SkyscraperCity banner

1 - 20 of 227 Posts

·
Registered
Joined
·
4,241 Posts
Discussion Starter #1


To może być jedna z największych atrakcji turystycznych Szczecina. Grupa hobbystów chce udostępnić zwiedzającym tajemniczy kompleks podziemi z czasów II wojny światowej. - Takie wycieczki w świetle latarek będą z pewnością bardzo atrakcyjne - mówi Jan Zienkowicz, szef Stowarzyszenia Poszukiwawczego.

To może być jedna z największych atrakcji turystycznych Szczecina. Sieć położonych głęboko pod ziemią tuneli rozciąga się pod jednym ze wzgórz tuż koło Jeziora Szmaragdowego. Są jednak w opłakanym stanie, nie ma mowy o bezpiecznym ich zwiedzaniu. Miasto od lat bezskutecznie szukało dla nich gospodarza. W końcu się znalazł - to działające od 2003 r. Stowarzyszenie Poszukiwawcze. Organizacja zrzesza ponad 30 szczecinian. To hobbyści, miłośnicy militariów, pasjonaci Szczecina. Miasto zdecydowało się przekazać im podziemia w nieodpłatną dzierżawę.

Od tygodnia przed wejściem do tuneli stoją dwa wojskowe namioty. Członkowie stowarzyszenia na zmianę pilnują obiektu.

- Jeszcze przed zimą zabezpieczymy podziemia przed dalszą dewastacją - mówi Jan Zienkowicz, szef stowarzyszenia. - Wejścia do tuneli zostaną zakratowane, żeby nikt nie niepokoił mieszkających o tej porze roku w tunelach nietoperzy.

W marcu członkowie stowarzyszenia przystąpią do pierwszych prac. Na początek trzeba będzie wynieść zalegające w tunelach tony piachu pozostawione przez poszukiwaczy tajemnic i skarbów, którzy młotami rozwalali ściany, próbując znaleźć ukryte przejścia.

- Wiele wskazuje na to, że kompleks podziemi jest większy niż to, co można teraz obejść, ale taki amatorski sposób poszukiwań doprowadził jedynie do dewastacji - mówi Zienkowicz.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jeszcze przed wakacjami będzie można bezpiecznie zwiedzać tunele. To nie koniec - stowarzyszenie chce też zagospodarować naziemną część kompleksu.

- To świetne miejsce na pokazanie zbiorów szczecińskich miłośników militariów - przekonuje Zienkowicz. - Stare mundury, broń, wojskowe akcesoria, jest nawet szansa na ustawienie w pobliżu wycofanych z wojska starych czołgów.

Prace będą trwały etapami.

- Najpierw zniszczone ściany przykryjemy wojskową siatką maskującą. Potem chcemy spróbować zdobyć środki unijne - mówi Zienkowicz. - Na razie dysponujemy jedynie własnymi skromnymi funduszami, które pozwolą nam tylko przygotować tunele do zwiedzania.

Jezioro Szmaragdowe i jego okolice już teraz są jednym z żelaznych punktów wycieczek odwiedzających miasto. Chętnie odwiedzane są także przez szczecinian. Kilka lat temu wokół jeziora powstał malowniczy szlak spacerowy, a na odległym o 300 m wzgórzu - punkt widokowy. Członkowie stowarzyszenia są przekonani, że podziemia jeszcze bardziej uatrakcyjnią to miejsce.

- W Polsce takich miejsc jest niewiele, a w Szczecinie żadnego - podkreśla Zienkiewicz.

Podziemia gauleitera

Tunele koło Jeziora Szmaragdowego powstały w czasie II wojny światowej albo tuż przed nią. Według różnych relacji i wspomnień to właśnie w tym miejscu przed alianckimi nalotami chronili się bonzowie NSDAP ze Szczecina z gauleiterem Franzem Schwedem Coburgiem na czele.

Po wojnie podziemia przejęła obrona cywilna. Potem aż do końca lat 90. otoczone ogrodzeniem wzgórze z tunelami było we władaniu straży pożarnej, która miała tu swój ośrodek szkoleniowy. Kiedy straż opuściła to miejsce, podziemia i zabudowania na zewnątrz zostały zdewastowane.

Miejsce to obrosło wieloma legendami. Jedna z nich mówi, że w pobliżu jeziora są podziemia, do których mogła wjechać ciężarówka.
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts
[Szczecin & okolice] Podziemia



Tajemniczy tunel pod
Urzędem Wojewódzkim



Gmach Urzędu Wojewódzkiego. Strzałka wskazuje orientacyjnie miejsce, w którym zaczyna się tunel biegnący w stronę Odry


Andrzej Kraśnicki jr

Pod Wałami Chrobrego są podziemia, którymi można dotrzeć do pozostałości po XIX-wiecznym forcie, a może nawet przejść na drugą stronę Odry.


Reporterzy "Gazety" jako pierwsi dziennikarze dotarli 27 bm. do fragmentu najbardziej tajemniczej części podziemi pod Urzędem Wojewódzkim przy Wałach Chrobrego. Przez kilkadziesiąt lat były niedostępne, po sufit zalane wodą, która dopiero teraz została wypompowana.

- Nigdy tu nie byłem - przyznał pracujący w urzędzie od 54 lat pan Tadeusz Strzelczyk, który towarzyszył nam we wczorajszej wyprawie.

Tunel do Odry

Kiedy w 1997 r. po raz pierwszy zszedłem do podziemi Urzędu Wojewódzkiego, wyprawa zakończyła się w wielkiej, żelbetowej piwnicy pod frontowym skrzydłem potężnego gmachu. Na podłodze było pełno wody. W oddali, w ścianie, widać było wejście do niemal całkowicie zalanego tunelu.

- Prowadzi chyba do Odry - mówił towarzyszący mi urzędnik.

Nikt nie potrafił tego potwierdzić. Nie było żadnych materiałów na ten temat, także dokumentów poświadczających, że podziemia są głębsze. A mogą być - Wały Chrobrego stoją przecież na murach potężnego, XIX-wiecznego fortu, który z pewnością posiadał rozbudowane lochy.

Zaraz po naszej wizycie wejście do tunelu zamurowano. Obawiano się, że wielka fala powodziowa, jaka zbliżała się wtedy do Szczecina, poprzez podziemia wedrze się do urzędu.

Zagadka tajemniczych podziemi znów jednak odżyła. Na początku roku, bez specjalnego rozgłosu, Urząd Wojewódzki zabrał się za jej rozwikłanie. Pomaga w tym odnaleziona niedawno część poniemieckiej i sporządzonej zaraz po wojnie dokumentacji gmachu. Leżała w jednej z szaf w urzędzie. Znalazł ją przez przypadek nowy pracownik, który zajął miejsce emerytowanej urzędniczki.

- Chcemy wykorzystać podziemia do ułożenia w nich światłowodu, który ma przebiegać przez Wały Chrobrego - tłumaczy Daniel Miazga, dyrektor Biura Dyrektora Generalnego Urzędu Wojewódzkiego.

Urzędnicy podejrzewają, że gmachy wzdłuż Wałów Chrobrego połączone są tunelem, przez który można puścić kabel. Ale nie tylko.

Daniel Miazga rozkłada przede mną płócienny plan piwnicy wykonany w październiku 1945 r. już przez polską administrację. Od skraju fundamentów w kierunku Odry prowadzi urywający się na planie korytarz. Obok napis: "szacht podziemny do Odry".

- To ten tunel, który w 1997 r. był zalany i został zamurowany - mówię.

- Niedawno rozbiliśmy ścianę, a wodę wypompowali straży - mówi Daniel Miazga. - Chce pan zobaczyć, co odkryliśmy?

Dochodzimy do fortu


Razem z dyrektorem Miazgą, Andrzejem Nowickim, administratorem sieci komputerowej (który zajmuje się światłowodem) i fotoreporterem Darkiem Gorajskim schodzimy do podziemi. Towarzyszący nam Tadeusz Strzelczyk nie słyszał, by ktoś po wojnie badał tajemnicze przejście.

Wchodzimy do wąskiego tunelu. Latarka oświetla żelbetową konstrukcję. Jest identyczna jak ta, którą widziałem w podziemiach wybudowanych tuż przed II wojną światową i już w czasie jej trwania. Czy ta część podziemi jest młodsza niż powstały jeszcze przed I wojną gmach? Strome schody prowadzą w dół.

- Budowlańcy, którzy tu z nami zeszli, twierdzą, że konstrukcja schodów jest taka, że z pewnością pod nimi jest jeszcze jakieś pomieszczenie - mówi Daniel Miazga. - Wejścia do niego na razie nie znaleźliśmy.

Tunel wyrównuje się. Jesteśmy mniej więcej 12-15 m pod poziomem jezdni przy gmachu urzędu. Na podłodze wody po kostki. Po 20 m żelbetowy tunel kończy się. Teraz ma kształt jajowaty, zbudowany jest cegieł. Prawdopodobnie dotarliśmy do konstrukcji XIX-wiecznego fortu Leopolda, na którym na początku XX w. usypano dzisiejsze wały. Przed nami ceglana ściana.

- Nasi pracownicy rozbili ją i okazało się, że dalej jest gruz - pokazuje mi Andrzej Nowicki.

Potężnymi, 60-centymetrowym wiertłem zaczęli go wykruszać i wydobywać. W ten sposób wydrążyli blisko dwumetrowy, wąziutki tunel. Dokopali się nim do kolejnej ściany. Na niej złamało się wiertło.

- Widać jedynie, że za tymi cegłami tunel dalej gdzieś ciągnie się - mówi Andrzej Nowicki, oświetlając naruszoną ścianę.

- Gdzie? - pytam.

- Nie wiemy, jedna z legend krążących po urzędzie mówi, że w kierunku kapitanatu portu, druga - że na Łasztownię - mówi Nowicki.

Kolejne zagadki

Chcę głębiej zajrzeć do tunelu. Noga omal nie wpada mi głęboko pod wodę. W podłodze tunelu jest dziura. Gdzieś tam w głąb prowadzi biegnąca wzdłuż ściany pordzewiała rura. To kolejna zagadka.

Prace w tunelu ruszą być może jeszcze w tym tygodniu. W każdej chwili do pomocy gotowi są strażacy ze swoimi pompami, a nawet ekipą nurków. Jeśli okaże się, że tunel prowadzi pod rzeką do Łasztowni, to zostanie wykorzystany do ułożenia w nim światłowodu prowadzącego na Międzyodrze.

[email protected]
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts


Lochy króla Wilhelma



Fragment częściowo zniszczonego fortu Leopolda widziany od strony obecnej ulicy Jarowlta w kierunku Dworca Morskiego. Budowa dzisiejszego Urzędu Wojewódzkiego już się rozpoczęła. Stoi już drewniane ogrodzenie, posadzone są też drzewa tworzące dziś piękną aleję. W dole, po prawej, wydeptaną ścieżką spaceruje kobieta w kapeluszu. Dzięki temu widać jak potężne były mury


Przygotowania do budowy gmachu urzędu. Widok od strony dzisiejszej ulicy Jarowita. W głębi prace wykończeniowe przy dwóch pawilonach


To zdjęcie odnaleziono w urzędzie niedawno i przez przypadek. Tak efektownie wyglądał hol na pierwszym piętrze. Piękne malowidła zostały zmienione na skromniejsze jeszcze przed wojną


Tunel pod urzędem. Na jego końcu dziura, za którą widać dalszy ciąg podziemi, Z prawej rura, która prowadzi do jeszcze nieodkrytych, niższych partii lochów


W tunelu nie ma oświetlenia, chociaż na ścianach widać fragmenty poniemieckiej instalacji elektrycznej. Trzeba mieć latarki


Fragment planu piwnic urzędu przygotowany w październiku 1945 r. Na dole planu tunel podpisany jako „szycht podziemny do Odry"


Andrzej Kraśnicki jr

W gabinecie wojewody drżały szklanki, gdy kilkanaście metrów pod jego fotelem robotnicy za pomocą wielkiej wiertarki zaczęli d okopywać się do tajemniczych podziemi

Odkąd jako dziesięciolatek z podziemi Baszty Siedmiu Płaszczy za pomocą łomu przebiłem się do miejskiej kanalizacji, a nie do średniowiecznych lochów jak mi się marzyło, dość sceptycznie podchodzę do wszelkich opowieści o tzw. podziemnym Szczecinie.Legenda o takim ismiejącym pod nami drugim mieście od lat pięknie rozkwita i ma swoich zagorzałych fanów pewnych, że pod Szczecinem można i wzdłuż, i wszerz przejechać samochodem, a nawet pociągiem (więcej o legendach na końcu tekstu). Fakty niestety są takie, że poza paroma efektownymi schronami, które nie są ze sobą połączone, niczego na miarę tych wyobrażeń nie znaleziono. I nagle ja, sceptyk, stanąłem kilka dni temu przed ścianą, która na pewno zainspirowałaby mistrza młodzieżowej sensacji Zbigniewa Nienackiego do stworzenia kolejnej opowieści o „Panu Samochodziku".

U wojewody drżały szklanki

Pisaliśmy już o tym w "Gazecie" (powyżej). Oto po latach administracja Urzędu Wojewódzkiego postanowiła przyjrzeć się podziemiom pod stuletnim gmaszyskiem. Nie bez powodu. W rejonie Wałów Chrobrego ma być układany światłowód. Jeśli przypuszczenia o tunelu łączącym stojące w tym miejscu gmachy potwierdzą się, kabel będzie można poprowadzić właśnie tą trasą. Bez konieczności kosztownego wkopywania się w istniejące kanały telekomunikacyjne. Jeśli prawdą okaże się kolejna legenda - o tunelu pod Odrą - problem z przerzuceniem światłowodu na Łasztownię z kłopotliwym „podczepieniem" go do Trasy Zamkowej też zostanie rozwiązany. Tyle planów. Jak to wygląda obecnie?

Do podziemi Urzędu Wojewódzkiego weszliśmy w poniedziałkowe popołudnie. Naszymi przewodnikami byli Daniel Miazda, dyrektor Biura Dyrektora Generalnego Urzędu Wojewódzkiego, i Andrzej Nowicki, administrator sieci komputerowej (który zajmuje się światłowodem). Do małej ekspedycji dołączył też pan Tadeusz Strzelczyk. W urzędzie od 54 lat, najdłużej ze wszystkich pracowników. Nigdy nie słyszał, by ktoś na taką skalę jak teraz eksplorował te podziemia.

Najpierw szybki marsz korytarzami w stronę północnego skrzydła. Tu zapuszczają się już tylko zagubieni w wielkim gmachu petenci. Na odrapanej ścianie widać nieco już wyblakły napis na strzałce skierowanej w dół: "Do schronu". Za szerokimi, dwuskrzydłowymi drzwiami zejście po schodach. Jesteśmy w piwnicy. Niezbyt głęboko, bo przez małe okienka pod sufitem widać niebo. Wokół dziesiątki rur, bocznych pomieszczeń gospodarczych, zawory, zegary kontrolne. Tu Obrona Cywilna trzyma swoje skarby. Kiedyś miałem okazję je obejrzeć. To między innymi setki słynnych "słoni", masek przeciwgazowych, w których w ramach ćwiczeń biegał wokół boiska niejeden poborowy.

Od stróża bierzemy kalosze i już z latarkami ruszamy w głąb jednego z korytarzy. Po chwili jesteśmy w wysokiej na cztery metry dużej sali o żelbetowej konstrukcji. Tu jeszcze niedawno kończyły się wszystkie wyprawy. Dostęp do dalszej części lochów blokowała woda, która niemal całkowicie zalewała dostęp do widniejącego w ścianie wejścia do jakiegoś tunelu. Dopiero niedawno wypompowali ją strażacy. W 1997r., w czasie wielkiej powodzi, bano się, że jakimś sposobem dostanie się tu fala powodziowa, więc tunel zamurowano.

Według planu piwnic z 1945r., który niedawno został w urzędzie odnaleziony, jesteśmy kilka pięter pod gabinetem wojewody.

- Kiedy rozkuwaliśmy mur, w gabinecie wojewody drżały w kredensie szklanki - mówi Daniel Miazga.

Wchodzimy w wąski tunel. Wije się raz w prawo, raz w lewo. Potem stromymi schodami schodzimy w dół.

- Budowlańcy, którzy tu z nami zeszli, twierdzą, że konstrukcja schodów jest taka, że z pewnością pod nimi jest jeszcze jakieś pomieszczenie - mówi Daniel Miazga. - Wejścia do niego na razie nie znaleźliśmy.

Trudno ocenić, na jakiej jesteśmy głębokości. Prawdopodobnie idziemy około 12-15 m pod ulicą biegnącą pod urzędem. Na pewno jesteśmy już poza zarysem budynku.

Tunel ma żelbetową konstrukcję. Identyczną jak ta, którą można spotkać w wielu schronach wybudowanych tuż przed drugą wojną światową i w czasie jej trwania. Są nawet takie same charakterystyczne "słoneczka" (symbol producenta) odciśnięte w betonie. Wygląda więc na to, że ta część podziemi powstała już wiele lat po wybudowaniu gmachu obecnego urzędu. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Na przełomie lat 30. i 40. w Szczecinie rozbudowano co najmniej dwa istniejące od dawna podziemne obiekty. W Podjuchach przedłużono tunel starej kopalni węgla brunatnego, a w rejonie dworca głównego powstał gigantyczny schron. W ten sposób zwiększano liczbę miejsc w schronach.

Brnąc po kostki w wodzie, dochodzimy po około 20 m do częściowo rozbitej ściany.Konstrukcja podziemi w tym miejscu jest już z cegieł. Loch w przekroju ma kształt jajowaty.

- Nasi pracownicy rozbili mur z cegieł i okazało się, że dalej jest gruz - pokazuje mi Andrzej Nowicki. Potężnym 60-centymetrowym wiertłem zaczęli go rozkruszać i wydobywać. W ten sposób wydrążyli blisko dwumetrowy, wąziutki tunel. Dokopali się nim do kolejnej ściany. Na niej złamało się wiertło. - Widać jedynie, że za tymi cegłami tunel dalej gdzieś się ciągnie - mówi Andrzej Nowicki, oświetlając naruszoną ścianę.

"Coś" może być też poniżej posadzki. Bo gdzie prowadzi zbiegająca pod nią stara pordzewiała rura?

Donikąd nie prowadzi

Co może być dalej, za rozbitą ścianą? Na mapie piwnic z grudnia 1945 r. tunel, którym szliśmy, narysowany jest tylko częściowo. Obok widnieje jednak napis: „szacht podziemny do Odry".
- Gdzieś ten tunel prowadzi, przecież nie wybudowano go „donikąd" - uważa Daniel Miazga.
Niemal pewne wydaj e się tylko j ed-no: ta ceglana konstrukcja to fragment fortu Leopolda, na którym na początku XX w. usypano Hakenterrasse, czyli dzisiejsze Wały Chrobrego.

Fort był gigantyczną konstrukcją, która powstała z milionów cegieł podtrzymujących ogromne wały z ziemi. Powstał na początku XVIII w. jako część nowych fortyfikacji Szczecina, które zaprojektował znany w ówczesnej Europie spec od takich budowli Gerald C. Warlave. Wały rozciągały się od Odry po okolice ul. Jarowita (na tyłach Urzędu Wojewódzkiego). Czy były podziemia? Z pewnością, tym bardziej że oprócz samych wałów fort miał magazyny prochu, pomieszczenia dla artylerii czy też koszary.

Te potężne, trudne do wywiezienia gdzieś poza miasto masy ziemi i cegieł zostały wykorzystane podczas projektowania na początku wieku Tarasów Hakena. Efektowne skarpy zawdzięczamy więc nie tyle samemu nadburmistrzowi Hermanowi Hakenowi, ale także królowi Fryderykowi Wilhelmowi I, który zdecydował o budowie tak wielkich fortyfikacji. Pokaźne fragmenty fortu widoczne są na nielicznych niestety zdjęciach, które zrobiono w pierwszej fazie budowy gmachów przy dzisiejszych wałach. Posadowiono na nich część fundamentów reprezentacyjnych gmachów.

Ceglany tunel, do którego dotarliśmy, znajduje się już poza obrysem budynków. Wygląda więc na to, że fragmenty fortu pozostawiono także gdzieś pod skarpami i tarasami dzisiejszych Wałów Chrobrego.

Wizytówka Szczecina ma zresztą więcej podziemnych budowli, o których istnieniu wiemy. Wśród miłośników podziemi nie jest tajemnicą istnienie rozbudowanego tunelu, który zaczyna się w okolicy Domu Rybaka przy ul.Małopolslkiej i przez około 100 m ciągnie się w rejonie Wałów Chrobrego.Podziemia mąją żelbetową konstrukcję i liczne odgałęzienia kończące się stertami piachu lub murem. To nie legenda. Zdjęcia i plan tych podziemi można sobie obejrzeć na stronie www.podziemnyszczecin.pl w dziale "Galeria" pod hasłem "Wały Chrobrego". Czy były kiedyś w jakiś sposób powiązane z piwnicami pod stojącymi na wałach gmachami? Nie wiadomo.

Kolejne podziemia blisko Urzędu Wojewódzkiego to te zlokalizowane na zapleczu Komendy Wojewódzkiej Policji. Publiczną tajemnicą jest to, że pod trawnikiem znajduje się tam stanowisko dowodzenia dla władz wojewódzkich na wypadek wojny czy też innego nieszczęścia. Podziemia mąją jeszcze przedwojenny rodowód, a jeden z tuneli prowadzi w kierunku pomnika Adama Mickiewicza. Czyli w stronę Urzędu Wojewódzkiego. Czy do niego dochodzi? To kolejne pytanie bez odpowiedzi, o którą trudno, bo samo istnienie stanowiska dowodzenia jest okryte mgiełką urzędowej tajemnicy.

Wyjście ewakuacyjne?

Zagadka tunelu pod Urzędem Wojewódzkim powinna zostać rozwiązana w ciągu kilku następnych dni. Czy jeśłi okaże się, że podziemia ciągną się aż pod Odrę, to pojawi się również szansa na ich turystyczne wykorzystanie? Nie ma co gdybać, bo może się na przykład okazać, że tunel grozi zawaleniem, nie mówiąc już o kolejnym zalaniu przez przesiąkającą przez strop wodę. Nikt nie weźmie w takiej sytuacji odpowiedzialności za bezpieczeństwo zwiedzających. Może być też inne zakończenie. Jest całkiem prawdopodobne, że tunel to poprostu zbudowane w czasie wojny zapasowe wyjście ewakuacyjne z podziemi, powstałe z myślą o możliwości ucieczki z piwnic, gdyby gmach w wyniku bombardowania zawalił się. I że gdzieś na trawniku u stóp wałów jest z niego wyjście. Pamiętając, że najbardziej tajemnicze jak się czasem wydaje, zagadki mają często bardzo prozaiczne rozwiązanie, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.


Stettin vor 1945 > Fort Leopold, Hakenterrasse
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts


Mity o podziemiach

** Opowieści publikowane często w internecie czy też prasie o rzekomych tunelach biegnących pod Szczecinem można skwitować krótko: cud, że miasto się jeszcze z hukiem nie zapadło. Oto kilka tego typu rewelacji:

** Tunel z Lasku Arkońskiego przez Pogodno, Jasne Błonia, pl. Grunwaldzki (z odnogą do al. Wojska Polskiego), pl. Żołnierza, Wały Chrobrego, Zamek Książąt Pomorskich, ul. Dworcową, Czerwony Ratusz, Dworzec Główny, ul. 3 Maja, al. Niepodległości, ul. Potulicką i al. Piastów. Opowiadający o takim tunelu powołują się nawet na pierwszego prezydenta Szczecina Piotra Zarembe. Wspominają, że Zaremba planował budowę metra. I chociaż prezydent nie wspominał o podziemiach, zwolennicy teorii o wielkim tunelu tłumaczą sobie, że skoro miało być metro, to pewnie Zaremba wiedział coś o wielkich podziemiach i chciał je wykorzystać do celów komunikacyjnych.

** Tunel z VII Liceum Ogólnokształcącego (na Pogodnie), pod Jagiellońską do Wałów Chrobrego.

** Podziemia pod Jasnymi Błoniami. "Gdzieś jest tam ponoć rozwidlenie m.in. linii kolejowej biegnącej w stronę Dworca Głównego i Gumieniec" - przeczytałem kiedyś z niemałym zdumieniem w jednej z opowieści o podziemiach.

** Ponoć przed wizytą Ojca Świętego przy budowanym ołtarzu papieskim na Jasnych Błoniach wykryto podziemny kanał umożliwiający jazdę samocbodem z Pogodna na Niebuszewo".

Ci, którzy pasjonują się szczecińskimi podziemiami, odkrywają kolejne schrony, przygotowują ich mapy irytują się, że odkryte tunele są często dewastowane. Pojawiają się sterty śmieci, podziemia zmieniają się w meliny. Co gorsza bezmyślni poszukiwacze skarbów kują ściany, powodując zasypywanie niektórych tuneli. Podziemia są też z takich powodów coraz częściej zamurowywane. Na Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl wybuchła niedawno dyskusja na temat sensu chwalenia się odkryciami kolejnych tuneli. Najtrafniej problem podsumował Airkozak: - Myślę, że wszelkie obiekcje należy skierować do tych, którzy opisują nieprawdziwe, niestworzone historie o szczecińskich podziemiach. To przez nich właśnie pojawiają się poszukiwacze bursztynowych komnat, którzy gwałtem chcą zdobywać skarby Geringów itp., co jest przyczyną zamykania schronów. O podziemiach należy mówić głośno, ale prawdę. W przeciwnym wypadku skutki będą negatywne. To chyba oczywiste.
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts


Niemcy zachwyceni naszymi bunkrami



Jedna z budowli starej fabryki
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG



Andrzej Kraśnicki jr 08-05-2006

Ruiny fabryki w Policach i szczecińskie podziemia mogą stać się wielką atrakcją turystyczną dla Niemców. Zainteresowało się nimi prężnie działające berlińskie stowarzyszenie miłośników "podziemnego świata".

O położonych tuż przy ich granicy podziemnych atrakcjach berlińczycy dowiedzieli się ze strony internetowej Jakuba Matury z Polic (www.fabryka.police.info.pl). Matura przedstawia na niej największą, ale i wciąż niewykorzystaną atrakcję miasta - ruiny zbudowanej w czasie wojny, a potem zbombardowanej przez aliantów i rozkradzionej przez Rosjan fabryki benzyny syntetycznej. Do dziś przetrwały gigantyczne, żelbetowe konstrukcje i tajemnicze podziemia.

- Wśród Niemców, którzy zainteresowali się ruinami, jest Michael Foedrowitz, który produkuje programy historyczne dla Spiegel TV i BBC. To taki trochę niemiecki Wołoszański - mówi Jakub Matura. - W piątek Foedrowitz i jeszcze jeden Niemiec przyjechali do Polic.

Tym, co zobaczyli, byli zafascynowani.

- Michael, który mówi trochę po polsku, cały czas powtarzał "Niesamowite!" - opowiada Matura. - Mówił, że w Policach znalazł unikatowy, nigdzie indziej niespotykany, a nowatorski rodzaj bunkra.

Goście z Berlina okazali się forpocztą stowarzyszenia Berliner Unterwelten (Berliński Podziemny Świat) skupiającego miłośników podziemi stolicy Niemiec. Zapowiedzieli, że niedługo wrócą do Polic już większą ekipą. Matura chce im też pokazać podziemia w Szczecinie. Niemcy zaoferowali się, że rozreklamują u siebie polickie i szczecińskie podziemne tajemnice. Matura uważa, że to wielka szansa: - Berliner Unterwelten to prężnie działające stowarzyszenie, wystarczy obejrzeć ich stronę internetową (www.berliner-unterwelten.de) - mówi.

Faktycznie. Stowarzyszenie działa z rozmachem. Berlińczycy legalnie oprowadzają po podziemnych zakamarkach stolicy Niemiec grupy wycieczek. Za półtoragodzinną wyprawę uczestnicy płacą po 9 euro. Podziemia są tam już tym, o czym marzą polscy miłośnicy podziemi: atrakcją turystyczną, na której się zarabia.

- Chcielibyśmy wykorzystać ich doświadczenia - mówi Matura.

Berliner Unterwelten zapaliło się do współpracy. Stowarzyszenie chce, by polscy miłośnicy podziemi wzięli udział w wielkim spotkaniu niemieckich bunkrowców z okazji dziesięciolecia ich organizacji.

- Mamy przygotować multimedialną prezentację o naszych podziemnych i naziemnych atrakcjach - mówi Matura. - Liczymy, że dzięki międzynarodowej współpracy polickie i szczecińskie podziemia zostaną zagospodarowane.
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
^^ Nasze pozdziemia to świetna atrakcja, ale niestety miasto wychodzi z założenia, że lepiej tam nie zaglądać i nie robić z tego atrakcji...Sprawa bunkrów pod Dworcem Głównym stoi w miejscu ze względu na ustawy związane z obroną cywilną...Szkoda, bo to teren do zagospodarowania prawie od zaraz, który może być bazą wypadową rozpoczynajacą podziemna przygodę w naszym mieście i przede wszystkim noclegową gdzie można urządzić hotelik o najniższym standardzie ;) ( wszak trzeba się poczuć jak w trakcie nalotów) jakiś PUB też można urządzić... nawiązujący do życia w stanie wojennym ;), a przede wszystkim zwiedzanie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie!
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts
A propos...



Można obejrzeć podziemia w Zdrojach




Wejścia do podziemi przy Jeziorze Szmaragdowym
Fot. Dariusz GORAJSKI/ AG


Andrzej Kraśnicki jr 23-05-2006

Tajemnicze tunele koło Jeziora Szmaragdowego zostaną w niedzielę na kilka godzin udostępnione zwiedzającym.

- Chociaż do zaprowadzenia tam porządku jeszcze daleko, chcemy pokazać szczecinianom, że to niezwykle interesujące miejsce, które może być sporą atrakcją turystyczną - mówi Jan Zienkowicz, prezes Szczecińskiego Towarzystwa Poszukiwawczego.

To właśnie STP, grupa ponad pięćdziesięciu miłośników militariów, jesienią 2005 r. została dzierżawcą zdemolowanych podziemi pod wzgórzami koło Jeziora Szmaragdowego. Tunele powstały w czasie II wojny światowej. Ponoć tu rezydował w czasie nalotów hitlerowski gauleiter Pomorza Schwede-Coburg. Do dziś krąży wiele legend o nieodkrytych jeszcze podziemiach w tym rejonie. Po wojnie mieścił się tu ośrodek szkoleniowy strażaków. Kiedy i oni opuścili to miejsce, do ruiny doprowadzili podziemia poszukiwacze skarbów i złomu.

Nowy gospodarz zorganizował całodobowy nadzór, a w wejściach do tuneli stanęły kraty. Wiosną, gdy podziemia opuściły zimujące w tym miejscu nietoperze, rozpoczęły się prace porządkowe.

- Wytaszczyliśmy już 45 m sześc. gruzu - mówi Jan Zienkowicz. Członkowie stowarzyszenia zabrali się też za zabezpieczenie niebezpiecznych miejsc (tych jest mnóstwo, bo złomiarze zdążyli ukraść np. pokrywy ze studzienek odwadniających). Muszą też jeszcze wynieść z tuneli ok. 15 t piachu i ziemi.

W niedzielę z okazji Dni Prawobrzeża szczecinianie będą mogli bezpłatnie ocenić postępy prac.

- Przygotujemy dwie trasy - mówi Zienkowicz. - Pierwsza bardzo łatwa - dla każdego spacerowicza - i druga, która wymaga m.in. przeczołgania się po stercie piachu tuż pod stropem.

Osoby niepełnoletnie będą wpuszczane do podziemi jedynie pod opieką osób dorosłych. Warto też zabrać ze sobą latarki, bo nie we wszystkich miejscach tunele będą wystarczająco jasno oświetlone. Podziemia będą dostępne dla zwiedzających w godz. 9-14. Na miejscu będzie między innymi zobaczyć specjalistyczny sprzęt do poszukiwań pod ziemią i minikamerę, którą można zajrzeć przez szczeliny za ścianę.

Gospodarze tuneli nie chcą na razie deklarować, kiedy cały kompleks będzie dostępny na co dzień.

- Wszystko jak do tej pory robimy własnoręcznie, ale pewne rzeczy zależą nie tylko od nas - mówi Zienkowicz.

Same urzędowe procedury związane z podciągnięciem energii elektrycznej zajęły miłośnikom podziemi pół roku.
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts



Nowa atrakcja turystyczna
- podziemia w Zdrojach



Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG


Andrzej Kraśnicki jr 28-05-2006

Ponad 250 osób spenetrowało wczoraj otwarte na kilka godzin tajemnicze tunele koło jeziora Szmaragdowego. Wysoka frekwencja i entuzjazm zwiedzających przyspieszyły decyzję - podziemia wkrótce będzie można zwiedzać w każdy weekend.

Gospodarze podziemi - członkowie Szczecińskiego Towarzystwa Poszukiwawczego i ich sympatycy - nie kryli zaskoczenia, widząc tłumy szczecinian, którzy z latarkami w rękach wysiadali z samochodów zaparkowanych w pobliżu jeziora.

- Nie spodziewałem się aż takiego zainteresowania - przyznał Jan Zienkowicz, prezes towarzystwa. - To dla nas wyraźny znak, że to, co robimy, jest ważne nie tylko dla grona miłośników podziemi. Widać, że te tunele mogą stać się jedną z większych atrakcji turystycznych Szczecina.


W otoczce tajemnicy

Podziemia koło Szmaragdowego to relikt II wojny światowej. Odkryte do tej pory tunele mają długość ok. 700 m. Przez kilkadziesiąt lat ich gospodarzem była straż pożarna. Pod koniec lat 90. opuszczony obiekt został zdewastowany. Poszukiwacze złomu i skarbów spowodowali częściowe zasypanie podziemi.

Jesienią 2005 r. tunele i część naziemnych budowli wydzierżawili od miasta miłośnicy wojennych zagadek skupieni w Szczecińskim Towarzystwie Poszukiwawczym. Z pomocą innych miłośników Szczecina zabezpieczyli podziemia przed dalszą dewastacją, objęli całodobowym dozorem i rozpoczęli ich porządkowanie. Wywieźli tony gruzu i śmieci. I chociaż sporo jeszcze zostało do zrobienia, w niedzielę, w ramach Dni Prawobrzeża, na jeden dzień otworzyli tunele dla zwiedzających.

Przewodnicy mieli pełne ręce roboty. Tylko w ciągu pierwszej godziny od otwarcia podziemia zwiedziło 50 osób. Reporterów "Gazety" oprowadził Jerzy Kempiński. Nasz przewodnik z pasją opowiadał o przeznaczeniu tuneli, ich konstrukcji, a przede wszystkim wciąż nierozwikłanych zagadkach i podejrzanie wyglądających ścianach, za którymi mogą kryć się jeszcze inne szlaki. Tajemniczą atmosferę potęgowały sporadycznie porozwieszane żarówki i światło latarek, którymi musieliśmy się wspomagać.

To może być żyła złota

Szczecinianie, którzy przyszli zwiedzać podziemia całymi rodzinami, wychodzili na powierzchnię zachwyceni.

- To jest coś, co będzie jedną z największych atrakcji turystycznych miasta - mówił Andrzej Domagalski, który przyjechał do Zdrojów wraz z żoną i dorosłą córką. - Tunele są niesamowite. Można sobie wyobrazić, że to fragment legendarnego, podziemnego Szczecina. Miasto powinno postawić na promocję takich miejsc i pomoc w ich zagospodarowaniu. To byłby nasz turystyczny hit i żyła złota!

Dziewięcioletni Kacper przeszedł tunelami wraz z rodzicami. Trzymając jeszcze świecącą się latarkę, z przejęciem opowiadał nam, co zobaczył.

- Bardzo mi się podobało, będę zachęcał kolegów z klasy, by też tu przyjechali - mówił Kacper.

- To idealne miejsce na tego typu atrakcję - mówił tata chłopca, Ryszard Widuta. - Jezioro Szmaragdowe od lat przyciąga tłumy turystów. Zwiedzanie podziemi może być jednym z elementów weekendowej wycieczki w te strony.

Zwiedzanie w każdy weekend


Podziemia zostały wczoraj otwarte okazjonalnie, tylko na kilka godzin. Jednak powodzenie imprezy było tak duże, że gospodarze podziemi chcą jeszcze w tym sezonie umożliwić ich zwiedzanie w każdy weekend. Na razie bezpłatnie.

- Sporo jeszcze musimy zrobić - tłumaczy Jan Zienkowicz. - Nie mamy jednak zamiaru zamykać tuneli przed zwiedzającymi, skoro zainteresowanie jest tak duże.

Podziemia już teraz mogą zwiedzić zorganizowane grupy ( po wcześniejszym umówieniu się ). Na czerwiec zapowiedziała się już stuosobowa grupa kolarzy, uczestników wyścigu Bałtyk - Karkonosze.

===============

Tunele pełne legend


akr 28-05-2006

Podziemia koło jeziora Szmaragdowego powstały tuż przed albo już w czasie II wojny światowej. Co do ich przeznaczenia nie ma jednomyślności. Jedna z legend mówi, że tu mieściło się rezerwowe stanowisko dowodzenia hitlerowskiego gauleitera Pomorza Schwede-Coburga.

Tunele są rozległe. Jeden z nich prowadzi pod szczyt pobliskiego wzgórza, na którym kiedyś stała antena. Według miłośników szczecińskich podziemi te koło Szmaragdowego kryją w sobie jakąś tajemnicę. Szczecińskie Towarzystwo Poszukiwawcze przy pomocy specjalistycznego sprzętu (w tym minikamer) chce zajrzeć za wszystkie podejrzanie wyglądające ściany.

Zimą w tunelach królują nietoperze. O tej porze roku będą dla turystów zamknięte.
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts
cd.


28 maja 2006

Otwarte bunkry



Dziś po raz pierwszy Szczecinianie mogli zwiedzać tunele obok Jeziora Szmaragdowego , mogli i chcieli. W ciągu 5 godzin kawałek podziemnego miasta obejrzało ponad 700 osób.


W ręku lub na głowie latarki, grupy wycieczkowe po kilkanaście osób i obowiązkowo przewodnik. Tunele powstały w czasie II Wojny Światowej, prawdopodobnie w czasie alianckich nalotów rezydował tu gauleiter Pomorza Schwede Koburg. Miejsce kryje pewnie jeszcze sporo tajemnic - jest kilka zamurowanych wejść i zasypanych korytarzy. Zwiedzanie nie było by możliwe gdyby nie działalność Szczecińskiego Towarzystwa Poszukiwawczego, którego członkowie od września opiekują się kompleksem. Zorganizowali całodobowy nadzór i posprzątali tunele - wywieźli stąd 3 kontenery gruzu. To jednak dopiero początek rewitalizacji. Na poważny remont potrzebne są duże fundusze. Być może uda się cześć pozyskać z Unii.

pkiriakou
 

·
Banned
Joined
·
5,488 Posts



Miliony w podziemiach
Byłem na spacerze w podziemiach



Andrzej Kraśnicki jr


Autor schodzi do podziemi


Takimi kanałami można dojść niemal w każdy zakątek śródmieścia, a także do Odry


Wywiad w ściekach. Jakuba Blejsza odpytuje Piotr Tolko z Polskiego Radia Szczecin. Obok Ryszard Pakieser z „Kuriera Szczecińskiego"


Coś w rodzaju węzła komunikacyjnego zwanego fachowo komorą. Z lewej wyjście, w głębi wejście do tunelu prowadzącego w kierunku ul. Sikorskiego, z prawej główny kanał pod al. Bohaterów Warszawy


W ukryciu przed mieszkańcami Szczecina, pięć metrów pod ziemią, wśród ścieków i stuletnich tuneli wydawane są właśnie 42 miliony euro.

Te wielkie pieniądze przeznaczone są na renowację istniejącej sieci kanalizacyjnej w lewobrzeżnej części Szczecina. To część współfinansowanego, w 66 proc., przez Unię Europejską programu "Poprawa jakości wody w Szczecinie". W jego ramach powstaje także oczyszczalnia ścieków. W sumie na uporządkowanie systemu kanalizacyjnego do grudnia 2007 r. wydana zostanie astronomiczna kwota 288 mln euro.

Renowacja 47 km kanałów ciągnącymi się pod 52 ulicami to także okazja do zapoznania się z imponującą siecią podziemi, które powstały sto i więcej lat temu. Jeśli ktoś szuka w Szczecinie podziemnego miasta, to właśnie system kanalizacyjny czymś takim jest. Niektóre tunele mają średnicę dwóch metrów.

Grono ciekawskich miłośników tajemnic Szczecina od dawna chciało zobaczyć, jak te podziemia wyglądają. Nie jest to takie łatwe, bo w tunelach, którymi płyną ścieki, można się zatruć metanem. Nie da się też tam wejść bez specjalnego stroju. Kilka dni temu Zakład Wodociągów i Kanalizacji zaprosił jednak dziennikarzy i miłośników Szczecina na krótką podziemną wędrówkę.

Do zwiedzania wytypowany został kanał biegnący pod al. Bohaterów Warszawy, który dochodzi do brzegu Odry w rejonie ul. Zapadłej, koło Tamy Pomorzańskiej. Ubrani zostaliśmy w szczelne, białe kombinezony, na które nałożyliśmy kalosze połączone z czymś w rodzaju gumowych spodni kończących się niemal pod szyją. Do tego oczywiście gumowe rękawice. Uśmialiśmy się na swój widok i weszliśmy do studzienki kanalizacyjnej. Naszym przewodnikiem był Jakub Blejsz, kierownik robót z firmy Infra, która przeprowadzała renowację kanału.

Szybki nurt ścieków sięgał niemal po kolana. Przyznam, że spodziewałem się większego smrodu. Przed nami dwa tunele. Jednym można spokojnie pójść, wystarczy się schylić. Drugi, mniejszy, wymagałby już wędrówki na kolanach. Światło reflektora ginie gdzieś w ciemnościach. Po 50 m marszu w pozycji mocno pochylonej mamy dość.

Andrzej Kraśnicki jr: Śmierdzi umiarkowanie, ale czy się nie potrujemy?

Jakub Blejsz: (zerka na specjalne urządzenie) - Tlenu 20,9 proc., siarkowodoru zero, metanu zero. Idealnie.

Zdrowa atmosfera

- Bardzo zdrowa. Zdrowsza niż na powietrzu. Nie ma tu spalin (śmiech).

W jakim stanie są kanały, które remontujecie?


- To solidna, niemiecka robota. Powstały metodą odkrywkową. Mają czasem ponad sto lat i są o niebo lepiej zrobione niż kanały z czasów PRL-u, które zwykle są już ruiną. Jedyną wadą były nieszczelności powodujące przenikanie wody gruntowej do kanału, co powodowało jego zamulenie i ścieków na zewnątrz, czyli zanieczyszczenie wód gruntowych, które przecież docierają do naszych źródeł wody.

Kanały były ceglane, teraz pokrywacie je czymś, co przypomina mi gładź, którą kładłem w domu do wyrównania sufitu.

- To nie takie proste. Najpierw trzeba skuć zniszczoną i uszkodzą cegłę. A ta zaprawa nie jest taka zwykła. Jest odporna na środki toksyczne, które powstają w trakcie fermentacji ścieków. I dziesięć razy droższa od zwykłej. Przez jakieś 50 lat nic nie powinno się z nią stać.

To ręczna robota?

- Zaprawa nakładana jest pod ciśnieniem, ale później wygładzana jest już ręcznie. Tam, gdzie jest ciasno, pracownicy poruszają się na kolanach. To ciężka praca.

Czy w kanałach można coś znaleźć?

- Owszem, sporo, czasem zupełnie zaskakujących rzeczy. Na przykład karabiny z czasów II wojny światowej. Jest też mnóstwo monet. Bardzo zastanawia nas spora ilość współczesnej amunicji. Nie łusek, ale normalnej amunicji! Wygląda jakby wojsko pozbywało się zbędnego arsenału, wrzucając go do kanału. Prawdziwą zmorą są jednak igły jednorazówki. Jest ich pełno. Widać, że szpitale i przychodnie także i w taki sposób pozbywają się śmieci. To dla nas poważny kłopot, bo pracownicy mogą się taką igłą w czasie sprzątania kanału ukłuć. Są wprawdzie zaszczepieni, ale wiadomo, że ukłucie używaną igłą może mieć bardzo poważne konsekwencje. Czasem zdarzają się miłe niespodzianki. Sporo jest na przykład sztućców ze szlachetnego kruszcu.

A szczury są? W mieście są ich miliony.

- Tam, gdzie są prowadzone roboty budowlane, szczury płoszą się i uciekają. Rzadko można je spotkać.

Jakie jeszcze niespodzianki są w kanałach?

- Nagły przybór wody. Opady powodują czasem gwałtowny przybór wody. Między innymi z takich powodów zwiedzanie kanałów jest niebezpieczne. Wody może być po kostki, a w ciągu kilku minut będzie jej już po pas. Pędzi z taką siłą, że gdyby coś takiego przytrafiłoby się nam tutaj, to zatrzymalibyśmy się na kracie kanału uchodzącego do Odry. Cały czas więc czuwamy nad tym, co się dzieje na niebie. Kiedy spadną pierwsze krople, pracownicy od razu wychodzą z kanałów. Teraz też lepiej szybko wychodźmy, bo właśnie zaczyna lać...
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts

Zwiedzimy wielki schron
20 Wrz 2006

Legendarne podziemia pod dworcem głównym będą udostępnione do zwiedzania. PKP wydzierżawiła je firmie, która chce tam przygotować dwie trasy turystyczne.

Gigantyczny, mogący pomieścić kilka tysięcy osób schron rozciąga się od przejścia podziemnego pod torami dworca głównego aż po okolice skrzyżowania ulic 3 Maja i Narutowicza. Powstał w 1941 r. na bazie zagadkowych gigantycznych, bo mogących pomieścić pociąg, tuneli wbijających się głęboko pod przydworcową skarpę. W czasie alianckich bombardowań mogło się tu schronić około 5 tys. ludzi. Po wojnie schron został okryty typową dla PRL-u tajemnicą. Wiadomo, że szkoliła się tam obrona cywilna. Od lat podziemia nie są jednak użytkowane.


Przymiarki do wydzierżawienia ich trwały kilka lat. Poszukiwania gospodarza zostały przyspieszone przez spore zainteresowanie, jakim zaczęły cieszyć się podziemia w gronie miłośników historii Szczecina, i przykład Berlina, gdzie wojenne tunele stały się jedną z atrakcji turystycznych miasta.

Od 15 września dzierżawcą gigantycznego schronu jest Centrum Wynajmu & Turystyki, które zajmuje się m.in. organizowaniem wycieczek po Szczecinie. Firma ma już koncepcję zagospodarowania podziemi.

- Chcemy przygotować tam dwie trasy turystyczne - mówi Agnieszka Fader, kierownik biura. - Pierwsza dotyczyłaby wojennych dziejów miasta i tego, co działo się w Szczecinie zaraz po wojnie. Druga trasa byłaby opowieścią o czasach zimnej wojny w Szczecinie. Historia schronu i to, co się tam znajduje, doskonale komponują się z tymi dwoma tematami.

Zwiedzając podziemia, mamy oglądać nie tylko żelbetowe mury, ale także zdjęcia (np. zniszczonego Szczecina) i eksponaty. Poznawaniu wojennych dziejów miasta ma towarzyszyć odgłos bombardowania.

- Chcemy, by turysta mógł przekonać się, jak wyglądało życie w takim schronie w czasie alarmu bombowego - mówi Agnieszka Fader.

Ważnym elementem tej części ma być opowieść o polskich osadnikach, którzy przyjechali do zrujnowanego miasta w 1945 r.

Podobny charakter ma mieć druga, zimnowojenna trasa. Klimat tych czasów jest doskonale wyczuwalny już teraz. W pomieszczeniach schronu jest pełno materiałów propagandowo-informacyjnych i sugestywnych rysunków instruujących, co należy zrobić w razie eksplozji bomby atomowej.

- W tej części znalazłaby się też informacja o stanie wojennym i szczecińskiej "Solidarności" - zapowiada Agnieszka Fader.

W schronie ma znaleźć się miejsce też na organizację wystaw fotograficznych i innych przedsięwzięć artystycznych, na przykład przedstawień teatralnych.

- Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie i informacje, które pomogą nam przygotować interesującą opowieść dla turystów - mówi Agnieszka Fader.

Dzierżawcy chcą, by o przyszłości schronu wypowiedzieli się m.in. miłośnicy szczecińskich podziemi.

- Za dwa miesiące pierwsi turyści będą mogli zostać oprowadzeni po schronie - zapowiada Agnieszka Fader.

Dla Gazety

Rafał Depa, współtwórca strony www.podziemnyszczecin.pl

- Bardzo dobrze się stało, że dworcowe podziemia znalazły gospodarza, który chce je udostępnić dla turystów. Z pewnością będą się cieszyć sporym zainteresowaniem. Tym bardziej że Szczecin słynie z legend o drugim, podziemnym mieście. Teraz w końcu zarówno turyści, jak i sami szczecinianie będą mogli część tej legendy zobaczyć na własne oczy. Schron pod dworcem jest naprawdę imponujący i wart zobaczenia. Warto pomyśleć o stworzeniu szlaku po wojennych tajemnicach miasta. Gospodarzy mają już przecież podziemia koło jeziora Szmaragdowego, którzy przygotowują je do udostępnienia turystom. Także w Policach są bardzo ciekawe ruiny fabryki benzyny syntetycznej. Z tych trzech elementów układa się bardzo atrakcyjny szlak.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 19 IX 2006 r.
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
^^ to będzie wielka atrakcja dla turystów z Polski, a przede wszystkim zagranicy. Zainteresowanym polecam odcinek Misji Gryf o dworcowych podziemiach:



Misja Gryf - Podziemny Szczecin 25Mb
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
Hydrierwerke Pölitz - Fabryka Benzyny Syntetycznej



Niemcy od początku XX stulecia interesowali się możliwością przetwarzania paliwa stałego w ciekłe. Duże zasoby węgla w Zagłębiu Ruhry i jednocześnie brak terenów roponośnych spowodowały, że taka forma pozyskiwania paliwa ciekłego była dla niemieckiego państwa, przemysłu bardzo ważna. W 1925 roku, po latach prób, koncern IG Farben Industrie w Leunie wyprodukował pierwsze tony benzyny syntetycznej dobrej jakości. W 6 lat później inżynier Friedrich Bergius za prace nad wytworzeniem benzyny otrzymał prestiżową nagrodę Nobla.


W obliczu wybuchu wojny Niemcy zintensyfikowali prace nad budową kilkunastu olbrzymich zakładów wytwarzających paliwo ciekłe. Jednym z miejsc jakie wskazano na budowę koncernu były Police. Dostęp do wody, istniejąca sieć komunikacji kolejowej sprzyjały powstaniu zakładu.

W Policach w latach 30. istniał zakład Norddeutsche Mineralölwerke GMbH, regenerujący nie zużyte do końca paliwa okrętowe. Na bazie tej firmy rozpoczęto w 1938 roku budowę wielkiej fabryki benzyny syntetycznej, jednego z największych zakładów Pomorza Zachodniego. Jednocześnie posiadając technologię inż. Bergiusa koncern IG Farben Industrie rozpoczął budowę 11 innych, tego samego przeznaczenia fabryk między innymi w Blachowni Śl. i Oświęcimiu.

Przy budowie zakładu od podstaw pracowali z początku robotnicy najemni z Niemiec i Czechosłowacji. W momencie wybuchu II wojny światowej jasnym się stało, że do pracy w wielkim zakładzie zostaną zmuszeni więźniowie różnej narodowości, skupieni w jenieckich obozach pracy. Pracy było wiele, bo fabryka była ogromnym kolosem rozległym na 1500 hektarach powierzchni, między Policami a Jasienicą, z czego 200 hektarów stanowiła skomplikowana, zwarta zabudowa infrastruktury zakładowej - budowle nadziemne, podziemne, kanały z instalacją, rurami, ogromne silosy i studnie. Do tak dużego zakładu należało doprowadzić linię kolejową z bocznicą oraz dobrą drogę. Z czasem gdy nasiliły się naloty aliantów, rozpoczęto budowę dużych schronów dla kilkudziesięciu osób, oraz małe schrony dla wartowników.

Wytwarzanie benzyny syntetycznej z paliwa stałego było procesem skomplikowanym i kosztownym. Mając jednak dostęp do złóż węgla na Śląsku, opracowaną technologię i bezpłatną siłę roboczą - Niemcom opłacał się taki sposób pozyskiwania paliwa ciekłego. Proces produkcyjny zaczynał się od kruszenia brył węgla w ogromnych młynach. Węgiel kruszono z dodatkiem odpowiednich rozpuszczalników i katalizatorów pod ciśnieniem około 200-300 atmosfer w temperaturze od 400 do 500 stopni Celsjusza. Otrzymana gęsta brunatna ciecz przechodziła dalej przez komory ciśnieniowe, hydrokrakingi i reformingi, następnie poddawano ją destylacji, czego końcowym efektem było paliwo uszlachetnione, wysokiej jakości. Najwyższej klasy benzynę otrzymywało lotnictwo - Luftwaffe. Dobrej jakości paliwo używały statki podwodne i nawodne Kriegsmarine. Oleje, smary były w użyciu armii lądowej. Aby uzyskać 1 tonę paliwa ciekłego, trzeba było zużyć 7 ton węgla, 2 tony poddawano procesowi uwodorowienia i dalszej obróbce, 5 ton służyło na wyprodukowanie energii mechanicznej i pary, niezbędnej w procesie produkcyjnym. Produktami ubocznymi w Hydrierwerke były pochodne smoły, sadza, odpadki. Przekazywano je przemysłowi farmaceutycznemu.

Produkcja benzyny osiągała różne wielkości. W początkowym okresie produkowano około 2 milionów ton różnych paliw w ciągu roku. Na przełomie 1943/1944 roku produkcja była czterokrotnie większa. W szczytowym momencie na przełomie kwietnia i maja 1944 roku osiągała wysokość 2800 ton dziennie. Paliwo było odprowadzane rurociągiem nad Odrę, gdzie w porcie było tankowane na statki.

Więźniowie zatrudnieni w fabryce najtrudniejszą pracę wykonywali przy produkcji produktów ubocznych - paku, lepiku, smoły. Szczególnie dokuczliwy, wręcz zabójczy był pył z paku, który u zatrudnionych przy nim robotników wywoływał chorobliwą pylicę, powodującą po dłuższej pracy śmierć.

(Jan Matura, "Historia Polic od czasów najstarszego osadnictwa do II wojny światowej", Police 2002)

-----------------------------
w trakcie wojny fabryka została wielkokrotnie zbombardowana...


Gdzie się znajduje Hydrierwerke Pölitz? Mapka przedstawia rozległy teren...



, a już wkrótce moja fotorelacja :)
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
^^ ale można na tym zarobić ;) niech Helmutowo przyjeżdza i zostawia ojro ;)

Hydrierwerke Pölitz - Fabryka Benzyny Syntetycznej, cz. I (węglowiec i okolice)


^^ węglowiec - przeznaczony do mielenia węgla






^^ w każdej chwili może runąc...






^^ w tych zbiornikach magazynowano węgiel

jakaś wieża...





^^ tego typu obiektów jest całkiem sporo...

i bunkry...




to dopiero początek fotorelacji ;) kolejne odcinki już jutro ;)
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
Hydrierwerke Pölitz - Fabryka Benzyny Syntetycznej, cz. II (bunkry)

W huku bomb



Ogołocona i zrujnowana stara fabryka wciąż kryje w sobie wiele historycznych smaczków, które stanowić mogą interesujący i namacalny ślad wojennych wydarzeń. Jednym z nich są bunkry przeciwlotnicze, obecne nie tylko na terenie fabryki, ale i także na obszarze zabudowy miejskiej Polic. Ich różnorodność jest na tyle duża, że z powodzeniem można byłoby urządzić otwartą ekspozycję prezentującą ten typ architektury militarnej. Najbardziej ciekawe w tej swoistej kolekcji są małe, paroosobowe, seryjnie produkowane bunkry.


Spotkać możemy je na terenie całej fabryki – jak na dłoni można było je podziwiać jeszcze w czasach, gdy w pobliżu ruin kursowały pociągi osobowe do Trzebieży. Z okien pociągu rozpościerał się wówczas widok na dawną fabryczną stację kolejową, w której okolicy bunkry obsadzono wyjątkowo gęsto. W Niemczech nosiły one nazwę „Einmannbunker”, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „jednoosobowy bunkier”. Nie jest to do końca prawdą, bo niektóre z nich w zależności od typu potrafiły skryć w sobie od 2 do 4 osób. Ich zasadniczym celem była ochrona podczas bombardowania – ukryci w niej ludzie chronieni byli przed siłą wybuchu, odłamkami bomb i latającymi w powietrzu odpryskami niszczonych budynków. Umiejscowienie otworów widokowych dookoła ściany sprawiało, że kąt widzenia schowanych w środku ludzi wynosił niemalże 360 stopni. Najbardziej charakterystyczne dla polickiej fabryki są dwa rodzaje bunkrów: „Splitterschutzzelle” oraz „Westermann”. Ten pierwszy posiada mocno wyróżniającą się spośród innych typów budowę – przypomina wkopane w ziemię duże jajko. W jego niemieckim nazewnictwie spotkać się możemy z terminem „zerlegbar”, co znaczy podzielny, a w wolnym tłumaczeniu – układanka. Jest on bowiem zbudowany z pięciu dopasowanych do siebie żelbetowych skorup, zwieńczoną u góry również betonową czapą. Taka konstrukcja posiadała wiele zalet. Obły kształt był mniej wrażliwy na uderzenia odłamków, które ześlizgiwały po powierzchni bunkra. Poza tym łatwiejszy był jego transport. Dostarczenie na docelowe miejsce instalacji nie złożonych ze sobą elementów było prostsze, niż transport bunkra w całości. „Westermann” kształtem budowy zbliżony jest do cylindra, na szczycie którego sadzano betonową, spiczastą czapę. Ten typ bunkra posiada dwoje drzwi - jedne większe i po naprzeciwległej ścianie mniejsze. W jego wnętrzu w betonową ścianę wtapiano tabliczkę firmową informującą o miejscu wytworzenia (firma „Westermann” działała w Broistedt), ilości osób jakie mogły zmieścić się w środku i numerze seryjnym produkcji. Wszystkie typy bunkrów mocowano na masywnym, odpowiednio ciężkim fundamencie, który zapewniał obiektom stabilność podczas wybuchów bomb w bliskiej odległości.

Obserwując zniszczenia wojenne na terenie polickiej fabryki można zastanawiać się, na ile skuteczna była ochrona w takich schronach. Widok przewalonych, wyrywanych z posad i rozwalonych na kawałki bunkrów pozwala uzmysłowić sobie, jak wielką siłę rażenia miały lotnicze bomby. Ukrywanie się w nich podczas nalotów było chyba sprawą niezwykle ryzykowną. Wystarczy przytoczyć tu wspomnienia więźniów, którzy chowali się w znacznie silniej uzbrojonych, wieloosobowych bunkrach. Według ich relacji nawet w tych bunkrach można było odnieś wrażenie, że podskakują, gdy tylko w ich pobliżu spadły bomby.

Bunkry zwiedzić można na terenie fabryki, rzecz jasna z odpowiednią dozą ostrożności. Spotkać je można także w innych miejscach – na pojedynczy bunkier natknąłem się w okolicach Tanowa tuż przy szosie biegnącej do Szczecina.

W dyskusji nad przyszłością fabrycznych ruin ciekawym pomysłem może wydać się stworzenie ekspozycji omawianych tu „jednoosobowych” bunkrów. Obronne obiekty militarne obejmowane są muzealną ochroną w wielu miejscach Europy, także w Polsce. Wzorując się na jednym z niemieckich muzeów proponowałbym w Policach przetransportować w jedno miejsce różne typy ocalałych od zniszczenia schronów i stworzyć z nich poglądową prezentację. Wymagałoby to tylko użycia odpowiedniego sprzętu dźwigowego i transportowego. Jest to jeden z pomysłów na to, by stworzyć w Policach kolejną atrakcję turystyczną. W tym miejscu chciałbym podziękować Holgerowi Förstemannowi, twórcy witryny www.luftschutz-bunker.de, za pomoc w pozyskaniu materiałów do tego tekstu.

Jakub Matura
źródło:http://www.fabryka.police.info.pl/

--------------------------------------------
Splitterschutzzelle - bunkier jednoosobowy.jpg




^^ zdjęcie zrobione po wojnie...

i teraz coś ode mnie ;)










---------------------------
Bunkier typu Westermann - rzadziej spotykany, jest ciut większy od bunkrów "Splitterschutzzelle" i w środku na pewno mogło przebywać parę osób




^^ czyżby rezerwacja po wydarzeniach w 1980roku?;)


^^ drzwi całkowicie sprawne :), osobiście przetestowałem ;)
---------------------------

w Policach nie brakuje również bunkrów sporych wielkości...Poniższe zdjęcia przedstawiają jeden z wielu tego typu obiektów porozrzucanych po całym terenie Hydrierwerke Pölitz, a także samym mieście....








C.D.N. ;)
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
^^ poprawione :)
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts


Rondo Giedroycia i okolice
Tajemnice podziemi



Na szczecińskim rondzie Giedroycia i w jego okolicach utrudnienia komunikacyjne. „Hydrobudowie”, wiercącej tunel utknęła przy ul. Staszica na głębokości 7 metrów cenna głowica wiertła. Na „Manhattanie” z kolei, druga głowica natrafiła na pustą przestrzeń i istnieje niebezpieczeństwo, że może tam wpaść.
Warto - jak sądzę - by wykonawcy robót dokładnie przebadali odpowiednim sprzętem (wcale nie jest taki drogi!) podziemną część tych terenów. Nasi Czytelnicy w serialu „Podziemny Szczecin” sporo o tym opowiadali.
Na tej podstawie w 2004 roku pisałem m.in, że mieszcząca się przy ul. Kadłubka Spółdzielnia Inwalidów „Botwina” wykorzystuje (na swoim terenie) dwie podziemne kondygnacje do leżakowania produkowanych tu win. Za czasów niemieckich był tam browar. Jak fama głosi, piwnice „Botwiny” miały kiedyś połączenia z innymi podziemiami, a tunele z tego terenu biegły m.in pod obecny „Manhattan”. Pod nim mają się ponoć znajdować duże labirynty. Niektórzy mówią, że można było nimi przejść do dwóch obecnych szpitali: Miejskiego przy al.Wyzwolenia i Wojskowego przy ul.Piotra Skargi, a także do Odry. Kiedy bodaj przed 20 laty „Botwina” chciała powiększyć swoje piwnice o sąsiadujące z nimi zagruzowane podziemia, z zamiaru zrezygnowano. Według domniemań, przyczyną było właśnie to, że weszłoby się wtedy na teren dużych podziemi pod Manhattanem i w jego okolicach.
O niektórych okolicznych podziemiach pisaliśmy. Być może, gdyby informacje te sprawdzono nie byłoby problemów z wykonywaniem prac przez „Hydrobudowę”. Wygląda bowiem na to, że jeśli badań się nie wykona niespodzianek przy tych robotach może być więcej.
Istnienie w opisywanej okolicy dużego kanału ściekowego nie wyklucza, że są tam również inne podziemia np. te zagruzowane, które chciała kiedyś zagospodarować „Botwina”. Nasuwa się też pytanie co to były za obiekty, na które natrafano podczas prac budowlanych przy pobliskiej ul. Niemcewicza ponoć też związane z obecnym ”Manhattanem”?
(J.Grażewicz)
 

·
Moderator
Joined
·
38,569 Posts
z dnia 07.02.2004



Police pod Szczecinem: Ruiny wojennego absurdu

Michał Rembas, 2004-02-07, ostatnia aktualizacja 2004-02-05 20:43

Ogromne owalne zbiorniki, dziwne betonowe budowle, tu i ówdzie strażnice i ogrodzenia z drutu kolczastego - ruiny poniemieckiej fabryki benzyny syntetycznej w Policach pod Szczecinem robią wrażenie. I choć drugich takich nie ma w całej Polsce, mało kto o nich słyszał

Budowa kombinatu Hydriewerke Pölitz ruszyła tuż przed drugą wojną, w 1939 r. Miejsce było optymalne - trochę na uboczu, co zapewniało dyskrecję, a pobliska Odra umożliwiała transport barkami. Z węgla kamiennego, mielonego, poddawanego ciśnieniu 260 atmosfer i temperaturze ok. 470 st. C wytwarzano tu benzynę. Z ekonomicznego punktu widzenia przedsięwzięcie nie miało żadnego sensu. Na wytworzenie jednej tony benzyny trzeba było zużyć aż 7 t węgla (z tego właściwej przeróbce podlegały 2 t, a reszta szła na uzyskanie pary i energii niezbędnej do produkcji). Niemcy na gwałt potrzebowali benzyny - ropy brakowało, ale węgla było pod dostatkiem.

Kombinat obejmował 15 km kw., z czego 2 km kw. zwartej zabudowy fabrycznej. W Policach produkowano do 2,8 tys. t benzyny dziennie, m.in. dla Luftwaffe. Pracowało tu 27 tys. robotników, głównie więźniów z krajów okupowanych, w tym wielu Polaków. 13 tys. zmarło podczas niewolniczej pracy lub zostało zamordowanych. Mimo systematycznych bombardowań alianckiego lotnictwa po usunięciu zniszczeń produkcję szybko wznawiano. Po wojnie na fabrykę połakomili się Sowieci. Na rok ustanowili tu własną eksterytorialną enklawę, w której kilkadziesiąt tysięcy Niemców pod nadzorem Rosjan demontowało maszyny i urządzenia, które wywożono do ZSRR. I na nic zdały się protesty rządu polskiego, który chciał zachować cenny majątek.

Jest pusto. Tu i ówdzie budki strażnicze i ogrodzenie z drutem kolczastym. Niektóre budowle są tak dziwaczne, że nie sposób domyślić się, do czego służyły. Niektóre mają cienkie ścianki, ale mocne stropy. Chodziło o to, by podmuch bomby rozszedł się na boki, nie niszcząc szkieletu budowli. W innych odwrotnie - ściany są monstrualnie grube, a sufit cienki - w tym wypadku siła podmuchu miała iść w górę, by ochronić sąsiednie obiekty.

Już z daleka widać wysoki niczym wieżowiec elewator węglowy. Na parterze leży jeszcze sterta zmielonego podczas wojny węgla. Niektóre ściany elewatora niemal wiszą w powietrzu.

W centrum fabryki stoi kilkunastometrowa wieża strażnicza. Jak twierdzi znawca obiektu Paweł Dżugan, jest ona stanowczo za wysoka, bo tzw. martwy kąt ostrzału jest tak duży, że gdyby przeciwnik podszedł bliżej niż na 150 m, kule z wieży przelatywałby mu nad głową. Dżugan uważa, że wieża miała być prawie cała zasypana, bo wtedy pole ognia byłoby właściwe. Dlatego jej ściany są cienkie na dole i grube u góry. Zasypane zapewne miały być też pobliskie owalne zbiorniki o średnicy kilkudziesięciu metrów.

Po co to zasypywanie? Schowanie fabryki pod ziemię i zostawienie na powierzchni tylko tego, co niezbędne, zwiększyłoby jej wytrzymałość na bombardowania.

Zbiorniki możemy oglądać z góry lub wejść do środka podziemnym korytarzem. Tu i ówdzie widać na nich ślady wybuchów alianckich bomb. W pobliżu znajduje się dworzec, a za nim kolejna grupa zbiorników. Na terenie fabryki jest też dużo podłużnych betonowych budowli, zapewne były to warsztaty i magazyny.

Strony internetowe o fabryce i jej historii

http://www.politz.republika.pl

http://www.naszepolice.republika.pl/historia_hydrierwerke.htm
 
1 - 20 of 227 Posts
Top