SkyscraperCity banner
1 - 20 of 49 Posts

·
Administrator
Joined
·
37,213 Posts
Discussion Starter · #1 ·
Na początek:

Rebudowa - pojęcie zaproponowane przez Skansena oraz 625 na budowę obiektów projektowanych, ale nie stworzonych (wieżowce Berga itp.) oraz na budowę obiektów o nowej architekturze ale zabytkowej urbanistyce.

Do rzeczy:

Jestem berlińczykiem. Co to dziś znaczy?





Na zewnątrz dobrze udaje wielką metropolię, a tak naprawdę jest strasznie prowincjonalny. Dlatego władze Berlina chcą odbudowy średniowiecznej starówki

By wprawić berlińczyka w zakłopotanie, wystarczy zapytać go o centrum jego miasta. Jedni wskażą wysadzaną lipami aleję Unter den Linden, inni Reichstag i Urząd Kanclerski, zaś starzy mieszkańcy zachodniej części - handlowy deptak Ku'damm w okolicach Dworca Zoo. Pytany o starówkę berlińczyk rozłoży już tylko bezradnie ręce.

Tam, gdzie przed wojną pulsowały życiem uliczki opisane przez Alfreda Döblina w powieści "Berlin Alexanderplatz", wyrasta dziś słynna wieża telewizyjna, a wokół rozciąga się wielka pusta przestrzeń. W środku betonowego klepiska nazwanego Forum Marksa i Engelsa stoi ich klocowaty pomnik. Tylko średniowieczny kościół mariacki w otoczeniu socjalistycznych bloków jest wskazówką dla poszukiwacza śladów minionej epoki. Aspirująca do rangi europejskiej metropolii niemiecka stolica bez historycznego środka - czy to nie kuriozum?

3 lutego 1945 r. alianckie naloty zamieniły historyczne centrum Berlina w pole gruzów. W całym Berlinie wojna zniszczyła co trzecie spośród 1,6 mln mieszkań. Ale i to, co pozostało, było burzone w latach powojennych. Architekt Hans Scharoun, o którym konserwatywny publicysta Wolf Jobst Siedler napisał kiedyś, że "uczynił neandertalczyka głównym budowniczym Berlina", przerzynał stare dzielnice w zachodniej części miasta wielopasmowymi arteriami. Bo samochód był symbolem nowego początku i indywidualizacji, która otworzyła Niemcom drogę na Zachód, a ronda i autostrady uważano za wizytówkę miasta.

W latach 60. i 70. w Berlinie Zachodnim na ogromną skalę rozkwitło budownictwo socjalne, triumfy święciły proste betonowe formy nowego brutalizmu. Także we wschodniej części miasta, na obrzeżach popadających w ruinę starych dzielnic, powstawały gigantyczne blokowiska Marzahn czy Hellersdorf, zresztą bliźniaczo podobne do zachodnioberlińskiego Märkisches Viertel. Ofiarą architektonicznych utopii padło wiele XIX-wiecznych kwartałów.

Nowa tożsamość i średniowiecze

W grudniu rozstrzygnięto konkurs architektoniczny na rekonstrukcję królewskiego zamku Hohenzollernów. Stanie on w 2014 r. w miejscu rozebranego właśnie Pałacu Republiki - siedziby enerdowskiego parlamentu - tuż nad Szprewą, z widokiem na pomnik Marksa i Engelsa. "Zburzenie Pałacu Republiki odsłoniło urbanistyczną pustkę" - pisał komentator dziennika "Der Tagesspiegel".

Dwa miesiące temu za „odzyskaniem zarodka miasta” opowiedziały się władze Berlina - i wsadziły kij w mrowisko. Czy odzyskanie polegać ma na rekonstrukcji Starego Miasta? Tego domaga się grono zachodnioberlińskich architektów skupionych wokół Hansa Stimmanna, którzy w maju opublikowali album ze swoimi pomysłami. Nie proponują oni wiernej odbudowy dawnych kwartałów, lecz odtworzenie układu ulic i parceli. Nawiązują do znanego już w latach 80. pojęcia „krytycznej rekonstrukcji”, która mogłaby się rozpocząć za kilka lat.

Kiedy dziesięć lat temu po raz pierwszy zespół Stimmanna przedstawił swoje propozycje, uznano je za kolejną próbę "kolonizacji" wschodniej części miasta przez Wessi, ale w sporze o historyczne centrum Berlina chodzi o coś więcej niż tylko o kulturkampf między wschodem a zachodem tudzież między różnymi kierunkami w architekturze. Stanowi on drugą odsłonę debaty o Berlinie jako "mieście bez formy".

Jej pierwszy etap miał miejsce w latach 90., kiedy na Berlin patrzył cały świat; to tu szukano odpowiedzi na pytanie, jakie Niemcy wyłonią się po zjednoczeniu. Miasto wymyślało się na nowo. W miejscu, gdzie kiedyś przebiegał mur, w dawnej "strefie śmierci" wyrosły wieżowce placu Poczdamskiego i elegancka dzielnica rządowa. To właśnie tam tworzyło się nowe centrum. Chodziło o pokazanie Berlina kosmopolitycznego, któremu ton nadaje dynamiczne i kreatywne pokolenie nowych Niemców. Szklana kopuła Reichstagu sir Normana Fostera miała podkreślać przejrzystość demokratycznych struktur, zaś pomnik Pomordowanym Żydom Europy w pobliżu Bramy Brandenburskiej miał być sygnałem, że pamięć o Holocauście pozostanie obecna w debacie publicznej.

Ta opowieść o nowym Berlinie odniosła sukces. Berlin tętni kulturalnie i fascynuje swoją otwartością. Ale czy proces zrastania się miasta i wykuwania jego nowej tożsamości został zakończony? I na czym polega specyfika Berlina, którego nowa architektura niewiele różni się od amerykańskich miast? W dodatku mentalny podział na wschód i zachód trwa, poczucie wspólnoty mieszkańców z różnych dzielnic jest słabe. "Berlińczycy to bardziej ludność niż obywatele" - utyskuje znany berliński publicysta Klaus Hartung, który wspiera inicjatywę odbudowy starówki. Władze miasta próbują wzmocnić obywatelską mobilizację kampaniami adresowanymi już nie na zewnątrz, lecz do samych berlińczyków - ostatnio pod angielskim hasłem "Be Berlin!", wcześniej "Biedny, ale sexy". Zdaniem socjologów to tylko świadectwo głębokiego pęknięcia między odczuciami ludzi a tym, co tworzy dzisiaj image miasta.

Poszukiwany mieszczański etos

Pomysł "starego centrum" wokół wieży telewizyjnej i odbudowy zamku to część tych poszukiwań. Zwolennicy rekonstrukcji średniowiecznej starówki chcą nie tylko dopełnić zjednoczenia miasta, lecz także przywrócić mu utracony w XX w. mieszczański charakter. Celem jest "powrót do wspólnego miasta, które ma historyczne centrum należące do wszystkich" (Klaus Hartung). Reinterpretacja przeszłości, np. przywrócenie do łask części tradycji pruskiej, służyć ma za spoiwo tej identyfikacji.

W naładowanej symbolami, tradycjami i znaczeniami berlińskiej przestrzeni publicznej te działania nie muszą prowadzić do odrodzenia nacjonalizmu. Dobrym przykładem jest zamek. Za odtworzonymi barokowymi fasadami mieścić się będzie Forum Humboldta, a w nim Muzeum Kultur Pozaeuropejskich nawiązujące do kosmopolitycznego mitu miasta. Ale czy budowanie tożsamości Berlina może w ogóle dokonać się dzięki przywróceniu pamięci o przeszłości?

Tęsknota za historycznym zakorzenieniem jest w przypadku stolicy, która porównuje się z Paryżem czy Rzymem, zrozumiała. Jednak Berlin rozwijał się inaczej, raczej zrywając ciągłość i eksperymentując. "Zapominanie i zaczynanie od nowa są zapisane w DNA miasta" - dystansuje się komentator "Berliner Zeitung" od pomysłu odbudowy starówki. Największych zmian nie spowodowały zresztą wojna ani NRD, lecz gigantyczna przebudowa centrum na przełomie XIX i XX w. Berlin jest palimpsestem, w którym trudno ustalić, która warstwa jest właściwym punktem odniesienia dla choćby najbardziej krytycznej rekonstrukcji.

Berlinowi brakuje też tej warstwy społecznej, która mogłaby być nośnikiem takiej tożsamości wspólnego miasta. Niegdyś było nią wykształcone mieszczaństwo i to o renesansie jego obywatelskiego etosu marzą zwolennicy nowej starówki. Ale to iluzja. Berlin jest zadłużony i biedny, nie ma w nim przemysłu ani wielkich firm. Zapełnione statecznymi przedstawicielami wyższej klasy średniej kawiarniane stoliki w zachodnich dzielnicach, Charlottenburgu czy Wilmersdorfie, nie mogą skryć faktu, że to już nie oni nadają ton miastu. Jego puls lub, jak kto woli, tożsamość kształtują także mobilni freelancerzy, nowa klasa średnia sektora usług, imigranci ze wszystkich stron świata stanowiący prawie jedną czwartą ludności, nadal rzucający się w oczy Ossi... Czy może łączyć ich jakaś wspólna tożsamość?

Na zewnątrz Berlin dobrze udaje wielką metropolię, w istocie jest strasznie prowincjonalny. Każdy żyje w swojej własnej dzielnicy - Kiez - i nie wyściubia z niej nosa. "Ta podwójna tożsamość prowincjusza i mieszkańca metropolii jest prawdopodobnie źródłem przysłowiowej berlińskiej otwartości i tolerancji" - pisze berliński publicysta i redaktor naczelny polsko-niemieckiego magazynu "Dialog" Basil Kerski w wydanej niedawno książce "Homer na placu Poczdamskim" (Wyd. UMCS).

Migracyjny od stuleci charakter miasta powoduje, że nie wytworzyło ono żadnej wspólnej tożsamości, która dawałaby poczucie odpowiedzialności za całość. To dlatego tak łatwo - i chętnie - można stać się berlińczykiem. "Dopiero w tym mieście nauczyłem się, że nie muszę wybierać między polskimi i irackimi korzeniami, nie muszę także udawać rodowitego Niemca" - dodaje Kerski. To właśnie niezdefiniowana tożsamość i niedookreślona forma Berlina są tajemnicą jego powabu. Czym innym zresztą mógłby zaimponować Europie? Nowiutką starówką u stóp wieży telewizyjnej?



Źródło: Gazeta Wyborcza
 

·
Administrator
Joined
·
37,213 Posts
Discussion Starter · #2 ·
Odpowiedź Polaka mieszkającego w Berlinie, prowadzącego doskonały blog:

http://miasto-masa-maszyna.blogspot.com/2009/06/ich-bin-berliner.html

Jestem berlińczykiem. Co to dziś znaczy - ciekawy artykuł Piotra Burasa w dzisiejszej GW. Nie przejmujcie się leadem sugerującym, że Berlin jest prowincjonalny, bo... nie ma starówki (biedni prowincjusze z NY).

Sam pomysł "krytycznej rekonstrukcji" starego miasta jakoś nie budzi mojego entuzjazmu. Paradoksalnie, miasta takie jak Berlin czy Wrocław dzięki wojennym zniszczeniom zyskały w swoich centrach trochę przestrzeni, oddechu. Ich zabudowa nie jest tak klaustrofobiczna jak Wiednia czy Krakowa. Dziewiętnastowieczne miasto było przecież koszmarem w opozycji do którego narodziła się utopia modernizmu. Czy jest sens teraz "dogęszczać" ich centra, cofać ten proces? Dla kogo będzie to nowe centrum? Kto będzie w nim mieszkał? W Berlinie nie ma kryzysu mieszkaniowego - wręcz przeciwnie, podaż przewyższa popyt. Kto wykupi te apartamenty (bo przecież nikt nie postawi taniej mieszkaniówki socjalnej w "nowym, reprezentacyjnym centrum")? Turcy? Japiszoni z Prenzlauerbergu? Ossi? W Berlinie nabudowano już apartamentowców na Potsdamer Platz - okolica żyje knajpami, kinami, sklepami, turystami, ale mieszkania stoją puste.

Nie tędy droga.


Na zewnątrz Berlin dobrze udaje wielką metropolię, w istocie jest strasznie prowincjonalny. Każdy żyje w swojej własnej dzielnicy - Kiez - i nie wyściubia z niej nosa. "Ta podwójna tożsamość prowincjusza i mieszkańca metropolii jest prawdopodobnie źródłem przysłowiowej berlińskiej otwartości i tolerancji" - pisze berliński publicysta i redaktor naczelny polsko-niemieckiego magazynu "Dialog" Basil Kerski w wydanej niedawno książce "Homer na placu Poczdamskim" (Wyd. UMCS).

Migracyjny od stuleci charakter miasta powoduje, że nie wytworzyło ono żadnej wspólnej tożsamości, która dawałaby poczucie odpowiedzialności za całość. To dlatego tak łatwo - i chętnie - można stać się berlińczykiem. "Dopiero w tym mieście nauczyłem się, że nie muszę wybierać między polskimi i irackimi korzeniami, nie muszę także udawać rodowitego Niemca" - dodaje Kerski. To właśnie niezdefiniowana tożsamość i niedookreślona forma Berlina są tajemnicą jego powabu.
Genau. Po co to zmieniać? Ksenofobicznych miast "z charakterem", w których ludziom zasiedziałym od trzech pokoleń nadal na każdym kroku przylepia się etykietkę "napływowych" jest pod dostatkiem. Żadna sztuczna starówka nie zrobi z Berlina drugiego Wiednia. I bardzo dobrze.
 

·
Moderator
WHAT ELSE IS OUT THERE?
Joined
·
26,396 Posts
Jakoś ani z tego artykułu zupełnie nie skumałem o co autorowi chodzi. Poza błyskotliwym wistem blogera, nic z tego również nie wynika.

No ale jeśli chodzi o strumień świadomości - Berlin to miasto za którym zupełnie nie przepadam, ale powiedzenie, że Berlin jest prowincjonalny skaże na prowincjonalność większość miast na świecie, które rzecz jasna nie umywają się do wielkomiejskości Berlina. Nie mówiąc nawet o miastach Europy Wschodniej, które oględnie mówiąc w porównaniu do Berlina mogą popaść wyłącznie w kompleksy.

Berlin to z resztą ciekawy przykład miasta tworzonego przez najwybitniejszych architektów na świecie (większość światowej sławy architektów postawiła przynajmniej jeden budynek w Berlinie, dość wspomnieć takie nazwiska Niemeyer czy Corbusier), które to dzieła architektury zapadły się w natłoku innych nie pasujących do siebie wytworów człowieka. Całość Berlina pomimo Niemieckiego ordnungu tworzy wrażenie chaotycznego zakalca z samymi rodzynkami. Tak więc są miasta znacznie biedniejsze i mniejsze, które pomimo całej swojej zaściankowości w porównaniu do Berlina tworzą znacznie silniejszy "charakter" Miasta.

Wieloletnia katastrofa gospodarcza Berlina też mu nie pomaga. Setki hektarów porzuconych fabryk, dewastacja wojenna, powojenny podział, komunizm - wszystko to też jest Berlin. Zakłopotani pytaniem czy w zasadzie dobrze się im w Berlinie mieszka, Berlińczycy, podobnie jak Warszawiacy, chętnie sięgają po te argumenty tłumacząc jego niedostatki. Czy takie tłumaczenia dostatecznie bronią takie odarte z tożsamości miasta?

W Warszawie też odbudowano Starówkę, ale w zasadzie nie znam zbyt wielu warszawiaków, którzy by w ogóle odbierali Stare Miasto jako element ich tożsamości. Śmiem wątpić, czy taka odbudowa w Berlinie cokolwiek da.
 

·
Moderator
Joined
·
10,250 Posts
podoba mi się to co Niemcy robią z tymi otwartymi przestrzeniami w centrach pokomunistycznych miast, to że przeznacza się je pod zabudowę.
dlatego zabudowa tego wygonu pod wieżą telewizyjną to świetny pomysł.
dziwne tylko że dorabia się do tego jakąś "starówkową ideologię" bo to jak widzę nie będzie żadne stare miasto tylko nowoczesna dzielnica powstała na bazie przedwojennej parcelizacji. powinni zrezygnować z nazywania tego "starówką" bo tylko przybędzie przeciwników tego projektu..

edit:
już wiele razy był dawany ten gif, ale tutaj również się nadaje:

ta sama okolica miasta - przebudowa Grunerstrasse
 

·
Administrator
Joined
·
37,213 Posts
Discussion Starter · #5 ·
Jakoś ani z tego artykułu zupełnie nie skumałem o co autorowi chodzi. Poza błyskotliwym wistem blogera, nic z tego również nie wynika.
Chyba o walkę klas - nowe dzielnice są dla starbaxowców oraz wannabees, kamienice dla kawiorowej lewicy, a resztki berlińczyków w 3 pokoleniu chcą w końcu burżuazyjnych kwartałów ;D
 

·
Hammerite Order
Joined
·
5,948 Posts
na budowę obiektów o nowej architekturze ale zabytkowej urbanistyce.
Zastanawia mnie jakość tej nowej architektury, w Polsce z tych nowych starówek nic mi się nie podoba z paru przykładów nowoczesnych budynków z Drezna też mi do gustu nie przypadło. Wiem, że projektować to będą naprawdę dobrzy architekci ale czy nie lepiej by było odbudować to jak było przed wojną, wiem że Niemcy mają na to kasę.
 

·
Pilanin
Joined
·
3,874 Posts
^^ Też się nad tym zastanawiałem. Berlin robi sie kompletnie "bezpciowy". Wszędzie takie same szklane i kamienne fasady, równe chodniki, ubrana w opaskę Szprewa, zero saksońskiego polotu i baroku, nad wszystkim czuwa troche indoktrynalna, germańsko-pruska, zimna i na dłuższą metę nudna estetyka.
 

·
Banned
Joined
·
2,697 Posts
W Warszawie też odbudowano Starówkę, ale w zasadzie nie znam zbyt wielu warszawiaków, którzy by w ogóle odbierali Stare Miasto jako element ich tożsamości. Śmiem wątpić, czy taka odbudowa w Berlinie cokolwiek da.
No, mysle ze Starowka/trakt Krolewski, to jednak kregoslup obecnej Wawy. Bez niego Warszawa byla by na prawde marnym miastem bez jakiegokolwiek punktu odniesienia.
 

·
Banned
Joined
·
2,697 Posts
edit:
już wiele razy był dawany ten gif, ale tutaj również się nadaje:

ta sama okolica miasta - przebudowa Grunerstrasse
No tak, z gory to swietnie wyglada. Geste dachy, pierzeja...palce lizac.

Ale jak sie zyje na co dzien w takim gesto zabudowanym miescie, to juz tak ciekawie to nie wyglada z poziomu ulicy. Ja bym tam na przyklad wolal pozostawic ten plac i posadzic drzewa zamiast tworzyc tak gesta zabudowe...

Nie wszystkie "wyrwy" powinny byc zabudowywane. A urbanisci powinni czesciej patrzec na miasto z poziomu ulicy a nie z lotu ptaka... Bo z lotu ptaka labirynty owszem ladnie wygladaja, ale z poziomu ulicy juz niekoniecznie.
 

·
Moderator
WHAT ELSE IS OUT THERE?
Joined
·
26,396 Posts
Dokładnie to samo myślałem dzisiaj jadąc przez plac Narutowicza ^^.
 

·
Redsigert User
Joined
·
11,954 Posts
No, mysle ze Starowka/trakt Krolewski, to jednak kregoslup obecnej Wawy. Bez niego Warszawa byla by na prawde marnym miastem bez jakiegokolwiek punktu odniesienia.
Starówka jest dla turystów, Nowy Świat i okolice pełni już nieco ważniejsze funkcje głównie ze względu na uniwersytet ale kręgosłupem bym go chyba jednak nie nazwał, Warszawa ma mocno pokrzywiony kręgosłup...
 

·
Administrator
Joined
·
37,213 Posts
Discussion Starter · #12 ·
To pokazuje, że polskie pomysły "odbudujmy sobie coś" są oderwane od rzeczywistości - należy najpierw zastanowić się, po co nam te zabytki potrzebne i co w nich umieścimy.
 

·
Moderator
Joined
·
10,250 Posts
nie wiem jak w innych miastach ale u nas potencjalne historyczne rekonstrukcje są zapisane w planie miejscowym, wiec ewentualne zmaterializowanie się przyszłych "zabytków" nastąpi dopiero kiedy znajdzie się ktoś kto będzie chciał ów teren nabyć i zabudować.

Ale jak sie zyje na co dzien w takim gesto zabudowanym miescie, to juz tak ciekawie to nie wyglada z poziomu ulicy. Ja bym tam na przyklad wolal pozostawic ten plac i posadzic drzewa zamiast tworzyc tak gesta zabudowe...

Nie wszystkie "wyrwy" powinny byc zabudowywane. A urbanisci powinni czesciej patrzec na miasto z poziomu ulicy a nie z lotu ptaka... Bo z lotu ptaka labirynty owszem ladnie wygladaja, ale z poziomu ulicy juz niekoniecznie.
no pewnie że nie wszystkie szczerby na tkance miasta są do wypełnienia, jednakże tych parkingów i martwych placyków chyba nie jest tam szkoda, a nie wiem czy się opłaca tworzyć jakieś skwery przy takiej szerokiej drodze.
 

·
que conoce muchos idiomas
Joined
·
6,786 Posts
^^
Po tylu latach chaosu i braku prawie jakiejkolwiek urbanistyki w Polsce, nie dziwie sie, ze pojawiaja sie glosy zeby "zostawic jakis skwerek, placyk, drzewka". Wlasnie w takim otoczeniu non stop zyjemy. W jakiejs niezdefiniowanej i nieokreslonej dzikiej przestrzeni. I potem pojawiaja sie teksty typu: tutaj za gesto, za wysoko, za ciasno itd. Ale wlasnie do tego powinny dazyc miasta - oczywiscie bez przegiecia.
 

·
jestem Ott'em tego czatu
Motel Polska
Joined
·
2,665 Posts
To pokazuje, że polskie pomysły "odbudujmy sobie coś" są oderwane od rzeczywistości - należy najpierw zastanowić się, po co nam te zabytki potrzebne i co w nich umieścimy.
W Polsce wszystko jest oderwane od rzeczywistości: wuzetki od studium, ochrona zabytków od planowania, PKP od wszystkiego innego, rząd od samorządu, itp. - w Niemczech planowanie to podstawa.
 

·
Registered
Joined
·
372 Posts
już wiele razy był dawany ten gif, ale tutaj również się nadaje:

ta sama okolica miasta - przebudowa Grunerstrasse
Straszne. Przecież to zupełnie zasłoni Starą Halę Miejską (ten budynek z wieżą)! Przecież ten budynek potrzebuje trochę przestrzeni przed nim.

Tak samo te plany "starówki" z wystającą Fernsehturm :-/ Już chyba wolę Honecker Lapenladen niż to.
 

·
Moderator
WHAT ELSE IS OUT THERE?
Joined
·
26,396 Posts
No, mysle ze Starowka/trakt Krolewski, to jednak kregoslup obecnej Wawy. Bez niego Warszawa byla by na prawde marnym miastem bez jakiegokolwiek punktu odniesienia.
O, nie zauważyłem tego posta. Równie dobrze można powiedzieć, że kręgosłupem Los Angeles jest DisneyLand i bez Disneylandu Los Angeles byłoby pozbawione charakteru.

Starówka i Trakt to atrakcje turystyczne. Gdyby nie Uniwerek i parę Kościołów, to poza turystami nikt by tam nie zaglądał. Ostatnio byłem na grillu i było kilkanaście osób, była dyskusja i większość osób nie widziała przebudowy Królewskiego Przedmieścia. A to już 2 lata.
 
1 - 20 of 49 Posts
Top