na brak rynku głównego. To tu odbywają się najważniejsze imprezy kulturalne, happeningi, spotkania oraz corocznie organizowane w maju Święto Łodzi.
Ulica Piotrkowska przyciąga turystów przepięknie odrestaurowanymi, pełnymi przepychu kamienicami i pałacami, w których zachwyca każdy, precyzyjnie wykonany detal. Nie sposób przejść obojętnie obok kamienicy Scheiblera (nr 11), dawnego domu bankowego Goldfedera (nr 77), kamienicy Petersiliego (pod nr 86), pałacu Heinzla (nr 104), pałacu Kindermanna (nr 137) czy chociażby Pałacu rodziny Steinertów oraz wielu innych. Jednak, aby poznać prawdziwy ?smak? tej ulicy, należy zajrzeć na podwórka kryjące się za okazałymi fasadami. Każde z nich ma swój niepowtarzalny urok. Można odnaleźć takie, gdzie czas wydaje się stać w miejscu, wybrukowane kocimi łbami kryjące zapomniane sklepiki ze starociami lub małe zakłady rzemieślnicze. Na innych odnowionych znajdują się eleganckie kawiarnie serwujące niezliczone gatunki kaw i herbat oraz słynne łódzkie puby.
Piotrkowska to także ulubione miejsce spotkań mieszkańców miasta, którzy potocznie nazywają ją Pietryną. Przez cały tydzień o każdej porze, pasaż tętni życiem. W dzień odwiedzających przyciągają kolorowymi wystawami sklepy znanych marek odzieżowych i obuwniczych. Wieczorem kuszą kawiarnie, puby, kluby, dyskoteki, restauracje, których na samej ulicy Piotrkowskiej oraz w jej najbliższej okolicy jest około 100. Miłośnicy wyszukanych kuchni nie zostaną zawiedzeni Na piotrkowskiej można odbyć podróż kulinarną po całym świecie.
W weekendowe wieczory Pietryna wydaje się być bardziej zatłoczona niż za dnia, jak magnes przyciąga zwolenników clubbingu. Mieszkańcy Łodzi i przyjezdni odwiedzają najpopularniejsze miejsca spotkań takie jak Łódź Kaliska, Irish Pub, Blu, Klub Siódemki, Klub Cabaret, Fanaberya czy Dublin Pub. Mają one do zaoferowania niepowtarzalną atmosferę, niektóre z nich są tak ukryte, że trafi do nich tylko wytrawny klubowicz.
Na ulicy Piotrkowskiej znajdują się oryginalne pomniki poświęcone słynnym łodzianom. Należy do nich pomnik Łódzkich Fabrykantów, Fortepian Rubinsteina, Kuferek Reymonta czy Ławeczka Tuwima, najsłynniejszego łódzkiego poety. Łodzianie twierdzą, iż potarcie jego nosa przynosi szczęście...
Na wzór słynnej Hollywodzkiej Aleii Gwiazd powstała Łódzka Aleja Sławy., podkreślająca filmowe tradycje miasta. Pomysłodawcą projektu był polski aktor, Jan Machulski. Pierwszą gwiazdę ? Andrzeja Seweryna, odsłonięto w 1997 r. Kolejne upamiętniają wybitnych polskich aktorów, reżyserów, operatorów i twórców muzyki filmowej. Można tu znaleźć tak znakomite nazwiska jak Polański, Holland, Wajda czy Kieślowski.
Na łódzkim deptaku znalazł swoje miejsce także Pomnik Łodzian Przełomu Tysiąclecia. Idea powstania tego niezwykłego dzieła sztuki zrodziła się w Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, w 1999 r. Wtedy to w nawierzchnię jezdni wmurowano 40 pierwszych tabliczek z nazwiskami prywatnych fundatorów - mieszkańców Łodzi lub osób czujących się z miastem związanych. Obecnie jest ich 13 454.
Większość atrakcji Pietryny można podziwiać przemierzając ją rykszą lub trambusem będącym repliką starego tramwaju. To właśnie tu powstało największe w Polsce grafitti.
Ulica Piotrkowska to magiczne i niepowtarzalne miejsce, wizytówka i serce miasta ukochane przez mieszkańców Łodzi. Wystarczy zawitać tu, choć na chwilę, by ulec jej magicznemu czarowi...


IMPERIUM IZRAELA POZŃAŃSKIEGO




Ten wspaniały zespół urbanistyczny Łodzi znajduje się przy ulicy Ogrodowej. Jest to przędzalnia Poznańskiego wraz z innymi budynkami przemysłowymi oraz luksusowy pałac. W przeciwieństwie do Księżego Młyna, królestwo Poznańskiego znajduje się niemalże w samym sercu Miasta. To jeden z najbardziej znanych i najcenniejszych zabytków przemysłowej Łodzi.
Izrael Kalmanowicz Poznański był największym żydowskim fabrykantem Łodzi i jednym z najważniejszych w Królestwie Polskim. Za swoją działalność przemysłową otrzymał dziedziczny tytuł honorowego obywatela Łodzi. Urodził się w 1833 roku w Aleksandrowie łódzkim. Jego ojciec Kalman, był kupcem. W 1834 roku kupił na Starym Rynku sklep z artykułami korzennymi i warsztatem tkackim, który w 1852 roku przekazał synowi. Izrael pierwsze większe pieniądze zarobił handlując przędzą oraz tkaninami produkowanymi przez fabrykę Karola Scheiblera, z którym potem całe życie rywalizował.
W 1872 roku Poznański zdecydował się zainwestować pieniądze we własną fabrykę. W dolinie rzeki Łódki, między dzisiejszymi ulicami Ogrodową, Drewnowską i Zachodnią kupił działki i zaczął stawiać budynki fabryczne.
Wkrótce powstało kolejne potężne fabryczne Miasto w Mieście gdzie oprócz tkalni, przędzalni i innych budynków przemysłowych, stanęły domy dla robotników i rezydencja fabrykanta. Cały kompleks, wraz z bocznicą kolejową i magazynami zajmował blisko 30 hektarów. Poznański sprowadzał bawełnę z odległych zakątków Azji i Stanów Zjednoczonych, gotowe wyroby wędrowały z Łodzi do Rosji i Persji. W 1889 przekształcił swoje potężne przedsiębiorstwo w Towarzystwo Akcyjne Wyrobów Bawełnianych. Pod koniec XIX wieku jego majątek szacowano na zawrotną sumę 21 milionów rubli. Fabrykant był twórcą i fundatorem wielu ważnych instytucji miejskich. Założył szpital żydowskich imienia Izraela i Leony Poznańskich (dziś szpital Sterlinga) i szpital fabryczny przy ulicy Drewnowskiej 75. Wspierał finansowo budowę synagogi postępowej przy ulicy Spacerowej i kierował rada Nadzorczą Towarzystwa Kredytowego Miasta Łodzi. Był prezesem Gminy Żydowskiej i Łódzkiego Towarzystwa Dobroczynności, a także członkiem Rady Miejskiej w Łodzi. Zmarł w 1900 roku.

PAŁAC FABRYKANTA

Rozmachem i bogactwem form pałac Poznańskiego przy ulicy Ogrodowej zaćmił wszystkie inne rezydencje fabrykanckie nie tylko w Łodzi, ale i w Europie. Budowa gmachu zaczęła się w końcu lat 80. XIX stulecia, kiedy na życzenie fabrykanta wykonano projekt nowej rezydencji. W architekturze Pałacu można odnaleźć elementy różnych stylów. To typowy przykład eklektyzmu. Stąd wzięła się anegdota powtarzana przez łódzkich przewodników , o tym jak Poznański zapytany w jakim stylu chciałby mieć pałac odparł oburzony: - Jak to w jakim stylu? Mnie stać na wszystkie. Pałac przy Ogrodowej nazywany jest łódzkim Luwrem. Budynek pełnił funkcje handlowe jak i reprezentacyjne. Od 1975 mieści się tam Muzeum Historii Miasta Łodzi.
W ostatnich latach przeprowadzono renowację fasady, przywrócono też urodę elewacji i zabytkowym wnętrzom. Dziś znowu pałac reprezentuje się znakomicie tak od ulicy jak i od strony ogrodu. Epatuje bogactwem i przepychem formy. Zarówno w elewacji, jak i na dachu można dostrzec różnorodne motywy dekoracyjne. Ozdobny monogram rodziny Poznańskich jest obecny w kopule, na kominie, ale także w wielu miejscach pałacu.
Zarówno kiedyś jak i dziś pałac jest miejscem bali i imprez artystycznych. W sali lustrzanej odbywają się koncerty.

POTĘŻNA FABRYKA

Historia kompleksu Poznańskiego rozpoczęła się w 1872 roku, gdy przy Ogrodowej stanęła parterowa tkalnia. Kilka lat później wybudowano monumentalną przędzalnię, a także inne oddziały bielnik tkanin, apreturę, farbiarnię i drukarnię. W końcu magazyny i sklepy firmowe. W ten sposób narodził się potężny wielowydziałowy zakład, gdzie odbywał się pełny tok produkcyjny wyrobów bawełnianych. Najbardziej zurbanizowana strefa produkcyjna liczyła ponad 15 hektarów, ale wraz z rozwojem firmy powstawały kolejne magazyny, do fabryki doprowadzono też bocznicę kolejową. W sumie obszar zakładu podwoił się. Najbardziej widocznym budynkiem kompleksu fabrycznego jest potężna czteropiętrowa przędzalnia z czerwonej nietynkowanej cegły stojącej wzdłuż ulicy Ogrodowej. Już w 1881 roku po przeciwnej stronie ulicy stanęły domy dla robotników.
Pałac Izraela Poznańskiego i jego fabryka stanowią symbol wielokulturowej przeszłości Łodzi. W latach 70-tych cały kompleks objęty został ochroną konserwatorską.

Atrakcyjne miasto

Łódź przez wiele lat funkcjonowała w powszechnej wyobraźni jako miasto fabryk i szarej codzienności. Niewiele osób dostrzegało jej walory architektoniczne, krajobrazowe, przyrodnicze i kulturowe.
Niepowtarzalne dziedzictwo materialne dzisiejszej Łodzi jest następstwem wielokulturowej, niebanalnej historii. Przez dziesiątki lat przeplatały się tutaj kultury: polska, żydowska, niemiecka i rosyjska. Dziś możemy podziwiać materialne dowody ich bytności w ?Ziemi Obiecanej?, które nadają miastu niepowtarzalny charakter.
Unikalne w skali światowej są zespoły rezydencjonalno przemysłowe. Dwa z nich znajdują się na terenie tzw. ?Księżego Młyna? i zostały wzniesione przez Karola Wilchelma Scheiblera i Ludwika Grohmana. Kolejny, usytuowany jest w centrum miasta i niegdyś należał do konkurencyjnego fabrykanta ? Izraela Kalmanowicza Poznańskiego. Obecnie na terenie wchodzącej w jego skład fabryki powstaje centrum kulturalno ? rozrywkowe ?Manufaktura?. Na zespół składały się budynki fabryczne, domy dla zatrudnionych robotników oraz okazała siedziba właściciela. W przypadku Księżego Młyn,a były to także: szpital, ambulatorium, szkoła, sklepy - konsumy, remiza strażacka, odrębna bocznica kolejowa, folwark.... Jednak jak przystało na ?Polski Menchester?, bo tak często określa się Łódź, nie są to jedyne przykłady architektury przemysłowej w mieście.
Gdy niewielkie przedsiębiorstwa pionierów łódzkiego przemysłu, zaczęły przeobrażać się w imponujące fortuny, równocześnie powstawały ich okazałe siedziby. W Łodzi znajduje się około 200 willi i pałaców. Odwiedzając miasto nie można pominąć jego symbolu - Pałacu Poznańskiego obecnie siedziby Muzeum Historii Miasta Łodzi (ul. Ogrodowa 15/17). Warto także odwiedzić inne pałace: Pałac Karola Poznańskiego-obecnie Akademia Muzyczna( ul. Gdańska 32) oraz Pałac Maurycego Poznańskiego-obecnie Muzeum Sztuki wybudowane przez synów tego fabrykanta.
Słynna Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera mieści się w dawnym pałacu Oskara Kohna (ul. Targowa 61/63), natomiast Miejska Galeria Sztuki na swą siedzibę obrała najpiękniejszą wille secesyjną, niegdyś będącą własnością Leopolda Kindermanna (ul. Więckowskiego 31/33).
Wspominając o wielokulturowej przeszłości miasta nie sposób pominąć zabytków sakralnych. Społeczność żydowska niegdyś licznie zamieszkująca Łódź, wzniosła cztery okazałe synagogi, które bezpowrotnie zostały zniszczone w czasie II wojny światowej. Jedynym świadkiem tamtych tragicznych wydarzeń jest ukryta w podwórzu, niewielka synagoga przy ul. Rewolucji 1905 (nr 28). Warto poświęcić chwilę uwagi cerkwi p.w. Św. Aleksandra Newskiego (ul. Kilińskiego 54) czy ewangelicko - augsburskiej świątyni p.w. Św. Mateusza (ul. Piotrkowska), która dzięki znakomitej akustyce gości koncerty organizowane przez Filharmonię Łódzką. Nieopodal na ulicy Piotrkowskiej usytuowana jest archikatedra p.w. św. Stanisława Kostki z dominującą nad tą częścią miasta 100 metrową wieżą.
W Łodzi znajduje się także największa w Europie nekropolia żydowska (ul. Bracka). Pierwszy cmentarz tego wyznania powstał przy ulicy przekornie nazywanej Wesołą, jednak nie dotrwał do dzisiejszych czasów. Nowy cmentarz utworzono w 1892 r. Obecnie zajmuje powierzchnię 41 ha, znajduje się tam 180 000 grobów, 65 000 macew. Spoczywają tam m.in. łódzcy przemysłowcy: Poznańscy, Silbersteinowie, Prussakowie, Stillerowie, Jarocińscy oraz rodzice Juliana Tuwima i Artura Rubinsteina. Rozległy obszar zajmuje pole gettowe gdzie pochowano ofiary Litzmannstadt Getto.
Stary Cmentarz ? katolicki, ewangleicki i prawosławny (ul. Ogrodowa), powstał w latach 1855-1858. Pochowano tam osoby, które przyczyniły się do rozwoju medycyny, kultury i nauki w Łodzi oraz wielkich fabrykantów: Biedermannów, Grohmannów, Geyerów, Kindermannów. Nad obszarem góruje wybudowana w neogotyckim stylu, okazała kaplica ? grobowiec rodziny Scheiblerów.
Będąc w Łodzi warto odwiedzić także jedyne w Polsce Centralne Muzeum Włókiennictwa i Muzeum Kinematografii, ponadto ciekawe zbiory prezentują Muzeum Archeologiczno ? Etnograficzne oraz Muzeum Tradycji Niepodległościowych wraz z oddziałem Radogoszcz, powstałym na terenie dawnego obozu hitlerowskiego.
Na obszarze miasta znajdują się 33 parki, z których 11 jest wpisanych do rejestru zabytków. W niedalekiej odległości od centrum usytuowany jest największy, liczący sobie 300 ha - tzw. Park na Zdrowiu. Na jego terenie w 1930 r. utworzono pierwszy w Polsce miejski rezerwat przyrody - Polesie Konstantynowskie. Należy również wybrać się do pobliskiego ogrodu botanicznego. Zgromadzona tam kolekcja obejmuje około 3 500 gatunków oraz odmian roślin.
Las Łagiewnicki jest jednym z największych miejskich lasów w Europie. Zajmuje powierzchnię ponad 1200 ha. Na jego terenie można podziwiać barokowy klasztor franciszkanów oraz najstarsze zabytki miasta: dwie drewniane kaplice z 1676 r. i z 1703 r. W centrum lasu utworzono rezerwat przyrody, natomiast całość jest częścią Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Pobliskie stawy w Arturówku są popularnym miejscem letniego wypoczynku łodzian. Zwolennicy kąpieli słonecznych mogą ich zażywać na niewielkiej plaży, natomiast miłośnicy aktywnych form rekreacji wypożyczyć kajak, łódkę lub rower wodny.
Niezwykle interesującym miejscem jest znajdująca się w południowo - wschodniej części miasta Ruda Pabianicka z tzw. Rudzką Górą - naturalnym wzniesieniem, z którego rozciąga się panorama Łodzi i okolic.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #31 (Edited)
Historia Łodzi - Litzmannstadt Ghetto. Joanna Podolska, GW.

http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,37846,4536808.html


Litzmannstadt Ghetto​

Zawsze lepiej wspominać bohaterski zryw niż wieloletnią agonię, dlatego getto warszawskie jest bardziej znane i lepiej opisane przez historyków niż łódzkie. Jednak to getto utworzone w 1940 r. przez Niemców na terenie Łodzi istniało najdłużej. W sierpniu 1944 r. było ostatnim tak dużym skupiskiem Żydów w okupowanej Europie.

Kiedy zastanawiamy czy Łódź miała swój udział w historii powszechnej, czy są takie wydarzenia albo osoby, które zaznaczyły się nie tylko w życiu i losach Łodzi i łodzian, ale są dostrzegane także poza Polską, musimy odpowiedzieć sobie, że takim wydarzeniem jest bez wątpienia zagłada Łodzi wielokulturowej podczas II wojny światowej. W krótkim czasie, bo zaledwie w ciągu kilku lat z ponad 600 tys. mieszkańców miasta została jedna trzecia. Niemcy wywieźli i zamordowali niemal całą społeczność żydowską, wypędzili większość Polaków, niemiecka mniejszość, stanowiąca w 1939 r. około 10 procent łodzian, też właściwie zniknęła. Nawet jeśli stopniowo liczba mieszkańców rosła, nigdy już Łódź nie była taka sama.

Kronika getta​

Przypominamy dzieje łódzkiego getta. Od wielu lat jego historia fascynuje badaczy na całym świecie. Powstają książki o łódzkim getcie w różnych językach i na różnych kontynentach. Nie tylko dlatego, że dzieje zamkniętej dzielnicy na łódzkich Bałutach prezentują interesujący, choć dramatyczny rozdział historii Europy i świata. Ale również dlatego, że zachowała się niezwykle bogata dokumentacja, która pozwala ten okres szczegółowo badać. Łódź nie została zniszczona i zachowało się archiwum Przełożonego Starszeństwa Żydów Chaima Rumkowskiego, przechowywane w zbiorach Archiwum Państwowego w Łodzi. Przetrwała tam m.in. kronika getta, spisywana dzień po dniu od stycznia 1941 r. do lipca 1944 r.

To jedno z najważniejszych świadectw II wojny światowej. Kronika powstawała w ramach Wydziału Statystycznego utworzonego przez Rumkowskiego, przełożonego Starszeństwa Żydów. Tworzyli ją żydowscy filozofowie, publicyści, literaci zamknięci w getcie. Od 12 stycznia 1941 roku zapiski prowadzone były po polsku jako "Biuletyn Kroniki Codziennej". Najpierw pisali ją wyłącznie polscy Żydzi, potem do grona kronikarzy włączono Żydów z Europy Zachodniej, którzy zostali przywiezieni do getta z Pragi czy Wiednia. Od września 1942 do 30 lipca 1944 - kronika pisana była po niemiecku jako "Tageschronik". Pierwszym kierownikiem Archiwum był Stanisław Cukier-Cerski, przed wojną dziennikarz "Republiki", od lutego 1943 tę funkcję sprawował filozof i publicysta z Pragi Oskar Singer.

W kronice są informacje, które pozwalają czytelnikowi poznać życie zamkniętej dzielnicy. Wiadomo jakie zarządzenia się pojawiały na ulicach, jakie przemówienia wygłaszał Rumkowski, kto odwiedził getto, ile osób zmarło, ile się urodziło. Jakie były przydziały żywnościowe, jakie ceny na czarnym rynku. Czym wreszcie żyło getto, o czym plotkowano, gdzie chodzono na koncerty. To niezastąpione źródło wiedzy na temat łódzkiego getta.

Do tej pory nie było pełnego polskiego wydania tego dzieła. W latach 60. ukazały się po polsku dwa tomy. Kolejne - które już były złożone do druku - po marcu 1968 roku zarzucono. W latach 80. wyszedł wybór tekstów z kroniki po angielsku, a potem czterotomowe wydanie po hebrajsku. Od kilku lat nad polsko-niemiecką edycją pracują naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu w Giessen przy współpracy Archiwum Państwowego w Łodzi. Całość ukaże się już w tym roku w języku niemieckim. Pierwszy polski tom "Kroniki" po polsku wyjdzie w przyszłym roku.

Na podstawie zachowanych dokumentów ukazało się również kilka ważnych książek naukowych, już w latach 60. monografia w języku jidysz Izajasza Trunka "Lodsher Geto", która w tym roku wyszła w języku angielskim, a także najnowsze publikacje Michal Unger po hebrajsku (2005) i Andrei Loew po niemiecku (2007). Książki o getcie łódzkim ukazują się w Argentynie, Australii, Francji, Stanach Zjednoczonych i Izraelu.

Ale bogata dokumentacja getta przechowywana w archiwach polskich i zagranicznych to nie wszystko. Zachowało się też wiele dzienników, wspomnień i fotografii ludzi, którzy getto przeżyli. A tak się zdarzyło, że z getta Litzmannstadt [tak wtedy nazywała się Łódź - red.] ocalało najwięcej osób. Po prostu ono istniało wciąż, gdy wszystkie inne getta Niemcy zlikwidowali w 1942 i 1943 r. Jeszcze latem 1944 r. w zamkniętej dzielnicy żydowskiej w Litzmannstadt żyło 70 tys. osób. Mieszkańcy getta słyszeli o zbliżającej się do granic Polski armii radzieckiej, docierały do nich wiadomości o lądowaniu wojsk alianckich w Normandii. Nie wiedzieli jednak o tym, że Rosjanie zatrzymają się pod Warszawą i nie przejdą Wisły, a zanim wojska amerykańskie dotrą do granic Rzeszy transporty wywiozą ich do Auschwitz-Birkenau.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #32 (Edited)
end

Zapory z drutu kolczastego​



Zarządzenie nazistowskiego prezydenta łódzkiej policji Johanna Schaefera o tym, że w północnej części miasta utworzona zostanie specjalna dzielnica dla Żydów ukazało się na łamach "Lodscher Zeitung" 8 lutego 1940 roku. Żydzi musieli opuścić swoje mieszkania, sklepy i fabryki, znajdujące się w innych punktach Łodzi i zamieszkać na Bałutach. Z kolei mieszkający tam Polacy i Niemcy musieli się przeprowadzić do innych dzielnic Łodzi. Całkowite odizolowanie getta od reszty miasta nastąpiło 30 kwietnia 1940 roku. Na 4,13 km kw mieszkało ponad 160 tysięcy osób.

Getto było otoczone zaporami z drutu kolczastego. Aby utrudnić ucieczkę naziści wyburzyli wokół wiele domów przylegających do tego terenu. Główna placówka gestapo, utworzona już pod koniec kwietnia 1940 roku, znajdowała się w budynku przy zbiegu Limanowskiego i Zgierskiej. Na placu Kościelnym, w budynku parafialnym (tzw. czerwonym domku), mieściła się siedziba policji kryminalnej (kripo), gdzie naziści torturami zmuszali Żydów do podania informacji o posiadanych kosztownościach. Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny przekształcony został w magazyn, gdzie gromadzono skonfiskowane Żydom mienie. Na Bałuckim Rynku mieściła się tzw. Centrala i siedziba zarządu getta, tam urzędował też Chaim Mordechaj Rumkowski, przełożony Starszeństwa Żydów. Ta postać jest bardzo niejednoznacznie oceniana przez historię. Z jednej strony - jako głowa tego niewielkiego państwa żydowskiego w środku Rzeszy - być może przyczynił się do tego, że getto łódzkie przetrwało najdłużej. Było Niemcom potrzebne i funkcjonowało do sierpnia 1944. Dopiero wówczas naziści postanowili je zlikwidować. Z drugiej strony Rumkowski sam często podejmował decyzję, kto zostanie wywieziony do obozu zagłady, a kto ma szansę na przeżycie. W getcie był panem życia i śmierci.

Mosty nad ulicami​

Od początku z łódzkiego getta wyłączone były ulice Zgierska i Limanowskiego, którymi jeździł tramwaj. W określonych godzinach otwierane były specjalne bramy, którymi mieszkańcy mogli przechodzić z jednej części getta do drugiej. Ale już latem 1940 roku wybudowano trzy drewniane mosty, które pozwalały mieszkańcom przechodzić nad ulicami. Jeden znajdował się nad Zgierską przy Lutomierskiej, tuż obok kościoła NMP, drugi przy Podrzecznej, trzeci nad Limanowskiego, przy Masarskiej (niedaleko dzisiejszej ul. Zachodniej). Drewniane mosty stały się symbolem łódzkiego getta. Można je zobaczyć na wielu zachowanych archiwalnych fotografiach.

Mniej więcej co 100 metrów stały posterunki niemieckiej policji porządkowej (Schupo), które miały strzec granic getta. W sześciu strategicznych punktach usytuowane były wartownie tzw. Getto-Wache.

Jesienią 1941 roku przywieziono do Litzmannstadt prawie 20 tysięcy Żydów z Europy Zachodniej (m.in. z Pragi, Luksemburga, Hamburga, Wiednia) oraz ponad 5000 Cyganów z pogranicza węgiersko-austriackiego. Getto Litzmannstadt było stacją końcową dla setek ludzi z Europy. Również dlatego literatura wspomnieniowa jest tak różnorodna i bogata językowo. A Łódź stała się ważnym miejscem we wspominaniu tragedii Holocaustu również dla berlińczyków, wiedeńczyków czy prażan.

W 1942 r. do getta przywieziono też 17 tysięcy Żydów z okolicznych miast i miasteczek, m.in. z Brzezin, Łasku, Ozorkowa, Pabianic, Włocławka. W sumie przez łódzkie getto przeszło ponad 200 tysięcy Żydów. Żyli w fatalnych warunkach, w ciasnych mieszkaniach gnieździło się po kilka, nawet kilkanaście osób. Od jesieni 1942 roku getto łódzkie zostało przekształcone w gigantyczny obóz pracy. Pracowali niemal wszyscy, za to otrzymywali karty żywnościowe, które były szansą na przeżycie.

Żydzi z łódzkiego getta szyli mundury, czapki, obuwie, plecaki dla niemieckiej armii. Produkowali też bieliznę, meble, abażury, nawet zabawki dla prywatnych niemieckich firm. Produkcja getta była ogromna. W czasie wojny na pracy łódzkich Żydów wzbogaciło się szereg niemieckich firm (również na ten temat prowadzone są badania).

Rampa na Marysinie​

Getto było lukratywnym interesem dla Niemców, bo za pracę płacili bardzo mało, trudno było się wyżywić za te pieniądze, dlatego Żydzi umierali z wycieńczenia i chorób, ale przede wszystkim z głodu. Racje żywnościowe były bardzo niskie, w połowie 1942 roku dzienna stawka wynosiła zaledwie 600 kalorii. Zimą brakowało opału. Z tygodnia na tydzień sytuacja się pogarszała.

W styczniu 1942 roku rozpoczęły się masowe deportacje Żydów z Litzmannstadt do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. W pierwszej kolejności wywieziono Cyganów, a także Żydów zachodnioeuropejskich, potem kolejnych mieszkańców getta. Od stycznia do maja 1942 zagazowano w Chełmnie ponad 57 tys. osób. Kolejne deportacje nastąpiły we wrześniu 1942. Naziści wywieźli wówczas 15.681 osób, głównie dzieci do lat 10 i ludzi starszych - powyżej 65. roku życia. Jak podkreślali hitlerowcy: "był to element zbędny i niepracujący".

Żydów wywożono ze stacji Radegast na Marysinie. Niewielki budynek dworcowy nadal stoi przy ulicy Stalowej. Zachowała się nawet rampa i oryginalne tory. To łódzki Umschlagplatz. Trzy lata temu powstał tam pomnik ofiar getta To bardzo ważne miejsce na historycznej mapie Łodzi, ale też ważny punkt dla tysięcy rozsianych po świecie potomków łódzkich Żydów, a także ludzi, którzy tu stracili swoich bliskich.

Getto łódzkie przetrwało do sierpnia 1944 roku. W pierwszych dniach sierpnia zaczęła się likwidacja. Najpierw wywożono Żydów do Chełmna, potem do Auschwitz-Birkenau. Z 72 tys. osób, które jeszcze w lipcu były w Łodzi, ponad 60 tysięcy zamordowano w komorach gazowych Birkenau. Setki trafiły do obozów pracy na terenie Rzeszy. Przyjmuje się, że ostatni transport wyjechał z Łodzi do Oświęcimia 29 sierpnia 1944, choć na terenie getta zostali jeszcze ludzie do porządkowania terenu. Grupa kilkuset Żydów czekała natomiast na wyjazd do obozów pracy koło Berlina i Drezna.

Pamięć po latach​

Nie ma dokładnych danych, ilu ludzi z łódzkiego getta ocalało. W różnych publikacjach podaje się, że przeżyło od pięciu do 12 tysięcy Żydów. Na cmentarzu żydowskim przy ulicy Brackiej są groby ponad 45 tysięcy osób. Większość z nich pochowana jest na tzw. Polu Gettowym. Ci, którzy przeżyli getto, mieszkają dziś głównie za granicą, w Izraelu, Francji, Stanach Zjednoczonych, a nawet dalekiej Argentynie i Australii. Łodzianie od kilku lat upamiętniają ich los. W topografii miasta przetrwało szereg miejsc, które naznaczone są tą tragiczną historią.

Holocaust łódzkich Żydów​

W przededniu II wojny światowej w Łodzi mieszkało około 233 tys. Żydów. Stanowili ponad 30 proc. mieszkańców miasta. Współtworzyli łódzki przemysł włókienniczy, budowali fabryki, szpitale, szkoły i pałace. Wojna niemal doszczętnie zgładziła tę społeczność. Dziś gmina wyznaniowa skupia zaledwie 300 osób. Po całym świecie rozjechali się ci, którzy przeżyli kataklizm, a przed wojną mieszkali w Łodzi. Przez długie lata nie pamiętano o tragedii, która dotknęła Łódź. Z historii miasta skutecznie wymazywano pamięć o tych, którzy Łódź współtworzyli. W 2004 roku łodzianie tę historię przypomnieli. Sobie i światu.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #33 (Edited)
Historia Łodzi - rewolucja 1905 r w Łodzi. Joanna Podolska, GW.

Przedstawiam kolejny artykuł, tym razem dotyczą one wydarzeń z 1905 roku, czyli rewolucji w Łodzi, o buncie pracowników fabryk z czerwonej cegły, tekstylnych magnatów łódzkich i nie tylko, jedno z ważniejszych wydarzeń w historii miasta ponieważ dawało ono szansę na lepsze traktowanie robotników, ujednolicenie godzin pracy, warunków socjalnych, innych. Wraz z nią przyszły do Łodzi zmiany kulturalne, miasto wreszcie zaczęło żyć, oddychać, tętnić życiem poza fabrykami, wreszcie chłonęło nie tylko smog i czarny dym kominów fabrycznych górujących ponad miastem, ale później już wszechobecną kulturę i sztukę. Poza tym owa rewolucja przyniosła większą solidarność w tyglu narodowościowym jakim była Łódź, z resztą to miasto od zawsze było wielokulturowe tak samo polskie jak i niemieckie i żydowskie i rosyjskie. I wszystkie te różniące się po wieloma względami nacje, i pochodzeniem i wyznaniem i poglądami potrafiły żyć ze sobą w zgodzie ponieważ dla nich, dla tych wszystkich ludzi, Łódź była domem, miejscem niepowtarzalnym, o który każda z nacji dbała jak najlepiej potrafiła i pomimo dzielących je różnic najzwyczajniej łączyła.



http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,37846,4526453.html



Barykady, które dały przykład​


Joanna Podolska, Michał Jagiełło


W 1905 r. łódzcy robotnicy chwycili za broń. - Stało się jasne, że ruchowi wolnościowemu pozostała tylko jedna droga: stworzenie siły, brutalnej siły fizycznej, która potrafiłaby złamać potęgę rządu. Organizowanie powstania zbrojnego nasunęło się jako logiczna i jedyna konsekwencja całego dotychczasowego ruchu politycznego - ocenił Józef Piłsudski.

Zaczęło się na Dalekim Wschodzie​

W styczniu (wg nowego kalendarza prawosławnego w lutym) 1904 r. wybuchła wojna rosyjsko-japońska. Imperium rosyjskie okazało się bezradne wobec nowoczesnej, świetnie uzbrojonej armii japońskiej. Klęski zbulwersowały społeczeństwo rosyjskie, a w Polsce rozbudziły nadzieję na niepodległość. W lipcu 1904 r. Piłsudski przekazał Ministerstwu Spraw Zagranicznych w Tokio memoriał dotyczący Rosji. Zaproponował sojusz. - Japonia może znaleźć w Polsce wyćwiczonego w walce z Rosją sojusznika, który może najwięcej sprawić kłopotów krajowi - pisze. - Polska zaś może znaleźć w Japonii oparcie i pomoc w osiągnięciu swoich planów.

Włączenie polskich interesów do rozgrywek między mocarstwami wskazuje na to, że późniejsze wydarzenia w Łodzi i Warszawie miały ścisły związek z polityką w skali światowej. W Rosji narastało niezadowolenie. Ludzie domagali się reform, na co nie zgadzał się carat. 3 stycznia 1905 r. zastrajkowały Zakłady Putiłowskie w Petersburgu (14 tys. zatrudnionych). Powodem było zwolnienie z pracy czterech robotników. 22 stycznia pod wodzą popa Hapona tysiące ludzi ruszyły w pokojowym pochodzie pod Pałac Zimowy, żeby przedstawić carowi Mikołajowi swoje żale i postulaty. Ludzie nie wiedzieli, że cara nie ma w stolicy. Wojsko otworzyło ogień do tłumu. Podczas "krwawej niedzieli" zginęło ponad tysiąc osób, kilka tysięcy odniosło rany. Rosja straciła wiarę w "dobrego cara". Już następnego dnia wybuchły strajki. W połowie stycznia strajkowały fabryki w dziesiątkach miast, m.in. w Moskwie, Saratowie, Tyflisie, na Ukrainie, Białorusi i Łotwie, na Syberii. Szczególnie burzliwe wypadki miały miejsce w Królestwie Polskim. Stanęły Warszawa, Łódź, Radom, Częstochowa, Zagłębie Dąbrowskie. Na ulicach Łodzi i Warszawy polała się krew. Strajki rozszerzały się, do robotników dołączyli chłopi. Demolowali dwory, dzielili ziemię. W czerwcu zbuntowała się załoga pancernika Potiomkin. To był sygnał, że przeciwko caratowi może wystąpić także wojsko. Imperium zaczynało się chwiać.

Czerwiec barykad​

Już 26 stycznia 1905 r., cztery dni po "krwawej niedzieli", zastrajkowało w Łodzi sześć tysięcy robotników, m.in. w fabrykach Steinerta, Geyera, Silbersteina. Nazajutrz ogłoszono strajk powszechny. Po dwóch dniach strajkowało już 70 tys. łodzian. Żądali m.in. 8-godzinnego dnia pracy, ustalenia minimalnej płacy i powołania kas chorych. Władze rosyjskie, zaniepokojone narastaniem "besporiadków", wprowadziły stan wzmocnionej ochrony.

W lutym fabrykanci po naradzie w Grand Hotelu postanowili skrócić czas pracy do dziesięciu godzin i podwyższyć płace. Nie uspokoiło to nastrojów. Do robotników dołączyli łódzcy uczniowie. Protestowali przeciwko rusyfikacji i solidaryzowali się z kolegami z całego Królestwa w walce o polską, demokratyczną szkołę.

1 maja łodzianie obchodzili Święto Pracy. Wybuchł strajk polityczny, który objął prawie połowę zatrudnionych w przemyśle. 3 maja łodzianie zebrali się przed kościołem św. Krzyża. Śpiewali "Boże, coś Polskę" i "Czerwony Sztandar". Nastroje radykalizowały się coraz bardziej. 30 maja właściciele fabryk poprosili generała - gubernatora o pomoc. W Łodzi stacjonował wówczas 37. Jekatierinoburski Pułk Piechoty. 18 czerwca kozacy zaatakowali kilka tysięcy robotników wracających z demonstracji w lesie łagiewnickim. Padli pierwsi zabici, byli też ranni. Pogrzeb poległych zgromadził 50 tys. ludzi. Następnego dnia wybuchł strajk, wojsko ostrzelało 70-tysięczny pochód. 21 czerwca wybuchło powstanie zbrojne. Na ulicach Łodzi stanęło ok. stu barykad. Budowano zasieki z drutu, przewróconych latarni, worków. Zastrajkowały wszystkie fabryki. Bojowcy z Polskiej Partii Socjalistycznej mieli broń. Na barykadach toczyły się walki z kozakami. Najzacieklejsze miały miejsce na skrzyżowaniu ul. Wschodniej i Południowej (obecnie Rewolucji 1905 r.), w parku Źródliska i na szosie rokicińskiej (al. Piłsudskiego). Zginęło prawdopodobnie ok. 1 200 powstańców. Liczba rannych szła w tysiące. Ramię w ramię walczyli robotnicy polscy, żydowscy i niemieccy. W większości miast na terenie Królestwa Polskiego i w Rosji zaczęły się strajki solidarnościowe.

Powstanie zbrojne trwało do 24 czerwca. 25 czerwca w Łodzi i powiecie łódzkim władze ogłosiły stan wojenny. Strajki jednak nie ustały. Łódzcy robotnicy przystępowali do nich wielokrotnie aż do 1907 r.

Prof. Paweł Samuś, historyk: - Wydarzenia 1905 r. zmieniły życie polityczne miasta. Partie polityczne, choć nielegalne, skupiły w swoich szeregach kilkadziesiąt tysięcy osób. Organizacje socjalistyczne zdobyły przewagę, ale tysiące zwolenników zyskały też ugrupowania obozu narodowego i chrześcijański ruch społeczny. Powstały reprezentacje polityczne społeczności niemieckiej i żydowskiej, kilkadziesiąt związków zawodowych. W mieście bujnie rozwinął się ruch kulturalno-oświatowy, powołano do życia liczne organizacje i instytucje, towarzystwa i placówki oświatowe, wydawnicze i artystyczne. Choć pracodawcy odzyskali w końcu uprzywilejowaną pozycję w fabrykach, odbierając załogom robotniczym ich zdobycze ekonomiczne, to nastąpiła już zupełna zmiana mentalności. Podczas tych lat Łódź awansowała do rangi jednego z najważniejszych ośrodków polskiego życia narodowego i społecznego.

Nauki z porażki barykad​

Łódź, w której po raz pierwszy doszło do zbrojnego zrywu robotników, dała przykład całej Rosji. W październiku 1905 r. wybuchł największy strajk w imperium. Pracę przerwały dwa miliony ludzi, do robotników przyłączyli się uczniowie i studenci, urzędnicy, nawet aktorzy. Car musiał pójść na ustępstwa. 30 października wydał manifest z zapowiedzią darowania ludności "niewzruszonych swobód obywatelskich" i zwołania Dumy - parlamentu. Łódzka rewolucja przyczyniła się więc także do powstania pierwszej w historii Rosji instytucji demokratycznej. Duma zebrała się w kwietniu 1906 r. Okazała się zbyt radykalna wobec caratu i została rozwiązana już po trzech miesiącach.

W grudniu 1905 r. w ślady Łodzi poszła Moskwa: Rada Delegatów Robotniczych ogłosiła powstanie zbrojne. Na ulicach stanęły barykady, walki trwały dziesięć dni. Zginęły setki robotników. Z bronią w ręku walczyli także robotnicy na Łotwie, na Uralu, w Krasnojarsku i Czycie. Doświadczenia 1905 r. uważnie analizowali bolszewicy. Lenin i Trocki doszli do tego samego wniosku, co Piłsudski: obalić carat można tylko siłą. W Rosji doprowadziło to ostatecznie do wybuchu rewolucji październikowej w 1917 r. i rządów bolszewizmu. W Polsce - do niepodległości.

Jeszcze raz Piłsudski: - Porażka rewolucji (...) to nauka. Nauka ta mówi: do zwycięstwa potrzebna jest moc fizyczna i umiejętność prowadzenia boju z fizyczną przemocą. Naszym więc obowiązkiem jest wykorzystać obecną ciszę rewolucyjną w ten sposób, by do przyszłej walki jak najlepiej się przygotować. Musimy ograniczyć się do szerzenia wiedzy o walce fizycznej z zorganizowaną siłą wojskową!

Wiedza ta przydała się już po dziewięciu latach. W 1914 r., w legionach.

Pamięć o rewolucji​

Dziś dawna ul. Południowa nosi nazwę Rewolucji 1905 r. Na Zdrowiu, gdzie rozstrzeliwano "buntowników", wznosi się pomnik obelisk. Wielka szkoda, że w zapomnienie i ruinę popada rotunda przy wejściu do parku od strony al. Unii. W 1930 r. z inicjatywy PPS usypano tam kurhan pamięci poległych i zamordowanych bojowców. W rotundzie palił się wieczny ogień. Po II wojnie światowej cały kompleks przerobiono na strzelnicę.

Po wydarzeniach z 1905 r. została też legenda. Podobno Czerwony Rynek nazywa się tak dlatego, że w czasie walk kozacy dla postrachu porzucili tam ciała pięciu zabitych robotników. Ile w tym prawdy, nie wiadomo, ale kupcy z Czerwonego Rynku chcą zbudować pomnik poległym. Zaś najbardziej emocjonalny opis łódzkich wydarzeń sprzed 102 lat można przeczytać w "Kwiatach polskich" Juliana Tuwima.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #34 (Edited)
Wizytówki Łodzi - Muzeum Sztuki.

Ostatni mój post zahaczył o rozwój kulturalny naszego miasta, o poprawę warunków stykania się z tym co piękne wyjątkowe. Po prostu ze sztuką, którą to sztukę kochali fabrykanci, którą to także sprowadzono do miasta dla łodzian, by pokazać im piękno tego świata.

Postawiono na rozwój oświaty, fabrykanci finansowali szkoły i zaplecze publiczne dla Łodzi, dzięki temu mieliśmy w Łodzi podwaliny dla Uniwersytetu Łódzkiego czy innych szkół wyższych. Łódzcy przemysłowcy byli bardzo mądrymi ludźmi, patrzyli w przyszłość i przede wszystkim potrafili zadbać o miasto, które było wspólnym domem dla wszystkich łodzian: przemysłowców - bogaczy, ale i rzemieślników i robotników także.

Dla nich budowano domy robotnicze, szkoły, szpitale i właśnie dla nich także sprowadzono kulturę do naszego miasta. Mimo iż czasami byli karierowiczami, nie stali się przez to nowobogackimi, którzy dbają tylko i wyłącznie o własne interesy, to pokazuje jak było dla nich ważne dobro wszystkich. Mimo, że posiadali wielkie fortuny i pałace i pół miasta było w ich rękach, potrafili się dzielić tym wszystkim.

Syn jednego z największych łódzkich fabrykantów Grohmana organizował koncerty, zapraszał znanych artystów, wspomagał szkoły, organizował konkurs smyczkowy, w którym główną nagrodą były jedyne w Polsce skrzypce Stadivariusa, niestety już nie pamiętam dobrze historii jego konkursów. Ten sam fabrykant przed wojną w 1938 roku swoje bogate zbiory przekazał Muzeum Narodowemu w Warszawie. Jeszcze raz podkreślę jedną i ważną rzecz, że łódzcy fabrykanci oprócz tego, że byli wielkimi i zasłużonymi dla miasta postaciami zrobili wiele także dla państwa polskiego. Wielu się spolonizowało, Żydzi, którzy w zasadzie mówili tylko po polsku, Niemcy, wnukowie Grohmanna czy Heinzel'a walczyli w AK i polegli za Polskę.

***

Zapraszam do krótkiej relacji z Muzeum Sztuki, posiadającą największą kolekcję sztuki nowoczesnej, gromadzoną już od lat 30 XX wieku, którego kolekcja posiada zbiory takich sław jak Abakanowicz, Katarzyny Kobro innych. Rzeźby, obrazy projekty przestrzenne, projekcje, filmowe, inne arcydzieła sztuki innej od wszystkich ale jak inspirującej i ciekawej nie tylko artystycznie. Jeśli chodzi o moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne, ciekawa choć ze względu na ograniczenia przestrzenne mała ekspozycja, pokazująca twórców polskich a także tych z zagranicy. Zaciekawiła mnie najbardziej jedna pozycja, projekcja wizualna, krótki kilkunastominutowy film dokumentalny autorstwa Józefa Robakowskiego, pt: „Widok z mojego okna”. A dokładnie z 9 piętra łódzkiego wieżowca na łódzkim Manhattanie. Pokazujący mieszkańców, jak migawki, a ich losy splatane w jedną opowieść za pomocą amatorskiej kamery. Pokazuję on ulicę dawniej Mickiewicza, później Piłsudskiego, wieżowce, central, juventus, widok na pustą działkę gdzie stoi teraz Philips, pokazujący wreszcie historycznego Oriona przed renowacją. Już powoli mam go ponownie w pamięci, był jak bliźniaki stojące obok niego niemalże taki sam, lecz mimo tego czymś się wyróżniał, a nie mogę dojść do końca czemu, być może był bardziej kolorowy od sąsiadów a może większy gabarytowo już sam nie wiem, w każdym razie był inny. Filmik pokazuje też pochody ! – majowe z lat 80, a także w ostatnich kadrach budowany w latach 90 paskudny Hotel Ibis, który zasłonił mu widok z okna… Wklejam tylko kilka fotek, niestety robione bez flesza i nie wszystko jest super widoczne ale mimo tego warto zobaczyć jest kilka ciekawych projektów wartych krótkiego zdumienia i wyrazu zakłopotania na naszej twarzy.

Zapraszam także na stronę Muzeum Sztuki:

http://www.msl.org.pl/

oraz za jakiś czas do nowej filii budowanej na terenie manufaktury, być może już w przyszłym roku jego podwoje będą dla nas otwarte i większa część ekspozycji będzie dostępna dla oka potencjalnego wielbiciela sztuki. Na koniec polecam, poleconą mi wystawę z Kalifornii, prezentowaną jakiś czas temu w Muzeum, pokazującą min. graffiti, sztukę ulicy, min. dzieła Warhola, inne kontrowersyjnie i wzbudzające oburzenie czy poruszenie wśród ludzi ponieważ podejmują tematy tabu być może prezentowana jest właśnie teraz w którymś z Waszych miast.
 

·
Registered
Joined
·
8,017 Posts
Discussion Starter #40 (Edited)
Sentymenty do łódzkich ulic, miejsca i budynki w naszej pamięci.

Chcę tym razem przedstawić sentymentale dotyczące ulic, miejsc budynków stojących przy ulicach: Zgierskiej/Nowomiejskiej, Legionów, Gdańskiej i Kopernika, mijanych na trasie starej „ósemki”,tramwaju łączącego Retkinię i Bałuty w latach 90, na początku tych lat. Kiedy to jako mały dzieciak jeździłem z rodzicami do babci na Bałuty, na stare Włady Bytomskiej. Kiedy to mijałem te budynki było,a było to jedno z pierwszych chwil kiedy mogłem poznać i zobaczyć Łódź, wielkie dla mnie wtedy miasto, miasto piękne i które teraz to chwile, wspominam z wielkim sentymentem. Wklejam tylko poniektóre zdjęcia, miejsc, budynków, których obrazki, które były dla mnie najbardziej charakterystyczne. Swoją podróż i małą relację z niej zacznę jednak od drogi powrotnej z Bałut jadąc w stronę Retkini, a nie odwrotnie.

Swoją podróż powrotną do domu starą ósemką spod Bałuckiego Rynku zaczynałem od apteki na rogu Limanowskiego i Zgierskiej, gdzie mieścił się kiedyś przystanek, obecnie przeniesiony kilkadziesiąt metrów dalej. Na tym przystanku, na którym to zatrzymywała się kiedyś min. także 4, jadąca z Bałut na Telefoniczną, wiem jedno na pewno skręcała w Pomorską na Placu Wolności.

Wracając do tematu podróży, pierwszym charakterystycznym budynkiem dla mnie zapamiętanym przeze mnie był mały biurowiec Kredyt Banku zaraz za skrzyżowaniem, niezbyt ładny ale charakterystyczny, zmieniający image kilka razy. Naprzeciwko tego budynku stoi kamienica z muralem Centralu, zapraszającym na zakupy. Potem mijałem Kościół WMB, wielki moloch, kiedyś myślałem, że pochodzi chyba ze średniowiecza, wyglądał tak fajnie kiedyś, był mniej pokryty kurzem jak dzisiaj. Później mijałem kilka kamienic na Starym Mieście, Stary Rynek, Park Śledzia, jadąc już Nowomiejską i wreszcie Plac Wolności. Kochałem to uczucie kiedy jadąc tramwajem po placu mijało się pomnik Kościuszki naokoło, być może po przebudowie za rok dwa będzie to zupełnie inne miejsce. Później już tylko Legionów, kiedyś Obrońców Stalingradu, kilka ważnych kamienic i miejsc, w tym i stare więzienie carskie gdzie przebywał Józef Piłsudski, na rogu z Gdańską.
Kolejną charakterystyczną kamienicą jest budynek z rogu Gdańskiej i Próchnika, który to bardzo lubię i bardzo mi jest go żal, gdyż nie doczekał się jeszcze porządnego remontu. W tym roku odnawiano w niej tylko miedziane okucie przy dachu, ale to za mało. Polubiłem go także ze względu że często go mijałem jadąc także autobusem 86. Później mijałem arcydzieło sztuki Hilarego Majewskiego czyli Pałac Poznańskiego, syna Izraela Poznańskiego Karola, obecnie w budynku mieści się Akademia Muzyczna. Po przyznaniu dotacji w remoncie elewacji, nareszcie z roku na rok coraz bardziej czarna od spalin i smogu, wypięknieje. Klasa sama dla siebie. Później kamienica z rogu z Więckowskiego, obecnie po renowacji oraz budynek Muzeum Sztuki prezentowany powyżej w innym poście, dalej inna kamienica po remoncie, piękna, też niedawno ukazująca swoje wdzięki na nowo. Później domek wampira, jak na niego mówi lenin, też, świetny klimatyczny budynek, szczególnie jesienią i podczas ponurej pogody i deszczu za szybą tramwaju. Dalej budynek obłożony bluszczem, od zawsze odkąd pamiętam należący do wojska kiedyś, teraz chyba teren prywatny. Świetny jesienią ale szczególnie wiosną i latem gdy liście są jeszcze zielone, dalej kamienica narożna z Zieloną, na sprzedaż, mam nadzieję, że już nie wyburzą tego cudeńka, także kamienica z naprzeciwległego rogu, chyba modernistyczna, w której to w latach 90 mieścił się sklep Mag – Rys, zawsze z siostrą przekręcaliśmy jego nazwę na Syr – Gam. Dalej okolice fabryczne na Gdańskiej i kamienica a przynajmniej jej szczątki, która kiedyś stała na rogu z 6 Sierpnia obłożona palami kiedyś chyba padła, chyba że to ta sama tylko po remoncie, dalej inne charakterystyczne dla Gdańskiej kamienice, min. kolejna modernistyczna, (chyba) kamienica z szerokimi balkonami, dalej poradnia rehabilitacji, Res – Polonia, inne. Fabryczna tuż przy Andrzeja, biblioteka Piłsudskiego, po renowacji oraz budynek pałacyk, kilka razy remontowany i zmieniający właściciela także przy ulicy Curie oraz stojący niedaleko budynek uniwersytecki. Dalej skrzyżowanie Gdańskiej, prawo skręt w Kopernika i narożne kamienice stojące przy intersekcji. Min. Caritas łódzki.

Dalej na Kopernika, kiedyś na szarej, zaniedbanej, bezpłodnej uliczce z powyginanymi torami tramwajowymi i kostką brukową w którą to niewielu się zapuszczało, bo była to martwa ulica, odcinek szczególnie od Żeromskiego do Włókniarzy dopiero od kilku lat zaczyna pięknieć i żyć na nowo. Wracając, mijamy teatr Pinokio, pierwszą lecznicę dla zwierząt w Polsce Hugo Warikoffa, przed renowacją wyglądała zgoła lepiej, zapamiętaną szczególnie przez pomnik konia stojący na jej szczycie. Dalej skrzyżowanie z Żeromskiego, ścięta kamienica chyba pod poszerzaną ulicą Żeromskiego oraz narożna kamienica z najstarszą apteką w Łodzi - 1930 rok. Później komenda policji, budynek w latach PRL - u służył jako więzienie polityczne lub areszt, jak wiele budynków policyjnych na terenie Łodzi potrzebuje remontu i woła o pomoc. Dalej kamienica z Łąkową, szkoła ekonomiczno – administracyjna, fabryka, obecnie klinika, ośrodek pomocy terapeutycznej dla dzieci. Dalej skrzyżowanie z Łąkową i budynek imprez weselnych, zawsze odrapany i brzydki, ten narożny, fabryka Kindermana obecnie Hotel Sporting, kiedyś kolorem elewacji był pusty róż. Poza tym na skrzyżowania mieściła się czy mieści się nadal, stara CPN – owska stacja, która przypomina dla tego miejsca, dla ulicy Kopernika, odkrytej przez inwestorów, niegdyś wszechobecny PRL. Za skrzyżowaniem - klasa prlu budynek Ruchu, nigdy go nie trawiłem, okolice składziki fabryczne, na przemian węgla, papy, innego surowca, budynek uniwersytecki ,od zawsze odrapany, także wyremontowany początek Kopernika oraz wreszcie klimatyczna, szarobura, ale monumentalna dawna Łódzka Wytwórnia Papierosów. To koniec mojej relacji, Karolewa i Retkini nie widzę sensu przedstawiać bo to inna bajka i osobny temat na post.
 
21 - 40 of 1906 Posts
Top