SkyscraperCity banner

1 - 20 of 65 Posts

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #1
Cześć!

W zeszłym roku spełniło się moje wielkie marzenie i pojechałem do USA - i to od razu do słonecznego San Diego! Tak bardzo mi się spodobało, że w tym roku na majówkę znów pojechałem, ale tym razem do Chicago, czyli chyba ciągle jednego z popularniejszych miejsc emigracji Polaków. Ponieważ w USA czuję się naprawdę świetnie, a kraj jest ogromny i ma mnóstwo do pokazania planuję też kolejne wojaże po tym imperium (o ile oczywiście fundusze pozwolą).

W tym wątku zacznę od końca, czyli Chicago. Na początek będzie kilka ładnych zdjęć, które wrzuciłem na Instagram, a potem przejdziemy do mniej ładnych zdjęć z mojego dysku. Jakości takiej jak u Lulka szukać tu nie ma co (także dlatego, że robiłem zdjęcia tylko telefonem), ale myślę, że nie będzie też najgorzej.

Krótko o Chicago:
Miasto ma niecałe 3 mln mieszkańców i jest trzecie największe w USA, zaś jeśli liczyć z aglomeracją doliczymy się niemal 10 mln ludzi (także trzecie miejsce w USA). Centrum Chicago, czyli Loop, jest drugim po Nowym Jorku największym zagęszczeniem wieżowców w USA, a miasta te toczyły od niemal wieku walkę o najwyższe drapacze chmur. Obecnie w Chicago najwyższy jest Willis Tower (442 metry), w którym siedzibę mają m. in. niesławne obecnie linie United Airlines (którymi, swoją drogą, tam doleciałem). Chicago jest chyba też jedynym miastem środkowych stanów, które sobie jako-tako radzi (porównaj z Detroit czy Saint Louis), chociaż aglomeracja zanotowała w ubiegłym roku nieznaczny spadek ludności.

Jak już jesteśmy przy lotnictwie to nie sposób nie wspomnieć o lotnisku O'Hare - jednym z największych na świecie zarówno pod względem ruchu (78 mln pasażerów w 2016 roku - dla porównania Lotnisko Chopina w Warszawie to ok. 13 mln) jak i rozległości geograficznej. Lecąc do Kalifornii w ubiegłym roku miałem tam przesiadkę i przekonałem się o tej rozległości, jak to mówią Amerykanie, the hard way ;)

Chicago jest też oczywiście jednym z centrów Polonii w USA, chociaż historie o tym, jak to co druga osoba mówi tam po polsku należy włożyć między bajki. Być może w okolicach Milwaukee Avenue faktycznie tak jest, ale ja podczas całego mojego pobytu słyszałem raz studenta mówiącego po polsku przez telefon w pociągu (mój więc być z wymiany) i koleżankę mojej koleżanki, która była polskiego pochodzenia, ale z koszmarnym akcentem była jedynie w stanie wydobyć z siebie "Cześć" i "Dobranoc" ;) Oczywiście nie liczę tutaj mojej koleżanki, która faktycznie mówi po polsku i to całkiem dobrze.

Jeśli chodzi o skład etniczny Chicago to miasto jest niemal idealnie podzielone po około 30% na białych, czarnych i Latynosów, a pozostałe kilka procent stanowią Azjaci i inni. Jednak Chicago jest bardzo posegregowane rasowo - odsyłam do mapki. Okolica, w której mieszkałem należy akurat do najbardziej zróżnicowanych i było to widać, ale już np. na tzw. Gold Coast ciężko zobaczyć kogoś nie-białego, a w pociągu czerwonej linii na południe po minięciu stacji Cermack-Chinatown byłem jedynym białym w pociągu.

Więcej insightów będzie potem w miarę pokazywania zdjęć, a tymczasem jeden landmark tutaj, a potem zabieram się za wrzucanie zdjęć z Instagrama!

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #2
A. Żeby nie było wątpliwości, gdzie jesteśmy:



B. A także w jakim kraju:



C. Przez niemal cały mój pobyt prześladowała mnie deszczowa i pochmurna pogoda, ale w pewnym sensie dodawało to miastu uroku.



D. Ostatniego dnia poszedłem do obserwatorium 360 Chicago w wieżowcu John Hancock Center, gdzie miałem okazję zobaczyć najbardziej spektakularny zachód słońca w moim życiu.



E. Piękny neon tym razem w nocy.

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #3
F. Miasto, a w zasadzie Loop jest naprawdę przepiękne, a wieczorem robi jeszcze większe wrażenie.



G. Słaba jakość, ale to z czasu tego zachodu słońca.



H. Jak wspomniałem, deszcz dodaje trochę klimatu. Prawie jak Gotham - John Hancock Center, który jest obecnie moim ulubionym biurowcem, wygląda nawet jak Batman.



I. Widok na miasto znad Gold Coast. Niedaleko stąd, w bardzo prestiżowej okolicy jest polski konsulat.



J. Na jeziorze jest wesołe miasteczko i... oczyszczalnia ścieków.



Na dziś to tyle, jeśli pojawią się jakieś komentarze to zacznę wrzucać kolejne zdjęcia ;)
 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #7
O, bardzo ciekawie że na drugą ( i pierwszą nie służbową prawda?) wyprawe wybrałes Szikago a nie NYC :) Jest klimat na fotach, filtry z insta robią robotę :)
Wytłumaczenie jest bardzo proste:


;)

A konkretnie: NYC jest drogi, Chicago jest o wiele tańsze. Ja jestem kiepskim podróżnikiem, bo np. spanie w pokoju wieloosobowym w hostelu nie jest dla mnie (raz, że się nie wyśpię, a dwa, że chrapię, więc nie dam innym się wyspać), a jednoosobowe nawet Airbnb w NYC to poważne koszta. Dodatkowo do Chicago akurat były bilety w spoko cenie (ok. 1600 zł w dwie strony). Generalnie cała tygodniowa wycieczka kosztowała mnie około 5 tys. złotych, co uważam za całkiem znośny koszt biorąc pod uwagę fakt, że absolutnie niczego sobie nie odmawiałem, a poczyniłem także kilka niepotrzebnych wydatków (np. z lotniska do mieszkania jechałem taksówką - $60 nie moje, można było jechać kolejką, ale nie miałem siły po prostu).

Dawaj dawaj wątków z US nigdy dość :):cheers:
Trochę zdjęć jest, a jak się skończy Chicago to będzie San Diego :)

Poezja! :)


Przy okazji jak Cię znaleźć na instagramie? ;)
Dzięki :) Znaleźć mnie można tutaj: https://www.instagram.com/szyymcio/
 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #9
Dobra, lećmy z tym koksem.

Przyjechałem 27 kwietnia około 12:00, zanim przeszedłem te wszystkie odprawy (które wg mnie są znacznie dłuższe - może nie bardziej nieprzyjemne, ale na pewno dłuższe - w porównaniu do roku wcześniej, kiedy też wjeżdżałem na teren USA na O'Hare) była 13:00, a ponieważ wylot z Warszawy miałem o 6 rano, w nocy wcześniej trudno było mi z podniecenia zasnąć, a w samolocie (i jakimkolwiek innym środku transportu) nie umiem spać, byłem naprawdę padnięty. Miałem nadzieję złapać Ubera, ale wifi na O'Hare jest bardzo słabe, więc po kilku próbach go złapania poddałem się i wziąłem taksówkę do mieszkania.

1. Tak właśnie wyglądała moja okolica - granica Edgewater z Uptown, ani jakaś luksusowa ani biedna, za to bardzo blisko jeziora - latem musi być super, bo po drugiej stronie Lake Shore Drive jest plaża. Mieszkałem na Airbnb u starszej pani, która okazała się być Rumunką, była naprawdę słodka, a po angielsku mówiła tak jak ja w piątej klasie. Jeśli ktoś się wybiera do Chicago to zapraszam po namiary, bo mieszkanie fajne, bardzo tanie i doskonale położone.



2. Byłem zmęczony, ale przytomnie zauważyłem, że jak wstanę to będę głodny, więc poszedłem jeszcze na rozeznanie okolicy w poszukiwaniu supermarketu. Szedłem głównie ulicą North Broadway, której zabudowa to na przemian niskie kamieniczki i rozległe sklepy w formie parków handlowych. Okolica generalnie niespecjalnie atrakcyjna turystycznie, ale dość zadbana. Jak widać w Chicago też mają pastelozę i gargamele, które wyglądają tym brzydziej, że złapałem je na zdjęciu z elegancką Teslą (swoją drogą Tesli w Chicago jest bardzo mało w porównaniu z San Diego, widać, że Kalifornia jest jednak znacznie dalej posunięta we wszystkim).



3. Jak wszyscy wiemy ostatnie dziesięciolecia to napływ Latynosów do USA i również Chicago jako duże miasto notuje ich stały przyrost - obecnie to już blisko 1/3 wszystkich mieszkańców. Hiszpańskojęzyczne napisy są już wszędzie, w Chicago chyba nawet bardziej niż w San Diego o dziwo. Z napływu Latynosów na pewno cieszy się Kościół Katolicki, którego białe owieczki masowo się sekularyzują lub wymierają, ale na ich miejsce przyjeżdżają głęboko wierzący Gwatemalczycy czy Meksykanie.



4. Chociaż spora część samochodów jest znana również z naszych dróg, przynajmniej jeśli chodzi o auta poniżej rozmiaru mid-size (np. Buicki to nasze Ople, Fordy są te same, nie mówiąc o VW) to widać dwie główne różnice: duże auta, czyli duże SUV-y czy limuzyny, których u nas nie ma oraz małe sedany, których też u nas nie ma w ofercie. Niektóre wyglądają karykaturalnie, jak ten Yaris pierwszej generacji w wersji sedan dwudrzwiowej.



5. Jak już wspomniałem, Polonia w miejscach, w których się obracałem była niemal niewidoczna, ale skrzyżowanie N Broadway z W Bryn Mawr Ave i N Ridge Ave było akurat tym miejscem, gdzie na szyldach widać było polskie nazwiska. Gdzieś mi uciekło zdjęcie, ale był też biuro kongresmenki Janice "Jan" Schakowsky - liberalnej demokratki z okręgu nr 9. Dla mnie nieco zabawne, bo jestem fanem serialu The Good Wife (niestety już zakończonego), gdzie z kolei dość charakterystyczną postacią był sędzia Don Schakowsky, a serial też dzieje się w Chicago ;) Ciekawe jest też to, że pani Schakowsky jest żydówką - jak około 10% Amerykanów przyznających się do polskiego pochodzenia.



Na dzisiaj to niestety tyle, bo niestety muszę iść spać, ale jutro oczekujcie kolejnej paczki :)
 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #11
Ciąg dalszy więc nastąpił!

6. Dalej kręcę się po okolicy N Broadway. Jak widać reklamoza czasem nie omija USA, chociaż takie wielkie reklamy to jednak tam rzadkość.



7. Wchodzimy do dzielnicy Bryn Mawr, której nazwa pochodzi z walijskiego i oznacza wielki pagórek. Bryn Mawr jest dzielnicą historyczną, o czym informują tablice przy wejściu do niej. Kiedy je zobaczyłem mocno się zdziwiłem, ponieważ nazwa Bryn Mawr jest mi znana - to znany i elitarny koledż dla kobiet w Pensylwanii, w miejscowości o tej samej nazwie, a jego absolwentką jest fikcyjna Betty Draper (czy raczej Betty Francis) z kultowego serialu Mad Men. Jak się jednak okazuje, w Chicago też jest Bryn Mawr.



8. To dalekie północne dzielnice, około 15 km od centrum, a mimo to mamy tutaj zabudowę, której nie powstydziłoby się żadne polskie miasto wojewódzkie. Takie właśnie jest Chicago, nazywane czasem City of Neighborhoods, czyli miastem sąsiedztw - w dużej mierze jest płaskie i o niskiej zabudowie, centrum (Loop) jest stosunkowo małe, ale każda dzielnica ma też swoje własne centrum.



9. Większość zabudowy to taka amerykańska przeciętność, może tylko starsza, ale zdarzały się też perełki.



10. Dochodzimy w końcu do mojego konika, czyli back alley - przez chicagowskich Polaków nazywanych elami. W Chicago każdy block ma swoją tylną alejkę. W dzielnicach domów jednorodzinnych zrobione są tam wjazdy do garaży (czyli garaż jest od tyłu, a nie od frontu jak u nas), w innych miejscach alejki te pełnią funkcję ukrywają wszystko, co mniej ładne (np. kontenery na śmieci, kable), żeby od frontu budynki wyglądały schludnie. Czasem do tych alei trochę strach wejść, ale mi się nic złego nie stało.

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #12
11. Udało mi się także wypatrzyć stereotypowy amerykański autobus dowożący dzieci do szkoły. Podobno te autobusy to jeden z największych systemów logistycznych świata. Polecam zwrócić uwagę na ten wysięgnik na przedzie autobusu - Amerykanie to bardzo praktyczny naród, a jednocześnie starający się zrobić wszystko idiotoodporne. W Polsce dzieci uczymy, że po wysiadaniu z autobusu broń boże nie wybiegać zza niego na ulicę. W USA wstawiają taki wysięgnik, dzięki czemu dziecko zwyczajnie nie może wybiec zaraz zza pojazdu.



12. Kolejna boczna alejka



13. Blok zaraz koło mojej kamienicy - amerykańska flaga musi być, podjazd pod same drzwi także.



14. Być w Ameryce i nie zobaczyć McDonald's to jak być w Krakowie i nie dusić się smogiem ;) Tak jak wspomniałem, mój trip nie był budżetowy, ale też nie chciałem wydawać nie wiadomo ile pieniędzy, więc kilka razy się w Macu stołowałem. Szczerze mówiąc - nasz jest lepszy. Burgery w amerykańskim Macu są mniejsze niż u nas i jeszcze bardziej bez smaku, frytki takie jak u nas, za to napoje to jakieś giganty. Raz się pomyliłem i wziąłem duży zestaw - dostałem dosłownie wiadro napoju. Dodatkowo nie ma tam Fanty w Macu, tylko jakiś jej zamiennik - tak okropnie słodkiego napoju nie piłem nigdy, prawie się porzygałem, a lubię słodkie. Za to fajna rzecz jest taka, że zamawiając przy tych dotykowych kioskach można zabrać numerek i kelner przyniesie zamówienie do stolika - w Polsce chyba tego nie ma.



15. A tutaj na razie koniec i jednocześnie zapowiedź o wiele ciekawszej części. Kupiłem sobie tygodniowy bilet na komunikację miejską ($27 z tego co pamiętam), co było bardzo dobrą decyzją (rozważałem jeżdżenie rowerem). Moje mieszkanie było dosłownie 5 minut od stacji czerwonej linii kolejki. Kolejka, czyli "L", jedzie przez większość czasu na poziomie pierwszego piętra, z wyjątkiem linii czerwonej i niebieskiej, które w centrum jadą przez tunele (jak metro, swoją drogą bardzo ładne stacje w stylu Art Deco). Stacje są nawet ok, może nieco brudne są schody na nie, ale generalnie nie ma dramatu. Sam pociąg jest całkiem ok, natomiast jedzie bardzo powoli (głównie dlatego, że stacje są co 300 metrów), a poza tym są tam... baaaardzo wąskie siedzenia. Naprawdę, dwie osoby siedzące obok siebie mają niewygodnie, jak w ławce w kościele podczas pasterki ;) O komunikacji miejskiej napiszę coś jeszcze później.

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #13
Dzisiaj przechodzimy do konkretów, czyli do Loop!

16. Mojego drugiego dnia pobytu wsiadłem w pociąg czerwonej linii, który po około 30-40 minutach dowiózł mnie do Loop. Wysiadłem na stacji State&Chicago, a po wyjściu z niej (to już jedna ze stacji w podziemnym tunelu) przez 10 minut stałem w miejscu z otwartymi ustami nie mogąc uwierzyć, że naprawdę tu jestem ;)



17. Przepraszam teraz za niską jakość zdjęć, nie wiem, co się z nimi stało. W każdym razie, tuż po wyjściu zobaczyłem na przykład ten wieżowiec z tyłu, który znam z gry Cities XL. Z resztą ten bliżej też tam jest. Obok był oczywiście Hancock - jeden z landmarków w Sim City (wystaje zza tego pierwszego wieżowca). I tak po kolei idąc ulicami Chicago widziałem, że budynki z moich ulubionych gier - zdawało mi się generyczne, nie jakieś rzeczywiste - faktycznie tutaj stoją.



18. W Loop ulice są dość szerokie, ale też bez przesady, za to bardzo wygodne są chodniki. Chociaż to Ameryka, piesi tutaj mają absolutne pierwszeństwo. Piesi przechodzą nawet na czerwonym, kiedy jadą auta i nikt nie trąbi, tylko zwalnia.



19. Stan dróg w Chicago jest kiepski z powodu ostrych zim i wielkich amplitud temperatur. Chicago ma klimat kontynentalny, czyli szybko się wychładza w zimie i szybko nagrzewa w lecie. Dodatkowo od Arktyki nie ma żadnego pasma górskiego, które zatrzymałoby zimne powietrze, w rezultacie czego -30C w styczniu nie jest niczym szczególnym, tak jak +30C w sierpniu. Dodatkowo kiedy te arktyczne powietrze płynie do Chicago czasem musi przekroczyć jezioro Michigan, czego efektem są legendarne chicagowskie blizzardy - wiatry niosące jednocześnie zimne powietrze i obfite opady śniegu. Po rezultaty takiego blizzardu odsyłam do Google Grafika, tutaj zachęta. W oddali widać Trump Tower.



20. To był przełom kwietnia i maja, a jak widać na co delikatniejszych drzewach w centrum nie ma jeszcze nawet liści.

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #14
21. Chicago ma bardzo estetyczne przystanki autobusowe, które są zintegrowane z tablicami informującymi o czasie do przyjazdu autobusu. Jest to bardzo pomocne, ponieważ linie autobusowe... nie mają rozkładów. Przychodząc na przystanek zobaczymy jedynie przybliżoną trasę przejazdu danej linii (zapomnijcie o wypisaniu kolejnych przystanków, zaznaczone są tylko najważniejsze i nazwy co większych ulic) oraz informację, że dana linia jeździ np. "poniedziałek-piątek od wczesnego ranka do popołudnia". Kiedy zaczyna się wczesny ranek, a kiedy kończy popołudnie - nie mam pojęcia. Dlatego nieocenione okazało się Google Maps, które w Chicago ma funkcję planowania trasy przejazdu komunikacją miejską.

Z innych fun-factów komunikacji miejskiej w Chicago to tak:
1. Autobusy są najczęściej przegubowe, niskopodłogowe i całkiem nowoczesne, ale mają tylko dwie pary drzwi. Wchodzi się pierwszymi i przykłada swoją kartę do czytnika, a kierowca sprawdza, czy mamy bilet. Wychodzi się tylnymi drzwiami.
2. W całym przegubowym autobusie są dwa przyciski "stop" - przy drzwiach wyjściowych. Pozostali pasażerowie muszą skorzystać z... linek. Pod oknami wiszą takie linki i trzeba je pociągnąć w dół, wtedy kierowca dostaje sygnał, że ma się zatrzymać. Komiczne i archaiczne.
3. Przy samym wysiadaniu też nie jest łatwo - nie ma tak, że kierowca otwiera nam drzwi, tylko trzeba je popchnąć samemu ;)
4. Z mojej dzielnicy można było do centrum dostać się kolejką lub autobusami. Myślałem, że kolejką będzie szybciej, ale jest na odwrót, gdyż autobusy są ekspresowe - one w Loop stają na każdym przystanku, potem wjeżdżają na Lake Shore Drive i jadą non stop aż do Edgewater, gdzie znów stają na każdym przystanku gdzie ktoś stoi lub ktoś chce wyjść. Różnica to 40 do 20 minut, więc spora.



22. Idziemy Michigan Avenue, która na tym odcinku zwana jest Magnificient Mile - Wspaniała Mila. Nazwa bierze się od zatrzęsienia luksusowych sklepów bardziej niż od architektury (która też jest świetna, ale w innych miejscach czasem jest lepsza). Miasto Chicago bardzo dba o wygląd centrum, np. kwiatki wzdłuż ulicy są przesadzane kilka razy do roku - na wiosnę są tulipany, bo są dość wytrzymałe, ale potem będą inne.



23. Rzut oka w boczną uliczkę i słowo o taksówkach. Nie dziwię się w ogóle, że Uber i Lyft zdobyły taką popularność w USA. Taksówki są tam okropne - niespecjalnie zadbane, bardzo drogie (jak wspomniałem, jechałem z lotniska do mieszkania taksówką i wyszło mnie to $60 - dla porównania w drugą stronę wziąłem Ubera i lepszym samochodem z miłym kierowcą zapłaciłem coś $25), a do tego mamy przed oczami ekran atakujący nas cały czas reklamami.



24. Taki ładny domek wśród wieżowców Loop się też znalazł (oczywiście uciąłem dach).



25. Mam wrażenie, że w Chicago nowe wieżowce to głównie mieszkaniówka, zaś nowych biurowców jest stosunkowo mało. Generalnie w mieście zbyt dużo się nie budowało, za wyjątkiem dzielnicy Fulton River na zachód od Loop, tuż za autostradą, gdzie dawniej były rzeźnie (z których znane jest Chicago), a obecnie powstają luksusowe mieszkania i osiadają się tam firmy technologiczne (np. Google). Cała okolica jest jeszcze jednak mocno surowa, znacznie bardziej niż np. warszawska Praga. Te budynki na zdjęciu to wprawdzie Loop, ale też raczej mają już co najmniej kilka lat.

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #15
Lecim dalej, ale chętnie przyjmę jakieś komentarze - nawet spamowate - żeby nie było zbyt dużo zdjęć na jednej stronie ;)

26. Wchodzimy coraz głębiej w Loop, pojawiają się rozwiązania wielopoziomowe. To zdjęcie zrobiłem z N Wabash, która przechodzi nad E Hubbard. Skoro jesteśmy przy jakiejś ulicy z E (czyli East) na początku, warto wytłumaczyć jak działa nazewnictwo i numeracja ulic w tym mieście.

Niemal wszystkie ulice w Chicago mają East, West, North lub South w nazwie. To, jaki "kierunek" ma ulica wyznacza jej położenie względem skrzyżowania ulic State i Madison w centrum miasta. Te na zachód od State mają West, na wschód mają East, na południe od Madison mają South, na północ - North. Z tego powodu ulice z prefiksem East są sporym rodzynkiem, bo np. na północy Chicago w ogóle ich nie ma :) Jeśli zaś chodzi o adresy, to generalna zasada jest taka, że na jedną milę jest ich 800, czyli jak coś ma adres 800 North Jakaśtam Street to znaczy, że jest milę na północ od Madison. Co milę jest główna ulica, zaś jeden block ma 100 adresów więc nietrudno policzyć, że jeden block to ok. 200 metrów.
Są oczywiście wyjątki od tej zasady (szczególnie na South Side), a jeśli budynki są nieco większe to "pożerają" adresy (i tak np. numer 915 może graniczyć z 929), ale przed erą Google Maps musiało to być niesamowicie przydatne :)



27. Tutaj mamy widok z podjazdu jakiegoś hotelu tuż obok Trump Tower (to te szklane zaokrąglone coś po prawej) na budynki przy rzece. Są naprawdę piękne, a zdjęcia nie oddają majestatu tej zabudowy.



28. Na dole widać łódkę - można pojechać na rejs architektoniczny i podobno jest naprawdę świetny, ale kosztował prawie $50 no i trzeba było się zapisywać, więc sobie odpuściłem :)



29. Wyobraźcie sobie, że jesteście urodzonym w 1880 roku jedenastym z piętnaściorga dzieci rolnika na dwóch hektarach z Galicji i bieda wypchnęła was za ocean. Przyjeżdżacie do Chicago i widzicie taką zabudowę - musiało robić to ogromne wrażenie.



30. Wspaniałe Marina City! Ciężko zrobić im zdjęcie, bo zabudowa w tym miejscu jest gęsta, ale musiałem, bo bardzo lubię te budynki. Wybudowane w latach 60-tych, do dzisiaj zachowały klasę. Polecam zdjęcia z tego bloga, są widoczki nie tylko na budynki, ale i z budynków na miasto :)

 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #16
31. Teraz będzie trochę widoczków z Loop. Typowe skrzyżowanie, w oddali widać Hancock Tower.



32. A to już inny bardzo znany wieżowiec z Chicago, czyli AON Center. Został ukończony w 1974 roku jako Standard Oil Building i mając 346 metrów jest trzecim najwyższym budynkiem Chicago za Willis Tower i Trump International Hotel and Tower.



33. A bardzo blisko niego jest stosunkowo nowy (z 2009 roku) apartamentowiec Aqua. Bardzo podoba mi się taki design i chyba nie tylko mi, bo budynek zebrał szereg nagród.



34. Tuż obok AON Center jest Millenium Park ze słynnym Beanem (fasolką z lustrzanymi bokami), gdzie wszyscy robią sobie zdjęcia. Wierzcie lub nie, ale nie dotarłem do fasolki, za to dotarłem do hali koncertowej autorstwa Franka Gehry'ego. Styl z resztą od razu zdradza architekta. Sam park powstał na przełomie wieków z inicjatywy ówczesnego burmistrza Richarda M. Daley, który - razem z żoną - mają w parku tablice pamiątkowe. Park okazał się wielkim sukcesem i jedną z największych atrakcji Chicago, ale wzbudził też kontrowersje. To samo można powiedzieć o burmistrzu :) Mam więcej zdjęć parku, ale prawdę mówiąc według mnie nie jest on aż tak fascynujący, żeby tutaj zanudzać zdjęciami roślin, więc przejdziemy dalej.



35. A zakończę zdjęciem, które już tu było - giełdą chicagowską :)

 

·
hipp-E
Joined
·
10,923 Posts
Widzę, że stan nawierzchni ulic w Chi-town nie zmienił się od dwudziestu lat, gdy tam byłem ostatnio :D Wiem, specyficzny klimacik, ale mimo wszystko popękany asfalt w tak ważnym mieście (Alpha City) robi dziwne wrażenie. Kwiatków i zadbania natomiast zdecydowanie więcej i te retro latarnie chyba też są stosunkowo nowe. Pasują do miasta.
 

·
Nie lubię perhydrolu
zabunkrowany
Joined
·
3,113 Posts
Ja gdy byłem w Chicago w 2010 i na Manhattanie w tym samym czasie to porównując nowojorski Manhattan wydał mi się niesamowicie brudny. Wszędzie fruwające gazety i kubki po napojach, worki ze śmieciami przy chodnikach. W centrum Chicago było przy tym sterylnie czysto, wszędzie te kwiatuszki i inne ozdoby. No ale wiadomo, w NY dzikie tłumy 24h na dobę na Manhattanie a w Chicago znacznie mniej ludzi w dzień a wieczorem tam głównie hula wiatr między wieżowcami. Ale urzekła mnie ta czystość i dbałość o otoczenie w Chicago.
 

·
I am the passenger
Joined
·
5,559 Posts
Discussion Starter #20
Widzę, że stan nawierzchni ulic w Chi-town nie zmienił się od dwudziestu lat, gdy tam byłem ostatnio :D Wiem, specyficzny klimacik, ale mimo wszystko popękany asfalt w tak ważnym mieście (Alpha City) robi dziwne wrażenie. Kwiatków i zadbania natomiast zdecydowanie więcej i te retro latarnie chyba też są stosunkowo nowe. Pasują do miasta.
Myślę, że nie klimacik, a klimat są tu kluczowe :)
Tak jak pisałem już gdzieś wyżej, Chicago ma bardzo ostry klimat, z mroźnymi zimami oraz gorącymi latami. Dodatkowo w Chicago niczym dziwnym nie jest pogoda typu "cztery sezony w cztery godziny", którą sam miałem trochę szansę zobaczyć w dzień mojego wyjazdu, który zaczął się bardzo chłodno, potem padało, a potem jak jechałem na lotnisko było z dwadzieścia kilka stopni. To nie pozostaje bez wpływu na nawierzchnie ulic, które po prostu pękają od zamarzającej wody.

Ja gdy byłem w Chicago w 2010 i na Manhattanie w tym samym czasie to porównując nowojorski Manhattan wydał mi się niesamowicie brudny. Wszędzie fruwające gazety i kubki po napojach, worki ze śmieciami przy chodnikach. W centrum Chicago było przy tym sterylnie czysto, wszędzie te kwiatuszki i inne ozdoby. No ale wiadomo, w NY dzikie tłumy 24h na dobę na Manhattanie a w Chicago znacznie mniej ludzi w dzień a wieczorem tam głównie hula wiatr między wieżowcami. Ale urzekła mnie ta czystość i dbałość o otoczenie w Chicago.
Nie byłem nigdy w Nowym Jorku, ale prawdą jest, że centrum Chicago jest bardzo zadbane i bardzo czyste. Ze wszystkich większych miast w jakich byłem zdecydowanie najczystsze, nawet Warszawę bije na głowę.
 
1 - 20 of 65 Posts
Top