SkyscraperCity banner
1 - 20 of 130 Posts

·
tararam!
Joined
·
3,601 Posts
Discussion Starter · #1 · (Edited)
Słowo wstępne

Ha.
Wątek o Krakowie. Niby było takich sporo, ale obecnie ciągle i konsekwentnie rozwijane są tylko Subiektywne spacery - jest więc chyba miejsce także i na ten. Zwłaszcza, że wychodzę z nieco innych założeń niż Mr.Amerika czy g_reg. Otóż od dłuższego czasu noszę się z założeniem wątku, który operowałby obrazem i słowem na przynajmniej równych prawach, operowałby przy tym od Sasa do Lasa - to jest od tekścików popularnonaukowych, dotyczących historii i sztuki, do zupełnie luźnego ględzenia i refleksji, ilustrując to wszystko moimi zdjęciami, ale też ilustracjami pochodzącymi z różnych innych źródeł, wnoszącymi coś do tematu, a trudno dostępnymi.

Poniżej widzicie próbę stworzenia takiego wątku.

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Opowieść pierwsza: Święty Benedykt, upiór i rotunda



Uploaded with ImageShack.us

Dawno temu, kiedy jeszcze nie istniał Kraków, a znane dzisiaj miejsca były już trochę sobą, ale tylko trochę, tak, że nikt z nas by ich nie poznał, na szczycie wzgórza nazywanego potem Na Zbóju, a dzisiaj Górą Lasoty (z czego wypływa morał, że opowieści są trwalsze niż nazwy rzeczy, których dotyczą) stał dwór pani tej okolicy. Złej pani, tak złej, ja tylko można sobie wyobrazić, gnębiącej poddanych dla czystej przyjemności gnębienia. Panowała przez wiele lat, ale w końcu zmarła, i nie pozostał po niej żaden dziedzic, który by objął władzę nad jej włościami - a więc czas, który wciąż płynął i ani myślał przejmować się losem opustoszałej siedziby, w końcu zamienił dwór w ruiny, te zaś z kolei w kamienie i pył.
Czas płynął. Niegdysiejsi poddani złej władczyni zdążyli o niej zapomnieć, a w miejscu dawnego dworu postawić maleńki kościółek.
Poddani zapomnieli, ale ich pani nie.
Rychło okazało się, że kościółek nie jest zwykłym kościółkiem, a kościółkiem nawiedzonym. Widywano w jego okolicy upiorną, spowitą w czerń kobietę, słyszano jej jęki i zawodzenia - nie mogło być wątpliwości. Miejsce było złe, nie dość, że nigdy nie cieszyło się dobrą sprawą, to jeszcze stało się siedzibą potępionej duszy.
Czas płynął dalej, powoli zaczął jednak omijać przeklęte wzgórze. Naokoło rosły miasta i wsie, wiły się drogi i trakty, a kościółek stał na wzgórzu, cichy i opuszczony, kryjąc swoją tajemnicę.
W końcu sprawę postanowił rozwiązać mieszkający nieopodal pustelnik. Jak poznał sposób ocalenia świątyni i jej lokatorki - nie wiadomo. Dość, że pewnej nocy namówił na odwiedzenie kościoła pewnego żołnierza. Wojak, któż wie, jakimi obietnicami skuszony, udał się o północy do kościoła, a tam znalazł wejście do jego podziemi i zagłębił się w nie. Dotarł w końcu do komnaty pełnej skarbów. Tam tez napotkał upiora.
Kobieta w czerni opowiedziała mu kim jest, a była właśnie owa dawną, zapomnianą władczynią. Za swoje zbrodnie została potępiona i uwięziona w podziemiach swojej siedziby - ale można ja uratować, a przy okazji pozyskać skarb. Dokona tego młodzieniec, któremu ona da mieszek złota, i który będzie musiał w ciągu tygodnia opróżnić, wydając pieniądze tylko na siebie. Żołnierz, rzecz jasna, zgodził się, wziął mieszek i wrócił, obiecując wrócić po tygodniu, bez pieniędzy, ale z mocą uwolnienia duszy czarnej damy.
Opróżnienie mieszka nie było trudne, pobliski Kraków oferował rozliczne uciechy. Po tygodniu żołnierz wracał więc do kościółka, mając w mieszku już tylko jeden grosik, którego nie wydał, i którego już wydać nie było jak. Po drodze spotkał jednak żebraka - i kierowany tyleż dobrym sercem, co odruchem rzucił mu ową ostatnią monetę.
I to koniec - żołnierz złamał warunki umowy, a dama pozostała uwięziona w podziemiach kościoła. Do dziś.


--------------


Powyższa opowieść (tu oczywiście w mojej parafrazie), pojawiająca się czasami w różnego rodzaju zbiorach legend i podań krakowskich, nigdy jednak nie udało mi się ustalić źródła jej pochodzenia - wydaje się jednak, że jest jedną z młodszych legend Krakowa. Składa się z kilku częstych toposów (zła, okrutna królowa, nawiedzone miejsce, upiór strzegący skarbu, pieniądze, misja wydania dużej sumy tylko na swoje potrzeby), cała fabuła ma chyba jednak zbyt literacki charakter jak na prawdziwą ludową legendę. Jeśli ktoś wie na ten temat wiedzę - będę bardzo wdzięczny za uzupełnienie.


-----------------


Kościół św. Benedykta, maleńki i położony na uboczu (bo rzeczywiście do dziś Wzgórze Lasoty, i szerzej, cały region tzw. Krzemionek to zielona, niezagospodarowana enklawa tuż obok centrum Krakowa) pozostaje jedną z najmniej znanych (zarówno w sensie turystycznym, jak i naukowym) z krakowskich świątyń, choć nie ulega wątpliwości, że należy do grupy najstarszych budowli sakralnych na terenie Polski.

Badany archeologicznie był tylko raz, w latach 60-tych, pod kierunkiem prof. Wiktora Zina. Dobrze, że te badania w ogóle były, niemniej szkoda, że przeprowadził je akurat Zin - ten niezwykle zasłużony popularyzator sztuki i historii badaczem był bowiem fatalnym, ale za to niezwykle wpływowym.
Nie ulega jednak wątpliwości, że wykopano wtedy relikty budowli bardzo starej - niewielkiej jednoapsydowej rotundy z przylegającą doń budowla czworokątną, którą Zin zinterpretował jako palatium (cóż, że biedniutkie i maleńkie...). Później interpretacji było zresztą więcej, w owej rotundzie próbowano bowiem upatrywać pierwszego krakowskiego kościoła benedyktynów (w istocie, w ich historii zieje spora dziura - do miasta sprowadził ich w latach 40-tych Kazimierz Odnowiciel, ale klasztor w Tyńcu ufundował dopiero 30 lat później Bolesław Śmiały), czy też wręcz jakiegoś ośrodka władzy lokalnej.
Dzisiaj interpretuje się rotundę, przez podobieństwo do licznych takich budowli z całej Europy Środkowej, jako po prostu kościół wiejski, ufundowany przez jakiegoś możnowładcę w ramach akcji chrystianizacyjnej, a wzniesiony gdzieś ok. połowy wieku XI.





Uploaded with ImageShack.us


Dzisiejszy kościół jest właściwie bezstylowy; jego rdzeń stanowi wzniesiona w miejscu rotundy w XIII wieku, jednonawowa świątynka z niewielkim, niemal kwadratowym korpusem i trochę węższym prezbiterium, wielokrotnie potem przebudowywana, przede wszystkim w XVI wieku.



No, to tak na początek :)

Ilustracje pochodzą z książek:
J. Adamczewski, Legendy Starego Krakowa, Kraków, 1989
J. Adamczewski, W starym Krakowie, Kraków, 1968
T. Rodzińska-Chorąży, Zespoły rezydencjonalne i kościoły centralne na ziemiach polskich do połowy wieku XII, Kraków 2009
 
  • Like
Reactions: C-mere

·
Optimist trotzdem
Joined
·
2,889 Posts
piękny wątek popularno-naukowy dla hobbystów szykuje się nam.
Koriat obiecał i słowa dotrzymuje.
 

·
Banned
Joined
·
5,312 Posts
Super pomysł. Fajnie sie zapowiada watek;)
 

·
przestrzeń-ludzie-miasto
Joined
·
7,692 Posts

·
tararam!
Joined
·
3,601 Posts
Discussion Starter · #9 ·
Dzięki za doping - i ciesze się, że zaprezentowana formuła odpowiada :)
Ale na częste uploady nie ma raczej co liczyć ;)
 

·
tararam!
Joined
·
3,601 Posts
Discussion Starter · #11 ·
^^
Przynajmniej na początku chyba da radę, mam trochę pomysłów i materiałów. Właściwie to następny wpis zrobiłbym dzisiaj, ale zostawiłem aparat u dziewczyny, a bez przefotografowania kilku obrazków się nie obejdzie. :lol: Więc za tydzień, w tygodniu cierpię na chroniczny brak czasu.
 

·
tararam!
Joined
·
3,601 Posts
Discussion Starter · #13 ·
Po tygodniowej przerwie wracam z nowym wpisem i nowa porcją informacji - przy czym robię to z pewną obawą, jako że temat, który wybrałem na dzisiejszą opowieść jest wysoce abstrakcyjny i zagmatwany, no i znowu dotyczący głębokiego średniowiecza - mam jednak nadzieję, że kogoś zainteresuje :)


Opowieść druga: kłopoty z katedrami, czyli co ma Kraków do Trewiru.

Ile było w Krakowie katedr?
Wydaje się, że to proste pytanie - każdy, kto interesuje się polską architekturą średniowieczną, kojarzy pewnie trzy kolejne kościoły katedralne, budowane kolejno w tym samym miejscu: 1) katedrę tzw. Chrobrowską ("pierwszą", "przedromańską"; 2) katedrę tzw. Hermanowską ("drugą", "romańską") i wreszcie 3) gotycką, zachowaną do dzisiaj.
Rzecz w tym, że sprawa jest znacznie, znacznie bardziej złożona.

Czas i okoliczności powstania biskupstwa krakowskiego nie są dokładnie znane. Zazwyczaj przyjmuje się rzecz jasna, że powołane zostało w roku 1000 - wtedy bowiem zostało, wraz z biskupstwem poznańskim, wrocławskim i kołobrzeskim (przy czym to ostatnie okazało się tworem efemerycznym) podporządkowane metropolii gnieźnieńskiej. Biskupem krakowskim został wtedy niejaki Poppon. No, i dobrze, wszystko byłoby ładnie. Ale nie jest, a winę ponosi za to pewien XIII wieczny dokument.
Dokument ów to zachowany w katedralnym archiwum katalog biskupów, który owszem, wymienia Poppona, ale dopiero na trzecim miejscu - wcześniej na krakowskiej katedrze zasiadać mieli panowie Prohor i Prokulf. Problem jest tym większy, że ów katalog nie podaje dat pontyfikatu pierwszych biskupów.
Możliwości są zasadniczo cztery:
-autorowi katalogu coś się pozajączkowało, a żadnych przedpopponowych biskupów nie było
-biskupów tych jak wyżej nie było, ale zostali dodani rozmyślnie, dla podbicia prestiżu diecezji
-biskupi ci faktycznie istnieli, a diecezja krakowska powstała wcześniej, jeszcze gdy Kraków należał do Czech
-biskupi ci faktycznie istnieli, ale nie było diecezji; działali jako misjonarze ołomunieccy (choć Bogiem a prawdą nie wiem, skąd w literaturze na ten temat wziął się ten Ołomuniec; jeśli już, mogliby chyba działać raczej z nadania Magdeburga, ewentualnie Pasawy).
Jak było, nie dojdziemy - w każdym razie pierwsza katedra krakowska musiałaby powstać jeszcze przed rokiem 1000.
Dla równowagi trzeba wspomnieć o teorii przeciwnej - wedle niekwestionowanego autorytetu w tej dziedzinie, jakim jest prof. Zygmunt Świechowski, pierwsze wielkie katedry polskie mogły powstać dopiero po roku 1018 - wcześniej siły młodego państwa polskiego były zbyt zaabsorbowane wojna z cesarzem Henrykiem V, by mogły powstawać w nim wielkie inwestycje.
Sprawy nie ułatwia fakt, że z wykopalisk archeologicznych o pierwszej katedrze dowiedzieliśmy się tyle, że była, a także, że najprawdopodobniej w jej miejscu stał wcześniej jakiś inny budynek - i tyle, niezwykle nikłe szątki nie pozwalają stwierdzić nic więcej. Na podstawie tego, co wiemy o sztuce polskiej tego okresu możemy jednak sobie ją wyobrażać jako budowlę mocno zakorzenioną w tradycji sztuki cesarstwa ottońskiego, mocno oddziałującej
na państwo pierwszych Piastów - czyżby więc pierwsza wawelska katedra wyglądała jak mniejsza i prostsza wersja np. słynnego kościoła św. Michała w Hildesheim?



W każdym razie katedra istniała. Ale gdzie tu wspomniane na wstępie problemy ilościowe?
Wprowadziła je pół wieku temu Karolina Lanckorońska. Ta skądinąd zasłużona badaczka w pionierskich latach PRL postanowiła poświecić karierę znawcy sztuki Michała Anioła i zająć się wyjaśnianiem zagadek przeszłości rodzimej.
Lanckorońska próbowała lansować tezę, że oprócz biskupa katolickiego w Krakowie rezydował jeszcze jeden - biskup obrządku słowiańskiego, rządzący diecezją powołaną jeszcze w czasach św. Metodego, który to miał rzekomo ochrzcić księcia Wiślan. Katedrą tego obrządku miał być rzekomo kościół św. Michała na Wawelu - tyle, że jego istnienie w tak wczesnym okresie jest wysoce kontrowersyjne. Niemniej w rozwijaniu tej teorii zapędzano się dość daleko - widząc np ostatniego biskupa obrządku słowiańskiego w św. Stanisławie, a w jego śmierci upatrując przejawu walki z dawnym obrządkiem popierającego Rzym Bolesława Szczodrego.

Rzecz jasna dzisiaj możemy to wszystko włożyć między bajki :)

Ale to nie koniec naszych katedralnych problemów, bowiem kilka lat temu pojawiła się kolejna teoria - też odważna, ale już sensowniejsza - która znowu stawia na głowie postrzeganie funkcjonowania wawelskiego zespołu sakralnego.

Tuż za właściwym kościołem katedralnym, czyli częściowo w miejscu dzisiejszego dziedzińca Batorego, a częściowo po pałacem króla Aleksandra wznosił się między połową XI a połową XIV wieku kościół, znany w literaturze pod wezwaniami św. Gereona lub św. Marii Egipcjanki (o problemach z wezwaniem może innym razem). Konkretnie mam na myśli rejon czerwonego prostokąta:


W ciągu ostatnich dwudziestu lat udało się całkiem nieźle rozpoznać architekturę tej budowli, ale jej przeznaczenie pozostaje do dziś zagadką. Najpopularniejsze teorie mówią, że był to kościół dworski Kazimierza Odnowiciela (bo akurat to, że powstał w czasach panowania tego akurat skądinąd zasłużonego władcy raczej nie ulega wątpliwości), bądź też tymczasowa siedziba sprowadzonych do Krakowa przez tego samego księcia benedyktynów, służąca im, zanim Bolesław Szczodry ufundował opactwo w Tyńcu.

A jaka jest ta obiecana nowa teoria? Żeby lepiej ją zrozumieć, dobrze będzie spojrzeć najpierw na poniższe ilustracje:





Na pierwszym obrazku, czyli planie Wawelu gdzieś po połowie XII wieku kościół św. Gereona to niewielka, podłużna świątynia blisko górnego lewego rogu, między katedrą a książęcym palatium. Na drugim to kościół po prawej, bezpośrednio za katedrą - przy czym obie ilustracje ukazują moment, w którym pierwsza katedra została już zastąpiona przez drugą, "hermanowską", stojącą wszakże w dokładnie tym samym miejscu.

Mieliśmy więc dwie spore bazyliki stojące grzecznie w linii, jedna za drugą, do tego wolnostojące baptysterium (no... prawdopodobnie) i sporo mniejszych kościółków rozsianych wokół. Coś takiego nazywa się z niemiecka kirchenfamilie , rodziną kościołów, dla podkreślenia, że skupiony wokół świątyni dominującej zespół jest ideowo i funkcjonalnie powiązany.
Sęk w tym, że dominujące świątynie były na dobrą sprawę były dwie, cała reszta to drobnica. Dwa duże kościoły tak blisko siebie, że prawie się przytulają, z czego jeden to katedra.
I teraz już prosto do celu: sytuacja ta mogłaby zostać uznana za lokalne kuriozum, albo w ogóle nie zostać uznawana za nic konkretnego, gdyby nie fakt, że ma pewne konkretne analogie.
Otóż w chrześcijaństwie późnego antyku i wczesnego średniowiecza popularne było rozwiązanie określane dziś mianem katedry podwójnej - biskup nie miał jednego kościoła, ale dwa, stojące obok, i wzajemnie uzupełniające się funkcją - okazalsza z katedr przeznaczona była tylko do sprawowania liturgii w największe święta, albo też część świat celebrowano w jednym koście, a część w drugim - różnie. W każdym razie takich zespołów powstało sporo. Żeby nie być gołosłownym, pokażę jeden, najlepiej zachowany. W Trewirze:



Uploaded with ImageShack.us

Tamtejszy zespół składa się z ogrmonej, częściwo jeszcze późnoantycznej, a częściwo ottońskiej katedry (której kawałek widac na zdjęciu po prawej), oraz stosunkowo niewielkiego kościoła mariackiego, w obecnej postaci arcydzieła wczesnego niemieckiego gotyku (na zdjęciu na wprost).
Tak to wygląd w Trewirze. Kościoły niemal połączone architektonicznie i ściśle połączone liturgicznie.
W Trewirze... A czy tak było u nas?
Zdaniem autora omawianej koncepcji, Tomasza Węcławowicza - tak. Kościół św. Gereona był drugą katedrą krakowską, uzupełniającą pierwszą, wszystkim dobrze znaną.
Tyle, ze nie ma na to żadnych dowodów, poza samą bliskością obu budowli. Zachowane źródła na ten temat milczą.
Węcławowicz idzie jednak dalej, sugerując, że św. Gereon mógł być w związku z tym areną kilku wydarzeń, jednoznacznie wiązanych przez źródła z "właściwą" katedrą - przede wszystkim koronację Władysława Łokietka (!!!) i pierwszy ślub Kazimierza Wielkiego. Czy można te rewelacje traktować poważnie? Pierwszą - niekoniecznie, drugą - być może.
Przeniesienie przez Węcławowicza Łokietkowej koronacji do Gereona wiąże się z odkryciami archeologicznymi dokonanymi ok. roku 2000, które jeszcze abrdziej nam to wszystko komplikują. Wynika z nich bowiem, że, zostawiając na chwilę kwestię podwójności, obecna, doskonale znana katedra nie jest trzecią, a czwartą - czy raczej "trzecią i pół" w tym samym miejscu...
Tą dodatkową katedrą jest mianowicie kościół, który zaczął budować ok roku 1300 bikup krakowski Muskata, pochodzący z Wrocławia, a będący w Krakowie półoficjalnym namiestnikiem króla czeskiego Wacława II, sprawującego podówczas władzę także i nad naszym krajem. Że był to przy tym człowiek aktywny i energiczny - wiedziano od zawsze, ale nie, że tak, żeby zaraz porywał się na budowę nowej katedry. Wygląda jednak na to, że się porwał - co nieco wyjaśni tu może obrazek:

[/URL] Uploaded with ImageShack.us[/IMG]

Ja głosi podpis - elementy całkiem zaczernione to fragmenty, które udało się wykopać. Reszta to raczej naciągana rekonstrukcja całości planowanego założenia.
W każdym bądź razie - zdaniem Węcławowicza Muskata wyburzył katedrę hermanowską prawie w całości, zostawiając tylko masyw zachodni - a więc funkcje katedry miałby wówczas - to jest między ok. rokiem 1300 a 1346, kiedy konsekrowano prezbiterium obecnej katedry - pełnić wyłącznie kościół św. Gereona, który to swoją drogą zaraz potem przestał istnieć jako osobna budowla - prezbiterium zostało włączone do nowobudowanego pałacu Kazimierza Wiekiego jako kaplica, zaś korpus zrównany z ziemią.

A ile w tym wszystkim prawdy? Cóż, jednoznacznie stwierdzić się nie da, a nie jest to chyba miejsce na poważne dociekania, skoro wpis i tak zrobił się niemożebnie długi. Do następnego razu zatem, mam andzieję, że ktoś doczytał do końca ;)
 
  • Like
Reactions: C-mere

·
przestrzeń-ludzie-miasto
Joined
·
7,692 Posts
A ile w tym wszystkim prawdy? Cóż, jednoznacznie stwierdzić się nie da, a nie jest to chyba miejsce na poważne dociekania, skoro wpis i tak zrobił się niemożebnie długi. Do następnego razu zatem, mam andzieję, że ktoś doczytał do końca ;)
Dla mnie i tak za krótki ;)
Czekam na kolejne uploady, oby jak najszybciej bo jest baaaaaaaaardzo ciekawie :cheers:
 

·
przestrzeń-ludzie-miasto
Joined
·
24,153 Posts
^^
Bardzo ciekawe.
Z tego rzutu chyba wynika, że Muskata chciał wybudowac katedrę znacznie wiekszą niż obecna?
 

·
Let's go digging
Joined
·
7,968 Posts
Wow, jestem pod wrażeniem, iście benedyktyńska, nomen omen opowieść pierwsza, robota. Bardzo ciekawy wątek się zapowiada, będę zaglądał i się zagłębiał w twoje opowieści :cheers:
 

·
Registered
Joined
·
11,386 Posts
Super!
Jako, że mam bzika na punkcie czakramu;)


Legenda, ciekawe, czy prawdziwa;)
Podczas zabawy, Kazimierz znudzony stałą opieką wojowników, strzegących jego bezpieczeństwa, postanowił pozbyć się ochrony. Zszedł po skale i wszedł do ciemnego podziemnego korytarza. W pewnej chwili zgubił drogę, a zauważywszy w oddali światło, podążył za nim. Chłopiec dotarł do oświetlonej w naturalny sposób jaskini. Tam usłyszał głos, który powiedział, że jest kamieniem, ukrytym od wieków i nakazującym mu i jego następcom osiąść na wzgórzu, by stworzyć potężne państwo. Chłopiec wyszedł z jaskini i powrócił z ojcem do stolicy. Po śmierci Bolesława Chrobrego i Mieszka II, Kazimierz musiał uciekać z Polski. Nie zapomniał jednak o swoich prawach do tronu i w odpowiedniej chwili powrócił do kraju, osiadł - zgodnie z głosem kamienia - na Wawelu. Od tamtej pory tworzył podwaliny potężnego i wielkiego państwa polskiego, a jego samego nazwano Odnowicielem.

I to by pasowało, bo kościół o którym wspominasz był zbudowany dokładnie w miejscu gdzie teraz ludzie przytulają się do ścian zamku, a może Kazimierz chciał w ten sposób odwdzięczyć się tajemniczej sile - chciał uczcić kamień, budując nad nim świątynie, która póżniej uznana za wrogą chcrześcijaństwu została rozebrana?

Legendy mają zawsze ziarenko prawdy w sobie;)
 

·
tararam!
Joined
·
3,601 Posts
Discussion Starter · #18 ·
Z tego rzutu chyba wynika, że Muskata chciał wybudowac katedrę znacznie wiekszą niż obecna?
Niekoniecznie. Oczywiście mogło tak być, ale to wszystko gdybanie i chciejstwo interpretatora. Ten sam rzut pokazuje przecież, że fragmenty rzeczywiście wykopane (jednolicie czarne) nie sięgają nawet dzisiejszego transeptu, a poza tym znajdują się tylko po jednej, północnej stronie - a więc nie ma tu tak naprawdę pewnych podstaw do wnioskowania o długości i szerokości kościoła. Węcławowicz uznał, że miała to być mniejsza wersja kościoła cystersów w Sedlcu (dziś dzielnica Kutnej Hory), otoczonego szczególną troską królewską, a fundowanego chyba jeszcze przez Przemysła Otokara II. Rzecz w tym, że wcale nie musiało tak być, a nawet jeśli - prezbiterium z transeptem przedstawione na rekonstruowanym rzucie pokrywa się mniej więcej z obecnym. W takim wypadku być może planowano korpus równie nieproporcjonalnie krótki, jak w katedrze Łokietka, bo pełnych proporcji
sedleckich tak czy siak zastosować się na Wawelu nie da:

 

·
tararam!
Joined
·
3,601 Posts
Discussion Starter · #19 ·
Legendy mają zawsze ziarenko prawdy w sobie;)
Mają. Tyle, że czasem to pestka brzoskwini, a czasem ziarenko piasku ;)



Cieszę się, że się podoba :)
 
1 - 20 of 130 Posts
Top