SkyscraperCity banner

10061 - 10069 of 10069 Posts

·
Perhaps User
Joined
·
214 Posts
To oczywiste, że z perspektywy Torunia współpraca była dobra i teraz będzie smutno, ale porównanie do Ciechanowa to jakiś żart. Chociaż jeśli chodzi o sam Toruń, to rzeczywiście porównywać się może z takim Radomiem (213k) czy Kielcami (195k). Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nikt nie nabierze się na tanie chwyty Urzędu Marszałkowskiego z podziałem na papierze.
 

·
Registered
Joined
·
1,285 Posts
"Lekka kolej w aglomeracji helsińskiej wykorzystuje tramwajowy rozstaw toru (1000 mm). Do jej obsługi zostanie wykorzystany tabor typu tramwajowego – niskopodłogowe, dwukierunkowe wagony z 76 miejscami siedzącymi i 180 stojącymi. W fachowych opracowaniach określenia „tramwaj” i „lekka kolej” są często używane wymiennie. Powodem, dla którego lokalne władze inwestują w ten system transportu, jest jego dostępność, szybkość, niezależność od ruchu ulicznego i komfort podróży przy jednoczesnym stosunkowo niskim koszcie budowy."
 

·
Registered
Joined
·
3,491 Posts
Zdajecie sobie sprawę, że dyskusje o granicach obszarów nie mają żadnego sensu? Mam nadzieję, że do wszystkich juz dotarło, że pieniądze w ramach ZIT będzie dzielił i tak marszałek i on teraz będzie instytucją pośredniczącą? Czyli juz wiadomo kto dostanie więcej.
 

·
Kujawski łoś bezkolizyjny
Kujawski Łoś Bezkolizyjny
Joined
·
8,566 Posts
O, właśnie to to to tutaj. Jest to taka sama niezależność, jak przebudowa systemu sądownictwa w wydaniu PiS, tylko kto inny jest "generalnym" w tych dwóch przypadkach. Jeszcze brakuje tylko, żeby organ koordynujący taki ZiT mógł finansowo karać miasta przenosząc ich pulę na "inne inwestycje" za oczekiwania OF niezgodne z zamierzeniami władz ZiT i równie dobrze możemy zamknąć cyrk, zgasić światło i pakować zabawki.
 

·
Registered
Joined
·
902 Posts
Bez zgody Bydgoszczy ZIT nie powstanie. Pytanie czy Bruskiemu starczy jaj, żeby powiedzieć „osobne ZITy albo wcale”. Nikomu nie zależy na tym, żeby te pieniądze przepadły. Pytanie kto się ugnie.
 

·
Kujawski łoś bezkolizyjny
Kujawski Łoś Bezkolizyjny
Joined
·
8,566 Posts
Po tytule zgaduję, że najlepiej pasować będzie to tutaj, a chciałbym poprosić kogoś o wklejenie treści, bo jak zwykle zamknięte to jest za paywallem ;)

"Wójt Wojciech Sypniewski: Nie chcieliśmy w Osielsku drugiego Fordonu"


EDIT:
To może jeszcze jedno, bo też brzmi ciekawie:

Wójt Wojciech Oskwarek: Koleją do Bydgoszczy jest nam najbliżej

 

·
Moderator
Joined
·
6,475 Posts
^^
Oj tam takie suburbanizacyjne dydrymały, jako to "gmina jest bogata, bo ma bogatych mieszkańców", którzy pewnie z Marsa spadli, co? ;)

Nieładnie jest wklejać całe treści, ale niech będzie, wkleję :)
Wójt Wojciech Sypniewski: Nie chcieliśmy w Osielsku drugiego Fordonu
- Dlaczego Osielsko jest zamożne? Jest zamożne dzięki zamożności swoich mieszkańców - mówi wójt Wociech Sypniewski.

Maciej Kulesza: Jest kwiecień 1996 r. Połowa drugiej kadencji Rady Gminy Osielsko. Poprzedni wójt rezygnuje.
Wojciech Sypniewski: Tak było. Ówczesna rada gminy ogłosiła konkurs na stanowisko wójta. Wówczas wójt był przez nią wybierany. Zgłosiło się 17 chętnych. Postawiono na mnie. Przekonałem radnych swoją wizją rozwoju gminy. Rada zaufała mi także w trzeciej kadencji, a w kolejnych wyborach bezpośrednich, od 2002 r. uzyskiwałem wysoki mandat zaufania mieszkańców. I tak uzbierały się 24 lata pracy na tym stanowisku.
Wójt Nowej Wsi Wielkiej Wojciech Oskwarek mówi wręcz, że jest pana fanem.
- Bardzo miło mi to słyszeć (śmiech). Z Wojtkiem znamy się od lat, jesteśmy dobrymi kolegami, lubimy się. Wymieniamy się doświadczeniami. To przykład bardzo dobrej współpracy koleżeńskiej między dwoma wójtami.
Kiedy został pan wójtem Osielska, jedną z pierwszych decyzji było zwołanie narady z pracownikami. Co im pan powiedział?
- Zaproponowałem burzę mózgów. Analizowaliśmy zarówno silne, jak i słabe strony gminy, by je jak najlepiej wykorzystać, a szczególnie atut bliskości miasta. Byłem bydgoszczaninem, zostałem mieszkańcem Osielska w 1992 r., a radnym dwa lata później. Nie można było wtedy w Osielsku przysłowiowej psiej budy legalnie postawić. Zastanowiło mnie, dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że gmina była wówczas objęta ogólnym planem zagospodarowania przestrzennego, który był w zasadzie planem dla miasta Bydgoszczy i zakładał, że do głównego skrzyżowania będzie budownictwo wysokie, jak w Fordonie.
Miał powstać w Osielsku kolejny Fordon?
- Tak. Zakładano wówczas, że na części terenów na wschód i zachód od Szosy Gdańskiej powstanie wielkie osiedle domów z wielkiej płyty. Już w pierwszej kadencji gmina próbowała zrobić własny plan zagospodarowania terenu wzdłuż tej ulicy, aby wykluczyć taką zabudowę, ale został uchylony przez wojewodę.
Czyli bloków jak w Fordonie nie chcieliście?
- Ależ oczywiście. Pomogła nam zmiana prawa. Stwierdziliśmy, że musimy przygotować miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego uwzględniające naszą wizję. Podeszliśmy z szacunkiem do rolników, którzy byli właścicielami terenów. Perspektywy rozwoju rolnictwa na słabych glebach były niewielkie. To w dużej części piąta i szósta klasa. Postanowiliśmy, że po pierwsze damy możliwość ludziom podziału gruntów na działki budowlane. Po drugie, zainteresujemy w większym stopniu handel i usługi niewielką odległością od miasta. Stworzyliśmy możliwość osiedlenia się nowym mieszkańcom, przy tym nie zapominając o tych, którzy się tutaj urodzili. Od tamtego czasu zrealizowaliśmy ponad 30 miejscowych planów zagospodarowania i robimy następne. Urzeczywistniliśmy wizję rozwoju gminy i to się sprawdza.
Osielsko zaczęło być modne.
- Ludzie, którzy pierwsi kupowali działki od rolników, swoje zadowolenie okazywali w ten sposób, że namawiali znajomych, przyjaciół, aby kupili działki obok. To był sukces. Sukces dla dwóch stron - tych, co sprzedali i tych, co kupili. Część ze sprzedających zainwestowała w swój biznes na terenie naszej gminy i to była wartość dodana. Mieszkańcy zadowoleni, a gmina zaczęła osiągać inną strukturę dochodów podatkowych, która pozwoliła na inwestowanie w infrastrukturę komunalną.
W drugiej połowie lat 90. stwarzaliście możliwości, których nie dawała Bydgoszcz.
- Tak, to był zasadniczy element sukcesu. Lata 90. zrodziły inne preferencje osadnicze niż mieszkanie w blokach. Rósł popyt na działki budowlane, a oferta Bydgoszczy w tym zakresie była znikoma. Mało tego, Bydgoszcz również nie miała wówczas planów zagospodarowania, które stwarzałyby takie możliwości. Zainteresowanie naszą gminą było więc naturalne, bo byliśmy blisko miasta i dawaliśmy szansę budowy wymarzonego domu. Oczywiście były też problemy - nie mieliśmy kanalizacji i dostatecznie rozwiniętej infrastruktury wodociągowej. Mieliśmy wówczas tylko jedną stację wodociągów, i to w złym stanie technicznym. Trzeba było się spiąć i przygotować infrastrukturę dla napływających mieszkańców.
W 1995 r. gmina liczyła ich 5824. W 2018 r. mieszkały tu już 14234 osoby.
- Drobna uwaga - mówimy o osobach zameldowanych. Teraz mamy niecałe 15 tys. zameldowanych. To jest to, o czym mówiłem - daliśmy ludziom możliwość wyboru. Przyrost mieszkańców okazał się szybszy, niż zakładaliśmy, w następstwie polityki podatkowej państwa, a konkretnie w związku z tzw. dużą ulgą budowlaną. Potem banki złagodziły warunki kredytowe i pojawiły się rodziny z młodszymi dziećmi i trzeba było szybko rozbudować szkoły w Niemczu i Osielsku. Ale jest jeszcze duży margines wzrostu. Według studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, w naszej gminie jest miejsce nawet dla 40 tys. osób. Mamy ponad 100 km kw. powierzchni. Z tego 60 proc. to lasy. Trudno wskazać, w jakich latach osiągniemy ten poziom liczby mieszkańców. To jest zależne od wielu czynników, w tym sytuacji gospodarczej w Polsce, która ma przecież zasadniczy wpływ na dochody ludności i rynek nieruchomości.
Powspominajmy jeszcze początki rozwoju Osielska. Gmina wiejska to musiały być dożynki?
- Były, a jakże. Pamiętam, w pierwszym roku mojego urzędowania zorganizowaliśmy je w 1996 r. w Niemczu. Mieliśmy elementy tradycyjne, sprzęt rolniczy – traktory, kombajny. Ale postanowiliśmy coś zmienić. Współpracowaliśmy wówczas z firmą ochroniarską, która zatrudniała byłych komandosów. Dożynki przygotowaliśmy inne niż dotąd, z pokazami walki wręcz i skokami spadochronowymi. To był hit. I przy okazji świetna promocja - okazało się, że ludzie zaczęli inaczej patrzeć na Osielsko.
Jak wspominamy początki, to największy problem mieliśmy z wodą. Była jedna stacja wodociągowa z lat 80., w opłakanym stanie. Dochodził problem z energią elektryczną na terenie gminy. Jak nie ma prądu, nie ma wody. Agregatu nie można było kupić. Kupiliśmy więc od wojska silnik od czołgu. Ogromny, 12-cylindrowy. Musieliśmy wyburzyć ścianę, by zamontować go w środku. I ten silnik ma się dobrze, działa do dziś. Teraz mamy cztery nowoczesne stacje uzdatniania wody, wydajne, z pełną elektroniką.
Wody i prądu nie brakuje.
- Tak, ale myślimy o budowie kolejnej stacji uzdatniania w Maksymilianowie. Tam przybywa mieszkańców. Chcemy być samodzielni w gospodarce wodnej. Jeszcze w latach 90. mieliśmy możliwość włączenia naszego systemu wodociągowego do Bydgoszczy. Nie zrobiliśmy tego. Nasza dobra sytuacja wodno-ściekowa to zasługa m.in. dyrektora Gminnego Zakładu Komunalnego, który pracuje z nami od 1994 r. To on miał wizję gospodarki komunalnej w nowym stylu. Woda przestała być problemem. Po modernizacji Żołędowa i budowie stacji w Niemczu wyszliśmy na prostą, a w kolejnych latach powstały jeszcze stacje w Niwach i Bożenkowie.
Sukces jest, ale ma też swoje negatywne strony, o których mówią mieszkańcy. Powstaje wiele domów wielorodzinnych. Uciekliście od koncepcji „Fordonu”, a wydajcie zgodę na budownictwo wielorodzinne. Ćwierć wieku temu metr kwadratowy działki budowlanej kosztował 20 zł, teraz ponad 200 zł.
- Moja wizja w uzgodnieniu z urbanistami jest taka, aby nie tworzyć zabudowy jednorodzinnej jak w Stanach Zjednoczonych, czyli hektarów osiedli domów. Raczej myślimy o tym, by stworzyć różne warunki dla naszych mieszkańców, również dla takich, którzy nie mają chęci utrzymywania ogrodu, a chcą u nas mieszkać. Dlatego w planach zagospodarowania znalazło się miejsce na budownictwo wielorodzinne, ale nie tak wysokie, jak w starym planie ogólnym. A co do ceny działek - tu działają prawa podaży i popytu.
Pomaga wam tendencja wyprowadzania się z miasta. Gmina stała się ponad dekadę temu modną sypialnią zamożnych bydgoszczan. Wszystko na miejscu: nowe szkoły, prywatny szpital, nowoczesna sala gimnastyczna, nawet własny basen. Czego jeszcze mieszkańcom potrzeba do szczęścia? Może kino?
- Może zainwestujemy w kino (śmiech). Zatrzymajmy się przy szkołach. Gdy ludzie zaczęli się do nas sprowadzać, konieczne było także inwestowanie w oświatę. Szkoły były małe. Mieliśmy jedną tzw. tysiąclatkę w Maksymilianowie, podstawówkę w Żołędowie, która cały czas była w remoncie i rozbudowie, a w szkołach w Niemczu i Osielsku brakowało sal gimnastycznych. W roku szkolnym 1996/97 liczba uczniów we wszystkich szkołach łącznie wynosiła 782. Teraz nadal mamy cztery obiekty dla funkcjonowania szkół podstawowych, ale każdy z nich został rozbudowany i nowocześnie wyposażony. 1 września 2019 roku liczba uczniów wszystkich naszych szkół podstawowych i ostatnich klas gimnazjalnych to 1710 uczniów oraz 128 w oddziałach przedszkolnych. Do tego mamy nowoczesną halę sportową i basen w Osielsku oraz wybudowaliśmy publiczne przedszkole na 150 miejsc. Wiele pieniędzy na te inwestycje pozyskaliśmy z zewnątrz.
Chwali się pan.
- Bo jest czym. Oczywiście, zostało wiele do zrobienia. Kolejne drogi do utwardzenia, oświetlenie i ciągły rozwój infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej.
W opublikowanym w 2018 r. rankingu zamożności Osielsko uplasowało się na 29. miejscu w kraju z kwotą 5101,5 zł w przeliczeniu na mieszkańca. Jaka jest recepta na najbogatszą gminę w województwie?
- To jest bardzo proste. Dlaczego Osielsko jest zamożne? Jest zamożne dzięki zamożności swoich mieszkańców. Sprowadzają się do nas ludzie zamożni w sensie stałych dochodów. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy płacimy podatek w formie tzw. PIT-u. Jeżeli nasi mieszkańcy są zatrudnieni i podatki płacą, to 38 proc. wraca do samorządu. Dlatego podkreślałem tych zameldowanych mieszkańców. To stąd m.in. mamy pieniądze na inwestycje. Jeżeli nasz budżet gminy – przyjmijmy - osiąga ok. 100 mln zł dochodów, to w przybliżeniu 38 mln zł spływa do nas z podatku dochodowego. My jako gmina większość lub całość tych podatków przeznaczamy na inwestycje. To, co mieszkańcy nam płacą, my im w ten sposób oddajemy. To jest bardzo dobre i uczciwe rozwiązanie.
Budowa lądowiska dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to również pana zasługa?
- Stworzyliśmy warunki, aby lądowisko LPR u nas powstało. Mamy lokalizację przy węźle drogi S5. Pomogła nam geografia - lokalizacja przyszłej obwodnicy Bydgoszczy i wylot na Gdańsk. To była szybka decyzja. Poprosiłem radę gminy, aby podjęła uchwałę o sprzedaży gruntów na warunkach tylko nieco niższych niż komercyjne. Dzięki temu powstanie u nas prestiżowa baza, również z korzyścią dla mieszkańców.
W kwestii ścieków jesteście uzależnienie od Bydgoszczy. Powstał problem z ich dostarczaniem i karami.
- Porozumienie z Bydgoszczą zawarto w latach 90. Mój poprzednik miał pomysł oczyszczalni, ale to miastu zależało, aby zbierać ścieki z jak największego obszaru. Miejskie Wodociągi Kanalizacja miały także pomysł, aby przejąć naszą infrastrukturę. Na to się nie zgodziliśmy z obawy o utratę kontroli nad rozwojem sieci, co mogłoby hamować nasze dalsze plany rozwoju. Sytuacja się zmieniła. Ścieki z Gminy Osielsko, które spływają do Fordonu, to zaledwie 2 proc. wszystkich. Niedawno się dowiedzieliśmy, że ta oczyszczalnia pracuje na 144 proc. i jest niewydolna. Było kilka pomysłów. Jednym z nich była spółka międzygminna, ale ten pomysł nie zyskał akceptacji ze strony rady i pomysł upadł.
Odnośnie dodatkowych opłat/kar postępowanie w sądzie jest zawieszone. Kwota roszczenia MWiK wobec Osielska to ponad milion złotych. Faktury wystawione przez miejską spółkę opiewały na znacznie wyższą kwotę, ale my je odsyłaliśmy, nie widząc podstaw do zapłaty. Jesteśmy traktowani przez bydgoskie Wodociągi jako dostawca ścieków przemysłowych. Przemysłu tutaj nie mamy. Monitorujemy i kontrolujemy nasze ścieki.
Więc co dalej? Własna oczyszczalnia?
- Taki mamy plan. Współpraca z miastem się nie układa. Rada gminy podjęła uchwałę o przygotowaniu koncepcji budowy własnej oczyszczalni ścieków. Bylibyśmy zadowoleni, gdyby do przedsięwzięcia włączyła się sąsiednia gmina Dobrcz.
Jak zmieniły się oczekiwania mieszkańców na przestrzeni pana kadencji?
- W 1996 r. wszystkim zależało, by mieć działkę zaopatrzoną w wodę i prąd. Później każdy chciał mieć kanalizację oraz utwardzone ulice i oświetlenie. W praktyce staraliśmy się utwardzać drogi po zakończeniu budowy instalacji liniowych i przyłączy, aby unikać niszczenia nowych nawierzchni. Teraz, budując ulice, wykonujemy także w pasach dróg kanały technologiczne, aby można było tam umieścić światłowód. Spełniliśmy także oczekiwania dotyczące powierzchni wspólnych. Mam na myśli świetlice wiejskie. Wydawałoby się, że w obecnych czasach mieszkańcy ich nie potrzebują. Jest przeciwnie. Są takie oczekiwania, aby mieli się gdzie spotykać. Wybudowaliśmy nowe świetlice kolejno w Maksymilianowie, Wilczu, Żołędowie i ostatnio w Niemczu. To są obiekty dobrze wyposażone i stwarzają możliwość organizowania różnych zajęć oraz spotkań dla mieszkańców.
Z perspektywy trwającej siódmej kadencji, jak pan ocenia wprowadzenie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast?
- Jeśli wprowadzono kadencyjność, powinna również dotyczyć Sejmu, Senatu i innych wybieralnych organów na poziomie centralnym. Uważam, że to wyborcy powinni decydować o tym, kto zostanie wójtem na kolejną kadencję, a nie ustawa. Tam, gdzie jest ciągłość władzy, samorządy funkcjonują lepiej. Konieczne jest konstruktywne współdziałanie z przewodniczącym rady i samą radą, a także dobra kadra urzędników. Sam bym nic nie znaczył. Na sukces gminy pracują wszyscy. Znalezienie wspólnych, akceptowalnych rozwiązań wymaga niezbędnego kompromisu przy uwzględnieniu zarówno oczekiwań mieszkańców, jak i możliwości finansowych. Łatwiej to wypracować, gdy jest ciągłość władzy, o której wspominałem.
Jak gmina będzie wyglądała za 30 lat?
- Kiedyś gmina będzie jednym organizmem. Chciałbym, aby tak było. Gdy zacząłem urzędowanie, pracowało dwadzieścia parę osób. Teraz blisko siedemdziesiąt. Tworzymy właśnie koncepcję rozbudowy urzędu, aby zapewnić lepszą obsługę obywateli. Zadbaliśmy co prawda o rozwój bazy rekreacyjno-sportowej na świeżym powietrzu - oprócz sławnego boiska baseballowego mamy w każdym sołectwie boiska sportowe i po kilka placów zabaw - ale jest pomysł, aby między Niemczem a Osielskiem stworzyć poważną, większą bazę sportową z przeniesieniem boiska do baseballa. Czeka nas także budowa kolejnej szkoły. Miałem pomysł wybudowania w przyszłości czegoś w rodzaju nowoczesnego ratusza. Takiego na miarę drugiej połowy XXI w. To już się nie stanie za mojej kadencji. Skupiamy się teraz na stworzeniu koncepcji domu kultury z prawdziwego zdarzenia w centrum Osielska na terenie dotychczasowego boiska do baseballa. Z bazą usługową, jak kawiarnia czy restauracja. To ma być nowoczesny obiekt zaspokajający potrzeby mieszkańców. Marzy mi się w tym miejscu także nowoczesna płaska fontanna, która byłaby nie tylko atrakcją wizualną, ale w czasie upałów miejscem zabawy dla dzieci.
Co będzie pan robił na emeryturze?
- Uśmieje się pan. Marzy mi się, by wrócić do malowania.
Obraz na ścianie gabinetu jest pana autorstwa?
- Tak. Lubię malować, ale nie mam na to czasu. Dopiero na emeryturze to się zmieni. Zostałem przez synów wyposażony w nowe sztalugi. To będzie chyba mój sposób na jesień życia. Wraz z żoną mieszkamy w pięknym miejscu w Bożenkowie. Małżonka twierdzi, że znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi. Mieszkamy tam od 11 lat obciążeni kredytem frankowym (śmiech).
Wojciech Sypniewski ma 64 lata. Jest absolwentem Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy oraz magistrem zarządzania. Żona Małgorzata to metodyk nauczania języka angielskiego. Syn Tomasz jest dziennikarzem, a Marcin – anglistą i magistrem zarządzania. Wnuk Gustaw ma półtora roku. Sypniewski jest wójtem gminy Osielsko od 1996 r.
i ten drugi:
Wójt Wojciech Oskwarek: Koleją do Bydgoszczy jest nam najbliżej
Bywa, że sam odbieram telefon w sekretariacie i mówię: "Dzień dobry, urząd gminy, Oskwarek, witam serdecznie". Zapada cisza. Ludzie są zaskoczeni. - Jak to? Pan w sekretariacie? - pytają mnie.
Maciej Kulesza: Jest pan w połowie czwartej kadencji. Policzył pan kiedyś, z iloma radnymi współpracował?
Wojciech Oskwarek: Od 2006 r. jako wójt pracowałem z 60 radnymi, z 15 w każdej kadencji. Oczywiście z częścią współpracuję w kolejnych kadencjach. W gminie mamy radnego, który działa w samorządzie nieprzerwanie od początku. Nieskromnie pochwalę się, że to mój kuzyn Kazimierz Oskwarek, który zasiada w radzie od 1990 r. Ja przy nim wypadam blado. Od 14 lat jestem wójtem. Dodatkowo jedną kadencję byłem zastępcą wójta. Najstarszy stażem wójtem w powiecie bydgoskim jest mój serdeczny kolega Wojciech Sypniewski z Osielska. Jest w trakcie siódmej kadencji. Jestem jego fanem (śmiech). Od momentu, gdy go poznałem, do dziś mamy bardzo sympatyczne relacje.
30-lecie wolnej Polski w minionym roku i 30-lecie samorządności, które obchodziliśmy w maju, to suma wielu doświadczeń. Które są najważniejsze według wójta z takim stażem?
– Dla mnie najważniejsze jest, że od początku, przez 30 lat samorządności, to mieszkańcy swoich małych ojczyzn decydują, co dla nich jest najważniejsze. To oni dostali możliwość działania dla dobra gminy i współdecydują o jej przyszłości. To przekazanie władzy w ręce samorządu i mieszkańców jest ogromnym sukcesem samorządu terytorialnego w Polsce. Najważniejsi są mieszkańcy. Bardzo wielu z nich uczestniczy aktywnie w życiu gminy. Oczywiście oczekiwania są dużo większe niż możliwości. Od początku swojej działalności publicznej wsłuchuję się w to, o co mieszkańcy proszą. Choć u nas nie ma budżetu obywatelskiego, to wnioski do budżetu składają obywatele i na ich podstawie, wspólnie z radą gminy, wybieramy zadania, które są strategicznymi. Nie wymyślają ich pracownicy urzędu. Bez wsparcia i oczekiwań ze strony mieszkańców, żadna gmina nie będzie się rozwijać. Oczywiście wszystkich oczekiwań nie możemy od razu spełnić. Ale te pragnienia wyznaczają cele na przyszłość. To jest sedno przemian.
Jak zmieniły się te oczekiwania mieszkańców na przestrzeni czterech pana kadencji?
– Patrząc na naszą gminę i większość polskich gmin o podobnym potencjale, mieszkańcy oczekują gminnej wody, kanalizacji, oświetlenia i utwardzonych dróg. Tu nie odkryjemy niczego nowego. Zaległości na przestrzeni dziesięcioleci były ogromne. Na szczęście, to się zmieniło. Dostępność do wodociągu zrealizowaliśmy prawie w stu procentach. Studnie na wsi to przeszłość, chyba że do podlewania ogrodu. Z kanalizacją sanitarną również idziemy etapami do przodu. To są oczekiwania w aspekcie zadań inwestycyjnych. Mieszkańcy oczekują również załatwienia swoich spraw urzędowych szybko i w przyjaznej atmosferze. Dlatego to, co jest możliwe do załatwienia od razu, załatwiamy „od ręki”. Mam świadomość, że trudniejsze sprawy potrzebują czasu. Na przestrzeni lat mieszkańcy są coraz bardziej niecierpliwi. Tymczasem urząd ma procedury. do których przestrzegania zobowiązał nas ustawodawca. Zawsze uświadamiałem i nadal uświadamiam moich współpracowników, że naszych mieszkańców należy traktować w taki sposób, jakbyśmy my chcieli być traktowani i obsłużeni. To jest dla mnie bardzo ważne, aby pomagać ludziom.
Wieś leżąca niedaleko dużego miasta przestaje być wsią, a staje się przedmieściem.
– To prawda. W ostatnich latach do podbydgoskich gmin wyprowadza się wielu bydgoszczan. Widać to wyraźnie w Białych Błotach i Osielsku. Tak się dzieje w całym kraju. To dla samorządu wyzwanie. Nasi przyszli mieszkańcy z Bydgoszczy budują domy i od razu chcą mieć to wszystko, co w mieście. To jest bardzo trudne do zrealizowania. Jeśli ktoś chce mieszkać na wsi i wybudował u nas dom, gdzie nie ma utwardzonych dróg, kanalizacji, oświetlenia, to od razu żadna gmina mu tego nie wykona. Są mieszkańcy, którzy mieszkają u nas 50 lat i dopiero teraz doczekali się inwestycji. To wszystko kwestia priorytetów. Każda gmina realizuje zadania w miarę możliwości i pieniędzy, jakimi dysponuje. Mnie cieszą np. inwestycje, które udaje się zrealizować w mniejszych miejscowościach. Mieszkańcy to doceniają. Nasza gmina to nie tylko Nowa Wieś Wielka i Brzoza, ale również m.in. Leszyce, Dąbrowa Wielka czy Nowe Smolno.
Komunikacja międzygminna z Bydgoszczą to powoli standard.
– Tak. To standard, który jednak kosztuje. Jestem szczęśliwy, ale w obecnej sytuacji także trochę zaniepokojony. Szczęśliwy, bo udało się podpisać porozumienie z prezydentem Bydgoszczy i mamy linię podmiejską nr 99. Sprawdziła się. Dzięki niej mamy możliwość lepszego dojazdu do pracy i do szkół. W czasie pandemii te kursy nie były jednak tak obciążone. Autobusy często jeździły puste, co generuje wyższe koszty. Musimy analizować sytuację i ją monitorować, bo to znacząca pozycja w budżecie gminy. Cieszy mnie również, że nasza młodzież może korzystać z biletu miesięcznego za 10 zł, podobnie jak w Bydgoszczy. To wielkie udogodnienie.
Idealny wójt to kto?
– Wydaje mi się, że nie ma recepty na idealnego wójta, ale do ideału powinno się dążyć. To na pewno osoba, która szanuje drugiego człowieka. Ja szanuję ludzi. To moja dewiza. Tego szacunku uczono mnie od małego. Są oczywiście sytuacje, gdy kogoś poniosą emocje i zachowuje się niestosownie. Ja nigdy do tego nie wracam. Każdy ma u mnie kolejną szansę. Zaczynamy od nowa, nie wracam do tego, co było złe. Idealny wójt to także dobry gospodarz. Teraz należy powiedzieć, że to menedżer zarządzający przedsiębiorstwem z ogromnym majątkiem. To również człowiek traktujący wszystkich uczciwie i otwarcie. Zawsze działam w sposób uczciwy wobec ludzi i zgodnie z prawem. Mówię radcy prawnemu urzędu, że jeśli próbuję naginać prawo, proszę dać mi po łapach. Idealny wójt musi być również sprawiedliwy w ocenie pracy urzędników i pracowników jednostek organizacyjnych gminy.
A jak pan ocenia wprowadzenie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast?
– Wyboru dokonują mieszkańcy w bezpośrednim głosowaniu. Jeżeli samorządowiec sprawdził się przez dwie-trzy kadencje i chciałby dla społeczności nadal pracować, uważam, że nie powinno mu się tej możliwości odbierać. Mieszkańcy sami weryfikują, kto ma dalej pełnić kierowniczą funkcję. Doświadczenia nie da się nauczyć, doświadczenie trzeba zdobyć.
Jak zmieniła się gmina Nowa Wieś Wielka przez ostatnie 30 lat?
– Po pierwsze, ci, którzy byli przede mną, chcieli jak najlepiej dla jej mieszkańców. Uznałem i nadal uważam, że jestem kontynuatorem działań moich poprzedników. Bez ciągłości władzy nie ma efektów. Dla nas priorytetem była woda i kanalizacja. Gdy władza przeszła w ręce samorządu, postawiono w naszej gminie na wodociągi. Teraz jesteśmy na etapie rozwijania kanalizacji sanitarnej. Mamy bardzo nowoczesną oczyszczalnię ścieków na miarę XXI w., która ma możliwości zapewnienia obsługi wszystkich obecnych i przyszłych gospodarstw domowych. Kiedy rozpoczynałem swoją pierwszą kadencję, mój poprzednik wybudował stację uzdatniania wody w Prądocinie. Dzięki temu nie mamy problemu z jej dostarczeniem dla mieszkańców. To nigdy nie były popularne decyzje – są kosztowne, a na dodatek nie widać ich gołym okiem, bo znajdują się w ziemi. Tych inwestycji nie można jednak nie realizować. To standard. Standard, który zmienia się od 30 lat. Drogi też są kluczowe. I oświata. Wybudowaliśmy piękne gimnazjum oraz nowoczesne w pełni wyposażone przedszkole w Brzozie. To była konieczność, bo liczba mieszkańców rośnie. Jestem z tego bardzo dumny. Gmina się zmienia, bo moi poprzednicy podejmowali decyzje, ja je podejmowałem i podejmuję, korzystając z wcześniejszych decyzji i moi następcy również będą je podejmować na bazie tego, co mnie udało się zrealizować. W tym sensie mamy kontynuację. Dzięki temu idziemy do przodu.
Bez funduszy unijnych gmina nie poradziłaby sobie chyba z inwestycjami.
– W takim zakresie bez dofinansowań byśmy tego nie udźwignęli. Większość gmin skorzystała ze wsparcia. To widać gołym okiem, jak się jedzie przez Polskę. Gdy patrzę na lata 2018-19, to myślę, że by nam się to wszystko nie udało, gdyby nie fundusze unijne. One dały przysłowiowego kopa rozwojowego gminom. Otrzymaliśmy również bardzo duże wsparcie z ZIT-u. Wszystkie przyznane pieniądze wykorzystaliśmy w stu procentach. To ogromna zasługa pracowników urzędu gminy i urzędu marszałkowskiego. Gdy pojawiałem się u marszałka, pracownicy urzędu witali mnie mówiąc, że przyszedł nasz najlepszy beneficjent. Byliśmy zawsze przygotowani do wydatków i rozsądnie gospodarowaliśmy pieniędzmi, są tego widoczne efekty.
A fundusz dróg samorządowych?
– Oczywiście, że korzystamy z tego dobrodziejstwa. Rozliczenie jest prostsze. Wcześniej korzystaliśmy z funduszu tzw. schetynówek. Kilka tygodni temu dostaliśmy informację od wojewody, że w tym roku mamy przyznane prawie 900 tys. zł dofinansowania. Wykorzystamy je na budowę ul. Gołębiej wraz z odwodnieniem ulic przyległych w Brzozie Północ. Bez wsparcia, wcześniej unijnego, a teraz rządowego, w takim wymiarze realizacja inwestycji byłaby nierealna.
Jak się zmieniał budżet gminy podczas pana urzędowania?
– To dobre pytanie, bo pokazuje skalę rozwoju wydatków i dochodów. Gdy rozpoczynałem pracę w gminie jako zastępca wójta, to budżet wynosił zaledwie 12 mln zł. Potem 20 mln. Teraz zbliżamy się do 60 mln zł. Tymi pieniędzmi należy rozsądnie i odpowiedzialnie gospodarować. To wielka odpowiedzialność, a jak są efekty, to i wielka radość.
Z jakimi problemami gmina będzie się zmagać przez kolejne 30 lat?
– To trudne pytanie. Jestem przekonany, że będzie pięknieć. Liczba mieszkańców prawdopodobnie nie będzie rosnąć w takim tempie, jak obecnie. Dziś mamy ich już ponad 10 tys. Jestem przekonany, że moi następcy powinni inwestować w oświatę. To będzie rodziło koszty, a znalezienie finansowania będzie wyzwaniem. Sieć gazowa również. To standard, którego oczekują mieszkańcy. Dostęp do internetu, rozwój światłowodu w gminie. Rozwój komunikacji gminnej. Może rozwój kolei gminnej? Własne szynobusy? Dlaczego nie. Koleją do centrum Bydgoszczy z Nowej Wsi i Brzozy jest najbliżej i najszybciej. Po drodze mamy stację Trzciniec w Białych Błotach i Błonie w Bydgoszczy.
Bycie wójtem to praca 24 godziny na dobę.
– Tak, to prawda. Gmina pochłania mnie całkowicie. Ale nie narzekam. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam cudowną żonę, od 50 lat tą samą, wspaniałe trzy córki i trzech zięciów, kochające wnuczęta – od maja tego roku już sześcioro. Mam wielu serdecznych mieszkańców w naszej gminie. Pracuję z lojalnymi i oddanymi pracownikami. Jestem bardzo aktywny zawodowo. Lubię pracować. Pracę rozpocząłem w wieku 20 lat. Pracuję więc 54 lata i chciałbym zakończyć moją kadencję w pełni usatysfakcjonowany. Nie urodziłem się w czepku, jednak mam chyba dużo szczęścia w życiu do ludzi. Bałem się tej kadencji. W czasie wyborów atmosfera była zła. Nie chciałem przegrać, tak zwyczajnie, po ludzku. To byłaby porażka zawodowa w moim życiu. Udało mi się wygrać, za co kolejny raz serdecznie dziękuję mieszkańcom. Mam wewnętrzną satysfakcję z tego, co osiągnąłem. Kocham to, co robię. Gdy nie ma nikogo w sekretariacie, a dzwoni telefon, odbieram. Bo to przecież nasz mieszkaniec dzwoni ze swoją sprawą. Mówię zwykle, bo mam taki zwyczaj: „Dzień dobry, urząd gminy, Oskwarek, witam serdecznie”. Dzwoniący jest w szoku, że to wójt odebrał telefon, a nie pani w sekretariacie. Pytają: „Jak to? To pan odebrał telefon?”. Mówię wówczas, aby rozładować zaskoczenie, że odebrałem, ponieważ chciałem usłyszeć pani czy pana głos. Słyszę wtedy uśmiech w telefonie i to jest bardzo miłe. W codziennej pracy mam na względzie słowa Prymasa Tysiąclecia: „człowiek dopiero wtedy jest w pełni szczęśliwy, gdy może służyć, a nie wtedy, gdy musi władać”. To ułatwia pracę, która daje dużo satysfakcji.

Wojciech Oskwarek ma 74 lata. Z wykształcenia jest nauczycielem, historykiem. Kierował bydgoskimi podstawówkami: był zastępcą kierownika SP nr 59, a później dyrektorem SP nr 18 i SP nr 25. W latach 1999-2002 zajmował stanowisko zastępcy wójta gminy Nowa Wieś Wielka. Od 2002 do 2006 r. radny, wiceprzewodniczący Rady Powiatu Bydgoskiego. Od 2006 r. zasiada na fotelu wójta Nowej Wsi Wielkiej.
 
10061 - 10069 of 10069 Posts
Top