SkyscraperCity Forum banner

[Lublin] Początki czyli opowieści Jartaka

17490 77
Wątek, który niniejszym ośmielam się założyć ma w zamyśle stać się forum wymiany poglądów na temat historii miasta Lublina w pierwszych wiekach jego istnienia. Celem jest zilustrowanie jego rozwoju zarówno za pomocą informacji słownych jak i wizualnych, pochodzących ze źródeł, jak i będących wynikiem rekonstrukcji.

Opowieść 1
Skąd pochodzi nazwa Lublin?

Pytanie to zadają sobie wszyscy, którzy dotykają historii Lublina, szczególnie okresu jego powstania. Od tego pytania nie sposób po prostu uciec jeśli zamierza się przedstawić wizję początku miasta. Nie ma potrzeby prezentowania w tym miejscu wszystkich autorów oraz ich koncepcji pochodzenia i zmian nazwy. Myślę, że wystarczy przywołać artykuł S. Warchoła z roku 1961*), gdzie autor poddał w nim krytyce dotychczasowe koncepcje pochodzenia nazwy miasta i doszedł do wniosku, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest przyjęcie, że nazwa Lublin pochodzi "od hipokrystycznej postaci imienia męskiego Lubla". Zainteresowanych odsyłam do artykułu ale warto w tym miejscu podkreślić, że najsłabszym ogniwem tej hipotezy jest brak potwierdzenia w źródłach istnienia imienia Lubla. Lubla to imię wymyślone.
Zdawałoby się, że kwerendy w źródłach nie mogą przynieść już nic nowego w tej kwestii, a jednak! Lektura najnowszego opracowania "Kroniki halicko-wołyńskiej"**) przynosi nam taki oto tekst:
"... Li|twa i Jaćwież wojowali i powojowali Turijsk | i około Kumowa i aż do Czerwienia, i bili się u bram | czerwieńskich i zasadzka w Uchaniach była. Wówczas ubito | Matieja, zięcia Lubowego ...".
Dodatkowo w przypisie do tego tekstu czytamy:
"Obie postaci (Matiej i jego teść Lub=Ljub) wzmiankowane są tylko w tym ustępie źródła [...]. W momencie śmierci najwyraźniej służyli braciom Wsiewołodowiczom [...]. Poza tym nic więcej nie wiemy."
W taki to oto sposób z mroków historii wyłoniła się postać z krwi i kości, ruski bojar, postać jak najbardziej historyczna, którego imię niesie ze sobą źródłosłów starosłowiańskich imion: Lub|omił, Lub|osław, Lub|gost, Lub|owid, Lub|omysł ale i Ljub|ow, czy tak "pozytywnego" czasownika jak lub|ić ale i ljub|it'.

Stawiam zatem tezę, że nazwa Lublin pochodzi od imienia Lub.

Kim był "nasz" Lub? Rusinem, Polaninem, Lędzianinem?
Tak jak wtedy nie było, tak i dzisiaj nie jest to istotne.
Myślę, że był tutejszy i bardzo się cieszę, że się odnalazł.

*) Warchoł S., Pochodzenie i znaczenie nazwy Lublin, "Rocznik Lubelski" 1961, t. 4, s. 7-20.
**) Dąbrowski D., Jusupowić A., Kronika halicko-wołyńska. Kronika Romanowiczów, Kraków -Warszawa 2017, s.101

PS. Ktoś może zapytać jeszcze: Zaraz, a kim był Jartak?
Jartaka przedstawię następnym razem :)
1 - 2 of 2 Posts
Też ostatnio siedziałem nad tym fragmentem. Dalej jest jeszcze ciekawiej, ponieważ do Lublina przyjeżdżają z zebranymi naprędce siłami zarówno Konrad, jak i Jerzy, syn Lwa halickiego, obaj w tym samym celu – otóż ktoś podpuścił ich, że, niech będzie, lubelacy, wzywają ich do Lublina, by udzielić poparcia w staraniach o tron w Krakowie. Jednak kiedy przyjechali, owiż lubelacy nie wpuścili na zamek (gród, w Kronice tak się nazywa i zamki, i miasta, ale chyba tylko zamek miał wtedy fortyfikacje) ani Konrada, ani Jerzego, twierdząc, że nie wiedzą, o co chodzi. Rzecz skończyła się splądrowaniem okolicy przez Jerzego i sromotną ucieczką Konrada. Jartak może więc i był lubelakiem, ale przy tym pełnił jakąś rolę w niejasnej intrydze, która skończyła się dla Lublina cokolwiek tragicznie.
Imo są w tym jednak jeszcze dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, świadectwo świadomości politycznej jedności Małopolski. Lublin leżał formalnie w księstwie Sandomierskim, ale to prawie zawsze było w unii personalnej z księstwem krakowskim. Otóż tłumacząc Konradowi, że chyba go pokhmhm, lubelacy stwierdzili, że im do wyboru księcia nic, bo "głową nam Kraków. Tam wojewodowie nasi i bojarzy wielcy. Jeśli będziesz panować w Krakowie, to my gotowi będziemy być twoimi".
Druga rzecz jest bardziej zagadkowa. Otóż Konrad, widząc zbliżające się wojsko halickie, jął spiekhmhm "do wieży ku mnichom". Nie chodzi, jak przytomnie zauważają wydawcy, o sławną wieżę zamkową, bo przecie go na zamek nie wpuszczono, ale jakąś inną – otóż jaką, zwłaszcza, że pierdołowaty książę szukał w niej schronienia, i jeszcze byli tam jacyś mnisi?
Opisywane zdarzenie miało miejsce w październiku 1288 r., zaraz po śmierci księcia Leszka Czarnego.
Kim był człowiek o tak nietypowym imieniu? Tego niestety nie wiemy.
Ale z treści wiemy jedno: był mieszkańcem Lublina i zapisał się na kartach historii jako pierwszy, "zwyczajny" lubelak (dla niektórych lublinianin lub lubliniak ;)).
Nie archidiakon lub kasztelan, których imiona znajdziemy na kartach polskich kronik, i którzy raczej nie pochodzili z Lublina.
Jartak został uwieczniony tylko w kronice ruskiej.
No cóż, sądziłem, że to może być wstęp do ciekawej dyskusji, skoro jednak wolisz popisywać się niedorzecznym czepialstwem, służę uprzejmie:

^^
Sugerowałbym jednak jeszcze raz wrócić do tego tekstu, gdyż można z niego o wiele więcej wyczytać i skorygować błędy, choćby takie: Konrad przed nikim nie uciekał. Ponieważ nikt go nie gonił.
No więc Konrad najpierw, zobaczywszy obce wojsko, śpiesznie oddalił się k'owej tajemniczej wieży, a gdy Rusini wzięli się do pustoszenia, "pojechał do siebie wziąwszy na siebie wstyd wielki. Lepiej, aby nie żył był". Ok, nie uciekał, dokonał taktycznego odwrotu. Mimo wszystko pozwolę sobie zauważyć, że według Słonika Jeżyka Polskiego PWN pierwsze znaczenie czasownika "uciekać" to «oddalić się szybko z jakiegoś miejsca, aby uniknąć niebezpieczeństwa, kłopotów lub nieprzyjemności»
https://sjp.pwn.pl/szukaj/uciekać.html
O ile więc według źródła rzeczywiście nikt księcia Konrada nie gonił, to niewątpliwe oddalał się on szybko z Lublina, aby uniknąć dalszych kłopotów i nieprzyjemności, albowiem sporo ich już go tam spotkało. Czyn jego tedy spełniał znamiona ucieczki.


Oczywiście, że w tekście chodzi o gród a nie o zamek. W XIII w. mamy do czynienia z obiektem otoczonym drewniano-ziemnym wałem, w którego skład wchodzą drewniane zabudowania, czyli z grodem (potwierdzają ten fakt wyniki badań archeo na wzgórzu).
Zamek, czyli obiekt murowany, z kamienia i cegły, pojawi się dopiero za ok. 100 lat, za czasów Kazimierza Wielkiego.
Obawiam się, że bazujesz na jakimś nieporozumieniu terminologicznym. Otóż generalnie w środkowoeuropejskiej nauce (nie tylko w Polsce, ale też w np Czechach, gdzie badania nad zamkami rozwijają się bardzo żywo) o zamkach w XII-XIII wieku mówi się w przypadku obiektów obronno-rezydencjonalnych, w którym pojawiają się elementy murowane, wywodzące się już z rozwiniętej tradycji zamków zachodnich. Właśnie dlatego mówi się o zamkach z czasów Bolesława Wysokiego i Henryka Brodatego we Wleniu, Legnicy czy Wrocławiu, które w tym okresie miały całkiem lub prawie całkiem ziemno-drewniane wały, ale też murowane stołpy lub wieże mieszkalne. Dlatego też ostatnio mówi się, że za pierwszy zamek tego typu w Polsce trzeba by uznać Wawel, bo murowana wieża obronna powstała tam przed połową XII wieku. Ba, za Tomasem Durdikiem nawet takie niekiedy wręcz efemeryczne, militarne gródki przystosowane jednak do zadań nowego typu nazywa się "zamkami typu przejściowego". Skoro więc jesteśmy w czasach po śmierci Leszka Czarnego, a w rezydencji lubelskiej z wielkim prawdopodobieństwem stoi już murowany donjon (bo teza Florka i Rozwałki o wzniesieniu go przez Wacława II jest cokolwiek bzdurna) – to powszechny konsensus terminologiczny pozwala bez większych wątpliwości nazwać go zamkiem. Inna rzecz, że takich wątpliwości nie mieliby też współcześni, skoro chociażby kilkadziesiąt lat wcześniejsze efemeryczne i zapewne zupełnie pozbawione elementów kamiennych forciki budowane w Małopolsce przez Henryka Brodatego lub Konrada Mazowieckiego nie są w źródłach nazywane inaczej, niż "castrum".

Gdybyś jednak zechciał zadać sobie trud przeczytania mojego posta ze zrozumieniem, to jednak może dostrzegłbyś, że chodziło mi o coś zupełnie innego. Dwojakie znaczenie słowa "gród" w Kronice halicko-wołyńskiej dobrze widać w przypadku Krakowa, gdzie z jednej strony mowa o "cerkwiach" dominikanów i franciszkanów w grodzie w Krakowie, a z drugiej o oblężeniu grodu bronionego przez załogę Probusa, gdzie chodzi ewidentnie o Wawel.


Nie rozumiem też na czym miałaby polegać tragedia Lublina w owym czasie.
"Jerzy usłyszawszy te słowa rozpuścił drużynę swoją wojować i wzięli zdobyczy wiele, a zboża popalili i sioła i nie zostało [nic]". Nie no, same przyjemności.

Sprawa jest skoplikowana i nie można jej wyjaśnić bazując tylko i wyłącznie na tym tekście. Trzeba pochylić się nad całością stosunków w Małopolsce i przynajmniej nad tymi łączącymi Ruś z Piastami.
A jakież to mamy inne dokładne źródła o wojnie sukcesyjnej po Leszku Czarnym? Rocznik Traski, w którym wydarzenia lubelskie to czarna dziura, bo informuje dopiero o odbiciu Lublina w 1302, po "wielu latach" (ale o tej okupacji z kolei milczy Kronika halicko-wołyńska)? Czy Kronika katedralna krakowska, oględnie mówiąca o wojnie, ale w ogóle nie z tej perspektywy, i na dodatek spisana dopiero ok 1380? Przecież Kronika halicko-wołyńska, choć jest, jaka jest, nie bez kozery od dawna funkcjonuje w polskiej nauce, na przykład obficie wykorzystywał ją Paweł Żmudzki w monografii Leszka Czarnego, bo nic lepszego nie ma. Ale skądinąd pewne kwestie sporne rozstrzyga się ostatnio jednak na korzyść KHW – np. Kronika katedralna informuje o drewnianych fortyfikacjach Wawelu w tym czasie, KHW o kamiennych, niedawno Dariusz Niemiec za bardziej wiarygodne uznał to drugie.


:wave:
1 - 2 of 2 Posts
This is an older thread, you may not receive a response, and could be reviving an old thread. Please consider creating a new thread.
Top