SkyscraperCity Forum banner

Pozostałości Polski na Białorusi

2653270 6125
Przez ostatnie dwie niedziele jeżdziłem rowerkiem po Białorusi.Byłem w kilku miasteczkach.W zasadzie szukałem sladów polskości kościoły,cmentarze,dworki.Pyknąłem trochę zdjęć takiej typowej dzisiejszej Białorusi.Tak myślę czy warto umieścić trochę zdjęć,jak myślicie?Będzie zainteresowanie?
4041 - 4060 of 6126 Posts





^^
Przesmycka:
WALERYA Z KOŚCIÓW PRZESMYCKA
5 GRUDNIA 1897 R. Ż.L. 77



Ружаны

Рэшткі палацу Сапегаў і маленькі анонс Косава і наноў адбудаванай сядзібы Тадэвуша Касцюшкі. Здымкі зробленыя ў студзені 2009. Прабачце, не свежак.




















































































і анонс Косава і маёнтка Касцюшкі:

















^^
Trębicki:
ADOLF TRĘBICKI
B. OFICER WOJSK POLSKICH
MARSZAŁEK SZLACHTY
PRZEŻWSZY LAT 77
ZM. 19 STYCZNIA 1881

^^
Zdański:
JÓZEF IGNACY ZDAŃSKI
DOKTOR MEDYCYNY
ZM. 17 PAŻDZIERNIKA 1905 R









Zdjęcie Mohorta.






^^
JUSTYNA Z SAWICKICH BOGUSŁAWSKA
UR. 22 STYCZNIA 1829
ZM. 22 STYCZNIA 1892
SPOKÓJ TWOJEJ DUSZY DROGA SIOSTRO


^^
TU SPOCZYWA FRANCISZEK SAWICKI
PUŁKOWNIK, DOWÓDCA KARSKIEJ
BRYGADY POGRANICZNEJ STRAŻY
UR. 29 MAJA 1830 ZM. 26 LIPCA 1880 R.
Tutaj są małe rozbieżności w datach, w książce jest inna data:
UR. 28 MAJA 1830 ZM. 20 LIPCA 1880 R.





Mańkowski:
STANISŁAW BRUNO MAŃKOWSKI
ZMARŁ. W BERLINIE 7 LIPCA 1896
W WIEKU LAT 51
WŁADYSŁAW MAŃKOWSKI
ZM. 7 GRUDNIA 1905 R.





Kossakowski:
ZDES POKOISTA PROH
PODPORUĆNIKA 2 KADROVOVO
BATALJONA
KONSTANTINA VASILEVIĆA
KOSSAKVSKOGO
UM. 29 NOJABR. 1892 G.







^^
STANISŁAW KOŚCIUSZKO
SIECHNOWIECKI
UR.7 MARCA 1848 R.
ZM. 22 GRUDNIA 1889


^^
MIROSŁAW KOŚCIUSZKO
OSTATNI Z RODU
TADEUSZA KOŚCIUSZKI
ZM. 26 LUT. 1914 R.
W MENTONIE PRZEŻYWSZY LAT 26.
NAJUKOCHAŃSZEMU
I NIEODŻAŁOWANEMU
BRATU DZIECI KALIKSTA NARBUTTA.






Żona Romualda Traugutta i Franciszka Mickiewicza.

^^
ANTONINA Z KOŚCIUSZKÓW
TRAUGUTTOWA MICKIEWICZOWA
ZM. 6 PAŻDZIER. 1906 R.




^^
STEFAN SEWERYN MALINOWSKI
OFICER WOJSK POLSKICH Z 1863 R.
ZM.31 PAŻDZIER. 1891 R.
JAM JEST ZMARTWYSTANIE
I ŻYWOT, KTO WIERZY
WE MNIE CHOĆBY UMARŁ ŻYĆ BĘDZIE
JAN. II 25.26




^^
Korczyc:
KONSTANTY JÓZEF KORCZYC
ZM. 13 LIST. 1888 R.

Więcej inskrypcji na stronie:http://www.genealogia.okiem.pl/forum/viewtopic.php?f=90&t=560
^^
Te zdjęcia to efekt szybkiego spaceru po cmentarzu, bez specjalnego szukania, po prostu to co w oko wpadło!:)

Na koniec wizyty na tym cmentarzu nagrobki z sygnaturami.


^^
Mitraszewski:
JAN MITRASZEWSKI 1887 R.
EMILJA Z EJSYMONTÓW
MITRASZEWSKA 1881 R.
(sygn. P. Płecki Dzika 55 w Warszawie)




^^
Bańkowski:
WIKTORYA – JULIAN BAŃKOWSCY
½ 1865 URODZENI 3/1 1856
24/10 1897 ZMARLI 1/7 1887
FELIKS BAŃKOWSKI
ZM. 26 LIPCA 1884 W WIEKU LAT 77
(sygn. Wilno, Arasimowicz)

Dwa zdjęcia z książki:
Anna Lewkowska,Jacek Lewkowski,Wojciech Walczak; Zabytkowe cmentarze na kresach wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej - województwo poleskie. Warszawa. 2000


^^
Czarnocka:
MICHALINA CZARNOCKA
ZM. 3 PAŻDZIERNIKA 1893 R.
W WIEKU LAT 23
POLIKSENA Z DŁUSKICH
CZARNOCKA
ZM. W WARSZAWIE
5/18 LIPCA 1912 R.
ŻYŁA LAT 29
(sygn. Lubowiecki Dzika 68 w Warszawie)

Na południowo - wschodnim skraju Kobrynia, w odległości 300 m na zachód od drogi Kobryń - Dywin, na łąkach znajduje się zbiorowa mogiła z II wojny światowej. W sąsiedztwie znajduje się druga mogiła - lastrykowa płyta zwieńczona krzyżem, z inskrypcją na marmurowej tablicy:

TUTAJ SPOCZYWAJĄ / ROZSTRZELANI
PRZEZ HITLEROWCÓW
DN. 15. X. 1942 R.
KS. KANONIK JAN WOLSKI
KS. WŁADYSŁAW GROBELNY
WIECZNY ODPOCZYNEK
RACZ IM DAĆ PANIE



Na tym kończymy wizytę w Kobryniu!:)
Horodec; obwód Brześć; rejon Kobryń, do 1939 r. powiat Kobryń, gmina Horodec

Miasteczko Horodec położone 20 km na wschód od Kobrynia liczyło w 1921 r. 688 mieszkańców, spośród których 23 deklarowało wyznanie rzymskokatolickie, 401 - prawosławne, 264 - mojżeszowe. Narodowość polską podawało 638 mieszkańców, białoruską - 20 i 30 - żydowską.
Z Horodcem związana była Maria Rodziewiczówna, posiadająca dobra w pobliskiej Hruszowej. Ona to odbudowała ze zniszczeń wojennych kościół w Horodcu oraz szkołę. Po II wojnie światowej kosciół w Horodcu - decyzją pracownika KGB i jednocześnie dyrektora miejscowej szkoły - został przebudowany. Umieszczono w nim szkołę funkcjonującą w budynku kościelnym do dziś. Znajdujący się przy kościele cmentarz również uległ likwidacji, nie zachowały się nagrobki znane z przekazów literackich i przedwojennych przewodników.
Cmentarz w Horodcu położony jest w północno - wschodniej części miejscowości, przy drodze prowadzącej do Antopola. W okresie przedwojennym cmentarz został podzielony rowem na część katolicką i prawosławną. Na cmentarzu zachował się jeden nagrobek z inskrypcją w języku polskim - Jana Grodzkiego zmarłego w 1936 r., reszta to pochówki współczesne z inskrypcjami w języku rosyjskim.
Anna Lewkowska,Jacek Lewkowski,Wojciech Walczak; Zabytkowe cmentarze na kresach wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej - województwo poleskie. Warszawa. 2000


Położenie na mapie WIG z 1931 r.



Na aktualnej mapie Białorusi.



Tablica z nazwą miejscowości.




Horodec, mko. pow. kobryńskiego, między Kobryniem a Antopolem, ma st. poczt., w obrębie większych stacyj Kobryń i Pińsk. Roku 1878 H. miał 1264 mk., w tem. 567 izr. Była to parafia katol. dekanatu kobryńskiego, z kaplicami w Antopolu, Korsunach i Łosku; r. 1866 zniesiona. Okolica płaska, lasy, bagna; grunt czarnoziem i piaski. Od H. bierze nazwę kanał horodecki, łączący Pinę z Muchawcem, zwany też brzeskim lub kanałem Rzpspolitej.
źródło:http://dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/Tom_III/133

Kościół protestancki w Horodcu.



W murowanym dwukondygnacyjnym budynku miejscowej szkoły trudno dziś rozpoznać dawny kościół katolicki, ufundowany w XVII w. przez Władysława IV. Świątynia ta zamieniona w 1866 r. w cerkiew, została w 1917 r. zwrócona katolikom i wyremontowana staraniem znanej pisarki Marii Rodziewiczówny z niedalekiej Hruszowej. Na szkołę przebudowano ją po II wojnie światowej decyzją dyrektora tej placówki oświatowej, a zarazem pracownika organów bezpieczeństwa. Zniszczeniu uległy przy tym znajdujące się koło kościoła nagrobki Rodziewiczów.
Także z inicjatywy Marii Rodziewiczówny w 1933 r. wzniesiono w Horodcu pomnik Romualda Traugutta w postaci wysokiego krzyża z metalową tablicą. Według informacji mieszkańców krzyż ten we wrześniu 1939 r. został spiłowany przez miejscowych Żydów i porąbany na drwa.
źródło: Grzegorz Rąkowski; Smak Kresów; Czar Polesia, Rewasz 2001








Maria Rodziewiczówna w czasie całej swojej gospodarskiej działalności była bardzo aktywna społecznie. Założyła bibliotekę, ochronkę, punkt sanitarny dla okolicznej ludności. Utrzymywała szkołę i opłacała nauczycielkę. Jej staraniem w Horodcu osiadły siostry urszulanki, które założyły tu dom zakonny. Z pomocą finansową Rodziewiczówny prowadziły akcję edukacyjną i charytatywną na powiaty kobryński, drohiczyński i piński. Z jej inicjatywy, dla upamiętnienia 70-tej rocznicy Powstania Styczniowego, na centralnym placu w Horodcu stanął krzyż, usunięty w 1939. Czynnie uczestniczyła w przywracaniu katolikom kościoła w Horodcu, następnie ufundowała jego remont. Również finansowała budowę kościoła w Antopolu, dla którego jej staraniem zakon jezuitów przekazał relikwie św. Andrzeja Boboli, zamordowanego w pobliskim Janowie w XVII wieku.
W roku 1937 Rodziewiczówna obchodziła 50-lecie pracy pisarskiej. Mieszkańcy Hruszowej i Horodca urządzili na jej cześć wielką uroczystość w dniu 3 lipca. Uwieńczeniem uroczystości był wspaniały dar od sąsiadów, pracowników majątku i ludności wsi. Był to dzwon do kościoła w Horodcu, nazwany imieniem „Maria”. Wokół krawędzi dzwonu biegła dedykacja: „Marii Rodziewicz – wdzięczni parafianie Horodeccy”. Na czaszy dzwonu tekst: „Ducha żarem, serca miłosierdziem, hojną ofiarnością, mocą żywego i pisanego słowa służyła sprawie Bożej i umiłowanej Polskiej Macierzy. Dzwonie, dzwoń! Głoś wieczną pamięć zasługi.” Nie było mu dane „wiecznie” głosić pamięci zasługi. Wkrótce musiała znów opuścić dom rodzinny, choć bardzo się opierała, zmuszono ją do tego. Natomiast dzwon, który podarowano jej w dowód wdzięczności, dziwnymi kolejami losu zawisł, wraz z oryginalną, nie zmienioną ani nie zatartą dedykacją w bunkrze-mauzoleum poświęconym żołnierzom radzieckim poległym w wojnie w Afganistanie, na jednym z placów Mińska.


Znalazłem artykuł o Marii Rodziewiczównie, na samym końcu było w nim napisane, że na cmentarzu w Horodcu są nagrobki siostry i matki pisarki, według przewodnika były przy kościele i oczywiście zostały zniszczone.. Według autorów książki na cmentarzu został jeden nagrobek z inskrypcją w języku polskim. Ale na tych mapach są zaznaczone dwa cmentarze, warto kiedyś sprawdzić jaki to drugi cmentarz, o ile zachował sie do dzisiaj.
Hruszowo; obwód Brześć, rejon Kobryń

W XV wieku Hruszowa wchodziła w skład dóbr kniaziów kobryńskich. W roku 1528 została włączona do dóbr królewskich. W 1677 r. majątek wraz z miejskim kluczem ekonomii kobryńskiej kupił Samuel Łukowski. Po rozbiorach Rzeczypospolitej caryca Katarzyna II podarowała Hruszową A. W. Suworowowi. W 1812 roku majętność nabył chorąży kobryński Antoni Rodziewicz, pochodzący z rodziny znanej już z XV-wiecznych kronik; rozgałęzionej i spokrewnionej z licznymi znanymi rodami. Po Antonim majątek odziedziczył w 1845 roku starszy syn, Teodor. Młodszy, Henryk, posiadał majętność Pieniuha koło Różany. Tu urodziła się Maria Rodziewiczówna.
^^
źródło: Grzegorz Rąkowski; Smak Kresów; Czar Polesia, Rewasz 2001


Położenie na mapie WIG z 1931 r.



Na aktualnej mapie Białorusi



Tablica z nazwą miejscowości.






Tropami Rodziewiczówny

Hruszowa to niewielkie stare osiedle w północno-wschodniej części Ziemi Kobryńskiej na dzisiejszej Białorusi. Jest siedzibą sielsowietu i administracyjnie należy do rejonu kobryńskiego.

Po rosyjsku nazywa się Gruszewo, a po białorusku Hruszowa. Trafić do niego łatwo. Z Kobrynia trzeba skręcić drogą na Homel, by po kilkunastu kilometrach skręcić w kierunku północnym w stronę trasy prowadzącej do Mińska, popularnej „olimpijki”. Z białoruskich przewodników można wyczytać, że jedynym ciekawym obiektem w tej miejscowości jest „mogiła dwóch żołnierzy i 96 „ziemliakow”, którzy zginęli w bojach z niemiecko-faszystowskimi okupantami”. Nie jest to jednak prawda. Obeliski na „bratnich mogiłach” stoją tu praktycznie w każdej wsi. Głównym powodem, dla którego warto odwiedzić Hruszowę jest fakt, że tu najlepsze lata swego życia spędziła Maria Rodziewiczówna , łącząc pracę w gospodarstwie z twórczością literacką. Urodziła się we wsi Pieniucha na Grodzieńszczyźnie w 1863 r., by w 1881 r. osiąść w Hruszowej. Żyła tu do 1939 r., gdzie napisała 36 swoich powieści. W majątku tym panowała wyjątkowo sprzyjająca do tego atmosfera. Pierwotnie należał on do kniaziów Kobryńskich, następnie do Paców, wreszcie stał się królewszczyzną. Po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej wraz z kluczem kobryńskim, został ofiarowany przez carycę Katarzynę II Aleksandrowi Suworowowi.
źródło:http://www.kresy.pl/kresy-dzisiaj,reportaz?zobacz/tropami-rodziewiczowny


Front dworu Rodziewiczówny. Fot. przed 1939 r.(www.radzima.org)



W końcu XVIII w. Hruszowę kupił od Suworowa Seweryn Rodziewicz, dziad Marii, wywodzący się ze starego rodu Czertwanów-Rodziewiczów, sięgający XV w. i pochodzący z powiatu oszmiańskiego. Do Pińszczyzny przesiedlił się w 1613 r. dziad pradziada pisarki – Seweryn Rodziewicz. Pochodzący z tej linii wspomniany już Antoni Rodziewicz, chorąży kobryński, zagospodarowawszy się na stałe w Hruszowej, wybudował tam obszerny, dwupiętrowy dwór. Chorążostwo dochowało się w nim czworo dzieci: Teodora, Marianny, Anny i Henryka, ojca Marii. To po nim (ożenionym z Amelią Kurzeniecką) odziedziczyła majątek. W sumie mieszkała w nim najdłużej ze wszystkich członków rodziny, odciskając też największe piętno. Z zapisków uczynionych przez częstego bywalca w domu Rodziewiczówny, Henryka Skirmuntta, dziedzica z pobliskiego Mołodowa, można wnioskować, że pisarka lubiła życie spokojne, ale nie próżniacze, w symbiozie z Bogiem i przyrodą. Swój styl życia narzucała też gościom. Ułożyła dla nich nawet specjalny dekalog, który wisiał w sieni na widocznym miejscu. Brzmiał on następująco:

1. Czcij i zachowaj ciszę, pogodę ducha i spokój domu tego, aby stały się w tobie.

2. Będziesz stale zajęty pracą według sił swych, zdolności i zamiłowania.

3. Nie będziesz śmiecił, czynił bezładu ani zamieszania domowego porządku.

4. Pamiętaj, abyś nie kaził myśli ni ust mową o złym, marności i głupstwie.

5. Nie będziesz opowiadał, szczególnie przy posiłkach o chorobach, kryminałach, kalectwie i smutkach.

6. Nie będziesz się gniewał, ani podnosił głosu z wyjątkiem śpiewu i śmiechu.

7. Nie będziesz zatruwał powietrza domu złym i kwaśnym humorem.

8. Nie wnoś do domu tego szatańskiej czci pieniądza i przekleństw spraw jego.

9. Zachowaj przyjacielstwo dla Bożych stworzeń za domowników przyjętych, jako psy, ptaki, jeże i wiewiórki.

10. Nie okazuj trwogi, a znoś ze spokojem wszelki dopust Boży, jako głód, biedę, chorobę i najście niepożądanych gości.

Błogosławieństwo Boga i Królowej Korony Polskiej niech strzeże fundamentów węgłów i ścian domu tego, oraz duszy, serca i zdrowia mieszkańców - Amen”.

Ten swoisty dekalog pani Maria stosowała nie tylko wobec gości, ale przede wszystkim do siebie. Nie dbała o rzeczy doczesne i zbytki. W dworze zwracała uwagę na walory użytkowe. Jego architektura odznaczała się prostotą, sufity były bielone i nie miały żadnych ozdób. Piętro dworom służące niegdyś jako gościnne, nie było zamieszkane i urządzone. Sama pisarka w niczym nie przypominała delikatnej i wrażliwej osoby, parającej się piórem. Chodziła ubrana w grubą kurtkę z szarego białoruskiego samodziału i w juchtowych butach. Strzygąc włosy na jeża, wyglądała bardziej na mężczyznę niż kobietę. Zakochana w gospodarstwie prowadziła je z pasją i poświęceniem. A nie było ono małe. Liczyło 1650 hektarów pól, łąk, lasów i bagien z wielkim uroczyskiem Czahary na czele. By je doglądać, właścicielka Hruszowej poruszała się konno, spędzając w siodle po wiele godzin dziennie. Nie stroniła też od pracy fizycznej. W lecie zajmowała się ogrodnictwem i pszczelarstwem, a zimą przędzeniem lnu. Uosabiała niejako typ polskiej kobiety na Kresach, który wykształcił się w XIX w., kiedy to mężczyźni za udział w patriotycznych zrywach gnili na Sybirze, a kobiety prowadziły rodowe majątki, by ocalić narodową substancję. Maria Rodziewiczówna też pochodziła z takiej rodziny. Swoich rodziców poznała mając siedem lat, gdy na mocy amnestii wrócili z zesłania. Gospodarstwo, mimo wysiłków jej właścicielki, nie przynosiło jednak wystarczających zysków. By zdobyć dodatkowe środki na utrzymanie, jej gospodyni zajmowała się pisaniem. Z czasem to ono stało się głównym źródłem jej dochodu. Z prowadzenia gospodarstwa nigdy jednak nie zrezygnowała. Nawet wtedy, gdy pisarstwo przynosiło jej godziwe honoraria. „Nadmiar” środków przeznaczała na cele społeczne. Wspomaga ubogich chłopów, remontuje zniszczony kościółek w Horodcu. Na początku lat trzydziestych za własne pieniądze dobudowuje piętro w szkole miejskiej w Kobryniu, przekształcając je w gimnazjum. W 1933 r. zakupiła też w Horodcu domek, w którym osiedliły się siostry Urszulanki. Z jej inicjatywy w Horodcu powstał pomnik Romualda Traugutta, który odsłonięto w siedemdziesiątą rocznicę jego męczeńskiej śmierci. Tuż przed wojną w 1939 r. dzięki staraniom pisarki w Antopolu została wzniesiona świątynia p.w. św. Andrzeja Boboli.

Dwór i okolice Hruszowej Rodziewiczówna wielokrotnie opisywała na kartach swych powieści. Dwór był dla niej mitem. Wystarczy przewertować kilka jej powieści, by się przekonać, że jej literacka przestrzeń ma koncentryczne uporządkowanie. Punktem centralnym jest dwór, dworek czy chłopska chata. Kolejnym kręgiem jest najbliższa okolica dworu, zabudowania gospodarcze, park lub ogród, las, pola wraz ze stojącym na pagórku krzyżem i czasem pamiętającym dawne boje kurhany. Dalej rozprzestrzeniają się Kresy- okoliczne dwory i miasteczka, i wreszcie Grodno i Wilno. Owe koncentryczne obszary stanowiące symboliczne sacrum, którego trzeba strzec i bronić , gdyż gwarantuje zachowanie tożsamości religijnej i narodowej... Dzięki Hruszowej stała się więc Rodziewiczówna prekursorem kresowej powieści dworkowej, która znakomicie rozwinęła się w międzywojennym dwudziestoleciu. Ukształtowała ona także sposób myślenia o Kresach, który wyrósł z tradycji jej pisarstwa. Stawiał on na pierwszym planie pozytywistyczny kult pracy fizycznej, który znalazł odbicie w sylwetkach bohaterów pisarki, ofiarnie pracujących na roli, przywiązanych do ziemi rodzinnej i ojczystej przyrody. Wynikał on nie tylko z przyjętego przez Rodziewiczównę poglądu na rolę pracy, nadającej sens ludzkiemu życiu, ale będącej podstawowym sposobem obrony polskiego stanu posiadania na Kresach. Rodziewiczówna idealizowała w swoich powieściach zarówno ziemian, jak i chłopów, tworząc charakterystyczne stereotypy kresowych postaci. Po raz pierwszy dała temu wyraz w „Strasznym dziaduniu” powieści, którą debiutowała od razu odnosząc sukces. Następne jej utwory także zostały życzliwie przyjęte przez czytelników. Sporo zawdzięczały one tradycjom pozytywistycznym i inspiracji ze strony Elizy Orzeszkowej. Historia najbliższej okolicy też sama podpowiadała jej tematy. Tuż do jej włości przylegał gęsty Las Dzietkowicki, który w 1863 r. dał schronienie oddziałowi Romualda Traugutta, złożonego głównie ze szlachty, oficjalistów i leśników. W okolicach Hruszowej stoczył on kilka bitew, tu też połączył się z oddziałem przybyłego z powiatu brzeskiego Jana Wańkowicza. W pobliskich majątkach Orzeszków: Zakozielu i Ludwinowie, Traugutt leczył się z ran pod opieką pani domu, Elizy Orzeszkowej, żony Piotra Orzeszki. Można przypuszczać, że przynajmniej część jego podwładnych stanowili ludzie z dworu Rodziewiczów. Ich powieści musiały wpływać na wyobraźnię młodej Marii, czemu dała wyraz w „Pożarach i zgliszczach”, powieści poświęconej czasom Powstania Styczniowego. Pisarka znała okolice majątku nie tylko z opowieści. Jeżdżąc doskonale na koniu, sama je penetrowała. Stąd też w jej powieściach tyle autentyczności. Nazw jezior, przełazów i topoli. Dbając o szczegóły, pisząc „Lato leśnych ludzi”, pisarka poleciła przenieść do swego parku autentyczną chatę leśnych ludzi, tych co to „ na widok na czarno ubranego człowieka chowają się w łozy”.

W Hruszowej młoda Rodziewiczówna gościła wielu ludzi, zwłaszcza tych, podzielających jej system wartości. Jednym z nich był Mieczysław Dewojna Sylwestrowicz , starszy od niej działacz społeczny, zbieracz podań ludowych, publicysta, satyryk i tłumacz. Redagował on pisma „Litwa” oraz „Żmudź”.

Jak mówią przekazy, pisarka starała się żyć w zgodzie z poleszucką ludnością. Mówiła w jej gwarze, chodziła ubrana w prostą odzież z samodziału. Ostatnie lata mieszkała z Jadwiga Skirmunttową, wywodzącą się ze starej rodziny, z pobliskiego Mołodowa. Z I wojny światowej dwór w Hruszowej wyszedł obronną ręką. Druga nie była już tak łaskawa. Z dawnej siedziby Rodziewiczówny, która tak bardzo wpłynęła na jej twórczość, zostało niewiele. Uległa niestety częściowemu zniszczeniu. Zaadaptowano ją do potrzeb tutejszego kołchozu. Znajduje się w niej sklep, stołówka i skład. Częściowo zachował się także park dworski, w którym rośnie nadal słynny, potężny dąb „Dewajtis”.

Próżno natomiast szukać w Hruszowej ludzi, którzy chociażby jako dzieci znali pisarkę, którą potraktowali, tak jak większość białoruskich chłopów swoich „polskich panów”, dokonując pogromu jej dworu.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Kresy, ludność miejscowa, jak wspomina Jadwiga Skirmunttowa, stała się harda, przestała przychodzić do pracy. Delegacje chłopów ze wsi domagały się wpierw oddania broni, a następnie kwiatów, którymi chciały witać wojska sowieckie. Po ich wkroczeniu 22 września zaczęło się panowanie rozzuchwalonych obecnością bolszewików chłopów-Rusinów”. Powstał miejscowy komitet, który przejął majątek. Obu mieszkankom dworu kazano się przenieść do dwóch małych pokoików. Fizycznie chłopi nie ośmielili się ich ruszyć. Zabronił im to czynić oficer Armii Czerwonej, który jadąc ze swym oddziałem zajrzał do dworku pisarki. Ta, zgodnie ze swym dekalogiem, przyjęła go chlebem i solą. Ten zaś oświadczył pisarce, że zna jej twórczość i zezwolił na pozostanie w majątku. Był to wypadek bez precedensu. Wokół trwały bowiem pogromy dworów polskich i bestialskie rzezie ich właścicieli. Wspomniany wcześniej Henryk Skirmuntt np. został bestialsko zamordowany w mołodowskim majątku. Jego siostrę Marię zakopano żywcem.

Chłopstwo, zmuszone darować życie Rodziewiczównie, nie przypuściło jej majątkowi. Dwór został splądrowany. Na rozpalonym przed nim stosie spalono bibliotekę i rodzinne archiwum. Meble i inne sprzęty rozkradziono na prywatny użytek. Pisarka widząc, że w Hruszowej nie ma czego szukać, po kilku tygodniach postanowiła uciekać. Skorzystała z usług Wandy Malinowskiej, młodej ziemianki urodzonej w Kobryniu i gospodarującej wraz z matką do wojny w Białostoczku, która specjalizowała się w przerzutach zagrożonych rodaków za Bug do Generalnej Guberni.

Dziś jedynym śladem po Rodziewiczównie w Hruszowej jest pamiątkowa tablica, ustawiona w 1994 r. obok dębu „Dewajtis”, staraniem Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia. Są w niej dwa napisy w języku polskim i białoruskim: „Pamięci wielkiej postaci pisarki Marii Rodziewiczówny (1864- 1944) wdzięczni za jej twórczość, niniejszą ustawioną pod dębem „Dewajtis” tablicę fundują rodacy”.

Pisarka, która zmarła w Żelaznej pod Skierniewicami, też chciała spocząć w ziemi rodzinnej. W wyniku wyroków historii nie było to jednak możliwe.

Marek A. Koprowski
źródło:http://www.kresy.pl/kresy-dzisiaj,re...rodziewiczowny


Zdjęcia www.radzima.org

Maria Rodziewiczówna
(fot. 1937 r.)



Dwór Marii Rodziewiczówny w Hruszowej (fot. przed 1939 r., ze zb. B. Arciszewskiej)



Dwór w Hruszowej na rysunku K. Antoniak.



Dwór od strony ogrodu. Fot. przed 1939 r.



Spichlerz. Fot. przed 1939 r.



Lamus. Fot. przed 1939 r.

Witam.
Chciałabym bardzo podziękować za umieszczone zdjęcia z Hermanowicz a konkretnie za zdjęcia z cmentarza wojskowego z 1920 r. Po 90 latach dzięki tym materiałom udało nam się odnaleźć grób poległego w wojnie polsko -bolszewickiej krewnego Kapłona Jana.Do tej pory nikt nie wiedział gdzie poległ ani gdzie został pochowany. Z wyrazami szacunku
Agnieszka
W końcu XVIII w. Hruszowę kupił od Suworowa Seweryn Rodziewicz, dziad Marii, wywodzący się ze starego rodu Czertwanów-Rodziewiczów, sięgający XV w. i pochodzący z powiatu oszmiańskiego. Do Pińszczyzny przesiedlił się w 1613 r. dziad pradziada pisarki – Seweryn Rodziewicz. Pochodzący z tej linii wspomniany już Antoni Rodziewicz, chorąży kobryński, zagospodarowawszy się na stałe w Hruszowej, wybudował tam obszerny, dwupiętrowy dwór. Chorążostwo dochowało się w nim czworo dzieci: Teodora, Marianny, Anny i Henryka, ojca Marii. To po nim (ożenionym z Amelią Kurzeniecką) odziedziczyła majątek. W sumie mieszkała w nim najdłużej ze wszystkich członków rodziny, odciskając też największe piętno. Z zapisków uczynionych przez częstego bywalca w domu Rodziewiczówny, Henryka Skirmuntta, dziedzica z pobliskiego Mołodowa, można wnioskować, że pisarka lubiła życie spokojne, ale nie próżniacze, w symbiozie z Bogiem i przyrodą. Swój styl życia narzucała też gościom. Ułożyła dla nich nawet specjalny dekalog, który wisiał w sieni na widocznym miejscu. Brzmiał on następująco:

1. Czcij i zachowaj ciszę, pogodę ducha i spokój domu tego, aby stały się w tobie.

2. Będziesz stale zajęty pracą według sił swych, zdolności i zamiłowania.

3. Nie będziesz śmiecił, czynił bezładu ani zamieszania domowego porządku.

4. Pamiętaj, abyś nie kaził myśli ni ust mową o złym, marności i głupstwie.

5. Nie będziesz opowiadał, szczególnie przy posiłkach o chorobach, kryminałach, kalectwie i smutkach.

6. Nie będziesz się gniewał, ani podnosił głosu z wyjątkiem śpiewu i śmiechu.

7. Nie będziesz zatruwał powietrza domu złym i kwaśnym humorem.

8. Nie wnoś do domu tego szatańskiej czci pieniądza i przekleństw spraw jego.

9. Zachowaj przyjacielstwo dla Bożych stworzeń za domowników przyjętych, jako psy, ptaki, jeże i wiewiórki.

10. Nie okazuj trwogi, a znoś ze spokojem wszelki dopust Boży, jako głód, biedę, chorobę i najście niepożądanych gości.

Błogosławieństwo Boga i Królowej Korony Polskiej niech strzeże fundamentów węgłów i ścian domu tego, oraz duszy, serca i zdrowia mieszkańców - Amen”.

Ten swoisty dekalog pani Maria stosowała nie tylko wobec gości, ale przede wszystkim do siebie. Nie dbała o rzeczy doczesne i zbytki. W dworze zwracała uwagę na walory użytkowe. Jego architektura odznaczała się prostotą, sufity były bielone i nie miały żadnych ozdób. Piętro dworom służące niegdyś jako gościnne, nie było zamieszkane i urządzone. Sama pisarka w niczym nie przypominała delikatnej i wrażliwej osoby, parającej się piórem. Chodziła ubrana w grubą kurtkę z szarego białoruskiego samodziału i w juchtowych butach. Strzygąc włosy na jeża, wyglądała bardziej na mężczyznę niż kobietę. Zakochana w gospodarstwie prowadziła je z pasją i poświęceniem. A nie było ono małe. Liczyło 1650 hektarów pól, łąk, lasów i bagien z wielkim uroczyskiem Czahary na czele. By je doglądać, właścicielka Hruszowej poruszała się konno, spędzając w siodle po wiele godzin dziennie. Nie stroniła też od pracy fizycznej. W lecie zajmowała się ogrodnictwem i pszczelarstwem, a zimą przędzeniem lnu. Uosabiała niejako typ polskiej kobiety na Kresach, który wykształcił się w XIX w., kiedy to mężczyźni za udział w patriotycznych zrywach gnili na Sybirze, a kobiety prowadziły rodowe majątki, by ocalić narodową substancję. Maria Rodziewiczówna też pochodziła z takiej rodziny. Swoich rodziców poznała mając siedem lat, gdy na mocy amnestii wrócili z zesłania. Gospodarstwo, mimo wysiłków jej właścicielki, nie przynosiło jednak wystarczających zysków. By zdobyć dodatkowe środki na utrzymanie, jej gospodyni zajmowała się pisaniem. Z czasem to ono stało się głównym źródłem jej dochodu. Z prowadzenia gospodarstwa nigdy jednak nie zrezygnowała. Nawet wtedy, gdy pisarstwo przynosiło jej godziwe honoraria. „Nadmiar” środków przeznaczała na cele społeczne. Wspomaga ubogich chłopów, remontuje zniszczony kościółek w Horodcu. Na początku lat trzydziestych za własne pieniądze dobudowuje piętro w szkole miejskiej w Kobryniu, przekształcając je w gimnazjum. W 1933 r. zakupiła też w Horodcu domek, w którym osiedliły się siostry Urszulanki. Z jej inicjatywy w Horodcu powstał pomnik Romualda Traugutta, który odsłonięto w siedemdziesiątą rocznicę jego męczeńskiej śmierci. Tuż przed wojną w 1939 r. dzięki staraniom pisarki w Antopolu została wzniesiona świątynia p.w. św. Andrzeja Boboli.

Dwór i okolice Hruszowej Rodziewiczówna wielokrotnie opisywała na kartach swych powieści. Dwór był dla niej mitem. Wystarczy przewertować kilka jej powieści, by się przekonać, że jej literacka przestrzeń ma koncentryczne uporządkowanie. Punktem centralnym jest dwór, dworek czy chłopska chata. Kolejnym kręgiem jest najbliższa okolica dworu, zabudowania gospodarcze, park lub ogród, las, pola wraz ze stojącym na pagórku krzyżem i czasem pamiętającym dawne boje kurhany. Dalej rozprzestrzeniają się Kresy- okoliczne dwory i miasteczka, i wreszcie Grodno i Wilno. Owe koncentryczne obszary stanowiące symboliczne sacrum, którego trzeba strzec i bronić , gdyż gwarantuje zachowanie tożsamości religijnej i narodowej... Dzięki Hruszowej stała się więc Rodziewiczówna prekursorem kresowej powieści dworkowej, która znakomicie rozwinęła się w międzywojennym dwudziestoleciu. Ukształtowała ona także sposób myślenia o Kresach, który wyrósł z tradycji jej pisarstwa. Stawiał on na pierwszym planie pozytywistyczny kult pracy fizycznej, który znalazł odbicie w sylwetkach bohaterów pisarki, ofiarnie pracujących na roli, przywiązanych do ziemi rodzinnej i ojczystej przyrody. Wynikał on nie tylko z przyjętego przez Rodziewiczównę poglądu na rolę pracy, nadającej sens ludzkiemu życiu, ale będącej podstawowym sposobem obrony polskiego stanu posiadania na Kresach. Rodziewiczówna idealizowała w swoich powieściach zarówno ziemian, jak i chłopów, tworząc charakterystyczne stereotypy kresowych postaci. Po raz pierwszy dała temu wyraz w „Strasznym dziaduniu” powieści, którą debiutowała od razu odnosząc sukces. Następne jej utwory także zostały życzliwie przyjęte przez czytelników. Sporo zawdzięczały one tradycjom pozytywistycznym i inspiracji ze strony Elizy Orzeszkowej. Historia najbliższej okolicy też sama podpowiadała jej tematy. Tuż do jej włości przylegał gęsty Las Dzietkowicki, który w 1863 r. dał schronienie oddziałowi Romualda Traugutta, złożonego głównie ze szlachty, oficjalistów i leśników. W okolicach Hruszowej stoczył on kilka bitew, tu też połączył się z oddziałem przybyłego z powiatu brzeskiego Jana Wańkowicza. W pobliskich majątkach Orzeszków: Zakozielu i Ludwinowie, Traugutt leczył się z ran pod opieką pani domu, Elizy Orzeszkowej, żony Piotra Orzeszki. Można przypuszczać, że przynajmniej część jego podwładnych stanowili ludzie z dworu Rodziewiczów. Ich powieści musiały wpływać na wyobraźnię młodej Marii, czemu dała wyraz w „Pożarach i zgliszczach”, powieści poświęconej czasom Powstania Styczniowego. Pisarka znała okolice majątku nie tylko z opowieści. Jeżdżąc doskonale na koniu, sama je penetrowała. Stąd też w jej powieściach tyle autentyczności. Nazw jezior, przełazów i topoli. Dbając o szczegóły, pisząc „Lato leśnych ludzi”, pisarka poleciła przenieść do swego parku autentyczną chatę leśnych ludzi, tych co to „ na widok na czarno ubranego człowieka chowają się w łozy”.

W Hruszowej młoda Rodziewiczówna gościła wielu ludzi, zwłaszcza tych, podzielających jej system wartości. Jednym z nich był Mieczysław Dewojna Sylwestrowicz , starszy od niej działacz społeczny, zbieracz podań ludowych, publicysta, satyryk i tłumacz. Redagował on pisma „Litwa” oraz „Żmudź”.

Jak mówią przekazy, pisarka starała się żyć w zgodzie z poleszucką ludnością. Mówiła w jej gwarze, chodziła ubrana w prostą odzież z samodziału. Ostatnie lata mieszkała z Jadwiga Skirmunttową, wywodzącą się ze starej rodziny, z pobliskiego Mołodowa. Z I wojny światowej dwór w Hruszowej wyszedł obronną ręką. Druga nie była już tak łaskawa. Z dawnej siedziby Rodziewiczówny, która tak bardzo wpłynęła na jej twórczość, zostało niewiele. Uległa niestety częściowemu zniszczeniu. Zaadaptowano ją do potrzeb tutejszego kołchozu. Znajduje się w niej sklep, stołówka i skład. Częściowo zachował się także park dworski, w którym rośnie nadal słynny, potężny dąb „Dewajtis”.

Próżno natomiast szukać w Hruszowej ludzi, którzy chociażby jako dzieci znali pisarkę, którą potraktowali, tak jak większość białoruskich chłopów swoich „polskich panów”, dokonując pogromu jej dworu.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Kresy, ludność miejscowa, jak wspomina Jadwiga Skirmunttowa, stała się harda, przestała przychodzić do pracy. Delegacje chłopów ze wsi domagały się wpierw oddania broni, a następnie kwiatów, którymi chciały witać wojska sowieckie. Po ich wkroczeniu 22 września zaczęło się panowanie rozzuchwalonych obecnością bolszewików chłopów-Rusinów”. Powstał miejscowy komitet, który przejął majątek. Obu mieszkankom dworu kazano się przenieść do dwóch małych pokoików. Fizycznie chłopi nie ośmielili się ich ruszyć. Zabronił im to czynić oficer Armii Czerwonej, który jadąc ze swym oddziałem zajrzał do dworku pisarki. Ta, zgodnie ze swym dekalogiem, przyjęła go chlebem i solą. Ten zaś oświadczył pisarce, że zna jej twórczość i zezwolił na pozostanie w majątku. Był to wypadek bez precedensu. Wokół trwały bowiem pogromy dworów polskich i bestialskie rzezie ich właścicieli. Wspomniany wcześniej Henryk Skirmuntt np. został bestialsko zamordowany w mołodowskim majątku. Jego siostrę Marię zakopano żywcem.

Chłopstwo, zmuszone darować życie Rodziewiczównie, nie przypuściło jej majątkowi. Dwór został splądrowany. Na rozpalonym przed nim stosie spalono bibliotekę i rodzinne archiwum. Meble i inne sprzęty rozkradziono na prywatny użytek. Pisarka widząc, że w Hruszowej nie ma czego szukać, po kilku tygodniach postanowiła uciekać. Skorzystała z usług Wandy Malinowskiej, młodej ziemianki urodzonej w Kobryniu i gospodarującej wraz z matką do wojny w Białostoczku, która specjalizowała się w przerzutach zagrożonych rodaków za Bug do Generalnej Guberni.

Dziś jedynym śladem po Rodziewiczównie w Hruszowej jest pamiątkowa tablica, ustawiona w 1994 r. obok dębu „Dewajtis”, staraniem Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia. Są w niej dwa napisy w języku polskim i białoruskim: „Pamięci wielkiej postaci pisarki Marii Rodziewiczówny (1864- 1944) wdzięczni za jej twórczość, niniejszą ustawioną pod dębem „Dewajtis” tablicę fundują rodacy”.

Pisarka, która zmarła w Żelaznej pod Skierniewicami, też chciała spocząć w ziemi rodzinnej. W wyniku wyroków historii nie było to jednak możliwe.

Marek A. Koprowski
źródło:http://www.kresy.pl/kresy-dzisiaj,re...rodziewiczowny


Zdjęcia www.radzima.org

Maria Rodziewiczówna
(fot. 1937 r.)



Dwór Marii Rodziewiczówny w Hruszowej (fot. przed 1939 r., ze zb. B. Arciszewskiej)



Dwór w Hruszowej na rysunku K. Antoniak.



Dwór od strony ogrodu. Fot. przed 1939 r.



Spichlerz. Fot. przed 1939 r.



Lamus. Fot. przed 1939 r.

^^
Fajnie, że te zdjęcia pomogły rodzinie ustalić miejsce pochówku żołnierza poległego w wojnie polsko -bolszewickiej w 1920 r.
Dane wyfigurowały na "Liście strat Wojska Polskiego 1918-20" stworzonej chyba w 1934 r.

http://www.stankiewicze.com/index.php?kat=28&sub=351

Kapłon Jan - szer. 23.p.p. pl. 13.VI.1920 Janina.


Mówiąc prawdę wrzucając zdjęcia, przejrzałem stare mapy z tamtego rejonu i chyba jak dobrze pamiętam jedyną nazwę Janina znalazłem w okolicy Dryssy, był to folwark Janina, obecnie jest to część Wierchniedźwińska (Dryssy).



Pozdrawiam!:)
Mariusz
Ciekawy artykuł dotyczący prezentowanego teraz rejonu tzn. Polesia.:)

Wydarzyło się w XX wieku: Spolonizować kresy.

W lutym 1923 roku opublikowany został program wojewody poleskiego Stanisława Downarowicza, zakładający uczynienie z Polesia i Poleszuków w przeciągu dwóch, trzech pokoleń członków narodu polskiego.

Polesie, kraina położona w dorzeczu rzeki Prypeć, ze względu na swoje ukształtowanie geograficznie - płytka, płaska niecka zalewowa, była obszarem niesprzyjającym masowemu osadnictwu i rozwojowi wysokotowarowego rolnictwa. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej tereny te wyraźnie odstawały pod względem cywilizacyjnym od innych obszarów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przez cały XIX wiek na Polesiu utrzymywał się tradycyjny model struktury społecznej sięgający swoimi korzeniami jeszcze czasów średniowiecznych. Niewiele w tej materii zmienił również proces uwłaszczenia chłopów. Co prawda otrzymali oni nadziały ziemi, ale ich niska jakość uniemożliwiała przejście w pełni na model gospodarki kapitalistycznej.

Polesie, głównie ze względu na strukturę ludnościową (słaba świadomość narodowa) pozostawało na marginesie polskich koncepcji politycznych. Zarówno zwolennicy idei federacji, jaki i inkorporacji, nie przykładali do tych terenów (w przeciwieństwie do obszarów ukraińskich czy litewskich) większej wagi. Ustalona w Rydze wschodnia granica II Rzeczypospolitej uwzględniała przede wszystkim endecką koncepcję państwa. Polscy negocjatorzy rezygnując z walki o Mińsk i Mińszczyznę (obawiano się w składzie państwa polskiego zbyt dużej liczby ludności białoruskiej i silnego ośrodka miejskiego), uznali, iż takiego zagrożenia nie ma w przypadku Polesia i Wołynia, gdzie miejscowa ludność miała znacznie słabsze poczucie odrębności narodowej. Zakładano, iż obszary Wołynia, a zwłaszcza Polesia uda się stosunkowo szybko, dzięki umiejętnie prowadzonej polityce, pozyskać dla polskiej racji stanu, a docelowo zasymilować z resztą ziem państwa polskiego.

W pierwszych trzech latach funkcjonowania II Rzeczypospolitej władze państwowe nie zdołały wypracować jednolitej, całościowej polityki w stosunku do ziem kresowych. Zalecano jedynie lokalnej administracji, aby czyniąc starania w pozyskiwaniu przychylności ludności białoruskiej i ukraińskiej robiła to z pominięciem nacjonalistycznie nastawionych lokalnych działaczy. Należało dążyć do odseparowania osób nieprzychylnych państwowości polskiej od wpływu na bierne środowiska chłopskie. Działaniom asymilacyjnym w pierwszej kolejności miały być poddane mniejszości słowiańskie. Wynikało to z przeświadczenia, iż obie słowiańskie społeczności (Ukraińcy, a zwłaszcza Białorusini), nie mając zbyt sprecyzowanego poczucia tożsamości narodowej, nie będą stwarzać zbytniego oporu.

Charakter całościowego studium miał dopiero przygotowany w lutym 1923 r. przez wojewodę poleskiego Stanisława Downarowicza program polityki państwa polskiego na Polesiu zatytułowany "Zarys programu zadań i prac państwowych na Polesiu". Zgodnie z zawartymi w pracy rozważaniami ziemie północno-wschodniej II Rzeczypospolitej nie powinny były być traktowane jako całość. W odczuciu autora opracowania należało wydzielić część północną (województwa wileńskie i nowogródzkie) zdominowaną przez mniejszość białoruską od Polesia, gdzie lokalna społeczność nie miała sprecyzowanej świadomości narodowej. Wychodząc z założenia, iż, pomimo faktu słabego uświadomienia narodowego lokalnych wspólnot, w najbliższej przyszłości proces uzyskiwania świadomości narodowej będzie nabierał przyspieszenia, dlatego też należało nadać mu na Polesiu zgodny z interesem państwa polskiego kierunek. Polesie winno było stać się na ziemiach wschodnich polskim korytarzem, a miejscową społeczność należało odseparować zarówno od wpływów białoruskich, jak i ukraińskich. Wszystkie działania władz lokalnych (polityka oświatowa, religijna, wspieranie osadnictwa, rozwój gospodarczy) miały być podporządkowane jednemu celowi - szybkiej i skutecznej polonizacji Polesia.

Słuszność rozważań wojewody poleskiego potwierdzały czynione obserwacje terenowe, ukazujące stosunkowo niską świadomość narodową. W przypadku słabej na Polesiu pozycji polskiej szlachty i Kościoła katolickiego, jedyną siłą, na której można było się oprzeć, pozostawało miejscowe chłopstwo. Władze polskie liczyły, iż poprzez umiejętnie prowadzoną politykę, w krótkim czasie z nieuświadomionych narodowościowo chłopów poleszuckich, uda się uczynić członków narodu polskiego. Zakładano w tej materii współdziałanie z Cerkwią prawosławną w duchu propaństwowym. W celu niezaogniania stosunków na linii Kościół katolicki a Cerkiew prawosławna planowano przenieść siedzibę katolickiego biskupa z Pińska do Brześcia.

Bardzo ważnym elementem zaproponowanej przez wojewodę koncepcji była akcja osadnicza. Pragnąc uczynić z Polesia bufor odcinający od siebie żywioły białoruski i ukraiński, wojewoda proponował odbudowę i rozbudowę miast. Należało w pierwszej kolejności stworzyć odpowiednie warunki egzystencji przybywającym na kresy urzędnikom, aby ci nie traktowali pracy na kresach jak zesłanie i chcieli z tym obszarem kraju związać swoją przyszłość. Zapoczątkować to winno było osadnictwo miejskie. Kolonizowanie i spolonizowanie miast wywrzeć miało olbrzymi wpływ na kulturę wsi poleskiej. W nowej rzeczywistości II Rzeczypospolitej Wilno - jedyne wielkie miasto na kresach północno-wschodnich, znajdujące się dodatkowo na zapalnym pograniczu polsko-litewskim, jako ośrodek polskiego życia politycznego i kultury - nie było w stanie promieniować na obszary Polesia.

Akcja kolonizacyjna Polesia zaproponowana w planie Downarowicza znajdowała swoje odbicie także w licznych publikacjach. Od połowy lat dwudziestych ukazało się szereg artykułów i broszur w różny sposób propagujących walory Polesia. Żaden z rejonów wschodnich II Rzeczypospolitej nie budził tak wielkiego zainteresowania w kwestii ewentualnego wykorzystania kolonizacyjnego. Słabe zaludnienie, niezdeklarowana narodowościowo znaczna część Poleszuków oraz olbrzymie tereny wymagające osuszenia, stanowiły podstawowe atuty tego obszaru. W publikacjach nie szczędzono śmiałych porównań, obiecywano stworzenie z Polesia drugiej Holandii.

Po odejściu w 1924 r. z funkcji wojewody poleskiego Stanisława Downarowicza, zaproponowana przez niego koncepcja polityki, choć nie była negowana przez następców, nie doczekała się pełnej realizacji. Bliski sposobowi myślenia Downarowicza był zwłaszcza Kazimierz Młodzianowski (wojewoda poleski w latach 1924-1926), który wyraz swoich planów dał m. in. w przygotowanych po 1926 r. całościowych założeniach polityki narodowościowej sanacji. Zgodnie z przyjętymi koncepcjami większy nacisk miał być położony na zaspokojenie dążeń gospodarczych i kulturalnych, wykluczano natomiast pomysły wprowadzenia formalnej autonomii na obszarach wschodnich. Władze sanacyjne liczyły, że zaspokojenie żądań natury ekonomicznej i oświatowej pozwoli rozładować narosłe na kresach emocje.

Pomimo jednak znacznego zweryfikowania w praktyce przedmajowych koncepcji obozu sanacyjnego w polityce narodowościowej, w pierwszych kilku latach po przewrocie dominowały założenia asymilacji państwowej ponad narodową. Ideę konsolidacji wokół wartości narodowych zastąpiono hasłem lojalności państwowej. W zamian za zapowiedź poprawy warunków egzystencji, usprawnienie administracji, poszanowanie podstawowych praw mniejszości (język, szkolnictwo), żądano lojalności wobec nowej administracji i państwa polskiego. Zwolennikiem asymilacji w duchu państwowym, co zgodne było z koncepcjami sanacyjnymi, był urzędujący w Brześciu w latach 1926-1932 wojewoda poleski Jan Krahelski. Rozumiał on olbrzymie znaczenie kresów dla państwowości polskiej, jednak nie eksponował na Polesiu rozwiązań zaproponowanych przez Downarowicza.

Wraz z umacnianiem się władzy sanacyjnej coraz większe grono sympatyków zaczęła zdobywać koncepcja regionalizmu w polityce narodowościowej państwa. Oznaczała ona stosowanie indywidualnych rozwiązań w zależności od regionu kraju. Najbardziej znanym planem były inicjatywy podjęte przez wojewodę wołyńskiego Henryka Józewskiego. Przyjęło się uważać, iż było to w II Rzeczypospolitej rozwiązanie oryginalne, niemające swojego odpowiednika na żadnym innym obszarze kresów. Dzisiejsze badania, co możliwe było dzięki dostępowi do archiwów białoruskich po 1991 r., pokazują, iż także Polesie w latach trzydziestych miało swój własny plan. Zwolennikiem autonomicznych działań w kwestiach narodowościowych na Polesiu był wojewoda poleski Wacław Kostek-Biernacki. Dawało mu to praktycznie nieograniczoną władzę w kształtowaniu polityki na podległym terenie. Dzieląc obszary północno-wschodnie na zamieszkane przez Białorusinów i Poleszuków, stosowano kalkę z obszaru ukraińskiego, gdzie w podobny sposób wyodrębniano Ukraińców i Rusinów. U podstaw proponowanych w latach 1932-1939 przez wojewodę Kostka-Biernackiego przedsięwzięć leżały koncepcje przedstawione w 1923 r. przez wojewodę Downarowicza.

Wacław Kostek-Biernacki, opierając się na danych spisowych z 1931 r., mówiących o ponad 707 tys. osób (62,4 proc. wszystkich mieszkańców województwa) deklarujących język narodowy jako tutejszy, widział potrzebę zaktywizowania działań mających na celu przyspieszenie procesów asymilacyjnych. Wydaje się, iż w tym miejscu, odnosząc się do wyników spisu powszechnego z 1931 r., należy podkreślić, iż tak liczna grupa tzw. tutejszych na Polesiu, była z jednej strony wypadkową faktycznego braku sprecyzowanej świadomości narodowej znacznej części Poleszuków, ale z drugiej - w nieco zaskakujący sposób - wychodziła naprzeciw oczekiwaniom władz, starających się często administracyjnymi metodami podkreślić odrębność narodowościową Polesia. Władze zadziwiająco łatwo przeszły nad wynikami spisu z 1921 r., gdzie na bezpośrednie pytanie o narodowość 446 tys. mieszkańców Polesia (43,6 proc.) wskazało narodowość białoruską. Dane te porównywano z postawionym w 1931 roku pytaniem o język narodowy, na które w przypadku języka białoruskiego pozytywnie odpowiedziało tylko 73 tys. osób (6,5 proc.). Wyniki tych dwóch spisów stanowiły podstawę do wyciągnięcia wniosków o spadku liczebności ludności białoruskiej i o funkcjonowaniu na Polesiu odrębnej grupy tzw. poleszuckiej. Brak oczywiście jednoznacznych potwierdzeń co do faktycznego, masowego fałszowania spisu na Polesiu z 1931 r., jednak zbieżność aż tak dużej liczby "tutejszych" z oczekiwaniami władz powinna co najmniej zastanawiać. Nie ulega jednak wątpliwości, iż ten niespotykany na innych obszarach kresów wynik spisu utwierdzał władze lokalne w słuszności stosowania odrębnych rozwiązań narodowościowych na Polesiu.

Przykład Polesia dobrze pokazuje, iż ton faktycznym działaniom na ziemiach kresowych II Rzeczypospolitej nadawali lokalni wojewodowie i starostowie. Brak wypracowanej jednolitej koncepcji uwidocznił się m.in. w pracach powołanego w 1935 r. Komitetu do spraw Narodowościowych, istniejącego przy Radzie Ministrów, gdzie problemy mniejszości białoruskiej czy litewskiej nie miały znaczenia pierwszoplanowego. Wyznacznikiem polityki pozostało dążenie do jak najsilniejszego związania ludności niepolskiej z państwem i narodem polskim. Chciano tego dokonać nie poprzez zmianę dotychczas stosowanego programu, a przez jego aktywizowanie. Dlatego też, aby nie burzyć dotychczas przyjętych zasad postępowania, nie planowano w najbliższych latach na ziemie północno-wschodnie rozciągać działalności rozwijającego się na obszarach ukraińskich stowarzyszenia szlachty zagrodowej. Uważano, iż w przypadku Białorusinów, a tym bardziej Poleszuków dodatkowy czynnik dzielący lokalną społeczność na szlachtę - Polaków i chłopów - Poleszuków był niepożądany. W przygotowywanych w latach trzydziestych założeniach programowych priorytetem polityki państwa winno było być włączenie "białoruskiego szczepu słowiańskiego" w obręb narodu polskiego. Dokonać tego miano stopniowo zacierając różnice dzielące Polaków i Białorusinów (Poleszuków), co zwłaszcza na Polesiu przyspieszyć miało procesy polonizacyjne.

Śledząc działania wojewody Kostka-Biernackiego widać wyraźnie, że wśród zwolenników obozu sanacyjnego wygrała po 1935 r. koncepcja odejścia od asymilacji państwowej, na rzecz asymilacji narodowej. I to właśnie na Polesiu, dzięki staraniom wojewody, przy zachowaniu zasad zezwalających na decentralizację polityki narodowościowej, udało się ją najpełniej zrealizować.

Co prawda trudno jest z dzisiejszej perspektywy oceniać rzeczywiste efekty działań władz polskich na Polesiu. Zbyt krótki był okres oddziaływania nowej polityki. Również założenia zakładające ignorowanie dążeń narodowościowych Poleszuków były błędem. Zbytnim uroszczeniem okazało się traktowanie wszystkich tzw. tutejszych jako grupę nadającą się do łatwego ukształtowania w polskim duchu narodowym. W rzeczywistości wiejskiej społeczności Polesia znacznie bliżej było do narodowej świadomości białoruskiej niż polskiej. Złudzeń co do efektów polityki II Rzeczypospolitej na Polesiu nie pozostawiają wydarzenia z drugiej połowy września 1939 r. Wśród ziem północno-wschodnich II Rzeczypospolitej to właśnie na Polesiu we wrześniu 1939 r. doszło do najsilniejszych wystąpień antypolskich. Nie ulega wątpliwości, iż udział Poleszuków w działaniach dywersyjnych był dowodem klęski, którą poniosła narodowościowa polityka państwa polskiego. Pomimo starań kolejnych wojewodów i zastosowania specjalnych rozwiązań, innych niż na pozostałych obszarach białoruskich, nie zdołano powiązać emocjonalnie mieszkańców Polesia z Polską.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

autor:prof. Wojciech Śleszyński, historyk i politolog, dyrektor Instytut Historii Uniwersytetu w Białymstoku.
4041 - 4060 of 6126 Posts
Top