SkyscraperCity Forum banner

[Bydgoszcz] Informacje gospodarcze, statystyki i liczby

837952 Views 5433 Replies 236 Participants Last post by  butelkowy_szachista
Strefa Biznesu:

Praca w bydgoskim Atosie. Poszukują 100 pracowników!

- W tym roku przyjęliśmy już 235 pracowników - wylicza Maciej Ruszkiewicz, dyrektor Linii Biznesowej Atos w Bydgoszczy. - Do końca roku zaangażujemy jeszcze 100 osób.


Praca przez osiem godzin, nadgodziny płatne - wylicza zalety Czytelnik Strefy Biznesu. - Znajomości nie są potrzebne, każdy przechodzi rozmowę kwalifikacyjną i jeśli zakończy ją pomyślnie, czyli ma odpowiednie umiejętności, to jest przyjmowany. Do tego dochodzi stałość zatrudnienia. Bardziej stabilnej pracy się nie dostanie.

Na naszym forum zdarzają się też zawiedzione głosy osób, które nie zostały zaproszone na rozmowy i tych, którzy znają za słabo język, by startować.

Jeszcze 300
Atos jest międzynarodową firmą informatyczną, która osiąga roczne przychody na poziomie 8,7 mld euro i zatrudnia 78,5 tys. pracowników w 42 krajach. Oddział bydgoski liczy 630 osób. W naszym regionie ulokowane jest centrum sieciowe dla całej korporacji. Obsługuje ono klientów z całego świata w zakresie usług transakcyjnych oraz konsultingowych, integracji systemów i usług zarządzanych.

- Są plany dalszego rozwoju - podaje Ruszkiewicz. - Liczba około 300 nowych pracowników, w najbliższych dwóch latach, jest realna.

Kto ma szansę na zatrudnienie w Atosie?
- Głównie informatycy z wiedzą ściśle techniczną. Poszukujemy specjalistów zarządzania sieciami, serwerami, aplikacjami i modułami SAP - wymienia Ruszkiewicz. - Ale też menedżerów i kierowników projektów.

Etat znajdą tu również osoby wielojęzyczne. - Wszyscy pracownicy muszą znać język angielski. Poszukiwani są lingwiści, którzy dodatkowo władają m.in. rosyjskim, niemieckim, francuskim lub słowackim - dodaje. - Kandydat powinien znać język na poziomie B2 lub C1 (średniozaawansowany lub zaawansowany - przyp. red.). Sprawdzamy to podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Osoby, które przejdą ją, są szkolone wewnątrz firmy.

Dla kogo więcej pracy
- Rynek potrzebuje informatyków, inżynierów różnych specjalizacji, mechatroników, spawaczy - twierdzi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. - Rozwijać będą się też usługi medyczne. Jeśli chcemy zwiększyć zatrudnienie, to młodzież musi przestać studiować kierunki, na które nie ma zapotrzebowania.

Newsweek.pl:

Polska firma wygrała wielki przetarg w Niemczech. 1,5 miliarda od Deutsche Bahn dla Pesy Bydgoszcz!


Zakłady Pesa SA z Bydgoszczy podpiszą we wrześniu kontrakt na dostawę taboru dla niemieckich kolei DB. Wartość umowy będzie porównywalna z kontraktem realizowanym przez spółke w Warszawie za 1,5 mld zł - poinformował w środę rzecznik Pesy.

- Wszystko wskazuje na to, że kontrakt z niemieckim przewoźnikiem podpiszemy podczas największych branżowych targów transportowych InnoTrans w Berlinie, 19 września. To efekt prowadzonego od 1,5 roku przetargu na dostawę taboru dla kolei DB - poinformował w środę Tomasz Zaboklicki, prezes spółki Pesa.

Jak zaznaczył, o wyborze polskiej firmy zdecydowała nie cena, ale doświadczenie i niemieckie certyfikaty, które zakłady zdobyły w ostatnich latach.- To bardzo wymagający kontrahent, który sam wybiera uczestników przetargów i wnikliwie ich sprawdza. Kontrakt potwierdzi, że jesteśmy liczącym się uczestnikiem rynku, poważną firmą, oferującą pojazdy na światowym poziomie - zaznaczył Zaboklicki.

Pesa nie ujawnia szczegółów kontraktu ani jego dokładnej wartości. Dotyczyć on będzie dostawy wieloczłonowych pojazdów do połączeń regionalnych. - Pod względem wartości i liczby jednostek taboru będzie to umowa porównywalna z realizowanym obecnie kontraktem na dostawę 186 tramwajów dla Warszawy - ocenił Michał Żurowski, rzecznik Pesa SA. Władze Warszawy zapłacą za tabor z Bydgoszczy - 1,5 mld zł.

Prezes zaznaczył, że bydgoska firma dysponuje wystarczającym potencjałem, pozwalającym na wykonanie nowych kontraktów i nie planuje znaczącego zwiększenia załogi, która liczy około 3,7 tys. osób w głównej siedzibie w Bydgoszczy i filii w Mińsku Mazowieckim.
1 - 20 of 374 Posts
A ja uważam, że to bardzo dobry pomysł, takie rozdzielnie.
W wątku MB niepotrzebnie były umieszczane wpisy typu "nowa firma z Bydgoszczy na NewConnect" albo, że "ktoś kogoś przyjął do pracy/zwolnił z pracy" albo, że "firma X zdobyła kontrakt". Takie zdarzenia zdarzają się w każdym mieście w Polsce, zatem są w sposób wątpliwy związane z istotą MB, a tamten wątek powstał aby się zajmować zasięgiem i ustrojem przyszłej metropolii, jej zadaniami, kierunkami rozwoju.
Fakty czysto gospodarcze, czyli związane z osiągnięciami/porażkami firm z miasta powinny właśnie znaleźć się w wątku "wiadomości gospodarcze".
Po prostu forum zaczyna się rozwadniać. Niedługo nie będzie wiadomo czy wrzucać coś tutaj, czy do Metropolii, czy do Parku Przemysłowego czy może do Inwestycji.
Przyłączam się do gratulacji :) Miło to czytać.

Moim zdaniem, poszukiwanie innych lokalizacji nie zależy od warunków bydgoskich. To specyficzna branża, w której pracownicy-pasjonaci są dużą rzadkością, a i potencjał danej grupy wyczerpuje się szybko i jest potrzeba stworzenia drugiego, trzeciego, niezależnego zespołu, żeby kreatywność była na wysokim poziomie. Podejrzewam też, że oddziały zagraniczne raczej służą marketingowi niż kreacji.
Chyba że konieczność otwierania oddziałów w Polsce jest niezależna od warunków bydgoskich. A druga sprawa to lokalizacja - na przykładzie tej firmy widać, że np. taki biurowiec na pl. Kościeleckich mógłby znaleźć najemców, skoro teraz 50 osób pracuje w kamienicy.
^^
Bardzo fajna i czytelna strona :) Widać, że urząd miasta bardzo się stara.
Poprawiłbym może tylko niektóre z prezentacji, ale może to efekt mojego "zboczenia zawodowego"...

Ostatnio trafiłem też na dokument:

http://ibngr.pl/index.php/pl/content/download/6440/29440/file/IBnGR_ATRAKCYJNOSC_2011.pdf

Nie wiem czy był już omawiany na SSC, ale myślę, że Bydgoszcz oraz całe województwo nie wygląda w nim źle. Nie wiedziałem też, czy pisać o tym tutaj, czy w MB - dalszy los tematu zależy od tego w jaką stronę pójdzie dyskusja ;) Brak też wątku "gospodarka kuj-pom".

W opracowaniu IBnGR "pokutuje" oczywiście łączne postrzeganie B i T jako jednego podregionu, ale z drugiej strony pokazuje to jaki potencjał drzemie we współpracy między tymi miastami. Proszę tylko nie mylić kwestii możliwej "miękkiej" współpracy z zasięgiem obszarów funkcjonalnych. To dwie osobne sprawy. Warto się bić o osobne OF-y, ale jeszcze bardziej warto współpracować na linii B-T gospodarczo, naukowo, kulturalnie itd.

Parafrazując słowa prezydenta Abramowicza (szefa związku metropolii polskich), siła miasta/regionu nie polega tylko na związkach z obszarem funkcjonalnym polegających na wspólnej gospodarce komunalnej, ale w dużym stopniu na sile kapitału ludzkiego wyrażającego się wiedzą, przedsiębiorczością, innowacyjnością.

Oto jakie przyjęto procentowe udziały (wagi) kryteriów, które wynoszą dla całych województw:

- 25% koszty pracy / wielkość i jakość zasobów pracy
- 20% aktywność wobec inwestorów
- 20% dostępność transportowa
- 15% chłonność rynku zbytu
- 10% poziom infrastruktury gospodarczej
- 5% poziom infrastruktury społecznej
- 5% poziom bezpieczeństwa powszechnego

Dla podregionów (przemysł):
- 40% wielkość i jakość zasobów pracy
- 20% dostępność transportowa
- 15% koszty pracy
- 15% poziom infrastruktury gospodarczej
- 5% stopień i stan ochrony środowiska przyrodniczego
- 3% poziom bezpieczeństwa powszechnego
- 2% poziom rozwoju gospodarczego

Dla podregionów (usługi):
- 25% wielkość i jakość zasobów pracy
- 20% chłonność rynku zbytu
- 15% koszty pracy
- 10% poziom infrastruktury gospodarczej
- 10% dostępność transportowa
- 7% stopień i stan ochrony środowiska przyrodniczego
- 5% poziom rozwoju gospodarczego
- 8% poziom bezpieczeństwa powszechnego

W ocenie podregionów nie do końca jest zrozumiały brak kryterium "aktywności wobec inwestorów" i jego brak krzywdzi Bydgoszcz, bo jak wiemy aktywność ta w tym mieście jest dość duża.

Ważne info dla Bydgoszczy - w czasie zanim zostanie wybudowana S-5 warto stawiać na usługi, a więc budować biurowce, biurowce, biurowce... gdyż dla usług dostępność transportowa jest mniej ważna niż dla przemysłu.

Bardzo ważna jest jakość i wielkość zasobów pracy, a więc kapitał ludzki.

Niemniej wyniki tej oceny są zaskakujące.

Atrakcyjność dla przemysłu jest następująca:
1. katowicki
2. rybnicki
3. łódzki
4. wrocławski
5. bielski
6. bydgosko-toruński
7. poznański
8. oświęcimski
9. szczeciński
10. krakowski
11. jeleniogórski

Ważne jest to, że okręg b-t awansował z miejsca 7 wyprzedzając poznański :)

Bardzo istotne jest to, że konkurencja jest bardzo silna, bo w rankingu brano pod uwagę ponad 60 podregionów! Można więc powiedzieć, że B-T jest w absolutnej krajowej czołówce.

Ciekawy jest brak okręgu warszawskiego - wysokie koszty inwestycji przemysłowych obniżają bardzo pozycję tego miejsca, nadrabia ono za to innymi zaletami.

W usługach jest już nieco gorzej, ale nomen-omen, pojawia się tam Warszawa.

1. warszawski
2. łódzki
3. katowicki
4. trójmiejski
5. krakowski
6. poznański
7. wrocławski
8. bydgosko-toruński
9. bielski
10. rybnicki
11. rzeszowski

Tak, czy inaczej, miejsce w pierwszej 10-tce na ponad 60 podregionów branych pod uwagę jest bardzo znaczące.

I na koniec wyniki ogólne:


Wskaźnik liczbowy oznacza odchylenie od średniej, czyli kuj-pom jest lekko poniżej średniej dla Polski.

Jeśli nie wydaje się to dobrym wynikiem, to dodam, że kuj-pom poprawiło ostatnio swoją pozycję (i jestem przekonany, że w 2012 też poprawi):



Konieczne jest też zintensyfikowanie promocji, bo miasta zaczynają grać bardzo ostro (w tym i moje miasto ostatnio...).
Tak, to jedyne wytłumaczenie, że podregiony mają inny poziom przestępczości niż całe województwo. Różnice w bezwzględnych wskaźnikach jednak są na tyle niewielkie, że wątpię, żeby miało to decydujący wpływ na decyzje inwestorów. Zresztą sami autorzy tego opracowania gdzieś wspominają, że wskaźnik ten ma jedynie znaczenie przy określaniu kosztów ochrony obiektów, który i tak ma marginalne znaczenie w całości planowanych kosztów...
Jedyne wytłumaczenie jakie mi się nasuwa to, że podregiony mają ową przestępczość i wykrywalność na innych poziomach niż całe województwo. Ale to by znaczyło, że w naszych województwach mamy odwrotne relacje. U Was wyższa przestępczość jest poza podregionem poznańskim i ciągnie ogólny wynik w dół ponieważ w podregionie jest bardzo grzecznie, a u nas odwrotnie, Bydgoszcz i Toruń to gniazda bezprawia i tylko znakomity wynik reszty województwa pozwala mieć średnią wykrywalność wyższą od krajowej.
Wniosek jest też taki aby poddać ocenie ową ocenę atrakcyjności, ale Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową to chyba solidne źródło?
To są "starzy wyjadacze" - 20 lat działalności, chyba można im wierzyć, no i przynajmniej przyjęli więcej niż 3 kryteria, nie to co studenci z Warszawy przy poprzednio omawianym rankingu ;)
Pewnie miało być dobrze i tanio ;)
Bydgoszczak said:
Czas na zmianę obsługi IT...
Niemniej, zapełnienie biurowca pracownikami, zanim się go zbuduje jest niemożliwe ;)

A zupełnie na poważnie - w mojej (niezmiennej) opinii to miasto powinno zainicjować proces powstania centrum biurowego z prawdziwego zdarzenia, najlepiej za zasadach PPP, wciągając w to lokalnych przedsiębiorców. Opisywałem taki przykład, a więc jest to możliwe.
A czy ktoś krytykuje pracę w biurze? Raczej chodzi o to, że niektórzy myślą że jak powstanie biurowiec zaraz zapełni się pracownikami.
@Zamaszysty:

To wszystko jest prawda, co piszesz, ale przecież to zjawisko występuje w całej Polsce w równym stopniu, dlaczego więc, Twoim zdaniem, w Bydgoszczy miało by to być szczególną przyczyną wyższego bezrobocia?
Hmm...



Można to oczywiście różnie czytać:
z jednej strony taki Szczecin (i Łódź, wiadomo dlaczego) ma znacznie wyższe, ale z drugiej strony Rzeszów, Zielona Góra czy Olsztyn mają niższe.

Wg mnie jest to środek stawki, ale na pewno nie jest ono "jedno z najniższych". Niemniej, suche liczby wszystkiego nie mówią, w tle jest województwo z dużo gorszym wynikiem i to chyba ciąży na takim, a nie innym wyniku miasta.

Edit:
wracając do mojego pytania, bo nie odpowiedziałeś, ja sądzę, że władze miejskie nie robią jednak zbyt wiele, żeby ten stan zmienić. Gorzej, wg mnie nie mają pomysłu (nowa strategia rozwoju, taka realna i konkretna, wciąż nie jest gotowa).
A mamy wyższe bezrobocie? O ile wiem w Bydgoszczy (spośród miast) jest jedno z najniższych bezroboci właśnie!
Sorry, ale jak to czytam, to przypomniał mi się stary żydowski dowcip :)

Stary, pobożny Żyd - Mosze, będący w bardzo trudnej sytuacji materialnej, chciał powierzyć swój los Bogu, więc chodził codziennie do synagogi i modlił się na głos tymi słowy: "Panie Boże, Ty racz pomóc mi, może daj mi choć wygrać coś na loterii". I tak powtarzał swą modlitwę codziennie, aż Bóg nie wytrzymał i zagrzmiał z góry: "Mosze, Ty mi chociaż daj szansę i wypełnij w końcu ten kupon!".
Co nie znaczy że odwrotne założenie jest prawdziwe.
Już kiedyś ktoś brnął w tę "ślepą uliczkę" zakładając, że w Bydgoszczy to jest wysyp małych firm, które świetnie zarabiają, więc tego nie widać w danych...

Oczywiście, że widać - można choćby sprawdzić ilość małych firm / 1000 mieszk. itd. Poza tym, skąd założenie, że w innych miastach jest na tym polu gorzej?

Mnie nie chodzi o to, że małe firmy w Bydgoszczy sobie nie radzą, czy coś w tym rodzaju, bo na pewno sobie nieźle radzą, ale w takim rozumowaniu jest ten błąd, że zakładasz, że gdzie indziej jest inaczej.

Poza tym, ważne jest to, że te wskaźniki nie uwzględniają mikro przeds. To też daje pewne skrzywienie omawianych danych.
I przyłączam się do poglądu lenovo - w Bdg nie ma wielu organów admin., które naprawdę bardzo podnoszą wskaźniki zarobków - urząd marsz., wup, sąd apelacyjny, prokuratura apelacyjna itd. - to jest rzesza urzędników z bardzo dobrymi zarobkami.
Takie pojedyncze kominy nie wpływają na średnią płacę zbyt mocno, a większość urzędników zarabia w okolicach "średniej przemysłowej". Natomiast, na pewno jest faktem, że gdyby urzędy były, to poziom bezrobocia byłby niższy.
Fajnie się rozwija branża IT, ale potrzeba więcej inwestorów i to jest porażka rządzących miastem, wojew. i chyba nie muszę dodawać, że całej klasy polit. ws. S5.
Branża IT jest tym bardziej szansą dla Bydgoszczy, że w większych miastach rynek jest totalnie wydrenowany, a to jest chyba jedna z nielicznych branż, gdzie wciąż widać potrzeby na nowych pracowników.
Nawet mi to do głowy nie przyszło ;)
Natomiast, zależy mi na bardziej równomiernym rozwoju kraju, niż to się dzieje obecnie. "Białe plamy" na mapie gospodarczej Polski i coraz większe różnice między regionami nie służą również i tym większym miastom...
Marcin, Marcin, nie martw się, Twojego Poznania nie przegonimy,
ale zrozum, że jeśli u nas jest mniej centrali dużych przeds., mniej urzędów (większość może i tak zarabia netto w ok. 2000zł, ale jest duża liczba b.dobrze płatnych etatów w brakujących w Bdg urzędach, więc nie dezawuuj tego elementu), to brak liczenia mikro dla Bdg ma znaczący wpływ na statystykę.
Ja w ogóle nie rozumiem, do czego wy zmierzacie w tych wypowiedziach?
Do przeniesienia urzędów z innych miast do Bydgoszczy, czy utworzeniu nowych urzędów?

I o co chodzi z tym "brakiem liczenia mikro dla Bydgoszczy"? Czy sugerujesz, że gdzie indziej się liczy, a u Was nie?
OK, rozumiem, co masz na myśli - sądzę jednak że około 1000 etatów, których nie ma, a mogłyby by być, gdyby... nie wpłynie znacząco na ogólną średnią, skoro ogólnie zatrudnionych w Bydgoszczy jest coś ok. 100.000 osób. Skoro jednak tych urzędów nie ma i nie będzie, jest to dyskusja czysto akademicka ;)
Miasta "lokomotywy" regionów, czyli miasta woj., w 14 przypadkach mają i urzędy woj. i urzędy marsz., poza tym 11 miast woj. ma SA i PA itd. Marcinie od Ciebie wymagałbym jednak lekkiego wysiłku, a nie pisania "Do przeniesienia urzędów z innych miast do Bydgoszczy, czy utworzeniu nowych urzędów?". Czytelne jest to, że chodzi nam o fakt tego, iż w Bdg w stosunku do innych miast woj. jest mniej etatów urzędniczych, w tym dobrze płatnych. I tylko tyle, o żadnym przenoszeniu, tworzeniu nie mówimy (już uprzedzam na zaś- nie chcę niczego przenosić z T.), zwracamy uwagę na fakty.
Jeśli w np. w Poznaniu, przy lepszej sytuacji dużych przeds. policzymy mikro, to w statystycznej pensji nic to nie zmieni, bo i tak jest ona wysoka dzięki tym dużym. Ale gdy w Bdg je pomijamy (i nie ma znaczenia czy jest ich mniej czy więcej na 1000 niż w Poz), to one nie mają możliwości wpłynięcia na statystyczną pensję w Bdg (w kuj-pom w mikro w 2011r. też jest słabo, ale nie ma danych co do miast, więc ta kwestia jest z gatunku "wydaje mi się", pasi?).
Zaryzykuję twierdzenie, że dochody firm mikro są proporcjonalne do dochodów osiąganych przez większe firmy w danym regionie. Firmy mikro żyją bowiem z dużych na zasadzie "planktonu", któremu te większe firmy zlecają działania/kupują usługi i towary, no i lepiej opłacani pracownicy mają większą skłonność do wydawania pieniędzy. Widać to nawet po cenach w gastronomii, jak bardzo się różnią gdy podróżuje się po kraju. Zapewne więc małe firmy w Bydgoszczy mają niższe dochody, niż w ośrodkach o wyższych płacach.

Żeby nie pisać zbyt offtopowo - wg mnie trzeba się zająć najpierw ściągnięciem/rozwinięciem dużych, a mały biznes sam pójdzie w górę.
Nie za bardzo mamy dostęp do danych, żeby to wszystko jednak potwierdzić/obalić, więc chyba nie ma sensu dalej dyskutować :)
Rozmawiamy o drobnym ułamku kwoty, która miałaby zasilić rynek lokalny.
Na bydgoskim rynku pojawia się co roku kwota ok 3 mld 250 mln zł z tytułu wynagrodzeń (nie licząc wpływów z działalności gospodarczej, a pewnie są one na poziomie powyżej 1 mld rocznie).

Zatem pojawienie się 1000 urzędników spowodowało by wzrost ilości gotówki na rynku lokalnym o ok. 0,8%. Dodam, że były by to całkowicie nieproduktywne etaty, obciążające budżet nas wszystkich.

Nie ma co się zastanawiać nad etatami, których nigdy nie miało być, nie ma i nie będzie... No chyba, że nastąpi kolejna reforma administracyjna kraju, na co się nie zanosi. Uważam, że lepiej się zastanowić co zrobić, żeby ściągnąć firmę, która da pracę 1000 ludzi zamiast rozpatrywać wirtualne etaty urzędnicze.

Poza tym w Toruniu jest te 1000 etatów, a bezrobocie i tak mają wyższe, co pokazuje, że nijak to się przekłada na stan gospodarki ;)
1,5mln co miesiąc daje to kwotę rzędu 18mln rocznie.
Nie chciałem przenosić dyskusji politycznej z innych wątków tutaj, dlatego skupiłem się na tym, czy wynagrodzenia 1000 osób zatrudnionych w urzędach wpłynie zauważalnie na gospodarkę w mieście. Poza tym, uważam, że do miasta firmy powinien sprowadzać przede wszystkim urząd miasta, a w drugiej kolejności urząd marszałkowski. Co do roli urzędu marszałkowskiego setki stron zostały napisane w wątku MB, więc nie wiem czy warto tutaj o tym dyskutować. Brutalna prawda jest taka, że dopóki Bydgoszcz nie zdobędzie większości w sejmiku w ogóle nie ma o czym mówić, co nie znaczy, że mieszkańcy miasta nie mają protestować, jednak wydaje mi się, że na protestach się skończy :(
Marcinie. Czy nie sądzisz, że isnieje jakiś związek pomiedzy funkcjonowaniem tych urzędników w konkretnym mieście, a warunkami stwarzanymi w tym mieście dla bizesu, czy ilością pracy włożonej przez tych urzędników w ściągnięcie inwestorów do konkretnego miasta?
W Toruniu jest Urząd Marszałkowski, Toruńska Agencja Rozwoju Regionalnego czy Kujawsko Pomorskie Centrum Obsługi Inwestora. Nie słyszałem jednak o żadnej znaczącej inwestycji przyciągniętej do Bydgoszczy przez te "regionalne" instytucje. Nie widzisz związku z ich lokalizacją a efektami ich pracy z punktu widzenia największego w regionie miasta?
Jestem pewien, że widzisz, a Twoja wypowiedź dotyczyła jedynie kontekstu wpływu wynagrodzeń urzędników na bilans gminy.
Sugerujesz, że kapitał ludzki zależy od ilości i liczebności urzędów? ;)
Chyba nie o taki kapitał ludzki nam chodzi w rozwoju Polski...
^^^^
To samo chciałem napisać, co Irizar. Dodałbym jeszcze - w sam sobie Kapitał Ludzki.
Wg mnie trochę przeceniacie znaczenie tych instytucji (i wszystkie ewentualne porażki tym tłumaczycie), ale skoro w wątku gospodarczym chcecie kontynuować przepychanki polityczne, to oczywiście nic mi do tego ;) Ja będę się upierał, że pierwszorzędne instrumenty proinwestycyjne ma w ręku miasto (pisałem wcześniej o ppp, a nawet konkretnych zachętach finansowych oraz pomocy merytorycznej).
Marcinie. Próba postrzegania polityki jako dziedziny nie dotyczącej innych aspektów życia? Czy gospodarka nie jest związana w tym przypadku organicznie z polityką? Oczywiście, że nie wolno zwalniać urzędu miasta z walki o inwestorów, ale czy nie są bardziej skuteczne spójne działania prowadzone przez Urząd Miasta oraz przez Urząd Marszałkowski, TARP i K-PCOI ? Przytoczyłem wyżej 3 regionalne instytucje z Torunia związane z życiem gospodarczym regionu, które moim zdaniem przez kilka lat nie wygenerowały ani jednej poważnej prywatnej inwestycji w największym mieście tego regionu.
Czy z uważasz z perspektywy Poznania, że mogłyby istnieć takie instytucje w Poznaniu, gdyby wynik ich działania dla największego miasta Wielkopolski był podobny? Uważam, że jeżeli chcemy w tym wątku widzieć więcej dobrych informacji, to powinniśmy starać się wyartykułować potrzebę utworzenia w Bydgoszczy instytucji na poważnie wspierających procesy pozyskiwania inwestorów. Nawet w sytuacji gdy w przeciwieństwie do regionalnych odpowiedników finansować by je trzeba samodzielnie z miejskiej kasy. Pozyskiwanie inwestorów to walka o przetrwanie, a roczny koszt działania takiej instytucji nie przekraczałby możliwości miasta. Jeżeli gdzieś można szukać nadziei na przyszłość , to moim zdaniem właśnie w aktywniejszym pozyskiwaniu inwestorów, pokazaniem im naszych zalet. Dzisiaj nikt tego nie robi na skalę odpowiadającą potrzebom.
I to jest właściwy kierunek :)
@ethanak

Oczywiście, w tym co napisałeś jest konkretna logika. Opiera się jednak na jednym błędnym założeniu, a mianowicie, że te małe firmy będą miały rynek dla swoich usług / towarów. Bez istnienia tego rynku jakiekolwiek wsparcie dla tych podmiotów jest bezcelowe.

Niestety, tak ten świat jest zbudowany obecnie (i tego nie zmienimy), że rządzą nim wielkie firmy. Małe firmy, na zasadzie planktonu i małych rybek otaczających wieloryby, żywią się niejako "przy okazji". Mogę Ci na PM przedstawić masę, masę przykładów konkretnych (żeby nie wymieniać żadnych firm z nazwy) jak to działa. Mam olbrzymie (20-letnie) doświadczenie w prowadzeniu firm od 3 do 20 osób. Szczęka by Ci opadła, gdybyś się dowiedział dla jakich wielkich tego świata (a czasem tylko Polski) pracujemy zatrudniając obecnie 5 osób. Na drugim monitorze mam w tej chwili otwartą pracę dla jednej z dużych europejskich marek i oczywiście, podstawowe pieniądze odbierze za to duża agencja, która tego klienta bezpośrednio obsługuje, ale my mamy swój udział w tym i spokojny byt.

Duża firma potrzebuje masy małych i średnich firm, żeby funkcjonować, żeby się skupić na swojej podstawowej działalności (core business). Ileż to razy się mówi, że powstanie dużej fabryki czy firmy usługowej oznacza dla danego regionu nie tylko x miejsc pracy, ale przynajmniej drugie x miejsc pracy u kooperantów? I są to w dużej mierze firmy zatrudniające do 5 osób.

I jeszcze raz o roli miasta. Pamiętam przypadek z końcówki lat 90. gdzie duże miasta biły się o fabrykę jednej ze światowych marek spożywczych, która postanowiła wybudować w Polsce fabrykę, która będzie prowadzić produkcję dla całej Europy i da pracę kilkuset pracownikom. Jedno z miast przebiło konkurentów, bo DAŁO im działkę i doprowadziło kosztem 15 mln (!) prąd o odpowiedniej mocy. Fabryka ma się świetnie do dziś, jest stabilna, a kilku jej menedżerów poszło wyżej i pracują w europejskim zarządzie tej firmy.

To pokazuje, jak bardzo aktywny musi być urząd miasta.
  • Like
Reactions: Czapka
Oczywiście, ale to przykład znamienny, a większość inwestorów (na szczęście) nie potrzebuje aż takiej pomocy. Akurat ten inwestor, to była firma z branży FMCG, światowy potentat, a więc dający spore gwarancje, że firma się nie zwinie, więc było o co walczyć, co zresztą pokazała 15-letnia już działalność.
Jeden przykład nie świadczy o regule.
Zresztą gdyby to miasto za 15 milionów i w oparciu o teren wart drugie tyle wsparło małe firmy być może to nie menedżer zrobiłby teraz karierę ale ta mała firma wykupywałaby zagraniczną.
Ja nie mówię, że nie należy wspierać małych firm. Na pewno w Bydgoszczy są inkubatory przedsiębiorczości, jeśli ktoś ma rzeczywiście dobry pomysł na biznes może się zgłosić. Jeśli to jest pomysł innowacyjny, w ogóle nie trzeba mieć kapitału (mogę wymienić z głowy 5 takich inkubatorów w mojej okolicy pracujących na dotacyjnym kapitale). Pamiętaj jednak, że najlepszy pomysł biznesowy nie wypali, jeśli nie będzie rynku zbytu. A rynek zbytu dla małych firm, działających w olbrzymiej większości LOKALNIE zależy od dużych inwestorów dających dobrze płatną pracę i potrzebujących podwykonawców, czy outsourcingu.

Policzmy.
Ta fabryka zainwestowała 150 mln (to był typowy green fileld). Niech 10% z tego zostało w lokalnych firmach (budowlanych, wyposażenia wnętrz itp.), bo maszyny przyjechały z zagranicy. Mamy więc już 15 mln wpuszczone w lokalny rynek, czyli wyszło na to samo jakby urząd miasta kupił coś na lokalnym rynku.
W umowie inwestycyjnej było, że przez kilka lat (powiedzmy 3) utrzymają zatrudnienie. 600 osób (3 x 200 na zmianę). Średnia płaca, niech będzie 1800 zł na rękę. Na rynek lokalny wpływa dodatkowo 1 mln miesięcznie, 12 mln rocznie. Przez 3 lata wpłynęło więc ponad 35 mln. Firma ta potrzebuje różnego rodzaju dostawców lokalnych usług (sprzątanie, catering, prace remontowe). Spokojnie wydaje na te cele kilka milionów rocznie - załóżmy, że 3 mln.
Nie musimy też w żaden sposób aktywizować tych 600 ludzi jako bezrobotnych, co też kosztuje. Firma ta oczywiście płaci podatki. Nie chce mi się już liczyć ile dokładnie, ale przez 3 lata na pewno te 15 mln oddała w ten sposób.

W sumie bezpośrednio firma ta wydała na rynku lokalnym ponad 50 mln zł przez pierwsze 3 lata.

A że branża jest pewna, to firma funkcjonuje już 15 lat i przyniosło to w tym czasie ponad 250 mln zł w płacach + podatki . Czy to zła inwestycja ze strony miasta?

W oparciu o dotacje dla zagranicznych molochów nic w Polsce nie osiągniemy. W ten sposób daje się zajęcie wybranym i zabija inicjatywę innych.
To stereotyp nie mający nic wspólnego z rzeczywistością zahaczający o klaustrofobię. Dziś bardzo trudno powiedzieć co to jest "kapitał zagraniczny", kapitał jest już na pewno światowy. Przy otwartych granicach, można mieć dużą pewność, że za każdą większą inwestycją stoi kapitał międzynarodowy.
To, że Polacy mają w nim skromny (ale rosnący) udział, to "zasługa" 45 lat komuny, na co nie mieliśmy wpływu. Dodatkowo, nie mieliśmy gdzie nauczyć się dużego biznesu i nie ma innej drogi niż podpatrywanie i terminowanie u innych. Dam prosty przykład: jeden z moich dobrych znajomych przez lata pracował w dużej firmie produkującej piwo z zagranicznym kapitałem. W pewnym momencie, rozczarowany brakiem możliwości kariery dał ogłoszenie do agencji "headhunterskiej". Dostał pracę w zagranicznym browarze, który postanowił wybudować od zera stosunkowo niewielki browar w centralnej Polsce. Oprócz zagranicznego "desantu" mój znajomy pracował w zarządzie tej firmy, nauczył się jak taki biznes się prowadzi i rozwija. Po kilku latach pracy miał znajomych menedżerów w branży w całej Europie i wspólnie z kilkoma z nich wzięli kredyt i rozwijają obecnie swój biznes browarniany, w oparciu o niszowe gatunki piw produkowane w browarach zlokalizowanych w... Afryce. Gdyby jednak nie praktyka w dwóch dużych firmach on po prostu nie wiedziałby jak się za to zabrać, ani nie poznał by swoich obecnych wspólników.
To ładnie, że załapaliście się na lukratywny kontrakt. Może pora pomyśleć o rozwoju bo globalny kryzys najsilniej uderza właśnie w duże firmy.
Ty już się nie martw ;) Mam dobrze zdywersyfikowanych klientów i załozyliśmy nową firmę, dzięki której będą 2 miejsca pracy na północy kuj-pom. :)
Póki co, odpukać, u nas nic złego się nie dzieje. Może to trochę szczęścia, a może jednak coś więcej... Nie wiem. Ale jestem dobrej myśli :)
Doradcze i informatyczne też łatwo przenieść... Decyduje całokształt warunków jakie ma firma w danym miejscu z dostępnością względnie taniej i wykształconej siły roboczej (w tym fachowców).
Co nie zmienia faktu, że zagraniczne korporacje mają dużą łatwość w przenoszeniu się do tańszych miejsc. Ta przenaszalność się jest widoczna aż nadto w regionie - patrz Sharp. Niewiele jest branż, które są tak oparte na lokalnych pracownikach, że nie mogą sobie pozwolić na przenosiny do Rumunii czy Wietnamu (np. część branży informatycznej, branży doradczej itp).
Dużo bardziej związane z miastem i regionem są małe i średnie przedsiębiorstwa. Nie tylko te, które mają 30 miejsc pracy, ale też ponad 200. Te firmy, często o korzeniach rodzinnych, mocno wsiąkły w lokalną gospodarkę i bardzo rzadko się przenoszą. Bo przenosić się nie chce za firmą jej właściciel.
Pamiętaj, że zdecydowana większość małych firm działa na rynku lokalnym, nie sprzedają swoich usług poza swój region. Na pierwszym miejscu potrzebne więc są firmy o zasięgu ponadregionalnym. Poza tym absolutna większość małych firm nie ma aspiracji wielkiego rozwoju - po prostu chcą sprzedawać swoje usługi/towary w najbliższym otoczeniu, podtrzymywać swój stan i co najwyżej przekazywać to następnemu pokoleniu.
Firmy oparte na prytatnym właścicielu często mniej płacą i nie mają tak spektakularnych planów inwestycyjnych jak te z zewnątrz. Nie przynosza też know-how. Jednocześnie takie firmy chętniej współpracują z innymi lokalnymi firmami, z lokalnymi uczelniami i szkołami, chętnie integrują się ze środowiskami, a także przejawiają większe nadzieje na stabilny choć powolny rozwój.
Obecnie wielkie koncerny coraz częściej biorą pod uwagę CSR, szczególnie jeśli im się dobrze powodzi. Mogę też na PM posłać kilka konkretnych przykładów współpracy koncernów z uczelniami w moim otoczeniu.
Oba rodzaje działalności mają swoje wady i zalety, najlepsza jest mieszanka różnych rodzajów.
Tu się całkowicie zgadzamy, ale proszę weź pod uwagę, że tym małym będzie znacznie łatwiej, jeśli będą mieć komu sprzedawać swoje usługi/towary. W Waszej sytuacji wspierać więc trzeba w pierwszej kolejności średnich i dużych.
Przyciąganie dużych podmiotów z zewnątrz regionu jest trudniejsze, ale daje szybko widoczne i spektakularne efekty (międzynarodowy koncern w Bydgoszczy!). Jednakże często to sukces krótkoterminowy.
Wspieranie lokalnej przedsiębiorczości to proces obliczony na lata, pozwala budować zdrowe przedsiębiorstwo od podstaw, ale daje nadzieje na dobre wyniki w dłuższej perspektywie czasu. Przykładowo daje nadzieję na stworzenie udanego lokalnego gracza, który odniesie sukces na międzynarodowych rynkach, ale nie odwróci się wtedy od Bydgoszczy.
Moim zdaniem, czas ucieka, więc trzeba działać szybko. Mały biznes najbardziej lubi jak mu się nie przeszkadza ;) i ma komu sprzedawać. Lojalność biznesu wobec miejsca pochodzenia, gdy w grę wchodzą pieniądze to krucha sprawa, ale coś w tym jest, przyznaję.
Co kto lubi :)
Prawda, ale stawką jest przyspieszenie rozwoju, a czas ucieka. A to Wy, poprzez swoich przedstawicieli we władzach lokalnych kształtujecie politykę wobec przedsiębiorców, więc ja mogę sobie tylko polemizować na tym forum czytanego przez garstkę pasjonatów :)
W wątku MB trwa wojenna mobilizacja ;) a tymczasem zapytam:

Czy może ktoś wyjaśnić, jak to się dzieje, że Bydgoszcz nie pojawia się w takich zestawieniach / mapach?
http://www.skyscrapercity.com/showpost.php?p=99673815&postcount=4562
Kuriozalne jest to, że widać tam... Opole czy Zieloną Górę, a nie ma Bydgoszczy, centrum 500-tysięcznej aglomeracji?

Przepraszam, że się nieco wyzłośliwię, ale czy urząd miasta nie powinien zająć się porządnym PR-em i promocją miasta zamiast myśleć o budowie kolejki gondolowej na czubek pylonu Trasy Uniwersyteckiej?
1 - 20 of 374 Posts
Top