SkyscraperCity Forum banner

[Lublin] Potwory i spółka czyli kamienica Konopniców:-)

25364 Views 49 Replies 17 Participants Last post by  hubertkm
Jedna z najciekawszych nie tylko w Lublinie. W murach późnogotycka, przełom XV/XVI wieku, przbudowana na przełomie XVI/XVII, gdy była własnoscią Sebastiana Konopnicy i jego żony Katarzyny z Kretków. Najciekawsza jest fasada kamienicy, z unikatową dekoracją rzeźbiarską, zamontowaną w ścianie w 1603 roku (jak świadczy napis na jednym glifie). Nie wiadomo kto doklądnie wykonał te rzeźby, ale formy wskazują na warsztat Jana Wolffa, czynnego od końca XVI do poł. XVII wieku rzeźbiarza i sztukatora, który pozostawil po sobie lm.in. nagrobki w Radzyniu Podlaskim i Uchaniach (ciut wcześniejsze niż rzeźby na kamienicy) oraz liczne dekoracje kościołów, m.in. w Turobinie, Czemiernikach i Uchaniach.
Attyka rekonstruowana. Całosć niedawno odnowiona przez prywatnych właścicieli. Jak słyszę jakie ceny mają środki do konserwacji kamienia, to wolę sobie nie wyobrażać, ile musieli wydać na ten remont...
Fotki robiliśmy we dwoje, dwoma aparatami, wydzierając sobie lepszy z rąk - nie wiem teraz które są czyjego autorstwa :D





































I na koniec moje ulubione smoki
1 - 20 of 21 Posts
Kamienica jest własnością prywatną, ale właściciele wynajmują ją miastu - od wielu lat mieści się tam przedszkole. To musi być cudowne dzieciństwo - w środku są jeszcze kolumny międzyokienne, drewniane oryginalne stropy (szkoda ze nie malowane..) itd. :D Wkrótce fotki wnętrza.
Niedawno remontowano też piwnicę - ma być tam chyba jakaś kolejna knajpa. Ciekawe, czy godziny otwarcia knajpy będą sie pokrywać z godzinami działania przedszkola?
No to lecimy dalej:
Wnętrze - zachowały się kolumny międzyokienne. Są identyczne, więc na fotkach jedna z nich






Kolumny są nieźle zachowane, ale nie rewelacyjnie - przez kilka stuleci były zamurowane, odkryto je w latach 50tych XX wieku. Odkryto jeszcze rozmaite drobiazgi, kawałki portali itp., ale bylo tego zbyt mało, by cokolwiek rekonstruopwać lub eksponować.

Zachowały się też stropy, w sumie niezbyt interesujące, ale oryginalne i z datą wykonania: 1597. Jak łatwo policzyć Sebastian Konopnica przebudowywał swój domek przy Rynku przez co najmniej 6 lat, skoro rzeźby fasady zamontowano w 1603.





Sklepione pomieszczenie parteru

Nie jest tak źle, jak się powszechnie uważa. W zeszłym roku wyremontowano dwie kamienice na prawo od tej i całość, ale niestety bez fasady, kamienicy na lewo od niej (Rynek 11). Cały Rynek 10 włącznie z fasadą. Jak na razie straszy Rynek 9, ktory ma wyremontowany tylko parter. Generalnie w ciągu ostatnich dwóch lat ta pierzeja Rynku znacząco się poprawiła - a zaczęło sie od tej, która jest tematem wątku - widocznie sąsiadom (w tym miastu :D ) trochę sie wstyd zrobiło, jak zobaczyli tę po remoncie. W tym roku szykuje się m.in. remont kamienicy Chociszewskiej (Rynek 6). W zasadzie najgorzej wygląda pierzeja zachodnia, a reszta jest w porządku - ale pozostają stereotypy...
Prawda jest taka, że w Lublinie nie ma wcale więcej zaniedbanych kamienic niż w innych polskich miastach, tyle tylko, że w więksozści odnowione są całe rynki i główne pierzeje ulic, a jak się wejdzie w podwórko czy w boczną - wtedy robi się tragedia, podczas gdy w Lublinie odnowione i czekające na to mieszają się ze sobą, co powoduje wrażenie mniejszego zadbania.
Brak docenienia wynika z wielu spraw: przede wszystkim braku odpowiedniej promocji Lublina. W środowisku naukowym akurat staromiejskie kamienice są znane, gorzej z innymi zabytkami miasta, np. sakralnymi - tu sprawa nieco inna, w zdecydowanej większosci pięknie poodnawiane przez ostatnie lata, a w literaturze naukowej poza kilkoma ważniejszymi - nieobecne.
Cała pierzeja wygląda teraz tak:

Nie mam niestety innego zdjęcia - przy okazji zrobię. Mimo kąta widać, że odnowione mieszają się z czekającymi - i stad wrażenie nieporządku.
Przecież masz. Czy najstarsze fragmenty pałacu Branickich to nie jest przez przypadek wcześniejszy zamek z XVI wieku? A i kościół parafialny niewiele młodszy - l. 30-40 XVII wieku, jeśli dobrze pamiętam.
Fakt, że w Lublinie z tego okresu jest paręset obiektów, ale mimo wszystko macie dość stare i u siebie.
MAR_tm said:
chciałbym mieć choć namiastkę budynku o takim roczniku u siebie w mieście :bash:
Elewacje są pochyłe, ale i moje zdjęcie nie do końca trzyma pion :D
Pochyłość elewacji lubelskich kamienic to ciekawa sprawa. W zasadzie to jest po protu ciągłe oskarpowanie. To wtórny efekt. Pierwotnie ściany były proste, ale po wieloletnim drążeniu piwnic w lessie pod miastem kamienice pękały i podpierano je w XVIII w. ten sposób, często przy okazji zamurowując stare portale, obramienia okien itd., które teraz co jakiś czas się odkrywa.
MAR_tm said:
dobrze, niech będzie, że się źle wyraziłem - chciałbym mieć tego zdecydowanie więcej, najlepiej w formie kamienic, ale nic, koniec offtopa



jakże eksploatowane, a jakże piękne ujęcie - ciąg kamieniczek, do tego z pochyloną elewacją przy przyziemiu coś w sobie ma!

gdzie taki tekst proszę ocenzurować i opisać fachowym słownictwem ;)
W Zamościu jest prościutko. To lubelski fenomen - przez te lessowe piwnice - po prostu drążyli je bez obmurowywania i po pewnym czasie sie walilo :D
Gdzie indziej ściany zostaly proste do dziś.
Owszem, ale to "normalne" skarpy, nie przez całą elewację :D
no.morro said:
W Krakowie za to są dodawane do elewacji skarpy (bardzo ładne bo wapienne). To podobno przez dość grząski krakowski grunt.
no.morro said:
Czy w Lublinie na rynku były przedproża jak w Krakowie?
Za mało miejsca było na przedproża. Jest za to inna specyfika - charakterystyczne wejscia do piwnic (przy kazdej kamienicy niemal), gdiz emieściły się winiarnie, sklepy itp. M.in. słynna winiarnia w kamienicy Lubomelskich, z unikatowymi freskami z XVI wieku, mieści sie w takiej piwniczce dostępnej bezpośrednio z rynku. O kamienicy Lubomelskich - drugiej najważniejszej w Lubline - też obiecuję wątek, ale muszę zebrać zdjecia.
W kazdym razie te zejścia do piwnic (nie mam teraz fotek, ale obiecuję jutro lub pojutrze zribić i wrzucic) weszły dosc głęboko w miejscową tradycję - i zdarzają sie nawet przy kamienicach z pocz. XX wieku, w nowszej częsci śródmieścia.
Wejscia z klatki schodowej dokąd? Bo nie bardzo rozumiem.
Wejścia do kamienic były bezpośrednio z rynku/ulicy, po dwóch, góra trzech schodkach, bezpośrednio do sieni. Klatki schodowe na ogół są w tylnym trakcie, od podwórza, a ponadto wiele kamienic ma drewniane balkony opinające całe dziedzińce, i niektóre oficyny:
Dla gospodarzy - od wewnątrz i do magazynów - a dla klientów - z rynku :D Dosć oczywiste rozwiązanie.
Pozdr.
no.morro said:
Chodziło o wejscie do piwnic. Mogly byc z klatki, z sieni (np w Krakowie) i jak widze "z fasady".
Bodajże wapienie pińczowskie, spytam moją Madzię, ona wie (jak jużmówiłem, pisała o tej elewacji magisterkę. W każdym razie deekoracje wykonano w Piczaowie, a na miesjcu zestawiono - podobnie jak różne nagrobki w polskich kosciołach czy portale. To wszystko wykonywano w warsztatach pryz kamieniołomach (Czerna, Pińczów, Chęciny, Janowiec itd.) a transportowano na miejsce już gotowe do złożenia elementy.
Widocznie uznali, z epóki co nie ma jeszcze takiej potrzeby. Ja i tak jestem pod wrażeniem tego remontu. Przecież ok. 1 mln to mogło pochłonąć...
^^Spytam, ja go widzialem tylk na zdjęciu z dokumentacji konserwatorskiej. Zdaje się, ze z poziomu gruntu nie jets widoczny.
Co kamienicy Lubomelskich - postaram się :d
Adres to Rynek 8 (ta gdzie mieści się Zadora, Galeria Sceny Plastycznej KUL i Biuro Promocji Miasta. Najciekawsze są w niej malowidła: w piwnicy (w knajpie) i na patrerze, tam gdzie galeria. Malowidła unikatowe w skali Europy Środkowej, nie tylko Polski.
Z Sobieskimi to było takie typowe chciejstwo dziewiętnastowiecznych badaczy. Komuś sięubzdurało, ze ten wąsaty jegomosć na medalionie to hetman żółkiewski i co za tym idzie kamienica z pewnoscią należała później do jego prawdnuka Jana III :D I dlatego wlaściwie do poł. XX wieku określano ten budynek jako kamienicę Sobieskich.
Oczywiscie jest to bzdura, a Sobiescy mieli w Lublinie od XVI wieku okazały pałac na Żmigrodzie. To obecny budynek Politechnii Lubelskiej, tam, gdzie studiuje Kylo :D
Gwoli ścisłości dodam jeszcze, że obecną formę palac Sobieskich uzyskal w XIX wieku. Niejaki Boczarski robudowal go na młyn. Dobudowano tę masywną wieżę na środku, a na niej były skrzydla wiatraka, umieszone nietypowo, bo płasko, na wierzchu. Niestety splajtowal, a ludzie ukuli powiedzenie "wyszedł jak Boczarski na młynie".
Jeszcze? Jakis czas temu mówiono, że jużwsyztsko poustalane i remont pewny?
Się zgadza :)
W Pałacu jest teraz wszystko o czym wspomniał inz_Krys plus początki Wydziału Architektury, który pewnie w przyszłości powstanie. Mamy tam zajęcia kilka razy w tygodniu, dla studentów przeznaczono lewe skrzydło. Mieszczą się tam 3 pracownie i pokoiki do picia kawy :) Cały budynek jest w opłakanym stanie, podobno ma być niedługo wyremontowany ale są kłopoty z ostatecznym określeniem własności.
^^Tak sądzisz?
No to Cię zaskoczę: większość z tego, co widzisz na kamienicy, pochodzi z wzorników Vredemanna de Vries i kilku bliskich mu kolegów. I nie zostało w żaden sposób zmienione. A teraz nazwij sobie cały Gdańsk z tego okresu najbardziej prowincjonalnym miastem manierystycznym epoki - bo tam Vredemann też działał. Popatrz sobie choćby na arsenał, a zobaczysz podobne motywy, wcale nie wykonane "lepiej", cokolwiek by to znaczyło.
Kamienie pochodzą z kamieniołomów pińczowskich a wykonali je ludzie współpracujący z Santi Guccim. I wyszło na to, ze nie ma bardziej prowincjonalnego manieryzmu niż Gdańsk i Florencja :lol:
A co to w ogóle znaczy "prowincjonalny"? To wcale nie jest takie jasne pojęcie, kolego toRRone.
I jeszze pozostaje pytanie, czy tzw. "niderlandyzm" rzeczywiscie mozna nazywać manieryzmem?
Z włoskiego punktu widzenia, to wszystko to totalna prowincha. :D
A polichromowane było wtedy właściwie wszytsko - u was też. I nie była to żadna pstrokacizna. Akurat w tym przypadku nie udalo sie ustalić, jakie byly kolory polichromii - przez 400 lat deszcze zrobiły swoje.
Ale o co Ci chodzi z tą "perłą? Chyba pomyliłeś wątki z mojej sygnaturki.
No widzisz, to jest pierwszy problem - jak wyglądały oryginały? Skad pewnosć, ze rzemieślnicy z północy stali na wyższym poziomie? Interesujące więc, że nasi zleceniodawcy do realizacji motywów niederlandzkiego pochodzenia (a tak naprawdę włoskiego, bo Vredemann to jedna wielka zżynka :D ) zatrudniali Włochów? No i nie jest jasne skąd pochodizł Wolff - sporo wskazuje, ze z północy ;)
Jakby chcieli, to by sprowadzxali rzemieślników z niderlandów - tak jak naukowców (np. na dworze Feliksa Słupeckiego w Opolu Lubelskim kilka lat przebywał Piotr Bertius, profesor z Lejdy, potem z synem Feliksa Jerzym Słupeckim miał się do Polsi wybrać Grocjusz, ale cvoś tamnie wyszło, w każdym razi eGrocjusz nadal z Jerzym korespondował i nazywał go swoim najzdolniejszym uczniem - korespondencja opublikwoana przez Stanisława Kota w latach 20tych - dostępna w każdej lepsszej bibliotece)
A w ogóle po co było sprowadzać? Czy jesteś pewien, z epółnocni rzeźbiare mieli poziom lepszy niż np. Jan Michałowicz, "urendoviae educatur", jak mu napisano na nagrobku w łowickiej kolegiacie perymasowskiej. A wiesz jak dziś wygląda Urzędów?

2. nie zgodzę się. nie widziałem na oczy oryginałów ale stawiam skrzynkę, że rzemieślnicy z północy (w tym przypadku zdaje się warsztat Willema van der Meer) stali na nieco wyższym poziomie. obecnie większość rzeźb to kopie autorstwa niemieckich profesorów z XIX w. (te lepsze) lub wręcz powojenne rekonstrukcje (te gorsze, na szczęście znikomy procent)
3. no nie oszukujmy się - Gucci nie może być uznawany za wielkiego mistrza tylko dlatego, że pochodził z Florencji - to był raczej przeciętny artysta, który w ojczyźnie po prostu by przepadł, a tak zrobił karierę w egzotycznym kraju za górami, za lasami.
Nie uważa sie go za wybitnego tylko dlatego, że pochodził z Florencji, a za przeciętnego ciężko go uznać, prędzej Vredemann był przeciętniakiem. O Florencji sam Vasari pisał, ze w jego czaach kształciła tylu artystów, że na miejscu nie znajdowali zatrudnienia - i nie chodziło tu o poziom, ale o liczbę. Ludzie wykształceni we Florencji pracowali np. w Mediolanie czy Rzymie - Leonardo, Michał Anioł, to wszystko toskańczycy. Manieryzm sam w sobie jako zjawisko teżrodiz sięwe Florencji, nie gdzie indziej: Rosso Fiorentino, Jacopo Pontormo, Michal Anioł.
Z perspektywy włoskiej Polska wcale to nie było tak daleko, ani takie nieznane - wręcz przeciwnie, przyjeżdżało Włochów do nas za chlebem bardzo dużo, a włoscy arystokraci bardzo chętnie "potwierdzali" "rodzinne" więzy niby to ich łaczące z polskimi magnatami, jak florenccy Pazzi z litewskimi Pacami a Gonzagowie z Myszkowskimi.
Jak siecyzta rozmaite teksty z epoki, to nieporównanie więcej wtedy wiedziano w Europie o Polsce niz dizsiaj.
4. w tym wypadku "spoza głównych centr artystycznych" (w Polsce XVII w. nie było właściwie żadnego i tak pozostało do dziś, no chyba że Warszawa, trzecia liga Europy Wschodniej, Kraków? Wrocław?)
W XVII wieku trzecia liga Europy Wschodniej? Nigdzie wcześniej nie pojawia sie poza Włochami barok, i nie da sie powiedzieć, ze to tylko przerzuty, bo formy są charakterystycznie indywidualizowane. Nigdzie poza Wlochami prócz Krakowa barok się tak wcześnie nie upowszechnia, a o randze Warszawy jako najsilniejszego ośrodka obok Pragi, końca XVII wieku na artystycznej mapie naszej części Europy powiedziano już wiele, ciekawe, dlaczgeo tak ciężko to dociera szerzej, a dawne tezy niemieckich badaczy o ich kulturowej misji na wschodzie siedza w głowach i mają się dobrze.

Ale głowna sprawa, to w ogóle problem co tak naprawdę jest ośrodkiem, a co prowincją? My sie dajemy caly czas kierować niemieckiej literaturze, któa swoich prowincjonalnych ośrodków prowincją nie nazywa. Cechowy murator z południowej Bawarii zdaniem niemieckiego badacza (ajeśli trafił do Polskiot i poskiego) moze być wybitny, ale cechowy murator z Chęcin to już nie - bo to Europa Wschodnia? Warto się wielu sprawom przyjrzeć znacznie uważniej niż dotychczas.

5. a dlaczego nie? przecież nie barokiem - wywodzi się z zupełnie innej formacji estetycznej.
Już od pewnego czasu widać, ze sztuka tego okresu wyrasta ponad zastosowane w XIX wieku do badania włoskiej sztuki kategorie.
Akurat w tym przypadku pojęcie manieryzmu mogłoby wiele tłumaczyć, bo to manieryzm lubuje się w udziwnieniach, odejściu od realizmu przedstawiania, abstrakcji, deformacji itd. Ale ja nie jestem przekonany, czy to można ot, tak nazwać manieryzmem.

6. z punktu widzenia XV-w. Florencji Rzym to prowincha, z punktu widzenia XVI-w. Rzymu Florencja to prowincha, z punktu widzenia XIX-w. Paryża..., z punktu widzenia XX-w. Nowego Jorku itd. itp.
No właśnie - i dlatego warto najpierw przemyśleć pewne kategorie, zanim się zaszufladkuje. Tym bardziej, ze my ciągle bardzo mało wiemy o sztuce tego okresu w Polsce.
7. oczywiście. jestem nawet przekonany, że "u nas" było znacznie bardziej pstrokato, do tego oczywiście setki kilogramów złoceń - w końcu "oni" zostawiali "u nas" sporo kasy za "wasze" zboże i drewno.
Wiec w czym Ci ta "pstrokazicna" przekadza? Czy możesz w ogóle wartosciować upodobania ludzi sprzed 400 lat? Ja bym nie ryzykował To totalny anachronizm.

Pozdrawiam!
  • Like
Reactions: seba65536
Albo z różnych przyczyn ich dorobek ulegał systematycznemu niszczeniu - bo niestety tak było i jest z polską kulturą. Żeby ograniczyć się tylko do krótkiego okresu o którym mowa, tutaj kilka rzeczy, po których prawie nic lub zupelnie nic nie zostało, a wszystko bylo z trwałego materiału:






To Krasnystaw - tu warto dodać, ze w mieście tym do XIX wieku istaniały jeszcze całe mury obronne, katedra i kilka innych kosciołow, a dizś pozostal tylko kościół pojezuicki i przekształcony na koszary poaugustiański.


Z tego zamku, jednej z siedmniu oficjalnych rezydencji polskich krółów w czasach elekcyjnych, zostały tylko wieża, kaplica i parę kamieni przeniesionych do pobliskiego klasztoru Dominikanów.




A co do tego, to nawet nikt nie wie gdzie to było. Niby znana jest miejscowosc, ale nic poza tym...

Wcale nie wytwarzaliśmy tak mało, jak na naszą chćby gęstosć zaludnienia, nieporównywalną np. z Czechami cyz większoscią Niemiec i wcale nie tylko z nietrwałych materiałów. A jednak historia sprawiła, że jak mało który kraj w Europie zostało nam wyjątkowo mało z tego, co było. W moim regionie przez ostatnie 350 lat nie yło pokolenia, któe nie musiałoby odbudowywać niemal wszystkiego, po rozmaitych zniszczeniahc natury wojennej, ale i czysto politycznej. Warto pamiętać, z enp. upadek wielu wspanialych rezydencji byl spowodowany uwłaszczeniem w 1864 roku, które nie było przeprowadzone tak jak to robili Prusacy, z myślą o dalszym, konkretnym rozwoju kraju, Rosjanie zrobili to tak, by przede wsyztskim czym sie dało obciążyć i zarazem zdegradować ekonomicznie polską szlachtę, która byla zawsze najbardziej niepokorna. Znaczące, ze w Królestwie upadke wielkich rezydencji to w zasadzie właśnie okres tuż po uwłaszczeniu - widać charakterystyczną rzecz: w tym czasie wielkie rezydencje pustoszeją, a obok nich budowane są mał dwory, do których zbiedniali właściciele sieprzenoszą (przykłady: Bychawa, Zawieprzyce, Bystrzyca itd,), podczas gdy np. na Wołyniu, gdzie ukaz wydano wczesniej, jak w całej Rosji poza Kongresówką i na innych warunkach uwałszczono chłopów, takie rezydecnje jak Podhorce, Nowomalin, Wiśniowce i wiele inych zostaly nieruszone w zasadzie do zniszczeń I, a nawet II wojny. Znajdź mi taki region np. Czech, który, jak Lubelszczyzna, zostal niemal zrównany z ziemią podczas I wojny, a wcześniej przeżył carskie uwłaszczenie, konfiskaty mienia (w tym duzej ilosci dzieł sztuki) po kolejnych powstaniach, zniszczenia podczas powstania listopadowego (o których sie zapomina niemal zupelnie), dwie wojny północne i dziesiątki najazdów tatarskich?
To i tak cud, że cokolwiek sie zachowało.

a co do sztuki, o której mało wiemy - zazwyczaj najmniej po sobie pozostawiają te kultury, które po prostu mało wytwarzały lub używały nietrwałych materiałów.
a niemieckim badaczom XIX w. nie zarzucałbym aż takiego szowinizmu. przede wszystkim byli to bardzo skrupulatni naukowcy.
Ale i w odpowiedni sposób nastawieni. Znam takie kurioza, że naprawdę szkoda o tym mówić... Ciekawe też, że nasza nauka powojenna wiele z tych tez kontynuowała.
więcej złego uczyniła kulturze europy wschodniej żelazna kurtyna, z powodu której sztuka tej części świata znalazła się poza głównym nurtem badań i tamże pozostaje obecnie,
Czy więcej, to bym dyskutował, ale że wiele złoego - to fakt bezdyskusyjny.

głównie z powodu dziury wydawniczej - sami polacy mało badają, mało piszą, a jeszcze mniej wydają. porównajmy się choćby z niemcami.
A tutaj sie z Tobą całkowicie zgadzam. Nasi (i niestety moje podwórko jest tego bardzo dobrym przykladem) wolą zajmować sie "wielką sztuką światową", teorią itd., podczas gdy podstawowe zabytki i zjawiska artystyczne okolicy pozostają niemal w ogóle nierozpoznane.
Moim zdaniem za sztukę polską mozemy spokojnie uważać to wszystko, co powstawało w każdorazowych granicach państwa polskiego, a w czasie, kiedy państwa polskiego nie było, to, co powstawało na terenach zamieszkanych przez Polaków, wyłączajac to, co budowali zaborcy w celach represyjnych w rozmaitym sensie, np. cerkwie wznoszone przez Rosjan do polskiej architektury nie należą, co zeresztą nie umniejsza ich wartosci jako zabytków.

A uważam tak dlatego, bo jest to najprostsze i najbardziej sensowne rozwiązanie. To, co powstawało u nas, było wynikiem (jak zresztą i w każdym innym kraju w Europie) pewnych lokalnych warunków, lokalnej kultury itd. To, co budowali u nas Włosi, znacząco różni sie od tego, co budowali u siebie - bo u nas dostosowywali sie do "nieba i zwyczaju polskiego".

cieszę się, że się zgadzamy chociaż co do jednego. to że polska sztuka nie jest doceniana przez samych Polaków to rzecz kolejna (no właśnie tylko kiedy narodziła się sztuka polska? obstawiam kraków II poł. XIX w. - absolutną prowincję CK)
jeśli zaś chodzi o zniszczenia, wojenne i nie tylko, to zapewniam cię, że Francja okresu rewolucji straciła porównywalnie wiele dzieł sztuki (weźmy choćby gigantyczne opactwo Cluny), a mimo to ma nadal jakieś 1000000 razy więcej do pokazania. a skoro już jesteśmy przy kuriozach: widziałeś może podręcznik do wyburzania kościołów gotyckich z tego okresu? niezły ubaw! polecam;)
Książki o wyburzaniu nie znam, poszukam, jeśli mówisz, że ciekawe :D
A co do Francji: właściwie wystarczy się podpisać pod tym, co napisał Halevi. A warto też dodać, jaka była różnica w XIX wieku, kiedy we Francji istaniała konkretna ochrona zabytków (choć specyficzna ;) - ale jak wiele zabytków francuskich jest bardziej jej produktem niż prawdą? :D ), a u nas, chociaż początki inwentaryzacji były, to władze zaborcze nie były zainteresowane tego typu działaniami, a wręcz przeciwnie.
Pozdr.
1 - 20 of 21 Posts
This is an older thread, you may not receive a response, and could be reviving an old thread. Please consider creating a new thread.
Top