SkyscraperCity Forum banner

[Bydgoszcz] Informacje gospodarcze, statystyki i liczby

834931 5419
Strefa Biznesu:

Praca w bydgoskim Atosie. Poszukują 100 pracowników!

- W tym roku przyjęliśmy już 235 pracowników - wylicza Maciej Ruszkiewicz, dyrektor Linii Biznesowej Atos w Bydgoszczy. - Do końca roku zaangażujemy jeszcze 100 osób.


Praca przez osiem godzin, nadgodziny płatne - wylicza zalety Czytelnik Strefy Biznesu. - Znajomości nie są potrzebne, każdy przechodzi rozmowę kwalifikacyjną i jeśli zakończy ją pomyślnie, czyli ma odpowiednie umiejętności, to jest przyjmowany. Do tego dochodzi stałość zatrudnienia. Bardziej stabilnej pracy się nie dostanie.

Na naszym forum zdarzają się też zawiedzione głosy osób, które nie zostały zaproszone na rozmowy i tych, którzy znają za słabo język, by startować.

Jeszcze 300
Atos jest międzynarodową firmą informatyczną, która osiąga roczne przychody na poziomie 8,7 mld euro i zatrudnia 78,5 tys. pracowników w 42 krajach. Oddział bydgoski liczy 630 osób. W naszym regionie ulokowane jest centrum sieciowe dla całej korporacji. Obsługuje ono klientów z całego świata w zakresie usług transakcyjnych oraz konsultingowych, integracji systemów i usług zarządzanych.

- Są plany dalszego rozwoju - podaje Ruszkiewicz. - Liczba około 300 nowych pracowników, w najbliższych dwóch latach, jest realna.

Kto ma szansę na zatrudnienie w Atosie?
- Głównie informatycy z wiedzą ściśle techniczną. Poszukujemy specjalistów zarządzania sieciami, serwerami, aplikacjami i modułami SAP - wymienia Ruszkiewicz. - Ale też menedżerów i kierowników projektów.

Etat znajdą tu również osoby wielojęzyczne. - Wszyscy pracownicy muszą znać język angielski. Poszukiwani są lingwiści, którzy dodatkowo władają m.in. rosyjskim, niemieckim, francuskim lub słowackim - dodaje. - Kandydat powinien znać język na poziomie B2 lub C1 (średniozaawansowany lub zaawansowany - przyp. red.). Sprawdzamy to podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Osoby, które przejdą ją, są szkolone wewnątrz firmy.

Dla kogo więcej pracy
- Rynek potrzebuje informatyków, inżynierów różnych specjalizacji, mechatroników, spawaczy - twierdzi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. - Rozwijać będą się też usługi medyczne. Jeśli chcemy zwiększyć zatrudnienie, to młodzież musi przestać studiować kierunki, na które nie ma zapotrzebowania.

Newsweek.pl:

Polska firma wygrała wielki przetarg w Niemczech. 1,5 miliarda od Deutsche Bahn dla Pesy Bydgoszcz!


Zakłady Pesa SA z Bydgoszczy podpiszą we wrześniu kontrakt na dostawę taboru dla niemieckich kolei DB. Wartość umowy będzie porównywalna z kontraktem realizowanym przez spółke w Warszawie za 1,5 mld zł - poinformował w środę rzecznik Pesy.

- Wszystko wskazuje na to, że kontrakt z niemieckim przewoźnikiem podpiszemy podczas największych branżowych targów transportowych InnoTrans w Berlinie, 19 września. To efekt prowadzonego od 1,5 roku przetargu na dostawę taboru dla kolei DB - poinformował w środę Tomasz Zaboklicki, prezes spółki Pesa.

Jak zaznaczył, o wyborze polskiej firmy zdecydowała nie cena, ale doświadczenie i niemieckie certyfikaty, które zakłady zdobyły w ostatnich latach.- To bardzo wymagający kontrahent, który sam wybiera uczestników przetargów i wnikliwie ich sprawdza. Kontrakt potwierdzi, że jesteśmy liczącym się uczestnikiem rynku, poważną firmą, oferującą pojazdy na światowym poziomie - zaznaczył Zaboklicki.

Pesa nie ujawnia szczegółów kontraktu ani jego dokładnej wartości. Dotyczyć on będzie dostawy wieloczłonowych pojazdów do połączeń regionalnych. - Pod względem wartości i liczby jednostek taboru będzie to umowa porównywalna z realizowanym obecnie kontraktem na dostawę 186 tramwajów dla Warszawy - ocenił Michał Żurowski, rzecznik Pesa SA. Władze Warszawy zapłacą za tabor z Bydgoszczy - 1,5 mld zł.

Prezes zaznaczył, że bydgoska firma dysponuje wystarczającym potencjałem, pozwalającym na wykonanie nowych kontraktów i nie planuje znaczącego zwiększenia załogi, która liczy około 3,7 tys. osób w głównej siedzibie w Bydgoszczy i filii w Mińsku Mazowieckim.
1 - 20 of 301 Posts
Jeśli kolejny bezsensowny wątek, to które poprzednie jeszcze są bezsensowne?
No niestety, raczej to już nastąpiło.
Wierz mi, że nie chciałbym.
chciałbyś :lol:
http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszc...Pomorskiem_zarabia_sie_najgorzej_w_kraju.html

W Kujawsko-Pomorskiem zarabia się najgorzej w kraju

Aleksandra Lewińska, Karolina Kowalska
22.01.2013 , aktualizacja: 22.01.2013 08:27
Zarobki w regionie

Średnia pensja u nas niższa o 14,1 proc. niż przeciętna w kraju. Pracy nie ma w regionie niemal 149 tys. osób
23-letnia Marta Kraszkiewicz zarabia niewiele ponad tysiąc zł. Pracuje w dziale sprzedaży jednej z bydgoskich firm.

- Jeszcze studiuję, ale nie mieszkam już z rodzicami. Muszę z tych pieniędzy opłacić wszystkie rachunki i się wyżywić - mówi. - Żyję bardzo skromnie. Kino? Restauracje? Wyjścia do klubu ze znajomymi? Mnie na to nie stać. Na dobry telefon komórkowy i markowe ciuchy - też nie. Wchodzę do Focusa i patrzę na metki z cenami, a nie na kolor czy fason ubrań.

Kraszkiewicz zamierza po studiach pożegnać się z miastem. - Nie widzę tu dla siebie perspektyw - mówi. - Wyjadę. Może do Poznania. Tam zarobki są większe, ludziom żyje się łatwiej. Poszukam pracy jako marketingowiec, coach albo rekruter. Jeśli się nie uda - wyjadę za granicę. Byle nie zostać i nie klepać biedy w Bydgoszczy.

Ze styczniowego raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że średnia pensja w naszym województwie w pierwszych trzech kwartałach zeszłego roku wynosiła 3270,90 zł brutto. Jest niższa o 14,1 proc. niż przeciętna w kraju. I jedna z najniższych w Polsce. Mniej zarabiali w tym czasie tylko mieszkańcy trzech województw: podkarpackiego, lubuskiego i warmińsko-mazurskiego. Ale dysproporcje w pensjach w najsłabiej zarabiających regionach są nieznaczne. Najmniej w kraju pracodawcy płacą na Warmii i Mazurach. Tam średnie wynagrodzenie jest zaledwie o 55 zł niższe niż u nas.

W drugą stronę różnice są kolosalne. W tym samym czasie w województwie mazowieckim pracownicy średnio zarabiali ponad 4,6 tys. brutto, a na Śląsku 3,9 tys. zł.

- Mnóstwo bydgoszczan nie wiąże końca z końcem - mówi Wiesława Kowalska, księgowa w jednym z bydgoskich przedszkoli z ponad 30-letnim stażem pracy. - Zarabiam 1,2 tys. zł. Na szczęście mąż, pracownik służb ochrony państwa, dostaje dobrą pensję. Dzięki temu żyjemy normalnie. Ale widzę, co się dookoła dzieje. Koleżanki - nauczycielki i sprzątaczki, co i rusz przychodzą po niskooprocentowane pożyczki z funduszu pracowniczego. Wiele z nich chciałoby wyjechać gdzieś, gdzie żyje się łatwiej, ale już za późno. Tu mają rodziny, zapuściły korzenie. Ale znam też sporo młodych rodziców naszych przedszkolaków, którzy żyją ze sobą na odległość, bo jedno z nich pracuje za granicą.

Niskie płace w Kujawsko-Pomorskiem są odbiciem kondycji naszego rynku pracy. Niemal 149 tys. osób w naszym województwie nie ma pracy. Stopa bezrobocia sięga już 17,3 proc.

W Bydgoszczy jest dużo niższa - 8,4 proc. Ale z miesiąca na miesiąc rośnie. Tylko w ostatnich dwóch tygodniach w pośredniaku zarejestrowało się ponad tysiąc osób. Wkrótce szukać zajęcia będzie też niemal 500 zwolnionych z Zachemu.

- A zasada jest prosta - jeśli o pracownika trudniej - bardziej się go ceni i więcej mu płaci - mówi Tomasz Zawiszewski, dyrektor bydgoskiego pośredniaka. Ale podkreśla, że nie tylko stopa bezrobocia ma wpływ na niskie pensje. - Nie lokują się u nas duże koncerny, korporacje jak w Poznaniu czy Warszawie - mówi. - Ich kierownictwo zawyża średnią wynagrodzeń. Tam są prezesi, u nas - zakłady produkcyjne. I to pokazują też statystyki. Poza tym - koszty życia w naszym regionie są trochę niższe i to pracodawcom stwarza możliwość oferowania mniejszych pensji.

Jest jedna dobra wiadomość. Branża IT, jedna z najlepiej płatnych, jest jednocześnie jedną z najprężniej rozwijających się w naszym mieście. Rąk do pracy w ostatnich miesiącach szukało wiele firm, m.in.: Mobica, SDL, Alcatel-Lucent czy Atos Origin.


Cały tekst: http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszc...abia_sie_najgorzej_w_kraju.html#ixzz2IgmsO0BG
Skoro stawiamy markety zamiast biurowców, to takie są realia. W Bydgoszczy jest dramat, w Toruniu trochę lepiej, ale też daleko do normalności, dopiero ostatnio stawiają jakieś biurowce.
Cóż, zamiast stawiać pomniki bieżącej działalności i nieefektywne projekty typu BiT City albo spalarnia, województwo mogłoby inwestować właśnie w biznes i jego przyciągnięcie. Nie wierzę, że na to nie ma pieniędzy.
Na razie idą do marketów.
To, że w Bydgoszczy nie powstają biurowce w odpowiednich do tego miejscach w mieście (r. Jagiellonów, r. Fordońskie, Ogińskiego, itd.) jest po prostu pochodną ogólnego podejścia miasta do biznesu. Tak jak napisał Zamaszysty - jak nie powstanie biurowiec, to na pewno nie zapełni się pracownikami.
A czy ktoś krytykuje pracę w biurze? Raczej chodzi o to, że niektórzy myślą że jak powstanie biurowiec zaraz zapełni się pracownikami.
Ojciec od 1978 do 1992 robił jako konstruktor w Romecie i od 1993 pracuje w banku. Dość biurowe.

Oli pleeze. Powyżej Phelot napisał dlaczego w Bydgoszczy wieczorem miasto świeci pustkami. Zachemu nie ma, ale był, też świeciło pustkami. Dla halowych pracowników ww. przez Ciebie zakładów powinny być miejsca w BPPT. Ale oni nadal nie podwyższą średniej wojewódzkiej zarobków, jak widać.
Gałąź zatrudnienia, że się tak wyrażę, o której piszemy kuleje w Bydgoszczy najbardziej.
  • Like
Reactions: Phelot
To dlaczego my jesteśmy w ogonie, a nie na siódmym-dziewiątym miejscu? :)
przecież to zjawisko występuje w całej Polsce w równym stopniu
Ale tylko w kategorii "education". Niemniej dziwne, że Toruń znów musi posiłkować się Bydgoszczą.

EDIT: Zastanawia mnie Scanpark zaliczony do inwestycji planowanych - tutaj widać, że jest to Danhouse, w takim razie pytanie - czy coś ma się rozbudować w pobliżu i czy ktoś cudem ma dostęp do wizualizacji?
Co ciekawe, w raporcie "wschodzących gwiazd" potencjał Torunia (uczelnie, studenci ...) pokazany jest łącznie z Bydgoszczą, co widać dopiero po przyjrzeniu się opisowi pod grafiką.
Też o tym pomyślałem, ale nie do końca mnie to przekonuje. Chociaż... Nie będę szedł w zaparte.
Zwróć uwagę, że podobnie jest w tym drugim opracowaniu, w którym do liczby studentów w Bydgoszczy doliczono Toruń. Myślę, że to celowe i pokazuje, że w zasięgu potencjalnej inwestycji jest i "siła robocza" z sąsiedniego miasta.
Maluchowy następca Wigry 4 ;)
Na spotkaniu byli też obecni prezydenci Grudziądza, Włocławka i Inowrocławia. Zabrakło Zaleskiego. Nie został zaproszony, czy szykuje konkurencyjne spotkanie u siebie?
Maczety i Angole tańczą na stole i jeszcze drogo.
Toż to Warszawa na nartach.Zdjęcie z misiem? Świńska rura nie miś, pincet złotych dla mnie nie ma, a sam forsą sra. Całe życie na urlopie w Zakopanem, ołje.
Chyba pod Poznaniem.
Piździ od morza.
Jak kto woli, ale dla mnie za spokojnie. To już wolę Bory Tucholskie (patrz niżej), bo jest tramwaj.
Patrz miś w Zakopanem.
O, to tam jest wyższe bezrobocie jak w Kuj-Pomie :lol: Czyżby marszałek miał siedzibę w Bartoszycach?
Jak dobrze zawieje, to Bałtyk zamarznie - przez 7 miesięcy w roku można się ślizagać na łyżwach po morzu - czad.
O, byłem tam, jak mnie wojsko ścigało. Lubię pojeździć tramwajem z Brus do Czerska.
Spoko, dojeżdża tam szynowóz PESY :cheers: Dobre ceny mieszkań na wysokich piętrach apartamentowców.
Tu z kolei jest świetny uniwerek.
A tu akademik.
No nie... Do Bydgoszczy będę jeździł, a na Rubinkowie nie będę kupował!
Kraków, Zakopane, Poznań, 3miasto, Wrocław, Szklarska Poręba, Mazury, Ustka, Bory Tucholskie, Kazimierz, Ustroń, Muszyna, Krynica, że o Toruniu nie wspomnę
Niestety, Zamaszysty ma rację, toruńscy politycy nie raz udowodnili, że nie kierują się rozumem, byle na złość Bydgoszczy. Trzeba po prostu temu zapobiec i zwrócić na to uwagę.
Hasło na sztandary: "Kasa przepadnie i to przez Was". Powinno pomóc.
Komentarz też cytatem:
Ślachciak: Konflikt w sprawie ZIT-u nie ma wpływu na biznes
Rozmawiał Wojciech Bielawa
02.04.2014 , aktualizacja: 02.04.2014 09:07


- Różnica zdań na temat ZIT-u nie ma wpływu na biznes. Pieniądze nie znają granic, inwestuje się tam, gdzie jest to opłacalne - mówi Mirosław Ślachciak, prezes Pracodawców Pomorza i Kujaw.
Wojciech Bielawa: W marcu została oficjalnie zainicjowana działalność nowej miejskiej spółki, Bydgoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Taka organizacja funkcjonuje już w Toruniu. Kolejna agencja w województwie kujawsko-pomorskim jest potrzebna?

Mirosław Ślachciak: Tak, podobnie jak każda organizacja, która w realny sposób pomaga przedsiębiorcom. Tym bardziej że część przedsiębiorców z Bydgoszczy i okolic odnosi wrażenie, że TARR skupia się na promowaniu toruńskich firm.

Tak w istocie jest?

- Nie jest to do końca prawdą. Niektórzy bydgoscy przedsiębiorcy z góry założyli, że toruńska agencja nie jest obiektywna w swojej działalności. Byli uprzedzeni do tej organizacji, przez co np. składali mniej wniosków niż biznesmeni z Torunia. Wszelkie uwagi o poprawki w dokumentach traktowali jako celowe utrudnianie pracy. Opinie te były jednak krzywdzące. Bydgoska agencja potrzebna jest jednak chociażby z uwagi na większą dostępność dla lokalnych przedsiębiorców. Rynek wciąż nie jest nasycony. Miejsce dla takich instytucji znajdzie się w każdym większym mieście, m.in. Inowrocławiu, Grudziądzu czy Włocławku.

Dwie w województwie nie wystarczą?

- Obszar do działania jest bardzo duży. Tylko niewielka część przedsiębiorców jest aktywna, aplikuje o środki unijne, bierze udział w szkoleniach i konkursach. W dalszym ciągu mnóstwo firm w ogóle nie stara się o dotacje unijne, nie jest zainteresowana udziałem w klastrach. Wszelkie instytucje wspierania biznesu mają wciąż duże pole do popisu. Dlatego BARR nie powinien być traktowany jako konkurent dla toruńskiej agencji, tylko jako uzupełnienie. Podobnie zresztą jak Pracodawcy Pomorza i Kujaw, Izba Rzemieślnicza, Business Centre Club czy Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Podczas inauguracji BARR-u przedstawiciele miasta przekonywali, że Bydgoszcz jest zieloną wyspą na mapie województwa. Niskie bezrobocie, dużo inwestycji. Czy tak jest w istocie?

- Na pewno możemy być zadowoleni z tego, że w Bydgoszczy jest niskie bezrobocie. Najniższe w całym regionie. Nie możemy się jednak cieszyć z tego, że brakuje nam fachowców. Oferty pracy z wielu firm czy urzędu pracy rozmijają się z wykształceniem i kwalifikacjami osób poszukujących zatrudnienia. W efekcie bardzo szybko rozwijające się branże nie mogą znaleźć fachowców.

Jakie to branże?

- M.in. narzędziowa oraz przetwórstwa tworzyw sztucznych. Pozostają w rozdrobnieniu, nie ma w mieście jakiegoś giganta, ale sporo firm zatrudnia od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Bardzo często prowadzą bardzo ciekawą produkcję dla potentatów z branży motoryzacyjnej czy AGD. Dynamicznie rozwija się również sektor IT. To już nie tylko Atos, ale także i szereg mniejszych firm. Mocny jest także przemysł meblarski. Począwszy od firm produkujących okucia meblowe czy sklejkę, kończąc na producentach mebli.

I naprawdę we wszystkich tych branżach jest problem z pracownikami?

- Tak, problem polega bowiem na tym, że gros osób pozostających bez pracy ma wykształcenie humanistyczne. Nie chcą się przebranżowić. Szukają pracy zgodnej ze swoim wykształceniem i aspiracjami, a takiej w Bydgoszczy nie ma.

Skoro w Bydgoszczy jest najmniejsze bezrobocie w regionie, to dlaczego przeciętny mieszkaniec Torunia - jak podają ostatnie badanie GUS-u - zarabia średnio 300 zł brutto więcej?

- W Toruniu więcej osób pozostaje bez pracy, ale jest też sporo instytucji i firm zatrudniających ludzi o wysokich kwalifikacjach. Bydgoszcz ma charakter przemysłowy, pracuje u nas więcej osób o niższych kwalifikacjach, a to przekłada się na zarobki.

Jest na to jakaś recepta?

- Musimy stawiać na rozwój sektora BPO [Business Process Outsourcing, czyli outsourcing procesów biznesowych - red.]. Firmą z tego sektora jest na przykład Atos, który docelowo chce zatrudnić w Bydgoszczy nawet trzy tysiące osób. W wielu miastach ta gałąź gospodarki rozwija się jednak dużo szybciej. W Gdańsku w sektorze BPO pracuje około 50 tys. osób, w Szczecinie - 30 tys. W naszym mieście i regionie są uczelnie, które kształcą ekonomistów. Ci z powodzeniem mogą pracować w tej branży.

Dlaczego więc nie wykorzystujemy tego potencjału?

- Brakuje odpowiedniej infrastruktury. Firmy są skłonne inwestować, jednak wymagają komfortowych warunków pracy. Potrzeba w Bydgoszczy więcej biur klasy A. Wiem, że jeden z inwestorów przymierza się do budowy biurowca, w którym można będzie otworzyć tysiąc miejsc pracy. To jednak wciąż za mało. Pamiętajmy bowiem, że jedna dobrze opłacana osoba, na poziomie półtorej średniej krajowej, generuje od jednego do trzech miejsc pracy w usługach. Częściej korzysta z restauracji, pralni chemicznych i wielu innych dodatkowych usług. Ich brakuje, chociażby przez przeprowadzkę do Torunia Collegium Medicum. Jest mniej konferencji naukowych i sympozjów. A to one napędzają branżę hotelarską, turystyczną, gastronomiczną.

Konflikt między Bydgoszczą a Toruniem ostatnio się nasila. Chodzi już nie tylko o pieniądze, które marszałek chętniej przekazuje na inwestycje toruńskie, ale też o konflikt wokół Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. To szkodzi lokalnemu biznesowi?

- Z liczbami trudno polemizować. Natomiast różnica zdań na temat ZIT-u nie ma wpływu na biznes. Pieniądze nie znają granic, inwestuje się tam, gdzie jest to opłacalne.

Albo tam, gdzie to możliwe. Odnoszę się do obecnej sytuacji w Pesie. Po decyzji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków spółka nie może zburzyć ruiny na swojej działce i przeprowadzić koniecznych inwestycji.

- Nie chciałbym, by te wydarzenia były traktowane jako konflikt bydgosko-toruński. Fakt, że konserwator ma siedzibę w Toruniu, nie ma znaczenia. To jest konflikt na linii biznes - konserwator. Choć przyznam, że mieliśmy tu do czynienia z arogancją władzy. Konserwator naruszył normy prawne, jak i również normy dobrego obyczaju.

Odejdźmy od lokalnych wojenek. Jak wydarzenia na Ukrainie wpływają na wymianę handlową z naszymi sąsiadami na Wschodzie?

- Nie ukrywam, jestem pełen obaw. Spójrzmy chociażby na Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, które mają fabryki w Rosji, oraz wywołaną już Pesę, która zaopatruje Moskwę w tramwaje. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się dalej stanie ani policzyć ewentualnych strat. To jednak nie tylko problem regionu, ale i całego kraju. Tymczasem za naszym plecami kraje Unii już dogadują się z Rosjanami. Dlatego apeluję do polityków, aby nie opierali się na emocjach. Istotna jest wstrzemięźliwość w wypowiedziach. Wchodzimy w okres kampanii wyborczej, a politycy muszą machać przysłowiową szabelką. To jednak skutkuje retorsjami. Ucierpią na tym nie politycy, tylko przede wszystkim zwykli obywatele. Przemysł rolno-spożywczy, którym tak się szczycimy, a opiera się na eksporcie na Wschód, już liczy straty.

A optymistyczne wieści? Wchodzimy w nową perspektywę unijną na lata 2014-20. Może tam przedsiębiorcy mogą szukać dobrych wieści.

- Wiele jest niewiadomych. Prawdopodobnie będą to jednak środki trudniejsze od tych, które firmy pozyskiwały w kończącej się perspektywie.

To znaczy?

- Będzie niewiele dotacji, a więcej środków zwrotnych na preferencyjnych warunkach. Jeśli już, dotacje będą przede wszystkim na innowacje. Tylko na inwestycje w bardzo nowoczesne technologie i to w skali europejskiej, a nie jak dotąd regionalnej czy krajowej. Pieniądze znajdą się także na współpracę biznesu z nauką, ale muszą iść za tym efekty, konkretne wdrożenia do produkcji. Będzie to wymagało zmiany mentalności przedsiębiorców, dokładniejszych wyliczeń projektów.

Czy to oznacza, że unijne pieniądze zostaną jeszcze lepiej wykorzystane?

- Może tak być, ale może być też tak, że nie zostaną w pełni wykorzystane przez przedsiębiorców. Wszystko zależy od tego, jak wysoko Komisja Europejska zawiesi poprzeczkę.

Cały tekst: http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszc...prawie_ZIT_u_nie_ma_wplywu.html#ixzz2xjHmKmny
Brakuje odpowiedniej infrastruktury. Firmy są skłonne inwestować, jednak wymagają komfortowych warunków pracy. Potrzeba w Bydgoszczy więcej biur klasy A.
Ten moment był w 2006, ale byliśmy wtedy Wesołą Wioseczką przynajmniej z podejścia władz. Ale na prawdziwe biurowce nigdy za późno.
Pomoc z budżetu jest konieczna. A w Bydgoszczy po prostu trzeba uderzyć z grubej rury - 2-3 konkretne duże biurowce w konkretnym miejscu, a nie jak obecnie - fajne, ale małe w niezłych miejscach, albo duże jeszcze fajniejsze, za to na rubieżach, w dodatku... tylko na papierze.
Duże inwestycje przyciągną biznes, a on z kolei przyciągnie najemców do mniejszych miejscówek.
W ramach zadośćuczynienia za okradanie Bydgoszczy, to UMarsz powinien sfinansować powstanie city w mieście.
1 - 20 of 301 Posts
Top