SkyscraperCity banner

1 - 20 of 104 Posts

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #1 (Edited)
Alpy 2017



Trasa: Elbląg- Praga - Wiedeń - Zillertal - Ötztal - Liechtenstein - St. Gallen - przełom Renu - Lucerna - Interlaken i szeroko pojęte okolice - Berno - Lozanna- Genewa - Montreux - Sion - przez przełęcz Furka i przełęcz Św Gottarda Tremolą do Lugano - Wenecja - Lublana - Alpy Julijskie - Ratyzbona - Żnin - Elbląg ;)

Jechaliśmy w dwójkę. Wycieczka w założeniach budżetowa. Woziła nas Albełka 1,2 w LPG, która w górach poradziiła sobie znakomicie, dzielnie pokonując kolejne serpentny i zdobywając kolejne przełęcze. Spanie głownie na kempingach. Pokaźna skrzynka zapasów w Polski, worek cebuli obok, whisky pod korek i w drogę! :D

Wycieczkę zaczęliśmy wspólnie z druga ekipą jadącą Carnivalką, gdzie za sterami zasiadł mój brat. Oni jechali do Grecji. Jako pierwszy przystanek wybraliśmy Pragę. Dojazd wyszedł dość sprawnie mimo że w Czechach odpuściliśmy sobie autostrady i nie wykupiliśmy winietek. O ile nasz GPS sobie w miare sprawnie radził z wyznaczaniem trasy po bezpłatnych drogach to Carnivalkowy cały czas uparcie ciągnął do autostrady pomimo odznaczenia płatnych drów, więc jechali za nami. Ogólnie to korzystałem z 2 GPS'w - jakiegoś starego garmina, do którego wgrałem mapę s openstreetmap i z aplikacji OSMAnd na nowo nabytym Xiaiomi. Pomimo, ze teoretycznie więc dysponowały ta sama mapą to ich wskazania i wyznaczane trasy potrafiły sie o dziwo znacząco różnić. Garmin sobie dużo lepiej radził z wyznaczaniem trasy i dużo sensowniej dawał wskazówki do jazdy. Nie radził sobie natomiast zupełnie z wyszukiwaniem adresós, punktów poi itd, a ustawienie na nim czegokolwiek kosztowało sporo nerwów. Z OSMAnd odwrotnie, więc na swój sposób się uzupełniały.
No ale wracając do Pragi to dotarliśmy tam jakoś późnym popołudniem/wczesnym wieczorem. Nocleg mieliśmy z bookinga najtańszy jaki się udało dla 7 osób znaleźć, w jakimś hostelu. Niby trochę na uboczu, jakaś 'Praga 8', ale teoretycznie dobrze skomunikowany, więc po szybkim ogarnięciu ruszyliśmy na przystanek celem dotarcia do centrum i wypicia piwa. Przystanek tramwajowy rzeczywiście był zaraz obok, ale wtedy zaczęły się schody - bilety. Na przystanku żadnego automatu nie było. Pytałem się ludzi to kazali pytać w sklepach. Pytałem w sklepach to odsyłali do metra do automatów. Jak w końcu idąc wzdłuż kolejnych przystanków tramwajowych dotarliśmy do tego metra to sie okazało, że automat nie sprzeda biletu dobowego, a jedynie jednorazowy (no juz trudno), ale akceptuje wyłącznie monety. Żadnych kart, żadnych banknotów. Zaczyna się żebranie o rozmienienie na monety. W napotkanej knajpie niedasię. Docieramy do jakiegoś obskurnego spożywczaka prowadzonego przez chińczyka. Żeby nie było kupujemy jakiś napój i proszę gościa o resztę w monetach mówiąc, że chcemy sobie kupić bilety, a ten się śmieje i wydaje w monetach tak mało jak to tylko możliwe. No to inaczej. Wyszukujemy najtańszego cukierka i kupujemy po sztuce do skutku płacąc banknotami aż uzbieraliśmy potrzebne monety. Wyraźnie zirytowaliśmy skośnego i nawet próbował się coś wykłócać, ale ch. z nim. Po ok. 1,5h mamy w końcu monety, znaleziony automat i możemy jechać do naszego centrum... ale o tej godzinie nie ma to już większego sensu. Idziemy na piwo i szamę do pierwszego napotkanego lokalu, a do centrum dojeżdżamy sobie rano, już normalnie samochodami. Praga 8, Pragą 8, ale żeby w stolicy europejskiego państwa, o godzinie 19 po prostu nie dało się w jakiś cywilizowany sposób kupić biletu komunikacji miejskiej to trochę kosmos. Atmosferą okolica też raczej nawiązująca do naszej rodzimej Pragi w stolicy. No ale nie ma co o Pradze się dalej rozpisywać.

1. Praga


Nazajutrz połaziliśmy sobie po tej reprezentacyjnej części miasta i popołudniem ruszyliśmy pod Wiedeń, konsekwentnie omijając autostrady, więc wylądowaliśmy na docelowym campingu jak się zaczynało ściemniać. Na austriackich drogach to już i nasza nawigacja zaczęła cudować i nie bardzo szło jej prowadzenie bezpłatnymi drogami, kilka razy próbowała nas wciągnąć ewidentnie pod znak, że na drodze obowiązują winietki. Więc ostatecznie biorąc pod uwagę ile to kosztuje czasu, nerwów i że w końcu coś przeoczymy i dostaniemy milion cebulionów kary rezygnujemy z próby bezwinietkowej, powolnej jazdy. Przy okazji zmieniamy pierwotne założenia i na Austrię postanawiamy przeznaczyć mniej czasu niż to było w pierwotnych planach, a w zamian jak się uda to zaliczyć pod koniec wycieczki Słowenię. Na campingu praktycznie kilka minut po rozłożeniu namiotów dopada nas burza, z potężną ulewą. Resztę wieczorku spędzamy więc w przedsionku, dużej szmacianej twierdzy ekipy Carnivalkowej sącząc przy stole browarki i obserwując potoczek wijący sie między naszymi nogami.
Rano pomagamy złożyć się Carnivalowej części, która tutaj już dziś nie wraca i jeszcze wspólnie ruszamy do znajdującego się nieopodal (pod tym kątem wybieraliśmy nocleg) Seegrotte.

2. Seegrotte
Samo miejsce ciekawe, ale spodziewałem sie czegoś co zrobi wieksze wrażenie. Spodziewałem się chyba rzeczywiście jeziora, a tu, ot zalany kawał kopalni, po którym można się przepłynąć łódką. Fajnie, że trafił nam się spoko przewodnik, który specjalnie dla naszej siódemki opowiadał o wszystkim dodatkowo po angielsku, a nawet wygrzebał gdzieś jakiegoś pendrajwa z przewodnikiem po polsku i nam puszczał z radyjka fragmenty w niektórych miejscach. Sam rejsik po jeziorze to przy całym zwiedzaniu kopalni tylko kilka minut, a jezioro jak wyżej pisałem raczej przypomina sieć korytarzy i pomieszczeń i nie jest jedną otwarta przestrzenią, ale wrażenia pewnie mogą być ciekawe. Szczególnie jakby rejsik przebiegał rzeczywiście w klimatycznej ciemności i ciszy. Niestety na naszą łódeczkę została dosadzona część jakiejś arabsko-niemieckiej wycieczki z sąsiedniej grupy, więc był tylko wrzask, dziki krzyk i świecenie telefonami co popsuło cały odbiór i o jakimkolwiek klimacie nie było mowy. Przewodnikowi było głupio, ale nie miał na to wpływu. Naprawdę ciężko było się powstrzymać, żeby kilka smartfonów nie znalazło się na dnie jeziorka, ale już bym gnił gdzieś w austriackim pierdlu jako ostatni rasista i ksenofob.

Pożegnaliśmy się z ekipą Carnivalową, która ruszyła w kierunku Serbii, a sami resztę dnia spędziliśmy w Wiedniu zostawiając Albełkę na pierwszym możliwym P&R i przesiadając się na metro. Po drodze spotyka nas burza, deszcz i grad, ale w czasie tego wyjazdu będziemy musieli sie do tego przyzwyczaić. Późnym wieczorem po dniu spędzonym na chodzeniu po pałacowych ogrodach, zadbanych uliczkach i bujaniu sie po operach wracamy do naszego skromnego podmiejskiego obozowiska. No to jutro w góry (zacznie się ciekawie)

3. Wiedeń


4.
 

·
WiFi na 4 kreski
Joined
·
9,298 Posts
co to jest :D

1/4 Europy przejechana i 4 zdjecia :)

Co do Austrii... ich winietka ma dobry sotosunek cena jakosc - akurat tam nie ma co sie szczypac. Choc np. w Slowenii to zawsze bokiem objezdzam :)
 
  • Like
Reactions: lith

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #5
Nie bedę rozmydlał tematu. Jedziemy z Alpami :D

Ustalamy, ze zamiast jechać lokalnymi dróżkami na zachód przez Austrię, kupujemy winietkę, ładujemy się na autostradę i robimy od razu skok w okolicę Innsbrucka. Samo miasto odpuszczamy, dopiero co zwiedzaliśmy Wiedeń, chcemy gór. Jako, ze Alpy austriackie nie mówią nam zupełnie nic to swoim zwyczajem wyszukuję jakieś fajne jeziorko na końcu doliny, które okazuje sie być spowodowane całkiem fajnie zapowiadającą się tamą. Że coś wybrać trzeba to za pierwszy cel obieramy właśnie dolinę Zillertal. Jako, że nie należymy do osób bez potrzeby zrywających się o świecie to kemping opuszczamy koło południa. Niestety już nie te czasy gdzie przejazdy przez granice w Schengen były niezauważalne. Praktycznie wszędzie jest szybka kontrola na zasadzie

ale wystarczy to, żeby tworzyły się korki na kilkadziesiąt minut stania.
Kolejny problem, z którym przyszło się zmierzyć to tankowanie gazu. W Czechach stacji z LPG było mało, ale były. W Austrii do tej pory nie widzieliśmy ani jednej. Chciałem być cwany i przed wyjazdem znalazłem serwis www.mylpg.eu, gdzie rzekomo sa zaznaczone przybytki z gazem, jednak pierwsza stacja ze strony okazała się nie istnieć wcale, a druga była jakimś sklepem z używanymi samochodami, który od zaplecza miał nawet nieczynny dystrybutor z karteczką, że nie działa. Olaliśmy więc specjalne szukanie stacji z gazem i po prostu tankowaliśmy na takich jak się trafiły. Potem się okazało, ze zazwyczaj w odpowiednim momencie się trafiały, więc przez cały wyjazd byłem zmuszony może ze 2x dotankować po pół baku 95tki. Aha, oczywiście warto pamiętać o zabraniu do takich państw jak Austria/Niemcy/Szwajcaria przejściówki do tankowania gazu. Już przy pierwszym tankowaniu pożyczałem ją jakiemuś Bułgarowi, który był w ciężkim szoku, że coś mu wtyczka nie pasuje i to poważnie do autka.

4. Nasze obozowisko w Zillertal. Leje deszcz, więc popołudnie i wieczór przeznaczamy na to, żeby cokolwiek poczytać o tym gdzie jesteśmy, oraz co nieco o Szwajcarii bo jakoś przed wyjazdem czasu nie starczyło i chociaż w zarysie zaplanować kilka kolejnych dni.


5. A tu już wycieczka na zaporę na końcu dolinki. Tamy są fajne, bo są duże i fajne :) Najpierw fotka z dołu:


6. I z góry:


Na górę wjeżdża się autem. Parking za darmo, ale sama droga już spory kawałek przed tamą płatna kilka ojro (okazuje się, że to normalna praktyka jeśli chodzi te ładniejsze alpejskie drogi w Austrii)

7. I ścianka wspinaczkowa dla kozaków :O



Po obejściu i pojaraniu się betonową ścianą dopadamy do jakiejś mapy gdzie są zaznaczone szlaki i wybieramy jakiś zaczynający się zaraz obok, pierwszy lepszy i idący pod górę. Przy okazji okazuje się, że w OSMAnd szlaki są również lepiej lub gorzej pozaznaczane i od tej pory będzie to nasza podstawowa mapa... a w sumie to jedyna, tylko czasami uzupełniana fotkami jakichś napotkanych. Niestety w podstawowej wersji nie ma poziomic, ani tym bardziej czasów przejścia, ale do samego nie zgubienia się w górach w zupełności wystarczyła.

8. Pierwsze fotki ze szlaku:


9.
 

·
WiFi na 4 kreski
Joined
·
9,298 Posts
Widoczki b.ladne...
A gdzie wam karnacje sprawdzali? Gdzies "za" austria? Czy juz na granicy Czechy/Austria?
Nigdy sie nie spotkalem z takim czyms...
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #7
Najmocniej spinali się o to chyba Austriacy i Niemcy. No i oczywiście nie stali z kartonikiem, ale każde autko musiało sie przy strażniku zatrzymać, ten patrzył po pasażerach i machał, żeby jechać (ewentualnie kazał zjechać na bok, gdzie inni dokładniej kontrolowali. Na granicach ze Szwajcarią też oczywiście stali i wyglądało to podobnie, ale akurat tam domyślam sie, że to standard.
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #8 (Edited)
10. Pierwszy dzień w Alpach i od razu spotkanie ze świstakami III stopnia :D

11. Docieramy do schroniska, które sobie wyznaczyliśmy za cel pierwszej wycieczki

12. Metr mniej niż nasze Rysy. Startowaliśmy z 1800 m n.p.m.


Na górze niestety zaczyna padać, w schronisku knajpa i głupio wejśc z własnym jedzeniem, więc mimo deszczu rozkładamy sie z puszkami na stole przed wejściem. Nie zapowiada się na poprawę pogody, godzina coraz późniejsza, nocować tu nie planujemy, więc decydujemy się na powrót. Kilka minut później niewielki deszcz mocno się nasila, zza szczytów wypełzają coraz ciemniejsze chmury, zaczyna grzmieć co w górach jednak brzmi mega złowrogo. Zaraz dołącza do tego wiatr, grad i robi się ogólnie ciemno i nieprzyjemnie. Przez chwile się nawet wahamy czy nie wrócić do schroniska, ale włażenie na górę w czasie burzy wydaje się jednak mniej rozsądną opcją. Żwawym krokiem schodzimy w dół z kolejnych metrów, żeby znaleźć się w dolince, po wyjściu z poziomu chmur pogoda się poprawia, wraca słońce, robi się z powrotem ciepło, krówki sie pasą. Dalej już bez większych przeszkód docieramy na dół.

13 Krówka


14. Jeszcze raz zapora...a w sumie to tylko jezioro, bo zapory nie widać.


15.Żegna nas tęcza



edit:
Swoją drogą grzebiąc po necie znaleźliśmy cos takiego i początkowo celem było właśnie wdrapanie sie na ten pierwszy most:
https://turystyka.wp.pl/najbardziej-przerazajace-mosty-w-europie-6043984871228033g
Jak się jednak okazuje to znowu fotka z serii 'perspektywa ma znaczenie', a sam most wygląda tak:
https://www.bergwelten.com/files/touren/images/berliner-hoehenweg-im-uzs-etappe-3-kasseler-huette-greizer-huette-14682-8.jpg?output-format=jpg&output-quality=60&crop=1024px:576px;0,53.5&downsize=1200px:*
 

·
WiFi na 4 kreski
Joined
·
9,298 Posts
czyli na 1800 da sie samochodem podjechac?
Cos dla mnie w takim razie :D
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #10
Tak, parking na górze tamy jest na takiej wysokości. Następnego dnia Albeła wjechała jeszcze kilometr wyżej. Przeszukałem internety jakie są najwyżej położone drogi w Europie i okazało się, że najwyższa utwardzona, publicznie dostępna znajduje się w zasadzie w dolinie obok. Niestety to droga donikąd, czy w zasadzie do kurortu narciarskiego, a nie klasyczna przeprawa, ale i tak nie mogłem sobie tego podarować.

https://en.wikipedia.org/wiki/Ötztal_Glacier_Road

16.


17.


18.


19.


20.


21.
 

·
WiFi na 4 kreski
Joined
·
9,298 Posts
generalnie to codziennie w innym miejscu nocowaliscie? To byl taki skokowy trip, a nie przystanki i eksploracja okolic?
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #13
Różnie. Np. pod Wiedniem były 2 noclegi. W Zillertal tez 2: przyjechaliśmy popołudniem - nocleg - tama i wycieczka w góry - nocleg w tym samym miejscu - i wtedy na tę najwyższą drogę i wtedy już nocleg gdzie indziej. 2 noclegi w 1 miejscu sie nam często zdarzały, więcej chyba tylko pod Interlaken.

@bartek76
Niestety nie... :< Ale idzie sie przyzwyczaić. To nie była Hiszpania :D
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #14 (Edited)
Przy okazji zdobywania najwyższej drogi Albeła trochę mnie przestraszyła, bo po poprzednim tankowaniu zaświecił się jej check-engine, subiektywnie ubyło jej nieco mocy i przy próbie wjeżdżania na górę na gazie na ok 1400 m.n.p.m zwyczajnie silnik zaczynał się dusić, a check engine dodatkowo migać. Na szczęście po zmianie na benzynę wszystko było okej. Potem już na płaskim wyjeździłem resztę zbiornika gazu i po następnym tankowaniu wszystko wróciło do normy, check engine zgasł i bez problemu fiacik na LPG pokonywał wszystkie kolejne górki. Więc musiałem trafić na jakiś lipny ten austriacki gaz albo nie wiem co. W każdym razie były to jedyne 'problemy techniczne' podczas całej trasy.

Kolejny nocleg wypadł na jakimś campingu/agroturystyce na kilkadziesiąt km przed granicą. I kolejny dzień zaczęliśmy od wizyty w Liechtensteinie. Zatrzymaliśmy się w Vaduz i przeszliśmy na krótki spacer po centrum. Zgodnie z tym co piszą wszędzie w necie nie ma tam zupełnie niczego ciekawego :D Ot w miarę zadbany deptak w małym miasteczku. Jakiś kościół, informacja turystyczna w kontenerze (w któej podobno można sobie wbić do paszportu pieczątkę Liechtensteinu), nad miastem na górce zameczek jakich wiele. Szczerze mówiąc jak przeglądm fotki to mamy stamtąd jakieś jedno nędzne 'selfi' więc zamiast tego wrzucę konia, który mieszkał sobie zaraz za naszym namiotem na campingu :D

22.


Co ciekawe przejście graniczne było na granicy Austria/Liechtenstein. Tam tez od razu zaopatrzono nas w Szwajcarską winietkę. Pomiędzy Księstwem, a samą Szwajcarią żadnego przejścia już nie było.
Następnie udaliśmy się na północ w okolice Jeziora Bodeńskiego. Po drodze zahaczając o St. Gallen, która była opisywana w przewodniku jako najładniejsze stare miasto w Szwajcarii (jak dalej się czytało przewodnik to w sumie przy każdym mieście prawie to pisali). No starówka jak starówka, 5/10, obeszliśmy dookoła przy okazji szukając kantora (co sie nie udało), zaliczając jakiś sklep. Kilka budynków rzeczywiście ładnych, ale żeby jakaś naj? Nie sądzę. Następnym punktem programu było zaliczenie j. Bodeńskiego . Padło na Romanshorn, bo było po drodze, tak się przybliżyła mapa i jeszcze znalazło nam tam jakiś kantor. Kantor okazał się po prostu bankiem gdzie za wymianę jako nie klientom banku nam jeszcze doliczyli niemałą prowizję, ale trudno, serio w Szwajcarii nie wiem czy istnieje taka instytucja jak kantor. My po przeszukaniu dwóch miasteczek nie znaleźliśmy, potem tez się w oczy nie rzucił żaden. Jezioro rzeczywiście spore, jest gdzie pływać, łódek w porcie sporo, na wodzie praktycznie żadnej. Może to dlatego, że za moment znowu dopada nas nawałnica, urwanie chmury, grad i burza. Od momentu wjechania do Austrii dzień jak co dzień :D Nie ma co tu siedzieć. Jedziemy dalej wzdłuż jeziora na zachód na położone nad samym brzegiem (tam już chyba Renu, chociaz nadal to było szerokie) pole kempingowe, gdzie wpadamy tylko na moment rozłożyć namiot i wybieramy się na przełom Renu, [cebula mode on], ponieważ od którejś godziny (18?) wjazd na parking jest tam bezpłatny. W dodatku o tej godzinie było tam względnie pusto i nie trzeba było przebijać się przez dzikie tłumy (po ilości miejsc parkingowych można podejrzewać, że w ciągu dnia jest tam gęsto). W między czasie rozgrywa się akcja pod tytułem Play - dzień pierwszy. Czyli smsy z chorymi kwotami za internet i kolejne rozmowy z konsultantami zapewniającymi nas, że to problemy techniczne i za chwilę powinno wszystko działać.

https://forumplay.pl/showthread.php/46141-Roaming-Szwajcaria-Wprowadzenie-w-błąd-przez-5-konsultantów-po-kolei-Odwołanie

Na szczęście miejsce na tyle klimatyczne, że udaje sie zapomnieć o przepychankach z siecią, o tym że nie mamy bladego pojęcia gdzie jechać jutro, a odcięcie od internetu tego nie ułatwia itd. Tak sobie siedzimy i oglądamy z różnych miejsc.

23. Przełom Renu


24.


Przepływ wody w liczbach tam jest kosmiczny, ale szczerze mówiąc nie czuć tego, sam wodospad jest niziutki, woda wydaje się być płytka, rozciągnięte jest to na szerokiej przestrzeni. Nie bije od tego moc, jaką pamiętam choćby z licznych wodospadów islandzkich. W każdym razie z rzeczy jakie widzieliśmy tamtego dnia to był bez wątpienia nr 1. A wizyta wieczorem była strzałem w 10.

Po wszystkim powrót już w ciemnościach na obozowisko i kolacja nad brzegiem

25.


26. Nasza radziecka kuchenka. Budząca u tubylców zaciekawienie, podczas rozpalania graniczące z przerażeniem na wszystkich kolejnych kempingach :nuts:


27.
 

·
Registered
Joined
·
8,822 Posts
W między czasie rozgrywa się akcja pod tytułem Play - dzień pierwszy. Czyli smsy z chorymi kwotami za internet i kolejne rozmowy z konsultantami zapewniającymi nas, że to problemy techniczne i za chwilę powinno wszystko działać.

https://forumplay.pl/showthread.php/46141-Roaming-Szwajcaria-Wprowadzenie-w-błąd-przez-5-konsultantów-po-kolei-Odwołanie
mialem podobny problem w innym kraju, ale tez z play.
po kilku telefonach zostalo wszystko pomyslnie rozwiazane

w moim przypadku nie chodzilo o stawki w danym kraju (bylem w kraju UE), ale ze w tym kraju moj telefon logowal sie z siecia z kraju nie UE, oddalonego od kraju przebywania okolo 1000 km. niestety trzeba na to uwazac i szybko reagowac.
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #16 (Edited)
No ja nie bardzo wierzę w pomyślne rozwiązanie. A przynajmniej nie takie łatwe.

Ok. Dalej w drogę. Zurych objeżdżamy szerokim łukiem i zatrzymujemy sie w Lucernie, która okazuje się być bardzo przyjemnym miastem. Centrum na pewno nie mniej ładne niż St. Gallen, a jest woda w postaci rzeczki, co zawsze robi miastom mocno na plus. Oba brzegi łączy szereg kładek z czego dwie zadaszone, drewniane. Jedna dłuższa - 204m, niby starsza - z 1333 r. (niby, bo odbudowana po pożarze w '93) znana i zapchana po brzegi japońskimi turystami - czyli Kapellbrücke (most Kapliczny/Klasztorny?). Na mostku idzie się po powoli z prądem tłumu wzajemnie się przekrzykującego i robiącego wszystkiemu po kolei zdjęcia

28. Kapellbrücke



Idąc dalej wzdłuż brzegu docieramy do czegoś w stylu zapory/progu wodnego gdzie przepływ regulowany jest ilością wsadzonych drewnianych klepek. Fajny efekt. Podobno tez stare ;)

29.


Na drugim planie widoczny drugi drewniany most - Spreuerbrücke. Krótszy (ok. 80m), 'młodszy' (1408, ale zniszczony przez powódź i odbudowany w 1566), ale imo fajniej zbudowany, przyozdobiony kilkudziesięcioma obrazami przedstawiającymi śmierć. I dużo mniej znany wśród gości z Azji, dzięki czemu praktycznie pusty pomimo, że znajduje się dosłownie kilka minut drogi od poprzedniego. Koło mostu podniesiona nad wodę ciekawa turbina, która w przeszłości zasilała miasto w prąd (wydaje mi się, że robiłem zdjęcie... widocznie coś źle wcisnąłem)

30.


31.


32. Most Młyński
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #17 (Edited)
Jedziemy dalej do Interlaken. Nie mamy internetu, więc kierujemy się na kemping, a raczej jakieś 'miasteczko namiotowe' znalezione przed wyjazdem. Zapisałem jego współrzędne, bo było podejrzanie tanie jak na to co oferowało, czyli rzekomo impreza, drinki w jacuzzi, hamaczki itd. Na miejscu się okazało, że jest haczyk. Po pierwsze znajdowało się praktycznie na granicy miejscowości będącej już pod Interlaken, więc i tak do samego miasta z buta daleko, a po drugie cena zamieszczona w Internecie obowiązywała przy wcześniejszej rezerwacji, system jak przy bietach w samolocie/ w polskim busie. Na miejscu cena była znacznie wyższa (ok. 50 CHF/noc zamiast internetowych 24 CHF), że planowaliśmy zostać tam przynajmniej 3 noce to uznaliśmy, że szukamy dalej. Korzystając z ich wifi przejrzeliśmy kempingi w okolicy i znaleźliśmy coś za 30 CHF (i tak nasz najdroższy nocleg) jeszcze jedną miejscowość dalej od Interlaken - ale skoro i tak trzeba czymś dojechać do samego miasta to nie ma to chyba już większego znaczenia. Znaleziony kemping był już typowym kempingiem, gdzie się wybierało działeczkę, parkowało autko pod namiotem itd. więc wygodnie. W dodatku 'dalej od Interlaken' oznaczało w praktyce 'bliżej gór' więc na dobre wyszło. Przynajmniej mieliśmy z obozowiska całkiem sympatyczny widok.

33. Obozowisko. Z tyłu pod płotem nasz niedmuchany, nieporęczny w transporcie, ale za to mega wygodny materac, który z powodzeniem w ciągu dnia służył jako kanapa. Jednak dobra decyzją było jego nieodsyłanie. Sprawdził się w 100%


34.I widok z perspektywy kanapy z szamką i łychą w dłoni.


W między czasie akcja Play - dzień drugi, czyli po kolejnych kilku telefonach wpisywaniu kodów podawanych przez konsultantów itd. nagle zmiana o 180 stopni i poinfomowanie nas, że to nie żadne problemy techniczne, a wszystko było naliczane prawidłowo zgodnie z umową i jesteśmy właśnie 8 stów w plecy i jeśli sie nie zgadzamy to możemy spisać hehe zgłoszenie. Po wszystkim jeszcze telefon z innego działu, czy nie chcemy przedłużyć umowy, bo na jeden numer się własnie kończy... bardzo zabawne. Jakos nie było nastroju do wychodzenia gdziekolwiek, więc reszta wieczoru spędzona na kanapie ze szklaneczką. Za kolejne 3 franki wykupiliśmy na resztę pobytu wifi (które działało tylko do 22:00-23:00 w zależności jak długo babka w recepcji siedziała) i co nieco zaplanowaliśmy na kolejne dni.
 

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #18 (Edited)
Plan na następny dzień obejmował małą eksplorację doliny, przy wejściu do której mieliśmy obóz czyli Rivendell, wróć, Lauterbrunnental. Pierwszy przystanek przy wodospadach Trummelbach. Czyli serii mniej i bardziej podziemnych wodospadów. wydrążoonych przezdośc niepozorny strumyczek. Całość jest praktycznie przy drodze, bilety po 10 CHF, w cenie wjazd czymś pomiędzy windy, a podziemnej kolejki, która wwozi na część wysokości.

35.


36. Ogólnie ciemno, woda płynie i spada szybko, więc aparat w tel nie podołał. Ale miejsce polecam. Szczególnie jak za zewnątrz praży słońce to dobre miejsce do ochłodzenia się ;) Samych wodospadów było jakoś kilkanaście praktycznie jeden po drugim, jedne bardziej inne mniej ciekawe.


Na kilometr wysokie, pionowe ściany ograniczające dolinkę robią wrażenie, ale jednocześnie dość mocno ograniczają możliwości wędrówki 'na boki. Postanawiamy więc dojechać tak daleko wgłąb niej jak to możliwe, zostawić auto na ostatnim parkingu i dalej wybrać sobie jakąś nie za długa trasę do przedreptania. Właśnie, na początku pisałem, że nie spaliśmy na dziko, tylko na campingach. To nie Skandynawia. W wielu miejscach są tabliczki zakazujące obozowania, albo wręcz informacje, że np. w całym kantonie nocowanie w namiocie/samochodzi/dowolnym pojeździe jest zabronione i karane 1000 frankowym mandatem. Więc bez dokładnego riserczu (albo schowania się :p) bym takiego noclegu w tym kraju nie ryzykował. Oki, obczajamy czasy na tabliczkach do poszczególnych miejsc, porównujemy to z mapą w telefonie i na tej podstawie układamy sobie sympatyczną pętelkę z najdalszym punktem przy jakimś ze 2, czy tam 3h oddalonym schronisku, tak żeby jeszcze za jasnego wracać. Na zdobywanie szczytów z dna dolinki trzeba by liczyć cały dzień od wczesnego rana, bo wg strzałek na najbliższy było to 7, czy tam 9h w jedną stronę... a na górze restauracja, jarmark, janusze w klapkach i azjaci, którzy dostali się tam kolejką. Taka właśnie specyfika tamtejszych gór - miasteczka zapchane turystami, najwyższe szczyty zapchane turystami, a pomiędzy praktycznie puste szlaki, na których mało kogo można spotkać. Za linią pierwszej restauracji na szlaku mijaliśmy już mało kogo. Trochę to dziwne odczucie dla kogoś przyzwyczajonego do tego, że w górach najbardziej niedostępne są szczyty. Tutaj ta 'dzika' część jest jakby otoczona od góry i dołu. W sumie właśnie 'dzika' to złe określenie. Własnie przez to, że wszystko pogrodzone pastuchem na pastwiska. Tu bramka, tu kolejka, tam tory kolejowe, pewnie gdzieś dołem biegnie tunel to w sporej części Alp nawet jak idziesz szlakiem, jest pięknie, a od godziny nikogo nie spotkałeś to cały czas nie masz tego odczucia, że jesteś gdzieś poza cywilizacją. Bo ona gdzieś tam dookoła jest, a nawet jak jej nie ma to brak odczucia pozostawał, przynajmniej u mnie.


37. Widoczek:



38. Motylek. Motylków tam masa, latają stadami, siadają na rękach, głowach, plecakach. Tutaj większość była w takich barwach:


39. Jak są motylki to musza być gąsienice:


40. Spotkaliśmy tez większe zwierzątka. Jak jaki:


Ale były też krowy, konie, owce, kozy:

41.


42.
 

·
WiFi na 4 kreski
Joined
·
9,298 Posts
a obowiazkowy widoczek z Wengen "uszczelony" ?

 
  • Like
Reactions: khan_tengri

·
Registered
Joined
·
2,542 Posts
Discussion Starter #20
Nope. Byliśmy dokładnie naprzeciwko i obserwowaliśmy sobie Wengen przez lornetkę siedząc na ławeczce przy szlaku i jedząc kanapki z nutellą smarowane ołówkiem (bo zapomniałem scyzoryka :p)
 
1 - 20 of 104 Posts
Top