Skyscraper City Forum banner
1 - 20 of 121 Posts

·
Registered
Joined
·
14,638 Posts
Discussion Starter · #1 ·
Odbudujmy organy w bazylice św. Elżbiety!

Beata Maciejewska 14-05-2006 , ostatnia aktualizacja 14-05-2006 20:07
GAZETA WYBORCZA


Fundacja Opus Organi chce odbudować najwspanialsze organy Wrocławia. Instrument spłonął trzydzieści lat temu, podczas pożaru świątyni, a jego odbudowa ma kosztować ok. 3,5 mln euro. Prezydent Wrocławia już zadeklarował pomoc miasta.


Organy zbudowane przez Michaela Englera były dla elżbietańskiej fary, tym, czym ołtarz Wita Stwosza dla Bazyliki Mariackiej. Po wiekim pożarze w 1976 r. świątynia została odbudowaay, ale pustka nad emporą organową ciągle przypomina o stracie jednego z najwspanialszych - w swoim czasie - instrumentów w naszej części Europy.

Dwa lata temu we Wrocławiu powstała fundacja Opus Organi. Utworzyła ją garstka zapaleńców, zarażonych - jak sami mówią - "wirusem Englera". Gotowe są już dokumentacja instrumentu i plan jego odbudowy. Brakuje tylko pieniędzy.

Na razie pomoc deklarują władze miasta. Organy mają kosztować ok. 3,5 mln euro. - To bardzo dużo - mówi prezydent Rafał Dutkiewicz. - Ale budowa takiego instrumentu trwa ok. czterech lat, więc i jej finansowanie można rozłożyć w czasie. W sumie miasto może dać połowę potrzebnej sumy. Liczę, że resztę zbiorą sami wrocławianie. Ci, którzy tu dziś mieszkają, i ci przedwojenni. To nie były przecież zwykłe organy: to był głos Śląska.

Dr Łukasz Krzywka, historyk sztuki, często oglądał instrument Englera, mieszkając niegdyś w pobliżu Rynku: - W ciemnym kościele widać było najpierw wspaniały, barokowy prospekt organów. 30 lat temu, kiedy zaraz po wygaśnięciu ognia wszedłem do świątyni, widać było tylko wypaloną ścianę, a pod nią resztki cyny ze stopionych piszczałek - wspomina dr Krzywka.

Zachowały się natomiast zwęglone anioły zdobiące prospekt. Dr Krzywka uważa, że mogłyby trafić na nowe organy - jako przypomnienie tamtej katastrofy.

A organy bazylika mieć musi.

Po pierwsze: to najważniejsza świątynia miejska, fundacja wrocławskich patrycjuszy, symbol ambicji i możliwości Wrocławia. Wiele razy była zniszczona, ale zawsze przywracano jej świetność. Teraz ten obowiązek spoczywa na nas.

Po drugie: stoi tuż przy Rynku i powinna być miejscem przyciągającym turystów. - Wyobraźmy sobie, że co pół godziny w św. Elżbiecie odbywa się prezentacja najsławniejszych organów Śląska. Kto się oprze i nie przyjdzie posłuchać? Widziałem kolejki do Frauenkirche w Dreźnie: ludzie stali, żeby posłuchać zrekonstruowanych organów Gottfrieda Silbermanna - mówi Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia.

Przykłady Oliwy, Fromborka czy Świętej Lipki też dowodzą, że na organach nie tylko się gra, ale i zarabia. Jak zdobyć pieniądze, możemy dowiedzieć się np. od drezdeńczyków, mieszkańców partnerskiego miasta Wrocławia. Przez dziesięć lat zebrali oni ponad 100 mln euro na odbudowę Frauenkirche. - Skontaktuję się z tamtejszym komitetem obywatelskim i wykorzystam ich pomysły - mówi Rafał Dutkiewicz.

Na razie fundacja Opus Organi organizuje koncerty (także w Niemczech), planuje sprzedaż pamiątkowych piszczałek, pocztową dystrybucję cegiełek oraz reedycję archiwalnych nagrań, dzięki którym ocalało brzmienie organów Englera. Fundacja będzie się też starać o dofinansowanie z Unii Europejskiej. Tymczasem 10 czerwca - dzień po trzydziestej rocznicy pożaru - Opus Organi zaprasza wrocławian na spacer wrocławskimi śladami sławnych budowniczych organów i ich dzieł. Ideę odbudowy organów w św. Elżbiecie mają promować nawet ciastka - do wypieku "englerek" przymierza się jedna z wrocławskich cukierni.

Bogdan Tabisz, prezes fundacji Opus Organi: - Na początku XX w. Wrocław był zaliczany do najważniejszych organowych ośrodków w Europie. To, co ocalało z zawieruchy wojennej, czeka na ratunek.
 

·
Registered
Joined
·
14,638 Posts
Discussion Starter · #2 ·
Elżbieta Wielka

bm 14-05-2006 , ostatnia aktualizacja 14-05-2006 20:12


Kościół św. Elżbiety, będący fundacją patrycjatu Wrocławia, należy do najcenniejszych dzieł sztuki gotyckiej na Śląsku. To sen o potędze, który wrocławskiemu patrycjatowi śnił się przez kilka wieków, dowód ambicji i możliwości tego miasta, nekropolia możnych rodów.


W świątyni znajduje się największa na Śląsku liczba nagrobków i epitafiów mieszczańskich. Rodziny Uthmanów, Wolffów, Banków, Dompnigów czy Rehdigerów postarały się, aby potomni nie zapomnieli o ich zasługach dla miasta. U Świętej Elżbiety spoczywa urodzony w polskiej rodzinie pastor Johann Acoluth, wybitny kaznodzieja, autor "Kancjonału Doskonałego Polskiego" (ma piękny pomnik z czarnego i szarego marmuru), oraz Johann Crato von Crafftheim, lekarz trzech cesarzy.

Od trzech lat kościół garnizonowy jest bazyliką mniejszą, pierwszą we Wrocławiu. Po raz pierwszy też taki tytuł został nadany polskiemu kościołowi garnizonowemu. Otrzymują go świątynie o szczególnym znaczeniu liturgicznym i duszpasterskim. Wśród warunków koniecznych do uzyskania tytułu są i takie, które wiążą się z wystrojem przyszłej bazyliki.

Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zaleca, aby brać pod uwagę "znaczenie kościoła jako pomnika historycznego oraz jego walor jako obiektu sztuki". Zwraca także uwagę, że "dla zapewnienia przykładnej celebracji kościół winien posiadać obszerne prezbiterium". Walorów historycznych i artystycznych Elżbiecie nie brakuje, choć wciąż trwa usuwanie śladów po pożarze, który 30 lat temu zniszczył świątynię.

Trzeba przyznać, że kościół św. Elżbiety jest wyjątkowo pechową budowlą. W 1529 roku runął iglicowy hełm, a że stało się to niedługo po przekazaniu świątyni protestantom, katolicy uznali ów wypadek za karę boską. Protestanci dowodzili, że jest to dowód opieki Opatrzności, ponieważ zginął tylko kot.

W 1645 roku runęły północne filary, dach i sklepienie. Choć miasto było spustoszone przez wojnę trzydziestoletnią, zdecydowano się na odbudowę, ale przeszło sto lat później odrestaurowana świątynia ponownie uległa zniszczeniu na skutek eksplozji w pobliskiej wieży prochowej. Wierni jeszcze raz podjęli trud przywrócenia kościołowi dawnej świetności. Jednak w 1857 runęły południowe arkady i rada miejska musiała znowu wysupłać 46 tysięcy talarów na remont.

Po II wojnie światowej kościół trzy razy padał ofiarą pożarów: w 1962 roku na skutek uderzenia pioruna spłonęła latarnia hełmu, w 1975 roku spaliła się wieża, a rok później ogień strawił całą budowlę wraz z dachami i większością wyposażenia. Odbudowa trwała ponad dwadzieścia lat, kościół otwarto dopiero na 46. Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny.

GAZETA WYBORCZA
 

·
Registered
Joined
·
14,638 Posts
Discussion Starter · #3 ·
Cuda Michaela Englera


Beata Maciejewska 14-05-2006 , ostatnia aktualizacja



Był wielkim mistrzem, zbudował wiele wspaniałych instrumentów, ale organy dla św. Elżbiety były ukoronowaniem jego pracowitego życia. Już nie usłyszał, jak zabrzmiały pełnym głosem, rozsławiając nazwisko Englera.


Właściwie powinien nazywać się Ägler. Jego rodzina przywędrowała do Wrocławia z zachodnich Węgier, uchodząc przed konfliktami religijnymi. Jako luteranie Äglerowie wybrali miasto, w którym mogli swobodnie praktykować (i zmienili nazwisko na Engler). Gmina luterańska zyskała nowych wiernych, a Śląsk uzdolnionych organmistrzów. W dynastii Englerów Michael "młodszy" (jego ojciec nosił to samo imię) okazał się najlepszy. Urodził się w 1688 roku, kształcił w znakomitym wrocławskim gimnazjum św. Elżbiety, a ojciec i wuj odkrywali przed nim tajemnice sztuki budowania organów. W końcu ruszył w świat, żeby podpatrzeć, jak robią to inni.

Oto człowiek sukcesu

Przez kilka lat praktykował wspólnie z Gottfriedem Silbermannem, saksońskim budowniczym organów, znanych do dziś z fantastycznej jakości wykonania i metalicznego, srebrzystego brzmienia. Nauka nie poszła w las. Mając 32 lata, Michael zaczął pracę na własny rachunek - pierwszy instrument wybudował dla kościoła w Oleśnicy - i od razu odniósł sukces. Zamówienia posypały się jak z rękawa, w kolejce stanęli klienci z Wrocławia, Międzyborza, Młodoszowic, Kuraszkowa, Wielowsi, Oławy, Psar, Piotrkowiczek i Trzebnicy - 11 instrumentów w ciągu siedmiu lat!

Pierwsze wielkie zamówienie przyszło z Brzegu, dla kościoła św. Mikołaja. Odmieniło mu życie, na miejscowym cmentarzu pochował żonę i dzieci. Ale w ciągu sześciu lat zbudował wspaniałe organy na 52 głosy, ugruntował sławę, sprawił, że nazwisko Englera stało się cennym znakiem towarowym. Zamówienia płynęły z Poznania, Kościana, ze Święciechowej koło Leszna, z Łęczycy i z opactwa cystersów w Krzeszowie, gdzie w latach 1732 do 1736 powstał drugi wielki instrument Englera, posiadający 2606 piszczałek i 52 rejestry.

Oglądamy w Krzeszowie, słuchamy w Ołomuńcu

Ten wciąż możemy oglądać (na słuchanie przyjdzie poczekać, bo trwa jego remont) i jest to widok wart wycieczki do Krzeszowa. Muzykujące anioły w obłokach, postacie Mojżesza i Aarona, scena adoracji Dzieciątka przez Maryję i Józefa, ornamenty kwiatowo-roślinne, błysk złota - jednym słowem sztuka barokowa w pełnym rozkwicie.

Organy Englera zajmowały zwykle dużą przestrzeń chóru, miały wysokość kilkunastu metrów, w ich wnętrzu można poruszać się swobodnie po zbudowanych schodach i pomostach niczym na olbrzymim statku. - Dawało to dodatkowy efekt przestrzennego brzmienia organów, tworzyło swego rodzaju orkiestrę - tłumaczy Bogdan Tabisz, organista.

Ci, którzy chcą posłuchać Englera już dziś, muszą się wybrać za granicę, do "cesarsko-królewskiego miasta Ołomuńca", gdzie w kościele pod wezwaniem św. Maurycego powstał w latach 1741-1745 trzeci z wielkich instrumentów organowych mistrza Michaela. Wtedy były to największe organy w środkowej Europie - 3200 piszczałek. Bracia Czesi pieczołowicie je odrestaurowali, grają tak, że św. Cecylia grzeszy zazdrością.

Dzieło życia

Organy u św. Elżbiety były jeszcze wspanialsze. Ich budowę zaproponowano Englerowi w 1750 roku. Mistrz miał już 62 lata i ogromne doświadczenie.

- Posiadał fantastyczną wyobraźnię przestrzenną i rozmieszczał poszczególne głosy organowe w taki sposób, by były słyszalne w całej okazałości - mówi Bogdan Tabisz.

Budowa ciągnęła się przez jedenaście lat, zakończona została kilkanaście miesięcy po śmierci Michaela. Instrument zbudowany z 3077 piszczałek (56 głosów) poświęcono we wrześniu 1761 roku, w dzień patrona mistrza. Cieszył nie tylko ucho, ale i oko. Wspaniały prospekt, złocony i polichromowany, został ozdobiony drewnianymi figurami aniołów, proroków Starego Testamentu oraz personifikacjami Harmonii i Dysonansu Dźwięku. Ich autorem był m.in. znakomity artysta Johann Albrecht Siegwitz z Bambergu, ten sam, który wyrzeźbił personifikacje Czterech Cnót Kardynalnych na balustradzie portalu Uniwersytetu.

Dynastia organmistrzów Englerów odeszła w 1829 roku, wraz ze śmiercią wnuka Michaela, Johanna Gottlieba Benjamina. Znaczna część instrumentów Englerów uległa zniszczeniu podczas II wojny światowej. Ale sławne organy z elżbietańskiej fary wciąż grały! Jednak nie tak, jak chciał mistrz Engler, bo przeszły dwie poważne przebudowy, ostatnia w latach 40. ubiegłego wieku.

Ich brzmienie słychać na płycie Polskich Nagrań z 1963 roku. - Utwory Jana Sebastiana Bacha wykonuje prof. Józef Chwedczuk z Akademii Muzycznej w Krakowie - opowiada Stanisław Gładysiewicz, członek zarządu fundacji Opus Organi. - Wiemy też, że we wrocławskim oddziale Polskiego Radia są nagrania z maja 1976 roku.

Czyli zrobione tuż przed pożarem. Kiedy 9 czerwca ogień trawił już chór organowy, w pewnym momencie wszystkie piszczałki zagrały naraz. Po raz ostatni.

Kościół odbudowano, ale nad empora organowa zieje pustką. - Ona nigdy nie pozwoli zapomnieć o tym pożarze - mówi dr Piotr Oszczanowski, historyk sztuki, autor przewodnika po św. Elżbiecie. - Te organy były duszą kościoła, ich strata jest niepowetowana!

Jego zdaniem instrument trzeba odbudować: - Kościół św. Elżbiety wiele razy był niszczony, ale wrocławianie zawsze przywracali mu jego świetność i rangę. Dziś ten obowiązek spoczywa na nas.

GAZETA WYBORCZA
 

·
Registered
Joined
·
14,638 Posts
Discussion Starter · #4 ·
Radość dla ucha i oka


14-05-2006 , ostatnia aktualizacja 14-05-2006 20:10


Rozmowa o organach



Beata Maciejewska: Organy to największy na świecie instrument muzyczny, ale przeciętny człowiek nie ma pojęcia, jak on działa. Do fortepianu możemy zajrzeć, trąbę nawet rozłożymy na części, a organy są dostępne tylko dla wybranych. Umieszczone zwykle wysoko nad nawą główną, ukryte za ozdobną fasadą kryją jakąś tajemnicę. Nawet organisty nie widać!

Bogdan Tabisz, organista i prezes fundacja Opus Organi: [Śmiech] Niektórzy słuchacze nawet żartobliwie wątpią, czy organista naprawdę gra. Kiedyś nie było innej możliwości, ale w naszych czasach można przecież włączyć płytę CD - kto pozna różnicę? Na chór organowy wchodzą najczęściej tylko chórzyści i muzycy, cała reszta może tylko słuchać.

Co w tym instrumencie jest najważniejsze?

Oczywiście piszczałki. W instrumencie Englera z kościoła św. Elżbiety było ich 3077, w tym 336 cynowych, 2279 metalowych i 462 drewniane. Ponadto organista mógł też grać na dzwonach.

Każda piszczałka wydaje dźwięk. Jak sprawić, żeby ułożyła się z nich melodia?

Pierwowzorem organów był z całą pewnością chór. Stąd mamy w organach "głosy" - uporządkowane pod względem wysokości i barwy dźwięku zestawy piszczałek. O barwie dźwięku decyduje materiał (najczęściej sezonowane przez wiele lat drewno lub różnej proporcji stopy ołowiu z cyną) i sposób wykonania piszczałek, usytuowania ich wewnątrz instrumentu, a przede wszystkim intonacja, czyli strojenie piszczałek w odpowiedniej konwencji brzmieniowej.

Ale jak organista panuje nad tymi tysiącami piszczałek?

Za pomocą klawiatur i rejestrów. Na każdą klawiaturę przypada odrębny zestaw "głosów", umieszczonych na skrzynkach ze sprężonym powietrzem, zwanych "wiatrownicami". Powietrze doprowadzone jest do "wiatrownic" kanałami z "płuc" instrumentu, którymi są ogromne miechy. A skąd powietrze w miechach? Kiedyś było pompowane siłą ludzkich mięśni (przez tzw. kalikantów), dziś za pośrednictwem wentylatora elektrycznego.

Między pojedynczą piszczałką a "wiatrownicą", na której ona stoi, jest specjalny wentyl doprowadzający powietrze, sprzężony z odpowiednim klawiszem w klawiaturze. To, w jaki sposób klawisz otwiera bądź zamyka zawór z dopływem powietrza do piszczałek, zależy od rodzaju mechanizmu, który w organach nazywa się "trakturą organową".

Są jakieś współczesne usprawnienia tego mechanizmu?

Do połowy XIX wieku organy posiadały przeważnie trakturę mechaniczną: każdy klawisz pociągał odrębne drewniane cięgło z kilkoma dźwigniami pośrednimi. Owe dźwignie otwierały w wiatrownicy klapę pod zestawem piszczałek przypadającym dla danego dźwięku. To rozwiązanie, choć najstarsze, jest z całą pewnością najtrwalsze - do dziś spotyka się w Europie instrumenty sprzed dwustu, trzystu lat, które świetnie działają. W wieku XIX i XX stosowano głównie traktury pneumatyczną i (lub) elektromagnetyczną. Z jednej strony upraszczały projektowanie i budowę samego instrumentu, stwarzały nowe możliwości brzmieniowe (można było zastosować ogromne ilości głosów), z drugiej strony wymagały częstych remontów i popadały w ruinę przez brak należytej opieki. Dziś wraca się do traktury mechanicznej, głównie przez wzgląd na jej trwałość oraz możliwości wykonawcze.

Organy cieszyły nie tylko ucho, ale oko. Prospekty organowe były ozdabiane przez wybitnych malarzy i rzeźbiarzy.

To prawda. W epoce baroku sztuka zdobienia organów osiągnęła swoje apogeum, co widać było na przykładzie organów Englera ze św. Elżbiety. Ileż tam było rzeźb i detali snycerskich, złoceń, polichromii! Podobne dzieła możemy spotkać w Bazylice Mariackiej w Krzeszowie, Bardzie Śląskim, w Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu, w kościele garnizonowym w Jeleniej Górze. Tylko patrzeć i słuchać.

GAZETA WYBORCZA
 

·
kierowca bombowca
Joined
·
1,124 Posts
eee, czy ja wiem, czy to taki dobry pomysł? 3,5 mln euro to ponad 13 mln zł, czyli można za to sporo dróg wyremontować albo wydać na inne, IMO potrzebniejsze rzeczy.
 

·
Registered
Joined
·
14,638 Posts
Discussion Starter · #6 ·
Szczerze mówiąc, to wolałbym, żeby najpierw odbudowano hełmy na obu wieżąch kościoła NMP na Szewskiej - te monumentalne, przedwojenne hełmy, albo żeby przywrócono globus na Feniksie. Organy są dla mnie na dalszym miejscu...
 

·
Registered
Joined
·
2,003 Posts
Darek_W said:
Szczerze mówiąc, to wolałbym, żeby najpierw odbudowano hełmy na obu wieżąch kościoła NMP na Szewskiej - te monumentalne, przedwojenne hełmy, albo żeby przywrócono globus na Feniksie. Organy są dla mnie na dalszym miejscu...
A nie miałeś aby na myśli kościoła p.w. św.Marii Magdaleny?
 

·
Miastolub
Joined
·
3,715 Posts
Mógłby ktoś zapodac zdjęcia kościoła o którym mowa?
 

·
Registered
Joined
·
14,638 Posts
Discussion Starter · #11 ·
Pomogą odbudować organy Englera


Rozmawiała Beata Maciejewska 15-06-2006 , ostatnia aktualizacja 15-06-2006 17:18
GAZETA WYBORCZA


Zgłosili się już pierwsi sponsorzy, którzy chcą pomóc w odbudowie słynnych organów Englera. 30 lat temu spłonęły wraz z kościołem św. Elżbiety. Jest szansa, że roku 2010 zobaczymy ich replikę.






Były tym dla elżbietańskiej fary, czym ołtarz Wita Stwosza dla Bazyliki Mariackiej. Zostały po nich zwęglone anioły, archiwalne zdjęcia i nagrania koncertów. Fundacja Opus Organi, która powstała dwa lata temu, chce je odbudować. Organy mają kosztować ok. 3,5 mln euro. Prezydent Rafał Dutkiewicz zadeklarował, że miasto da połowę. - Liczymy, że resztę zbiorą wrocławianie. Ci, którzy tu dziś mieszkają, i ci przedwojenni. Bo nie były to zwykłe organy, ale głos Śląska - podkreśla prezydent.

W rocznicę największego pożaru w powojennym Wrocławiu wolontariusze z Opus Organi rozprowadzali cegiełki - zebrali prawie 4600 zł. Zaprosili także na licytację piszczałek przedstawicieli wrocławskiego biznesu. Kupiło je pięć firm i konsul generalny Niemiec Helmut Schöps. Zapłacili symbolicznie po dwa tysiące, deklarując wejście do klubu mecenasów organów Englera. Jako pierwsza zgłosiła się EnergiaPro Koncern Energetyczny SA. Jej prezes Dariusz Stolarczyk zadeklarował chęć współfinansowania całego przedsięwzięcia.

Beata Maciejewska: Ile jesteście gotowi wyłożyć?

Prezes EnergiaPro Dariusz Stolarczyk: Myślimy o sumie rzędu kilkuset tysięcy. Trudno mi w tej chwili podać kwotę, bo budowa organów jest rozłożona na cztery lata. Chcemy uczestniczyć w niej do końca jako znaczący partner. Prezydent Dutkiewicz powołał już zespół ds. tej inwestycji i prowadzimy z nim rozmowy.

Widział Pan organy Englera przed spaleniem?

Nie, bo we Wrocławiu mieszkam dopiero od trzech lat. Wprawdzie studiowałem na Politechnice Wrocławskiej, ale przez większość życia byłem związany z Jelenią Górą.

Ale o pożarze Pan słyszał?

Oczywiście, to było przecież traumatyczne przeżycie dla wrocławian. Ale dopiero po obejrzeniu archiwalnych zdjęć uświadomiłem sobie ogrom strat. Najbardziej żal organów. I prospekt, i instrument musiały budzić podziw.

Zabytkowe organy i koncern energetyczny to raczej egzotyczny mariaż...

Wprost przeciwnie. Przecież największy na świecie instrument muzyczny potrzebuje... energii. Kiedyś była to energia ludzkich mięśni, dziś energia elektryczna. To dzięki niej pompowane jest powietrze do miechów, będących płucami organów.

Zyskacie nowego klienta?

[Śmiech] Tym się nie kierujemy. Zużycie energii na pewno nie jest wielkie. Chcemy pomóc w odbudowie, bo te organy były chwałą całego Śląska. Jesteśmy dużą firmą, powinniśmy aktywnie włączać się do życia regionu. Unia Europejska cały czas lansuje hasło "społecznej odpowiedzialności biznesu" i to jest właśnie ta odpowiedzialność.

To Wasza pierwsza inwestycja w sferę kultury?

Oczywiście, że nie. Wspomagamy m.in. Wratislavię Cantans, Przegląd Piosenki Aktorskiej, Międzynarodowy Festiwal Bachowski, Festiwal Muzyki Wiedeńskiej. Ale finansujemy także imprezy sportowe i akcje charytatywne. Naszą autorską akcją jest konkurs dla domów dziecka Dolnego Śląska i Opolszczyzny pod hasłem "Domy pozytywnej energii". Dzieci przysyłają swoje prace plastyczne i literackie do komisji konkursowej, przekonując jurorów, że w ich domu jest ta pozytywna energia. W tym roku mamy już drugą edycję. Nagrodzonych dziesięć domów dostało 500 tysięcy zł, a oprócz tego ufundowaliśmy dla wychowanków 10 stypendiów naukowych po 10 tys. zł.

Odbudowa organów jest bardzo kosztowna. Myśli Pan, że się opłaci w sensie materialnym?

Uważam, że tak. To promocja regionu, atrakcja dla turystów, których coraz więcej ściąga do Wrocławia. Poza tym, jak miasto będzie miało instrument tak wysokiej klasy, można będzie zorganizować festiwal muzyki organowej. Z przyjemnością słuchałem w kościele garnizonowym w Jeleniej Górze koncertów organowych z udziałem naprawdę znakomitych artystów. Mam nadzieję, że wirtuozi zagrają też na odbudowanych organach Englera.
 

·
Registered
Joined
·
2,548 Posts
Oto jak wygladaly te organy 8 lat przed pozarem

Organy Englera w kolorze „ORWO” z roku 1968... (blony ORWO maly tendencje do uwydatniania czerwonego koloru)




a, to jest reprodukcja obrazu prof. Franza Mutha z roku 1936 ze zbiorów kościoła Św. Elżbiety Węgierskiej we Wrocławiu




Kwiecień 2005 roku - miejsce czeka na ORGANY



Projekt odbudowy przygotowany przed laty ...

... sporządził go Pan Profesor JACEK RADZIEWICZ-WINNICKI

Zdjecia pochodza ze strony internetowej poswieconej inicjatywie odbudowy organow mistrza Gnglera http://www.opusorgani.wroclaw.pl/polski/menu22.html
 

·
investmap.pl
Joined
·
3,583 Posts
Nic, tylko trzeba wypuscic nowe obligacje. Powiesze sobie obok skarbu z Bremy :) Antyrama juz jest :D

fogel said:
eee, czy ja wiem, czy to taki dobry pomysł? 3,5 mln euro to ponad 13 mln zł, czyli można za to sporo dróg wyremontować albo wydać na inne, IMO potrzebniejsze rzeczy.
Sa pieniadze na drogi i sa na kulture. Rozwoj musi byc na wszystkich frontach. 13 milionow to nie tak duzo - roczna pula Prezydenta. Porownaj skale remontow drog... i tak jestesmy zakorkowani. Po drugie podziel na pol te kase i na 4lata. Moze nowu my zaplacimy :) Ja chetnie.

Darek_W said:
Szczerze mówiąc, to wolałbym, żeby najpierw odbudowano hełmy na obu wieżąch kościoła Marii Magdaleny na Szewskiej - te monumentalne, przedwojenne hełmy, albo żeby przywrócono globus na Feniksie. Organy są dla mnie na dalszym miejscu...
Inicjatywa idzie od dolu - trzeba isc do MM i przycisnac ksiedza. Zebrac parafian, podpisy, itd. To moze wypala obie inwestycje naraz :) Z rok temu meczylem ksiedza i wycisnalem, ze 2 lata ma cos ruszyc. Duzo bylo deklaracji, sami czytaliscie. Wlasciwie to wszystko jest gotowe i obnosi sie tylko o kase. Debata publiczna?? Nie wiem, ale trzeba cos zrobic. Napijmy sie za helmy MM :cheers:

ps Przepraszam Darek za zmiany w Twoim poscie, ale nie chcialem niedomowien :)
 

·
Registered
Joined
·
452 Posts
Też wydaje mi się, że najpierw należałoby odbudować zwieńczenie Marii Magdaleny.



Tylko że to nie jest kościół rzymsko-katolicki tylko polsko-katolicki, więc nie wiem czy obecni właściciele mają taką siłę przebicia by przeforsować tę sprawę w Urzędzie Miasta.

kiedyś wyglądało to tak:



Jest też możliwość umieszczenia zwieńczeń pseudogotyckich.
 

·
Registered
Joined
·
2,548 Posts
WroFanatyk said:
Z nasza i Bożą pomocą - trzeba sie zorganizowac !!!

Ktos sie orientuje, ile mialaby wtedu metrow?
Zyskalyby ok.1/2 obecnej wysokosci. Teraz trzeba ustalic jaka dokladnie jest ich obecna wysokosc. Na jednej ze stron internetowych wyczytalem ze maja ok 50 m., a wiec po odbudowie helmow liczylyby ok 75 m. wys. Wyczytalem takze, ze jest przygotowywana ich odbudowa
 
1 - 20 of 121 Posts
Top