SkyscraperCity banner

481 - 500 of 509 Posts

·
Iroquois of Europe
Joined
·
9,842 Posts
Discussion Starter #481
I pomyslec, ze tak mogla wygladac cala przedwojenna Warszawa:cry:
Skąd taki pomysł? Nigdy tak nie wyglądała, była bardzo brudna, kamienice w większości nie miały podstawowych instalacji, a poza tym w 1939 inwestorzy już dawno odeszli od tego typu estetyki, która była powszechnie uznawana za kiczowatą. Czas zejść na ziemię. Substandardowe kamienice Północnego Śródmieścia, czy Pragi byłyby w niedługim czasie masowo wyburzane pod coś odpowiadającego współczesnym standardom.

Zresztą nawet detal jednej z tych kamienic został zbity przed wojną.
 

·
.
Joined
·
410 Posts
I pomyslec, ze tak mogla wygladac cala przedwojenna Warszawa:cry:
Wiesz, większość Warszawy przedwojennej to były gruźlicze czynszówki z marnym i powtarzalnym (albo prawie nieobecnym) detalem. To jest przykład burżuazyjnej kamienicy śródmiejskiej - takich była mniejszość.

Większość miasta wyglądałaby raczej jak łódzkie Stare Bałuty. Polecam książki takie jak "Paryże innej Europy" czy "Sanator" o Stefanie Starzyńskim. Człowiek szybko się leczy z idealizacji "Paryża Wschodu", gdzie liczba ludzi na jedną izbę była najwyższa w regionie, w niedoświetlonych podwórkach stały budowane na dziwko slumso-dobudówki, a budowane na szybko w okresie dzikiego XIX-wiecznego kapitalizmu kamieniczki rozpadały się parę lat po zbudowaniu.

Nie da się jednak ukryć, że zabudowa dużej części Śródmieścia była naprawdę imponująca i piękna.
 

·
Registered
Joined
·
217 Posts
W wolnych chwilach robię sobie model Warszawy z 1939, sklejam sobie z dostepnych zdjęć, rysunków itp, więc coś tam o przedwojennej Warszawie wiem ;)

Mówiąc o przedwojennej Warszawie najczęściej myślimy o mieście w granicach sprzed 1916, czyli dzisiejsze Śródmieście, Mirów, Muranów.

Przeciętna kamienica miała 4 kondygnacje, najczęściej usługi w parterze, powyżej standardowy detal typu naczółki, boniowanie itp. Gdzieniegdzie znajdowały się niższe kamieniczki (najczęściej powstałe przed ogromnym boomem budowlanym w latach 70. i 80. XIX wieku), czasem jakiś warsztat czy mała fabryka. Na początku XX wieku przestano stosować zasadę, że wysokość kamienicy nie może przekraczać szerokości ulicy, w związku z czym w mieście borykającym się z brakiem przestrzeni pod zabudowę zaczęły powstawać znacznie wyższe kamienice, które same w sobie często były piękne, efektowne, natomiast wprowadzały sporo chaosu w dużej mierze wyrównaną gabarytowo tkankę miejską.
1591369525710.png

Przeciętna, typowa kamienica wyglądała mniej więcej tak jak powyższa z rogu Hożej i Emilii Plater.

I krytyka "nudnego, powtarzalnego detalu" - Paryż jest zalany niemal identycznymi kamienicami, ale mają elewacje z piaskowca, więc spoko :)

W latach 30. zaczęto usuwać detal z niektórych kamienic, natomiast przykład ze zdjęcia - to była absolutna podstawa.

Wbrew temu co się mówi, parterowych bud itp wcale nie było tak dużo, natomiast istotnie - nie pomagały w budowaniu ładu przestrzennego.

Zarzut, że Warszawa była brudna, śmierdząca, bez mediów - cóż, sto lat temu prawie wszystkie miasta tak wyglądały. Dzisiaj chyba jest w tych miastach lepiej?

Podwórka studnie były owszem małe, natomiast w takim Berlinie czy Paryżu były jeszcze mniejsze - warszawskie czy łódzkie należały do najbardziej "przestronnych" na kontynencie. I tak, zdaję sobie sprawę, że we Wrocławiu czy Pradze na obrzeżach normalne były kwartały wielkomiejskiej zabudowy praktycznie bez oficyn - natomiast miasta te mogły prowadzić bardziej zdrową gospodarkę przestrzenną niż zamknięta w murach Warszawa.

W latach 30. faktycznie wśród architektów dominowała opinia, że te XIX wieczne kamienice są brzydkie, natomiast z dzisiejszej perspektywy większość z na określi je jako ładne, malownicze. To, że sto lat temu je krytykowano (ze strony wizualnej, funkcjonalnośc to inna sprawa) nie oznacza, że powinniśmy dzisiaj bezmyślnie powtarzać subiektywne odczucia ludzi z dawnych czasów. Brudna, śmierdząca kamienica robi złe wrażenie, a odpicowana - znacznie lepsze.

Taka lekka dygresja - czy pomiędzy eklektyczną kamienicą z typowym, dość umiarkowanie używanym detalem a klasycystyczną kamieniczką z czasów Królestwa Polskiego jest tak duża różnica estetyczna, że czymś powszechnym w latach 30. było zachwycanie się tymi drugimi i mieszaniem z błotem tych pierwszych?

Warszawa sto lat temu była brudna i pewnie wehikuł czasu mógłby ostudzić zapał większości varsavianistów, natomiast dzisiaj, gdyby dawna zabudowa istniała, była wyremontowana, wyposażona w media, a dziury w zabudowie zostały wypełnione nową zabudową - mielibyśmy miłe dla oka miasto.

Natomiast najpoważniejszym problemem, którego rynek by sam nie naprawił to brak ulic N-S. Przedłużenie kilku ulic, poprowadzenie kilku nowych kosztem istniejącej zabudowy uzdrowiłoby miasto komunikacyjnie, dodatkowo stworzyłoby miejsce na zaprojektowanie reprezentatywnych alej o spójnej zabudowie.

Ale było, minęło
 

·
Registered
Joined
·
3 Posts
Uważanie przedwojennej Warszawy za ,,Paryż Północy'' jest kompletnie nieuzasadnione.W Polsce jest dużo miast, które były o wiele piękniejsze np. Wrocław, Gdańsk czy Szczecin. Niestety nikt nie płacze zza piękną zabudową śródmiejską tych miast. Taki Szczepin we Wrocławiu mógł spokojnie być porównywany do najbardziej reprezentacyjnych dzielnic Paryża. Warto wspomnieć o Starym Mieście w Szczecinie, które tak na prawdę nie istnieje, a po wojnie niszczono jego pozostałości, by zbudować estakadę. Według mnie, gdyby odbudowano większą część zabudowy ul. Marszałkowskiej, Rossija, Dom pod Syrenami itp., to nie tęsknilibyśmy za pozostałą częścią miasta.
 

·
Registered
Joined
·
12,168 Posts
W wolnych chwilach robię sobie model Warszawy z 1939, sklejam sobie z dostepnych zdjęć, rysunków itp, więc coś tam o przedwojennej Warszawie wiem ;)

Mówiąc o przedwojennej Warszawie najczęściej myślimy o mieście w granicach sprzed 1916, czyli dzisiejsze Śródmieście, Mirów, Muranów.

Przeciętna kamienica miała 4 kondygnacje, najczęściej usługi w parterze, powyżej standardowy detal typu naczółki, boniowanie itp. Gdzieniegdzie znajdowały się niższe kamieniczki (najczęściej powstałe przed ogromnym boomem budowlanym w latach 70. i 80. XIX wieku), czasem jakiś warsztat czy mała fabryka. Na początku XX wieku przestano stosować zasadę, że wysokość kamienicy nie może przekraczać szerokości ulicy, w związku z czym w mieście borykającym się z brakiem przestrzeni pod zabudowę zaczęły powstawać znacznie wyższe kamienice, które same w sobie często były piękne, efektowne, natomiast wprowadzały sporo chaosu w dużej mierze wyrównaną gabarytowo tkankę miejską.
View attachment 184680
Przeciętna, typowa kamienica wyglądała mniej więcej tak jak powyższa z rogu Hożej i Emilii Plater.

I krytyka "nudnego, powtarzalnego detalu" - Paryż jest zalany niemal identycznymi kamienicami, ale mają elewacje z piaskowca, więc spoko :)

W latach 30. zaczęto usuwać detal z niektórych kamienic, natomiast przykład ze zdjęcia - to była absolutna podstawa.

Wbrew temu co się mówi, parterowych bud itp wcale nie było tak dużo, natomiast istotnie - nie pomagały w budowaniu ładu przestrzennego.

Zarzut, że Warszawa była brudna, śmierdząca, bez mediów - cóż, sto lat temu prawie wszystkie miasta tak wyglądały. Dzisiaj chyba jest w tych miastach lepiej?

Podwórka studnie były owszem małe, natomiast w takim Berlinie czy Paryżu były jeszcze mniejsze - warszawskie czy łódzkie należały do najbardziej "przestronnych" na kontynencie. I tak, zdaję sobie sprawę, że we Wrocławiu czy Pradze na obrzeżach normalne były kwartały wielkomiejskiej zabudowy praktycznie bez oficyn - natomiast miasta te mogły prowadzić bardziej zdrową gospodarkę przestrzenną niż zamknięta w murach Warszawa.

W latach 30. faktycznie wśród architektów dominowała opinia, że te XIX wieczne kamienice są brzydkie, natomiast z dzisiejszej perspektywy większość z na określi je jako ładne, malownicze. To, że sto lat temu je krytykowano (ze strony wizualnej, funkcjonalnośc to inna sprawa) nie oznacza, że powinniśmy dzisiaj bezmyślnie powtarzać subiektywne odczucia ludzi z dawnych czasów. Brudna, śmierdząca kamienica robi złe wrażenie, a odpicowana - znacznie lepsze.

Taka lekka dygresja - czy pomiędzy eklektyczną kamienicą z typowym, dość umiarkowanie używanym detalem a klasycystyczną kamieniczką z czasów Królestwa Polskiego jest tak duża różnica estetyczna, że czymś powszechnym w latach 30. było zachwycanie się tymi drugimi i mieszaniem z błotem tych pierwszych?

Warszawa sto lat temu była brudna i pewnie wehikuł czasu mógłby ostudzić zapał większości varsavianistów, natomiast dzisiaj, gdyby dawna zabudowa istniała, była wyremontowana, wyposażona w media, a dziury w zabudowie zostały wypełnione nową zabudową - mielibyśmy miłe dla oka miasto.

Natomiast najpoważniejszym problemem, którego rynek by sam nie naprawił to brak ulic N-S. Przedłużenie kilku ulic, poprowadzenie kilku nowych kosztem istniejącej zabudowy uzdrowiłoby miasto komunikacyjnie, dodatkowo stworzyłoby miejsce na zaprojektowanie reprezentatywnych alej o spójnej zabudowie.

Ale było, minęło
Wychowałem się w południowym Śródmieściu i o ile można przyznać, że i tak była to jedna z najbardziej luksusowych dzielnic Warszawy, to jeszcze w latach 80 za eleganckimi kamienicami frontowymi stały oficyny bez toalet w mieszkaniach jak ta na Emilii Plater 7 (miąłem tam kolegów, to widoczny na zdjęciu budynek dobrze znam):

Na tym samym podwórku jest też oficyna elegancko wyremontowanej Wilczej 72, standard podobny, bo też była wspólna toaleta na parterze. Tam gdzie stoi Hotel Nobu też była dwukondygnacyjna rudera bez wygód, podobnie jak najstarsza kamienica na Poznańskiej (ta, która się ostatnio zaczęła walić). Takich "kwiatków" było więcej, pamiętam z południowego Śródmieścia lat 80 jeszcze sporo takich substandardowych oficyn poukrywanych za frontowymi, eleganckimi kamienicami lub za powojenną zabudową a przecież nie wszystko przetrwało i tak jak wspomniałem była to i tak w większości elegancka dzielnica. W innych dzielnicach na terenie miasta w granicach 1916 roku było tylko gorzej.
W granicach z 1916 roku mieści się cały teren późniejszego Getta, gdzie stały setki najgorszych, najbardziej zapyziałych kamienic, bez żadnych wygód, przy ulicach pozbawionych kanalizacji z rowami, którymi płynęło szambo. Np. ulica Wołyńska obecnie Lewartowskiego - tak wyglądała w 1935 roku:

Drewniaki, kocie łby, rów i gazowe latarnie.

Poza północnym Śródmieściem całe masy substandardowych, tanich i pozbawionych kanalizacji a nawet prądu czynszówek stały na Powiślu, na Pradze, Kamionku. Nawet Stare i Nowe Miasto to były w większości śmierdzące i pozbawione wygód rudery. Dopiero w latach 30 zaczęto remontować staromiejskie kamienice, bo zauważono ich wartość ale do wybuchu wojny zrobiono stosunkowo niewiele.
Tak wyglądała nieistniejąca ulica Rybaki w latach 20 (obecnie okolice Parku Fontann):

podwórko kamienicy przy ul. Solec 71 w 1932:


Tamka lata 20:


Tak blisko Foksal a jak daleko. :)

Warszawa w latach 30 była nadal bardzo mocno zacofana względem Paryża, Wiednia czy Berlina a nawet Pragi, Budapesztu czy Bukaresztu jeżeli chodzi o standard życia - czyli metraż przypadający na jednego mieszkańca, dostęp do wody, prądu, gazu czy kanalizacji. Smród był, bo nadal wiele ulic na terenie Śródmieścia (północ i Powiśle), Pragi czy Kamionka nie miało nawet kanalizacji sanitarnej, swoje dodawał przemysł (w tym przemysł ciężki), bardzo liczne konie i oczywiście piece opalane wszystkim co się paliło.

Niestety ale takie "pałace" jak na Foksal to była mniejszość zabudowy miasta i zamieszkiwana też była przez bogatą mniejszość.
 

·
Registered
Joined
·
217 Posts
Nie neguję, że było źle. Najgorsze warunki mieszkaniowe były w oficynach, bo o ile domy frontowe były przeznaczone dla klasy średnej tak w jednotraktowych, nieprzewietrzalnych oficynach mieszkali biedniejsi.

Też nie chcę, aby zrozumiano mnie jako kogoś, kto tamtą Warszawę nazywa Paryżem północy. Wiem jak wygląda Paryż, wiem jak wyglądała Warszawa. Natomiast często z Paryża północy przeksakuje się w drugą skrajność - jakiegoś olbrzymiego slumsu, gdzie działy się wszystkie nieszczęścia. A prawda leży po środku - Warszawa zabudowała się spontanicznie (albo chaotycznie jakby powiedzieli mniej przychylni ;), pod presją zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w mieście, którego mury szybko okazały się zbyt ciasne. Dlatego też wiele budynków postawiono w pośpiechu, dla zaspokojenia wyłącznie potrzeby posiadania dachu nad głową. Natomiast gdy ktoś mówi, że w mieście były same brzydkie kamienice to muszę sprostować - najwięcej było tych "kamienic z sąsiedztwa".

Odnośnie dzielnicy żydowskiej - jej wizerunek, jako miejsca wyjątkowego, nawet na warunki Warszawy, syfu to krzywdzący stereotyp, wynikający w dużej mierze z uprzedzenia i nieznajomości dzielnicy. To było miasto w mieście, gdzie obcy specjalnie się nie zapuszczali. Gdy popatrzymy na plan miasta z 1936 (na mapa.um.warszawa.pl można pooglądać) to podwórka są większe niż we właściwym śródmieściu. Żydzi też ze względu na religię przywiązywali trochę więcej uwagi do higieny

Odnośnie gorszych okolic w pobliżu Foksal - cóż, miasto górne i dolne to trochę dwa światy, już w czasach Wokulskiego ;)
 

·
D.S.
Joined
·
172 Posts
Uważanie przedwojennej Warszawy za ,,Paryż Północy'' jest kompletnie nieuzasadnione.W Polsce jest dużo miast, które były o wiele piękniejsze np. Wrocław, Gdańsk czy Szczecin. Niestety nikt nie płacze zza piękną zabudową śródmiejską tych miast. Taki Szczepin we Wrocławiu mógł spokojnie być porównywany do najbardziej reprezentacyjnych dzielnic Paryża. Warto wspomnieć o Starym Mieście w Szczecinie, które tak na prawdę nie istnieje, a po wojnie niszczono jego pozostałości, by zbudować estakadę. Według mnie, gdyby odbudowano większą część zabudowy ul. Marszałkowskiej, Rossija, Dom pod Syrenami itp., to nie tęsknilibyśmy za pozostałą częścią miasta.
Tylko ze Szczecin i Wroclaw sa pod wzgledem architektonicznym i historycznym niemieckie miasta.
 

·
Wizzard
Location: ChGO
Joined
·
1,514 Posts
Podwórka studnie były owszem małe, natomiast w takim Berlinie czy Paryżu były jeszcze mniejsze - warszawskie czy łódzkie należały do najbardziej "przestronnych" na kontynencie.
Skąd takie info? Ja kojarzę że od końca XIX wieku niemieckie przepisy przeciwpożarowe wymuszały większe podwórka niż rosyjskie.
 

·
Registered
Joined
·
3,243 Posts
Już samo wrzucanie do jednego wora podwórzy warszawskich i łódzkich jest lekko nie na miejscu. Nie wiem czy ten OT jest słuszny akurat w tym wątku?
 

·
Registered
Joined
·
12,168 Posts
Odnośnie dzielnicy żydowskiej - jej wizerunek, jako miejsca wyjątkowego, nawet na warunki Warszawy, syfu to krzywdzący stereotyp, wynikający w dużej mierze z uprzedzenia i nieznajomości dzielnicy. To było miasto w mieście, gdzie obcy specjalnie się nie zapuszczali. Gdy popatrzymy na plan miasta z 1936 (na mapa.um.warszawa.pl można pooglądać) to podwórka są większe niż we właściwym śródmieściu. Żydzi też ze względu na religię przywiązywali trochę więcej uwagi do higieny
Smród nie wynikał z braku higieny tylko z braku kanalizacji sanitarnej, trującego przemysłu (pomiędzy kamienicami istniało wtedy dużo rozmaitych małych i większych zakładów produkcyjnych), dużej ilości koni i ogromnego przeludnienia. Podwórka były większe ale kamienice czym dalej na północ tym bardziej były przeludnione. Był to podobno jeden z najbardziej przeludnionych obszarów miejskich w Europie. Tam zamieszkiwano praktycznie każdy wolny kąt od piwnic aż po dachy. Można to trochę przyrównać do dzisiejszego Hong Kongu (oczywiście tam to jest w większej skali), gdzie w jednym małym pokoiku mieszka 4 osobowa rodzina a setki takich pokoików wypełniają wielkie bloki. Kamienice były w tym rejonie niestety bardzo zaniedbane, większość zbudowana "po taniości" i nieremontowana od czasów budowy.
Tu nie ma żadnych uprzedzeń, bo to wszystko wynika z dokumentów historycznych, zachowanych zdjęć jak i ze wspomnień mieszkańców, tej dzielnicy którzy przeżyli wojnę.
 

·
Szymek
Joined
·
3,594 Posts
szczecin czasami nie projektowali francuzi?
Nie. Układ urbanistyczny Szczecina zaprojektował James Hobrecht, Niemiec o brytyjskich korzeniach. Projektował też berliński system kanalizacji.

To popularna miejska legenda, że Szczecin był projektowany na wzór Paryża. Nie był. Układ urbanistyczny odwołuje się do gwiazdozbioru Oriona. Jeśli przyjrzeć się XIX-wiecznym trendom, przestaje to dziwić - w ówczesnej Europie odwoływanie się do mitologii egipskiej było na topie. Ciekawostką jest też to, że 3 place w centrum miasta - Grunwaldzki, Odrodzenia i Szarych Szeregów - ułożone są w stosunku do Odry pod tym samym kątem, co piramidy w Gizie względem Nilu.
 

·
Registered
Joined
·
258 Posts
Nie. Układ urbanistyczny Szczecina zaprojektował James Hobrecht, Niemiec o brytyjskich korzeniach. Projektował też berliński system kanalizacji.

To popularna miejska legenda, że Szczecin był projektowany na wzór Paryża. Nie był. Układ urbanistyczny odwołuje się do gwiazdozbioru Oriona. Jeśli przyjrzeć się XIX trendom, przestaje to dziwić - w ówczesnej Europie odwoływanie się do mitologii Egipskiej było na topie. Ciekawostką jest też to, że 3 place w centrum miasta - Grunwaldzki, Odrodzenia i Szarych Szeregów - ułożone są w stosunku do Odry pod tym samym kątem, co piramidy w Gizie względem Nilu.
Bardzo fajna ciekawostka! Dzięki za wyprowadzenie z błędu
 

·
.
Joined
·
410 Posts
Przeciętna, typowa kamienica wyglądała mniej więcej tak jak powyższa z rogu Hożej i Emilii Plater.

I krytyka "nudnego, powtarzalnego detalu" - Paryż jest zalany niemal identycznymi kamienicami, ale mają elewacje z piaskowca, więc spoko :)

W latach 30. zaczęto usuwać detal z niektórych kamienic, natomiast przykład ze zdjęcia - to była absolutna podstawa.

Wbrew temu co się mówi, parterowych bud itp wcale nie było tak dużo, natomiast istotnie - nie pomagały w budowaniu ładu przestrzennego.

Zarzut, że Warszawa była brudna, śmierdząca, bez mediów - cóż, sto lat temu prawie wszystkie miasta tak wyglądały. Dzisiaj chyba jest w tych miastach lepiej?

Podwórka studnie były owszem małe, natomiast w takim Berlinie czy Paryżu były jeszcze mniejsze - warszawskie czy łódzkie należały do najbardziej "przestronnych" na kontynencie. I tak, zdaję sobie sprawę, że we Wrocławiu czy Pradze na obrzeżach normalne były kwartały wielkomiejskiej zabudowy praktycznie bez oficyn - natomiast miasta te mogły prowadzić bardziej zdrową gospodarkę przestrzenną niż zamknięta w murach Warszawa.

Ale było, minęło
Przykro mi, ale odnoszę wrażenie, że bardziej opierasz się na "zdrowym rozsądku", a nie na realnej wiedzy, pochodzącej ze źródeł historycznych. Warszawa, tak jak zresztą większość miast Kongresówki miała ogromne problemy z kwestiami sanitarno-zdrowotnymi, co było związane z niemal niewielką ilością przepisów w Imperium Rosyjskim (i ogromną korupcją) oraz faktem, że do 1916 roku miasto było ograniczone siecią wałów co sprawiało, że puchło od środka zamiast rozbudowywać się na zewnątrz.

Naprawdę większość miasta, zwłaszcza robotnicza Wola, Praga, Bródno, Marymont, Dzielnica Północna były w skali całej Europy wyjątkowo zaniedbane. To nie jest tak, że "byliśmy tacy jak wszyscy". Chodzi mi o dostęp do kanalizacji, prądu oraz - przede wszystkim - niezwykle wysokie zagęszczenie ludności, które minimalnie zaczęło spadać dopiero w połowie lat 30.

A parterowych bud było niezwykle dużo w podwórzach, skąd wniosek, że nie? Wystarczy poczytać raporty miejskie z lat 20, gdzie mowa była m.in. o materiale konstrukcyjnym, ilości kondygnacji itp.

Skąd zatem w ogóle stwierdzenie, że warszawskie podwórka były najbardziej przestronne na kontynencie? Proszę o źródła historyczne, jakieś dane statystyczne, bo zajmowałem się tym niejako zawodowo i mam dokładnie odmienne informacje - np. z monografii "Kamienice czynszowe Warszawy 1864-1914", autorstwa Aleksandra Łupenki. Albo prace Ignacego Ihnatowicza.

Tak jak powiedziałem - Śródmieście było naprawdę przepiękne, niewątpliwie, ładne dzielnice wyrastały na Mokotowie, Ochocie oraz Żoliborzu i Bielanach (Zdobycz Robotnicza), niemniej jeszcze w 1939 roku, większość Warszawy naprawdę odbiegała od europejskiej średniej in minus. JAk napisałeś - w latach 30 zaczęto skuwać detal z kamienic. Powodem była jednak nie tylko modernistyczna moda, ale też fakt, że sztukateria na elewacjach była tak niskiej jakości, że regularnie zdarzały się przypadki, że spadała komuś na głowę.

Pewnie, gdyby nie wojna wszystko by poszło do przodu, ale jakość większości budynków pozostała by, że tak powiem, "łódzka". Tyle. Jak chcesz mogę Ci przesłać bibliografię książek i źródeł, które może konkluzywnie to pokażą.
 

·
Registered
Joined
·
217 Posts
A parterowych bud było niezwykle dużo w podwórzach, skąd wniosek, że nie? Wystarczy poczytać raporty miejskie z lat 20, gdzie mowa była m.in. o materiale konstrukcyjnym, ilości kondygnacji itp.

Skąd zatem w ogóle stwierdzenie, że warszawskie podwórka były najbardziej przestronne na kontynencie? Proszę o źródła historyczne, jakieś dane statystyczne, bo zajmowałem się tym niejako zawodowo i mam dokładnie odmienne informacje - np. z monografii "Kamienice czynszowe Warszawy 1864-1914", autorstwa Aleksandra Łupenki. Albo prace Ignacego Ihnatowicza.

Tak jak powiedziałem - Śródmieście było naprawdę przepiękne, niewątpliwie, ładne dzielnice wyrastały na Mokotowie, Ochocie oraz Żoliborzu i Bielanach (Zdobycz Robotnicza), niemniej jeszcze w 1939 roku, większość Warszawy naprawdę odbiegała od europejskiej średniej in minus. Pewnie, gdyby nie wojna wszystko by poszło do przodu, ale jakoś większości budynków pozostała by, że tak powiem, "łódzka". Tyle. Jak chcesz mogę Ci przesłać bibliografię książek i źródeł, które może konkluzywnie to pokażą.
Miałem na myśli parterowe budy wzdłuż ulic, było ich za dużo, ale mniej niż się powszechnie wydaje.

Odnośnie wielkości podwórek trochę się zagalopowałem (trochę inaczej zapamiętałem te dane, wybaczcie ;) nie zapisałem sobie skąd pochodzi wykres więc nie poratuję źródłem). Minimalna powierzchnia "studni" w dawnej Kongresówce miała około 83 m2, podczas gdy w takim Paryżu 30 m2, natomiast w północnej Europie był jednak dużo lepiej. W każdym razie - duże miasta wiążą się z dużą gęstością zabudowy i ludności więc dąży się do wykorzystywania możliwie największej powierzchni pod zabudowę. W mniejszych miastach nawet przy prawie pozwalającym na wiele zabudowa jest mniej intensywna.
187075


I zgadzam się z tym, że spora część Śródmieścia odbiegała od standardów higienicznych, nie zaprzeczałem temu. Sytuację Warszawy znam, natomiast chętnie poczytam o tym jak to naprawdę wyglądało w innych dużych miastach Europy ;)
 

·
evertonfans
Joined
·
3,183 Posts
Foksal 13/15 znów czeka na mieszkańców

08 czerwca 2020

POLSKA Ghelamco zakończyło trwającą ponad cztery lata rewitalizację dwóch zabytkowych kamienic przy ulicy Foksal 13 i 15 w Warszawie, mkw. apartamentu kosztuje od 25 tys. do 40 tys. zł.

Kamienice powstały w latach 1895-98 według projektu Artura Ottona Spitzbartha. Wiele XIX-wiecznych detali ocalało do dziś – klatki schodowe zdobią rzeźbione supraporty i portale, a takze posadzki z białego marmuru i ręcznie kute balustrady. Inwestor dodał budowlom podziemny garaż na 60 aut...
źródło i link do całej wiadomości: EurobuildCEE - Foksal 13/15 znów czeka na mieszkańców







źródło zdjęć: Klucze do szczęścia, czyli finał spektakularnej rewitalizacji kamienic Foksal 13/15 - Foksal 13 | 15
 

·
Registered
Joined
·
1,241 Posts
Pewnie, gdyby nie wojna wszystko by poszło do przodu, ale jakość większości budynków pozostała by, że tak powiem, "łódzka". Tyle. Jak chcesz mogę Ci przesłać bibliografię książek i źródeł, które może konkluzywnie to pokażą.
No i? Ostatnie lata pokazały, że wystarczy po prostu kasa, kasa, kasa, żeby Łódź zaczęła wyglądać jak normalne, europejskie miasto (na razie na kilku ulicach). Jakby było jeszcze więcej kasy na wyrównywanie wysokości pierzei to w ogóle byłby ideał. Ile realnie kamienic łódzkich nie nadaje się do renowacji i trzeba je wyburzyć, nawet mimo tego, że były budowane, wręcz sklecane na szybko i byle jak i wytrwały ponad sto lat bez większych remontów? Garstka, zdecydowaną większość da się (i powoli, ale do przodu) dostosować do dzisiejszych standardów i to się dzieje. W Warszawie byłoby bez porównania lepiej, bo kasa byłaby od początku i powiększona o całe rzędy wielkości, do tego mimo wszystko znacznie większy prestiż miasta i jego reprezentacyjny charakter jako stolicy wymusiłby remonty oraz gwarantował ich wyższą jakość. Zresztą teraz widzimy pewne ożywienie na Pradze, co też potwierdza żywotność i adaptowalność tych budynków.

Oczywiście, że Warszawa miałaby (a Łódź ma) specyficzną, wschodnioeuropejską, "rusycyzującą" estetykę, ale to tylko kwestia podejścia, z tego można zrobić znak rozpoznawczy i nie jest to cecha zła sama w sobie, o ile wszystko utrzymane jest we względnym porządku i poddane renowacji.

A jak komuś brakuje ornamentów na fasadach, to co za problem je dodać, nawet jeśli nie było ich oryginalnie? To, że dany zbiór cegieł był pierwotnie przeznaczony na tanią czynszówkę nie oznacza, że obecne pokolenie nie ma prawa go dodatkowo ozdobić, jeśli zmieniło się jego otoczenie i funkcja.
 

·
Registered
Joined
·
278 Posts
A jak komuś brakuje ornamentów na fasadach, to co za problem je dodać, nawet jeśli nie było ich oryginalnie? To, że dany zbiór cegieł był pierwotnie przeznaczony na tanią czynszówkę nie oznacza, że obecne pokolenie nie ma prawa go dodatkowo ozdobić, jeśli zmieniło się jego otoczenie i funkcja.
No właśnie oznacza. Współcześnie, niestety, panuje przekonanie, że kamienice były gołym 'płótnem' do którego dowieszano sobie ozdoby wedle uznania. Wartościowe kamienice były projektowane jako całość: tektonika okien, wysokość pięter, detal - to wszystko stanowiło jedną całość, nad którą wisiała cała masa zasad oraz czysta matematyka sięgająca antyku. Dlatego współczesny historyzm wygląda najczęściej tak tandetnie - bo współcześni architekci 'uwolnili się' totalnie z oryginalnych zasad projektowania kamienic (które wykłada się obecnie prędzej na wydziałach konserwatorskich niż architektonicznych).
 

·
Registered
Joined
·
1,241 Posts
Współcześnie, niestety, panuje przekonanie, że kamienice były gołym 'płótnem' do którego dowieszano sobie ozdoby wedle uznania.
Może sobie panować wśród zwykłych ludzi, ale chyba jasne, że projektowaniem takiej kamienicy w stylu historyzującym zajmowaliby się profesjonaliści.

Zresztą, moim marzeniem jest zastąpienie urzędu konserwatora zabytków urzędem estetyki o znacznie szerszych kompetencjach, gdzie przy uzgadnianiu projektów brano by pod uwagę nie tylko same znaczenie zabytkowe substancji ale i wartość estetyczną planów przebudowy w kontekście okalającej zabudowy, plus taki estetyzator realizowałby funkcję kreatora przestrzeni, coś czego w Polsce niesamowicie brakuje.

Dlatego współczesny historyzm wygląda najczęściej tak tandetnie
Wygląda tandetnie tam, gdzie żałuje się kasy. Gdzie jest jej w bród, nie ma problemu, przykładem Niemcy, w Berlinie nowoczesny historyzm wyznacza wręcz obecny styl miasta.

Na marginesie zresztą, przecież architekci czasu secesji byli odsądzani od czci i wiary za łamanie tych wszystkich wypracowanych w poprzednich wiekach zasad harmonii, a jednak "prosty lud" chyba najbardziej ceni architekturę mieszczańską właśnie tego okresu.
 
481 - 500 of 509 Posts
Top